środa, 10 czerwca 2015

Hatin' Syndrome 19

-Vivi, co się stało?-Ukazał mi się Tommo. Wiedziałam, że to jemu mogę się wyżalić, mimo, że też w tym siedzi. Pociągnęłam go za sobą, aż do schodów za budynkiem liceum.
-...-Opowiedziałam mu wszystko, co do joty. Płakałam, nie będę ukrywała. Tuliłam się do chłopaka, jak nigdy wcześniej. Nie miałam już sił. On także lamentował, po tym jak się dowiedział co zadziałałam. Wtedy zaczęłam dostrzegać znaczne minusy mojej pochopnej decyzji.
-Nie możesz mi tego zrobić.-łkał.
-Lou, przepraszam. Przepraszam, że jestem taką suką, wybacz.-Otarłam łzy i odeszłam, całując go wcześniej w policzek. Postanowiłam wrócić do domu. Na szczęście rodziców nie było. Opadłam na łóżko i poczęłam moczyć poduszkę.
***
Nie umiałam sobie wybaczyć tego co zrobiłam. Miałam ochotę umrzeć. Usłyszałam jak drzwi mojego pokoju się otwierają. Zerknęłam na nie, ocierając łzy. Ujrzałam Hazz'ę. Nie miałam już siły się na niego złościć.
-Vivien, przepraszam.-Usiadł obok mnie. Nie czekał długo. Natychmiast wziął mnie na kolana tuląc do siebie. Z jednej strony chciałam go odepchnąć, z drugiej coś kazało mi się go trzymać.-Zachowałem się jak idiota, ale pokażę ci dlaczego. Chodź.-Pociągnął mnie za rękę. Wpakował mnie do samochodu. Droga minęła w milczeniu. Jechaliśmy około dwadzieścia minut. Zatrzymał pojazd na cudownym wzgórzu, na obrzeżach miasta. Nigdy wcześniej tam nie byłam. Budynki znajdowały się tuż pod nami, a widok naprawdę należał do niesamowitych. Przyglądałam się krajobrazowi z uwagą, dopiero gdy Harold obszedł pojazd i podał mi dłoń, abym wysiadła, się ocknęłam. Nadal się nie odzywałam. Poprowadził mnie niemal na skraj skarpy. Objął mnie w tali od tyłu i oparł brodę o miejsce pomiędzy głową, a moim barkiem.
-Chciałem, aby ten pierwszy pocałunek wydarzył się tutaj. Żeby to było wyjątkowe zdarzenie. Bo mi na tobie zależy, tak naprawdę.-W czasie, kiedy to recytował obrócił nas tak, że staliśmy naprzeciw siebie. Wtem prosto w oczy wyznał mi prawdę. Przez chwilę delikatnie się uśmiechnęłam. Później, straciłam to i zamieniłam na deszcz kolejnych łez.-Dlaczego nadal płaczesz?-zapytał pełen troski unosząc moją twarz.
-Zniszczyłam wszystko, przepraszam.-Łkałam.
-Jak to? O czym ty mówisz?-Szukał odpowiedzi w moich źrenicach.
-Harry, ja wyjeżdżam.-odpowiedziałam łamiącym się głosem. Widziałem jak blask jego zielonek ucieka w zapomnienie. Zbladł.
-Co?! Dlaczego?-Tonem przepełnionym żalem odezwał się ponownie.
-Myślałam, że nie obchodzę cię i, że muszę się od ciebie uwolnić.-wydukałam. Puścił moją buzię. Odszedł kawałek zakładając ręce na karku. Kopnął piach wściekle, uklęknął spuszczając głowę.
-Czyli to moja wina.-Usłyszałam. Zbliżyłam się.
-Nie. Moja, to ja jestem taką idiotką.-Oparłam czoło o jego ramię nadal rycząc. Przytulił mnie. Usiedliśmy na piasku nie puszczając siebie nawzajem.
-Kiedy wyjeżdżasz?-zapytał smutno.
-Za trzy dni muszę być w Paryżu u ciotki.-odparłam.-Jadę tam praktykować i kontynuować edukację.-dodałam. Wysłałam już zgodę na szkolenie się w największej firmie odzieżowej we Francji.-dodałam. Westchnął ciężko.
-Nie wierzę, że tak wszystko się sypie.-wyszeptał przez łzy.
-Przepraszam.-Z bólem w głosie rzekłam. W zupełnej ciszy, jaką wypełniał tylko szelest liści bujających się na gałęziach drzew, płakaliśmy. Czułam, że przez te kilka cholernych dni stało się więcej niż kiedykolwiek wcześniej w moim życiu. Wróciliśmy do mojego domu. Nic już mnie nie cieszyło. Mimo, że spędziliśmy ze sobą cały wieczór, to nadal było mi go mało. Zaczynałam martwić się o to, czy dam sobie radę psychicznie w Paryżu.
Minęły dwa dni. Naprawdę ciężkie dni. Musiałam się spakować, pożegnać ze szkołą, zacząć oswajać się z myślą, że mogę już nie wrócić na stałe do miasteczka. Najgorszą, jednak, wizją było dla mnie powiedzenie "żegnaj" do moich chłopaków. Wyznałam wszystkim prawdę. Nie zareagowali szyderczo, tak jak to sobie wyobrażałam. Powiedzmy, że przyjęli to z pokorą i spokojem.
Nadszedł ten dzień. Rodzina (w tym Louis oraz Hazz) zawiozła mnie na lotnisko. Czekałam na odprawę. Postanowiłam już teraz ostatecznie zażegnać bliskich.
-Mały, będę tęsknić. Trzymaj się. Kocham cię.-Przytuliłam młodszego urwisa.
-Ja ciebie też.-wyjęknął.
-No, córciu.-Z zaszklonymi oczami odezwała się mama.-Ucz się pilnie. Pamiętaj, że cię kochamy. Jej! Nie wierzę, że moja mała córa już jest taka duża.-Gładziła mój polik.
-Oj, mamuś. Zaraz też zacznę beczeć, przestań.-Poprosiłam.-Kocham was.-doprawiłam całując ich. Odeszli kawałek. Pozostałam z tymi, z którymi bałam się pożegnać najbardziej.
-Vivien.-Nie wytrzymałam i, gdy tylko usłyszałam swoje imię z ust Lou, parujące z łamiącym się tonem, pozwoliłam dać łzom upust. Wpadłam w ramiona najlepszego przyjaciela rycząc, tak samo jak i on.
-Louis.-wydusiłam.-Kocham cię, jak brata. Jesteś dla mnie jedną z najważniejszych osób w życiu. Będę strasznie tęskniła.-Ledwo udawało mi się recytować.
-Siostruś, może i nie rodzona, ale siostruś. Kocham cię, maluchu. Słyszysz? Zawsze, ale to zawsze, możesz się do mnie odezwać. Nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę cię znowu.-Ucałował czubek mojej głowy. Przyszła kolej na Zayn'a. Nie potrzebowaliśmy wielu słów przy lamencie, jakiego nie ukrywaliśmy.
-Kocham cię.
-Kocham cię.-Odeszli we dwójkę. Zbliżyłam się do lokatego.
-Czyli to już koniec?-odezwał się.
-Na to wygląda.-Smutno przyznałam.
-Nie wierzę, że tak mało czasu...-zaczął.
-Przestań, Harry. Nienawidzę tego, to jeszcze bardziej boli.-Przerwałam mu.-Nigdy cię nie zapomnę.-wyszeptałam mu do ucha przyciskając go mocniej.
-Będę na ciebie czekał, zawsze. Rozumiesz? Zawsze.-To była obietnica, tak to brzmiało. Trzęsłam się, ale udało mi się wejść do samolotu. Pomachałam ostatni raz ukochanym i zajęłam miejsce przy oknie.
-Zaczyna się nowe życie, ale stare nadal będzie czekało.-Drżącym tonem powiedziałam sama do siebie i oparłam głowę o oparcie...







Hejka! Powiem szczerze, że to ostatni rozdział "Hatin' Syndrome", ale będzie jeszcze coś w rodzaju prologu, jakim zakończę naszą historię. Co wy na to? Mam nadzieję, że się spodoba :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

2 komentarze:

  1. Ostatni?!
    Co?!
    Jak oni nie będą razem, to ja nie wiem...
    Błagam ciebie, nie rób mi tego, nie rozdzielaj ich!!!
    Poryczałam się..:(
    Świetny rozdział

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak :3 I to będzie tak jak mówię, coś w rodzaju prologu :)
      Oj, to Ty mi tego nie rób...
      Biedna :*
      Dziękuję, bardzo się cieszę, że Ci się podoba :33
      Całuski xx

      Usuń