sobota, 27 czerwca 2015

Confidence 8

(...)-Przeniosłam się do kuchni, a tam...Znalazłam list. Jest od ojca...-Zatrzymałam się na dłuższą chwilę powstrzymując łzy. Mirell nie przerwała mi żadnym zdaniem. Dobrze mnie znała, na szczęście wiedziała, iż musi być cierpliwa.-On...Wychodzi z więzienia za dwa tygodnie. Ja nie wiem co robić, jak sobie z tym poradzić...Do tego jeszcze Louis zaczął się tu dobijać. Czego on ode mnie chce? Ja po prostu sobie nie radzę. Tu miało być lepiej! Tu miałam znaleźć nowe, lepsze życie, takie jakiego nigdy nie miałam. Spełnić marzenia. A teraz wszystko się wali. Boję się o siebie, ponownie. Nie chcę przechodzić tego samego po raz kolejny...-Dokończyłam. Płacz już pochłonął mnie całą. Mimo, że zrobiło mi się nieco lżej na sercu, to czułam, iż to tylko namiastka tego co będzie się działo. Byłam pewna, że to nie koniec, a jedynie początek...
***
Przyjaciółka pocieszała mnie. Wydawała się zszokowana, lecz ja także bym była. Przekazane przeze mnie informacje nie należały do codziennych, tym bardziej moje zachowanie. Nie wychodziło jej zbytnio podtrzymywanie mnie na duchu. Nie winiłam jej za to. Ja również nie wiedziałabym co powiedzieć.
-...Może chcesz na razie zatrzymać się u mnie i Chace'a? Będziesz się lepiej czuła, co ty na to?-zaproponowała nagle. Natychmiast zwróciłam na nią wzrok. Na początku musiałam przeanalizować te słowa kilka razy, aby w nie uwierzyć. Zastanowiłam się chwilę.
-Nie chodziło mi o to, by cię do tego nakłonić...-spokojnie rzekłam.
-Wcale tak nie sądzę, do tego wiem, że tak nie jest.-Ułożyła rękę na moim udzie uśmiechając się do mnie. Otarłam ostatnią łzę.
-To w sumie nawet sensowny pomysł, ale co powiemy Alexis?-zapytałam opanowana.
-Kochana, nie będę nakłaniała cię do kłamstwa...Nie chcesz powiedzieć jej prawdy?-Wpiła we mnie te swoje czekoladowe oczęta.
-Ja...Nie.-wydusiłam.-Ona wydaje się taka zauroczona Louis'em, nie chcę jej tego psuć, tak długo była sama...Nie mam zamiaru niszczyć jej życia towarzyskiego i zmuszać do stawiania mnie ponad innych. Nie jestem taka.-wyjaśniłam. Jakby z dumą ukrytą w źrenicach Mirell przejechała dłonią po mej twarzy.
-Za to właśnie cię kocham, słońce. Za to, że najpierw myślisz o innych. Tylko zastanów się czasem, czy nie robisz sobie momentami przez to krzywdy.-Poklepała mnie po ramieniu. Wstała.-No, to teraz idziesz pod prysznic, ogarniesz się, a ja w tym czasie cię spakuje i zadzwonię do Alex, żeby tu przyszła, więc lepiej wymyśl coś dobrego.-Puściła mi oczko poganiając mnie do toalety. Bez słowa uległam koleżance. Weszłam pod prysznic. Letnia woda zmyła ze mnie nieprzyjemne ślady rozpaczy. Nieco się rozluźniłam. Wysuszyłam ciało oraz włosy, które następnie wysuszyłam i spięłam w warkocz. Ubrałam bieliznę, czarny długi sweter, leginsy tego samego koloru. Efekt końcowy doprawiłam nutką mojej ulubionej zabutelkowanej woni. Powoli wyłoniłam się zza bariery oddzielającej mnie od mej sypialni. Tam dostrzegłam spakowaną walizkę spoczywającą na moim łóżku, a przy oknie na końcu pomieszczenia Miri rozmawiającą z kimś przez telefon.
-Dobrze...Ale, masz to zrobić...Yhh, niech będzie. Pa.-Zdecydowanie była zdenerwowana. Po skończonej wymianie zdań, odwróciła się do mnie twarzą.
-Coś nie tak?-Zbliżyłam się do niej zaciągając rękawy coraz to bardziej na dłonie. Złapała za pakunek unosząc kąciki ust.
-Nie skądże. Chodź.-Pociągnęła mnie za rękę za drzwi.
-A Al?-odezwałam się.
-Spotykamy się za godzinę w naszej kawiarni. Stworzyłaś sobie jakąś bajeczkę w głowie?-Rozpromieniła się, lecz miałam wrażenie, iż na siłę. Jednakże nie miałam zamiaru naciskać. Nie lubiłam zmuszać ludzi do czegokolwiek.
