-Michell, ja...-zaczął klęcząc przede mną.
-Nie chcę z tobą rozmawiać.-Wstałam i starałam się ogarnąć.-Otwórz drzwi, chcę wejść.-Nakazałam bez emocji. Wykonał moje polecenie i wpuścił mnie pierwszą. Z wściekłością zrzuciłam z siebie kurtkę i szpilki.
-Michi, proszę...-Kroczył za mną.
-Dlaczego tak zareagowałeś? Czemu to zrobiłeś? Mogłeś tylko go ode mnie odciągnąć. Po co?-Drżącym głosem spokojnie wyrecytowałam serię pytań. Bałam się czy w ogóle mnie usłyszy.
-Bo oni cały czas cię zatrzymują! Wciąż fani, fotografowie, gale, bankiety, sesje, pokazy! Mam tego dość! Zabierają mi ciebie! Nie mam ciebie! Zmieniłaś się!!!-Nie dość, że górował nade mną jeżeli chodzi o wzrost to jeszcze nachylił się nade mną krzycząc to wszystko. Cały mój świat runął. Histeria mnie pochłonęła. Wszystko wróciło. Wybiegając z domu złapałam tylko za kurtkę...
***
Nie wołał, nie gonił, opuścił. Nie wiedziałam dokąd się wybieram. Szłam płacząc. Nie obchodziły mnie osoby, które patrzały na mnie jak na wariatkę. Zauważałam osoby, które próbowały sfotografować mnie niepostrzeżenie. Nie miałam siły się zakrywać i się z nimi użerać. Pragnęłam uciec. Nie miałam planu gdzie, ale nareszcie wpadłam na pomysł.
*Oczami Harry'ego.
Obudziłem się rano z totalnym bólem głowy. Nie miałem pojęcia skąd wziąłem się w łóżku. Nie pamiętałem prawie nic co stało się poprzedniego wieczoru. Nadal tkwiłem w ubraniach bez Michi u boku. Nie wiedziałem o co chodzi. Podniosłem się z trudem. Wyszedłem na korytarz-pusto, dół-pusto, nigdzie jej nie było. Wyjrzałem za drzwi z małą nadzieją spotkania jej w ogrodzie. Nadal nie natrafiłem na niebieskooką. Ale za to zauważyłem rozsypane rzeczy ukochanej. Podniosłem jej komórkę i torebkę. Wtedy coś mi zaświtało. Przepraszałem ją za coś. Ale za co? Wróciłem do środka. Jeszcze coś, krzyczałem na nią. Za cholerę nie przypominałem sobie za co. Wiedziałem, że uciekła i to tyle. Opadłem na sofę i schowałem twarz w dłoniach. Załamałem się. Przeczuwałem, że przesadziłem, byłem tego pewien. Zbierało mi się na płacz. Nagle pojawili się Calum oraz Luke.
-Hej. Harry co się wczoraj z wami stało po tej bójce jak wróciliście?-zapytał zmartwiony ciemnooki. Podniosłem na nich wzrok. Myślałem, że mnie uszy mylą.
-Jakiej bójce?-Przerażenie płonęło w moich zielonkach.
-Nie pamiętasz?-Pokiwałem głową na nie. Rozpacz mnie powoli ogarniała. Jaka znowu bójka? Michell się z kimś pobiła?-myślałem.-Stary, jeden facet trochę narzucał się Mich. Nie mogła się od niego odpędzić, a ty zamiast subtelnie jej pomóc rzuciłeś się na tego mężczyznę jak dziki. Okładałeś go pięściami jak opętany. Przy okazji, kiedy młoda próbowała cię odciągnąć uderzyłeś ją. Później odjechała, a ty za nią. Kiedy przyjechaliśmy leżałeś już w sypialni a jej nie było.-wyrecytował brat Chelly. Nie wytrzymałem zacząłem płakać. Łzy leciały z moich oczu jak deszcz z nieba. Nie rozumiałem co mną władało. Na prawdę nie pamiętałem z tego nic. To wszystko alkohol, to on spowodował tą siekę w moim mózgu. To on mnie opętał.
