piątek, 26 grudnia 2014

Imagin Liam

To nie może być prawda! To się nie dzieje! Nie wiem jak zareagować. Niby się cieszę, lecz również krztuszę się łzami. Wiem, że zniszczę mu życie Zrujnuję jego karierę. Nie chcę tego, zbyt go kocham. Jest dla mnie wszystkim. Cała się trzęsę. Ledwo udaje mi się wyjść z łazienki. Przejęta Perrie zbliża się do mnie. Unosił lekko głowę do górę w geście pytającym, kiwam na tak. Rozkłada ręce na boki i łapie mnie w objęcia. Gdy nieco się uspokajam zabiera mnie do mojej sypialni i siada naprzeciw mnie
-Kochana, dacie sobie radę, to nic takiego. Powinnaś się cieszyć-masuje mnie po ramieniu
-Ale jak ja mam się cieszyć, kiedy on jest sławny i media zniszczą go za nieślubne dziecko?!-wręcz krzyczę
-Może i zmieszają was z błotem, ale wy i tak wiecie najlepiej-ponownie mnie tuli-Laura, wszystko będzie dobrze. Kochacie się, Liam nie da cie skrzywdzić, jestem pewna-pocieszała mnie-Dzisiaj mu to powiesz?-pyta
-Nie wiem czy dam radę-odpowiadam
-Jestem pewna-nie wypuszcza mnie z uścisku. Łapię oddech. Zdaję sobie sprawę, że nie mogę tego ukryć choćbym chciała. Dzisiaj wraca od rodziców. Czekam, już sama , w salonie. Siedzę jak na szpilkach. Co moment się uśmiecham, za chwilę płaczę. Prawdziwa huśtawka. Słyszę trzask drzwi i kroki stawiane w moim kierunku. Serce bije mi coraz szybciej. Wstaję, staram  się szczerzyć. Kiedy widzę jak szczęśliwy jest, z mojej twarzy znika pozytywny wyraz, nie potrafię udawać. Zaczynam płakać i opadam na sofę. Od razu zbliża się do mnie i przyciska mnie do siebie
-Lauruś, co się stało?-troskliwie pyta. Serce mi pęka
-Liam, przepraszam, ja...-dukam. Nie umiem się wyrazić. Długo pozostajemy w milczeniu. Próbuję złożyć jakieś zdanie w myślach lecz  nie mogę. Moje głowa przepełniona jest już czarnymi scenariuszami
-Kochanie, ciii...Już dobrze-nareszcie, jego głos nieco mnie uspokaja-Pamiętaj, że będę z tobą na dobre i na złe, nigdy cię nie opuszczę. Możesz mi powiedzieć wszystko-serce mi rośnie. Wierzę, że mówi prawdę. Po co miałby mnie okłamywać? Biorę głęboki oddech
-Li, ja...my....będziemy mieć dziecko-puszcza mnie w taki sposób, że mogę spojrzeć mu w oczy. Jest w szoku. Teraz, jestem przerażona. Nie wiem co zrobić
-Co?-pyta drżącym  głosem
-Będziesz ojcem-wstaje i wybiega z domu. Zostawia mnie samą. Załamałam się, to koniec naszego związku. Nie chce mieć ze mną potomstwa, muszę się z tym pogodzić. Payne mnie nie kocha, to pewne. Jego słowa okazały się pustymi. Nawet się ze mną nie pożegnał, nawet nie skomentował. Tak zwyczajnie po chamsku mnie opuścił. Nie mam siły już płakać, jestem wyczerpana. Podkulam nogi do klatki piersiowej i opieram o nie głowę. Z jednej strony, spodziewałam się takiej reakcji, ale byłam pewna, że Liaś taki nie jest. No cóż, pomyliłam się. To koszmar. Ja kocham go najbardziej we wszechświecie, nie można wyobrazić sobie mocniejszego uczucia. Jednak łzy same opuszczają moje oczy. Kiedy już tracę nadzieję, pojawia się ta iskierka. Ponownie trzask drzwi. Staję dęba. Pojawia się postać, nie mogę jej poznać, gdyż jej twarz przysłonięta jest ogromnym bukietem białych róż. Ukazuje mi się-Liam. Zakrywam usta dłonią, nie wierzę. Zbliża się do mnie:
-Laura kocham cię, jestem szaleńcem wiem, ale szaleńcem z miłości. Niczego bardziej nie pragnę niż zostanie z tobą na zawsze i zaopiekowanie się naszym dzieckiem. Laura czy wyjdziesz za mnie?-upada na kolano i ledwo, przez kwiaty, udaje mu się odsłonić otwarte pudełeczko z pierścionkiem wewnątrz. Łzy szczęścia zbierają się w moich oczach. Jestem szczęśliwa, nareszcie
-Ttttak-jąkam się. Wsuwa część biżuterii na mój palec i podaje mi róże. Odkładam je i rzucam mu się na szyję. Kręci nami. Całuję go, nie mogę przestać. Pogłębiamy pocałunek z każdą chwilą. Istniejemy tylko my, nic więcej się nie liczy. Nareszcie jesteśmy szczęśliwi...









Hejka! Wiem, że jak na mnie, wcześnie. Lecz dzisiaj wyjeżdżam na małą "wycieczkę" i nie będzie mnie do końca dnia. Wiecie co to oznacza :( Będę może dzisiaj około 22.00-23.00 :P Nie jestem pewna.
Pewnie zdziwicie się, że dałam imię bohaterce z imagina. Dedykuję ten post mojej kuzynce z bardzo daleka, Laurze. Kocham ją i to moja najlepsza przyjaciółka, gdyż nie ma wyjścia, musi ze mną wytrzymać ;) Hehe, nie no żart to moja bff, zawsze będziemy blisko. A ja powoli zaczynam zarażać ją ONE DIRECTION INFECTION :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

4 komentarze:

  1. Ajjj śliczności
    Liaś jaki kochany

    Genialny
    To mnie zaskoczyłaś spodziewałam się innego zakończenia
    Ale to jest genialne
    Mmm cudo
    Ściskam Mela
    Ps.Jak po świętach ?
    :*
    <333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 Dziękuję
      Cieszę się, już wiesz czemu :D
      A dobrze, spokojnie **
      A u cb?
      Buziaki :*

      Usuń