-Postaram się być wiarygodna.-rzekłam smętnie. Mirell objęła mnie ramieniem. Wyszyłyśmy z mieszkania, które zamknęłam na trzy spusty. Wsiadłyśmy do Audi brunetki. Po kilku dłużących się mi minutach dotarłyśmy do małego lokaliku nieopodal centrum Londynu. Przy jednym ze stolików siedziała szczęśliwa jak nigdy Alexis. Wesoło chichotała do ekranu telefonu, w który stukała co moment. Dopiero, gdy się zbliżyłyśmy podniosła wzrok.
-O! Hej wam.-Wstała i przywitała nas obie soczystymi całusami w polik. Zajęłyśmy miejsca naprzeciw blondynki zerkając na nią pytającym wzrokiem. Zrozumiała zanim zdążyłyśmy się odezwać.-Piszę z Louis'em.-oznajmiła z iskierkami w oczach.
-A! Słyszałam o nim co nie co.-powiedziała Miri. Tym razem to Lexi wpiła w nas tą intencję ukrytą w źrenicach.-Tak gadałyśmy sobie o facetach, najpierw o Chace'sie, później jakoś nawinął się Louis.-objaśniła Mi. Alex pokiwała głową na znak zrozumienia.-Opowiadaj, jak było.-Nie rozumiałam Mirell. Najpierw wspierała mnie, później oczekiwała poznania szczegółów na temat wspólnej nocy Al oraz mężczyzny, który przerażał mnie samą swoją obecnością. Nie byłam zła czy zazdrosna, wcale. Po prostu nie miałam ochoty o tym słuchać. Po pierwsze takie rozmowy według mnie należały do tych, które porusza się otwarcie. Miało to swój ukryty sens, o którym nigdy nie byłam skora wspominać. Dlatego oddaliłam się od stolika pod pretekstem zamówienia naszych napoi oraz wizyty w łazience. Poprosiłam pracującą w kawiarni niską ciemnooką o dwie Cafe Latte oraz jeden koktajl z malin i jagód. Po zapłaceniu należnej kwoty udałam się do toalety. Tam złapałam oddech i przyjrzałam się swojemu odbiciu. Nienawidziłam tego. Lustra od małego stanowiły dla mnie coś strasznego. Nie cierpiałam ich. Lecz chyba bardziej przeszkadzał mi obraz w nich ukryty. Spuściłam głowę. Umyłam jeszcze ręce i opuściłam pomieszczenie. Wróciłam do dziewczyn. Mirell puściła do mnie oczko, nie do końca rozszyfrowałam jej posunięcie, mimo to nie skomentowałam. Wydawało się, że skończyły plotkować o swoich poczynaniach łóżkowych.
-...Dlaczego tak w ogóle chciałyście się spotkać?-zapytała w końcu. Wymieniłam spojrzenia z Miri. Przełknęłam ślinę i zaczęłam.
-Chodzi o to, że na jakiś czas chcę zamieszkać u Mir, gdyż piszę reportaż na zajęcia, na które zapisałam się niedawno, o Latynosach. Postanowiłam więc, aby nie jeździć co dzień na drugi koniec miasta, wynieść się do Mi. Po za tym będziesz miała wolną chatę.-Aby zabrzmieć bardziej wiarygodnie, zażartowałam. Miałam nadzieję, że moja bf mi uwierzy, lecz miałam obawy. Szczęście od Boga, że "miłość oślepia".
-Aha, rozumiem. Nie no jasne, skoro chcesz.-Nie przejęła się zbytnio. W sumie to nawet dobrze wyszła mi ta rola. Nie miałam większego problemu z kłamstwem, ponieważ przez moją nieśmiałość wiele razy musiałam wykręcać się lub tłumaczyć. Wtem używałam zmyślonych historyjek, które wychodziły mi coraz lepiej w praniu. To, zdaje się, jedyny plus mojego zamknięcia się w sobie. Chwile później Alexis otrzymała telefon z pracy. Pożegnała się z nami i wyszła.
-Brawo, dziewczyno. Nie wiedziałam, że jesteś taką dobrą aktorką.-Po opuszczeniu lokalu przyznała brunetka. Nie odpowiedziałam. Uniosłam jedynie kąciki ust. Zahaczyłyśmy jeszcze o biuro klienta Mirell. Zostawiła mnie samą w samochodzie. Z przyzwyczajenia obserwowałam przechodzących ludzi. W tłumie naprzeciw dostrzegłam parę, na której widok oczy wyszły mi na wierzch. Aż zaparło mi dech. Savannah i Harry?! Nie to, niemożliwe...







Witam Państwo serdecznie! ;) Oto kolejny rozdział :D Stęskniłam się bardzo za wami :3 Przepraszam, że mnie nie było :)) Mam nadzieję, że się spodoba :>> Jutro ostatni dzień :(( Ale wierzę, że będzie udany ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

2 komentarze: