poniedziałek, 15 czerwca 2015

Hatin' Syndrome 20 (The END) (epilog)

-Czyli to już koniec?-odezwał się.
-Na to wygląda.-Smutno przyznałam.
-Nie wierzę, że tak mało czasu...-zaczął.
-Przestań, Harry. Nienawidzę tego, to jeszcze bardziej boli.-Przerwałam mu.-Nigdy cię nie zapomnę.-wyszeptałam mu do ucha przyciskając go mocniej.
-Będę na ciebie czekał, zawsze. Rozumiesz? Zawsze.-To była obietnica, tak to brzmiało. Trzęsłam się, ale udało mi się wejść do samolotu. Pomachałam ostatni raz ukochanym i zajęłam miejsce przy oknie.
-Zaczyna się nowe życie, ale stare nadal będzie czekało.-Drżącym tonem powiedziałam sama do siebie i oparłam głowę o oparcie...
***
Tyle się zmieniło, ja się zmieniłam. Tak wiele czasu minęło. Twarzy bliskich nie widziałam od dwóch lat. Miałam z nimi kontakt jedynie drogą elektroniczną. Nareszcie mogłam ich zobaczyć. Wysiadłam z samolotu podekscytowana. Z daleka zauważyłam moją rodzinkę (łącznie z Lou). Nie kontrolując się puściłam walizę na środku pomieszczenia, rozbiegłam się i wskoczyłam na Zayn'a. Wszyscy płakali.
-Zen.-wyszeptałam do usta braciszka nie mogąc uwierzyć, że nareszcie go widzę.
-Viv.-Głos Mulata drżał. