-Czego ty tu szukasz Harry?-Złapała mnie za rękę i zaciągnęła w kąt. W jej głosie wyczuwałem złość, a nawet wściekłość.
-To ty?-Trochę oszołomiło mnie jej zachowanie, więc wiecie.
-Tak idioto, to ja.-warknęła.
-Ej, ej, my się chyba nie znamy, więc nie życzę sobie...
-A ja nie życzę sobie, żebyś znęcał się nad Michi, jasne?!-Oczy mi wyszły na wierzch...
***
-O czym ty mówisz?-Nie dowierzałem.
-O czym mówię? O twoim wczorajszym zachowaniu.-odpowiedziała.
-Ale co ja zrobiłem?-Już brakowało mi tchu. Mierzyła mnie wściekłym wzrokiem. Szczerze to zaczynałem bać się tej dziewczyny.
-Z tego co mi wiadomo to wczoraj wdałeś się w bójkę przy okazji uderzając Michell, później się na nią wydarłeś i zrobiłeś wyrzuty. Nawet nie wiesz jak bardzo ona się stara spędzać z tobą każdą wolną chwilę, poświęcać ci jak najwięcej czasu. Na każde wolne okienko w jej grafiku trafiasz ty, ale nie doceniasz tego ile poświęciła zleceń w zamian za wieczór z tobą. Tak naprawdę nieświadomie wyrzygałeś jej wszystko czego pragnęła dla ciebie. Gratuluję ci. Poznałam jej przeszłość. Ty także ją znasz, lepiej ode mnie, jak się domyślam, a mimo to powtórzyłeś to wszystko co złego zrobił Rich. Rozumiesz, że przypomniałeś jej wszystko co złe? Zdajesz sobie sprawę, że jeszcze dobrze nie wyleczyła się z tamtej traumy, a znów nasunąłeś jej to wszystko? Możesz tylko sobie pogratulować. Michi jest załamana. Cała drży, boi się dotyku.-Kiedy te wszystkie słowa do mnie dotarły, kiedy zrozumiałem co uczyniłem, oniemiałem. Nie pamiętałem nic. Nie miałem pojęcia, że zachowałem się w ten sposób. Przecież ja nawet nie miałem za złe jej pracy. Wszystkie informacje uderzyły we mnie. Zawiodłem się sam na sobie. Bałem się o moją małą, obawiałem się także, że już mi nie wybaczy. Tyle przeszła, tyle czasu kurowała te wszystkie wspomnienia, a ja falą alkoholu zniszczyłem to nad czym tak długo pracowała. Jak mogłem się tak zachować?
-Ja...Ja...-jąkałem się. Łzy już swobodnie tańczyły po moich policzkach. Ciemnoskóra chyba zmiękła, ale to nie to było moim celem.-Powiedz gdzie ona jest? Ja naprawdę tego nie pamiętam, byłem zalany i nie panowałem nad tym co robiłem. Jakieś krótkie sceny migają mi w pamięci, ale nic konkretnego. Ja nie chcę jej stracić. Miśka jest moim całym światem, powietrzem i tlenem...-Plątałem się w własnej wypowiedzi. Na szczeście uratowała mnie swoim wtrąceniem.
-Już, już. Ciszej, bo to nie jest las.-Przyciągnęła mnie bliżej siebie.-Posłuchaj. Mich jest u mnie. Wczoraj przyszła kompletnie zrozpaczona. Opowiedziała mi wszystko łkając jak oszalała. Na tą chwilę jest w takiej histerii, że nie powinieneś interweniować. Daj jej jeszcze z jeden dzień, może dwa. Ona najpierw musi odetchnąć, gdyż to poważna sprawa i wcale nie łatwa dla blondi. Zapewniam cię, że u mnie jest bezpieczna...-Spokojniej recytowała.
-Zostawiłaś ją samą w rozsypce?! Przecież ona może się poranić!-Przerwałem jej. Miałem jeszcze coś dodać, ale zasłoniła mi usta dłonią widząc dwie chude modelki przechodzące obok.
-Nie. Została z moją młodszą siostrą. Ogarnij się, proszę. Masz.-Wręczyła mi papierowy prostokąt.-To mój numer. Twój już mam. Jak coś to pisz, dzwoń. Też się odezwę jak coś. A teraz idź, bo mam pracę.-Starałem się zachowywać spokój. Wycofywałem się przyglądając się wizytówce z zapłakanymi zielonkami, co utrudniało mi życie nie powiem.
-Dziękuję.-Tylko tyle jeszcze zdołałem wykrztusić. Tak bardzo pragnąłem popędzić i wyjaśnić jej wszystko, ale może rzeczywiście trochę świeżego powietrza nie zaszkodziłoby jej. Postanowiłem czekać. Nic innego mi nie pozostało. Niewyobrażalne jak bardzo może boleć zranienie osoby, którą kocha się bardziej niż siebie samego, bardziej niż żywot. Wsiadłem do samochodu i wróciłem do domu. Nawet on przypomniał mi obraz uśmiechniętej niebieskookiej. Tęskniłem nie mając jej u boku zaledwie kilka godzin. Nie znosiłem jej braku. Zauważyłem na podjeździe kilka znanych mi aut. Kiedy wszedłem do środka cała grupa moich przyjaciół podniosła się z kanapy i zwróciła na mnie uwagę z powagą wymalowaną na twarzach. Nie miałem ochoty z nimi rozmawiać. W tamtej chwili najchętniej bym strzelił sobie w łeb. Zdjąłem z siebie nakrycie. Zbliżyłem się do nich. Nie rzuciłem nawet na nich okiem.
-Stary, co się stało?-Bardo zmartwionym głosem zapytał Niall.
-Wszystko.-Wściekłym tonem mruknąłem.
-Co wszystko?-dopytał Zen.
-Wszystko spierdoliłem, jasne?!-krzyknąłem. Jak najszybciej wyszedłem stamtąd z rykiem i skierowałem się do naszej sypialni. Zatrzasnąłem z hukiem drzwi i opadłem na jej miejsce na naszym łóżku. Delektowałem się zapachem, którego tak bardzo mi brakowało. Pragnąłem jej obecności, uśmiechu, głosu, dotyku. Cały mój świat stanął w barwach szarych. Wszystko co dookoła straciło sens, łącznie z mną...

Witam! Przepraszam, że pojawiam się tak późno i zapewne większość z was się o to gniewa, lecz brak czasu nadal mi doskwiera i nic nie mogę poradzić. Po prostu brakuje mi czasu na pisanie. Spokojnie, nie odchodzę i nie zamierzam, bo nie wytrzymałabym. Zwyczajnie zrozumcie, że poza moimi obowiązkami każdemu należy się chwila odpoczynku. Staram się odpoczywać pisząc tutaj, ale okazuje się, że ekran laptop'a mnie nie odpręża. Pisanie=tak, światło komputerowe=nie. Jutro, od razu mówię, mam korepetycje z matematyki, której kompletnie nie ogarniam, więc jest spore prawdopodobieństwo, iż pojawię się około godziny 20.00 może później. Wybaczcie, nie mogę poradzić na to nic. Pozostało mi tylko lepiej rozplanowywać mój czas, ale jakoś na razie mi to nie wchodzi. Mam nadzieję, że nie będziecie źli i spodoba się wam to co napisałam tam u góry :) Nie zanudzam już was kocurki wy moje :))
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Piękne
OdpowiedzUsuńTyle tylko jestem w stanie powiedzieć...
Wowki! Dziękuję <3
Usuń