***
Wzięłam długą kąpiel. Ubrałam się do snu. Splotłam moje długie włosy w warkocz i ułożyłam się pod pościelą. Westchnęłam głośno:
-Moje życie jest chore-odpłynęłam.
Obudziły mnie promienie słoneczne trafiające w moje oczy. Zwlokłam się z łoża. Znalazłam się w tej samej, pięknej łazience. Wzięłam szybki prysznic. Wysuszyłam i ułożyłam włosy. Przeczesałam rzęsy tuszem, który znajdował się tuż obok sterty innych, damskich kosmetyków. Ubrałam się i spryskałam najładniejszym zapachem spośród znalezionych na półeczce. Zeszłam na dół. Stanęłam w drzwiach kuchni. Payne tyłem do mnie przyrządzał coś. Cicho zbliżyłam się i wtuliłam się w jego plecy obejmując go w pasie. Szybko odwrócił się do mnie twarzą, a ja odsunęłam się z uśmiechem:
-Co ty wyprawiasz?-był wyraźnie zakłopotany
-Dzień dobry-nie traciłam humoru
-(T.I)-domagał się odpowiedzi
-Chcę się z tobą zaprzyjaźnić, przecież i tak mamy ze sobą spędzić mnóstwo czasu i w ogóle-wskoczyłam na blat. Złapałam za jedno winogrono i wsadziłam je sobie do ust
-Po pierwsze, w tym zawodzie nie ma przyjaźni. Po drugie jestem twoim nauczycielem-powrócił do wcześniejszej czynności
-Oj Liaś, nie przesadzaj. Nie ma przyjaźni, nie ma przyjaźni...-przedrzeźniałam go-Przecież nikt nas nie obserwuje, tu możemy robić co chcemy. Nie?-kolejne grono trafiło do mojej buzi
-Młoda, nie możemy-przewróciłam oczami i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej-Ty chyba naprawdę nie zdajesz sobie sprawy na jaką my działamy skalę i jak to jest poważna sprawa-skończył kroić warzywa oraz owoce i wrzucił je do miksera. Nie dał mi nic powiedzieć. Po prostu włączył urządzenie i zagłuszył mnie. Kiedy skończył nalał, już, cieczy do dwóch szklanek. Jedną z nich podał mi:
-Co to ma niby być?-ja, jak zwykle uprzejma
-Śniadanie-oznajmił
-Co?-pretensjonalnie zapytałam. Stanęłam na równe nogi, wzięłam naczynie do rąk i przyjrzałam mu się z każdej strony-To mają niby być moje gofry z truskawkami?-skrzywiłam się
-Od dzisiaj nie jesz żadnych gofrów, tylko to-patrzał mi w oczy za każdym razem kiedy do mnie mówił. Z jednej strony to było krępujące, ale z drugiej mogłam utonąć w tych czekoladowych źrenicach
-Bo?-ruszyłam za nim
-Bo, nie możesz spożywać tak kalorycznych posiłków. Musisz trzymać formę-usiadł na schodach na patio, a ja obok
-Jakoś wcześniej zażerałam się wręcz takimi "kaloriami" i nic mi nie było-naburmuszałam się jak mała dziewczynka
-Ale teraz już nie będziesz, możesz mi wierzyć-jego cierpliwość naprawdę można było nazwać anielską
-Yhhh...-warknęłam i upiłam łyk, tego jego "eliksiru energii oraz zdrowia". Zasmakował mi natychmiast, ale nie miałam zamiaru się przyznawać do błędu. Kto by się przyznał?
-I jak?-sam się napił
-Może być-obojętnie rzuciłam
-Szykuj się na ostry wycisk-odezwał się gdy skończyliśmy
-To znaczy?-oboje wstaliśmy
-To znaczy, ubierz coś sportowego, bo trening-skręcił w kierunku swojego pokoju
-Yyyyy...-ręce mi opadły i z odchyloną głową do tyłu ruszyłam do swojego "królestwa". Wyjęłam z szafy sportową kreację i odziałam się w nią. Na "początek", według Liam'a, godzinne bieganie. Po tym ledwo żyłam, a później, po długich sporach, zmusił mnie do ćwiczeń siłowych. Nie czułam już własnego ciała. A on?! A on, to się kuźwa trochę spocił! Kolejno miałam przetrenować "walkę", myślałam, że się przesłyszałam:
-Że co, przepraszam?-zmierzyłam go wzrokiem jak wariata
-Słyszałaś. Pokaż mi jak się bijesz-przygotował się na cios. Wzruszyłam ramionami. W sumie, czemu nie-pomyślałam. Zamachnęłam się, aby go walnąć. Jednakże zatrzymał moją rękę. Widziałam satysfakcję na jego twarzy. Nie wiem czemu, ale to mnie zmotywowało. Zebrały się we mnie wszystkie siły. Wkurzyła mnie ta jego gardząca, pewna mina. Wykorzystałam to, że mnie ściska. Przeszłam pod naszymi rękami i wykręciłam go, aby zgiął się. Ścięłam go z nóg i przyłożyłam rękę do gardła w geście uduszenia. Prawą nogą jeszcze przytrzymywałam jego spoczywające na kafelkach ciało. W źrenicach chłopaka zauważyłam strach. Doszło do mnie co właśnie zrobiłam. Przeraziłam się samej siebie. Puściłam go i obejrzałam swoje dłonie. Zdałam sobie sprawę, że nie panuję nad sobą. Nigdy nie walczyłam, nie zrozumiałym dla mnie było, to ile potrafię. Wstałam i szukałam wzrokiem wyjaśnienia na Liam'ie, który ledwo wstał:
-Li, ja przepraszam, ja nie wiem co się ze mną dzieje-łzy zebrały się w moich oczach...

Witam! No to się zadziało ;) Hehe. Mam nadzieję, że się spodoba :>
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*













