czwartek, 11 czerwca 2015

Confidence 2

Dzień rozpoczęłam o godzinie 10.30. Zawitałam w jadalni, gdzie już czekała na mnie stała "niespodzianka", czyli brat Alexis buszujący w naszej lodówce.
-Dzień dobry, Niall.-przywitałam go cicho. Złapałam za koktajl poranny, który wypijałam każdego dnia. Mimo, że znałam go od dwóch lat, a on był młodszy, to nadal się go wstydziłam.
-Hej, mała.-odparł. Nienawidziłam, gdy się tak do mnie zwracano, lecz nie byłam w stanie postawić się komukolwiek. Taka to już była moja pewność siebie, lub jej brak...
***
-Zjesz coś?-zapytał. Podniosłam wzrok na jego niebieściutkie źrenice. Na szczęście nie należał do osób, które drwią z niepewnych siebie ludzi. Nie bawiła go moja cichość, czy jakkolwiek inaczej by tego nie nazwać. Mogłam spokojnie "kryć się" bez zmartwień o to, czy nie zacznie go bawić moja postawa.
-Emm...Nie, dziękuję. Ale smacznego.-Posłałam mu niepewny uśmiech, zanim spuściłam zupełnie głowę i odeszłam do salonu. Mignął mi jeszcze widok jego białych perełek, jakich nie szczędził pokazywać.
-Dzień dobry.-Usłyszałam zaspany głos przyjaciółki. Wyglądała jak jedna, wielka kupa nieszczęścia. Od razu było widać, iż przesadziła z ilością alkoholu w swojej krwi kilka godzin wcześniej.
-Cześć, druhno moja ukochana.-Zaśmiałam się. Opadła ciężko na miejsce obok, na sofie i oparła głowę o moje ramię.
-Nie rozumiem.-Mętnie przyznała.
-Wczoraj, prawie udzielałaś mi ślubu z tym chłopakiem z klubu, a nawet go tu nie było.-wyjaśniłam chichocząc. Przy Alexis, otwierałam się znacznie bardziej niż do reszty moich bliskich. Po prostu miała coś w sobie, czego nie umiem opisać słowem. Przyciągała mnie w taki sposób, że wierzyłam w to, iż mnie nie wyśmieje, nie zdradzi najskrytszych sekretów, zrozumie, wysłucha. Raziła mnie magnetyzmem przez, który nie umiałam do niej nie lgnąć. Zwyczajnie ją poznałam i, jak z nikim nigdy wcześniej, zaprzyjaźniłam się.
-Oh...Przepraszam.-wymruczała smutno.-Już nigdy więcej, ale to przenigdy nie tknę kieliszka.-Wstając się zarzekała.
-Na pewno, słońce. Zwłaszcza z uwagi, na to, że mówisz tak na każdym kacu.-Zażartowałam.
-Daj mi spokój, jesteś wredna. Za dużo czasu ze mną.-Zarechotała, co poskutkowało nasileniem się bólu głowy.
-Cześć siostra!-Wydarł się Niall, który właśnie wchodził do pomieszczenia. Rozłożył ręce i czekał, aż niebieskooka się w niego wtuli.
-Przestań krzyczeć.-wyjęczała wściekle. Popchnęła go. Zniknęła z pola widzenia. Uspokoiłam się i zajęłam napojem. Blondyn usiadł na fotelu z dala ode mnie. Włączył telewizor. Już wiedział, że nie ma co mnie zagadywać, czy próbować nawiązać kontakt. Nie należałam do tych "integrujących się", a Al uświadomiła go o tym już pierwszego dnia. Dzięki Bogu, iż oboje urodzili się tak wyrozumiali.
Weszłam do łazienki, tam wzięłam prysznic i doprowadziłam się do porządku. Złapałam za torbę, wtem wyruszyłam do sklepu. Ulice były zapełnione po brzegi, jak to bywa w Londynie. W sumie, to jasne było czemu wybrałam zatłoczone miasto, gdzie nikt nie zwraca na nikogo uwagi. Przemknęłam bez większych problemów przez tabuny. Nareszcie trafiłam do celu. Spacerowałam po supermarkecie wybierając kolejne produkty do koszyka. Znów to głupie wrażenie, które prześladowało mnie od tamtej nocy. Jakby para oczu bacznie wpijała się w mą osobę. Rozglądałam się z rozwagą, lecz nie spostrzegłam ani jednej osoby patrzącej się na mnie. Stwierdziłam, że to tylko ta moja głupia, bezsensowna obsesja z dzieciństwa. Zatrzymałam się przy kasie. Sprzedawczyni zakończyła swoją pracę, podając mi należną do zapłaty sumę. Otwierając w pośpiechu portfel, aby uniknąć rozmowy z kobietą, upuściłam kartę. Mijający mnie młody, co stwierdziłam po ubiorze, mężczyzna podniósł ją za mnie i podał bez słowa. Nie zauważyłam ani je twarzy ani specjalnie nie zapamiętałam jakiej był postury. Jedyne co mi zapadło, to jego melodyjny, ciepły głos, wypowiadający słowo:
-Proszę.-I odszedł. Z otwartą buzią odprowadziłam go wzrokiem. Miał jeansową koszulę, czarne buty, spodnie oraz kapelusz.
-Proszę pani...-O swojej postaci przypomniała kasjerka. Ocknęłam się i podałam jej plastikowy prostokąt niezbędny do zapłaty.-Dziękuję, do widzenia.-pożegnała mnie całkiem wesoło.
-Do widzenia.-odparłam prawie niesłyszalnie. Po głowie cały czas szalał mi ten głęboki ton. Wróciłam do mieszkania. Zdjęłam buty, znalazłam się w kuchni. W spokoju rozpakowałam zakupy. Następnie każdy produkt ustawiłam na jego należytym, w kuchni, miejscu. Z tego co wywnioskowałam, po braku koturnów Alexis oraz Nike'ów Nialler'a, zostałam sama. Miałam czas na przemyślenia, szczerze nie nudził mi się ten temat rozpraw w mej głowie. Mogłam powtarzać sobie zdarzenie tamtego poranka tysiące razy, a nadal mi nie wadził.Zdradzę, że nawet mi się podobał. Leżałam na łóżku, uśmiechałam się sama do siebie. Nie mam pojęcia co mną tak zawładnęło. Może to, iż jeszcze nikt obcy nigdy nie pomógł mi? Nie rozumiałam samej siebie. Chwile sam, na sam by Avecra, przerwał mi dzwonek telefonu. Odebrałam z lekkim strachem...








Hejka! Tak wiem, nuda, ale no dopiero się rozkręcamy ;) Mam nadzieję, że rozdział nie taka tragedia <3 Pamiętajcie, że nadal przyjmuję zamówienia :) Zachęcam do składania ich, wiecie...Wakacje idą do nas wielkimi krokami, a to tak naprawdę ostatni dzwonek :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

2 komentarze:

  1. I Liam się nam pokazał!
    Fajny rozdział!
    No jakbym czytała o sobie!
    Czekam na nexta.


    Skoro tak bardzo chcess, to ja ustawiam się w kolejce po zamówienia i życzę sobie pana szefa wszystkich szefów, wiesz gangi i te różne takie. Może być połączony z Harrym, ale Tommo ma być tym przewodnim.
    No;)
    Lece dalej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe :D Dziękuję :3 Bardzo się cieszę :)
      A ja pisała :>
      Niedługo c:

      Znaczy, nic na siłę, po prostu chciałam was uświadomić, że już niewiele czasu zostało i później nie będzie okazji...
      Oczywiście ;) Już się pisze <3
      Całuski xx Dziękuję za kom :33

      Usuń