-Gościu, nie rycz tylko podzwoń gdzie może być.-poradził Cal.
-Masz rację.-Starałem się uspokoić. Po licznych telefonach nie otrzymałem żadnej wiadomości. Nikt nie widział mojej słodkiej blondyneczki. Tak bardzo żałowałem. Traciłem siły. Zdawałem sobie także sprawę z tego, że w pracy jej nie znajdę. Miała wolne. Zaraz, zaraz. Zaćmienie nieco minęło. Wpadłem na coś. Szybko się odświeżyłem i wsiadłem do samochodu. Jechać, ale gdzie? Nie znałem adresu, numeru. Znałem tylko jej imię. Zmuszony byłem jednak podjechać pod budynek, gdzie Miśka miała wszystkie przymiarki, sesje i inne. Wparowałem tam i natychmiast rzuciłem się na recepcjonistkę.
-Dzień dobry, w czym mogę pomóc?-Starsza kobieta lustrowała mnie od góry do dołu ze zmartwieniem w głosie.
-Ja do asystentki Michell Robinson-Cindy. Gdzie mogę ją znaleźć?-Starałem się jak najspokojniej w tym szale.
-Jej nazwisko?-Zaglądając do jakichś kart rzuciła.
-Nie znam. Proszę niech mi pani pomoże. Na pewno wie pani o kogo mi chodzi.-Wręcz błagałem.
-A mogę wiedzieć kim pan jest?-Serio, myślałem, że wyjdę z siebie.
-Styles, partner życiowy Michell Robinson.-odrzekłem. No krew mnie zalewała.
-Dobrze, niech panu będzie. Ale robię to tylko dlatego, że widzę, że coś się dzieje. Panna Cracer aktualnie przebywa na siódmym piętrze w dziale krawieckim. Jak się panu uda złapie pan ją na przerwie. To przepustka.-Podała mi świstek nawet na mnie nie patrząc.
-Dziękuję bardzo.-Natychmiast później odbiegłem. Szybko wsiadłem do windy i wcisnąłem guzik z właściwą cyfrą. Nareszcie maszyna zatrzymała się na moim przystanku. Zaczepiałem wiele osób w poszukiwaniu właściwej.-Wie może pani gdzie znajdę Cindy Cracer?-zapytałem niskiej brunetki o czekoladowej skórze.
-Czego ty tu szukasz Harry?-Złapała mnie za rękę i zaciągnęła w kąt. W jej głosie wyczuwałem złość, a nawet wściekłość.
-To ty?-Trochę oszołomiło mnie jej zachowanie, więc wiecie.
-Tak idioto, to ja.-warknęła.
-Ej, ej, my się chyba nie znamy, więc nie życzę sobie...
-A ja nie życzę sobie, żebyś znęcał się nad Michi, jasne?!-Oczy mi wyszły na wierzch...
Hejoł! Oto kolejny rozdział? Zaskoczeni? Jak myślicie, co będzie dalej? Jak potoczą się losy ich jako pary? I czy w ogóle będę jeszcze parą? Piszcie ;) Mam nadzieję, że się spodoba :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Hazz...
OdpowiedzUsuńNo brak mi słów dla niego!
Cindy już wie...
No no no, już nie mogę doczekać się next!!
Oni muszą być razem! !
No tak jak mi do Lou u cb kochana, a więc JEDNOGŁOŚNIE stwierdźmy, że faceci to czasami tacy idioci, że żal patrzeć ;)
UsuńJuż niedługo <3 Postaram się szybko <3
Zobaczymy jak to będzie :*
CAŁUSKI <3
Heh, zgadzam się. Z tb!
UsuńU mnie zobaczymy co to będzie. ..
Tak, idioci.
A mówią, że to blondynki są głupie. ..
*Bez urazy dla blondynek
<3
Hehe :D
UsuńMam nadzieję, że już niedługo <3
Oj idioci, idioci <3
Jestem blondynką i myślę, że oni i tak są gorsi XD
Całuski <3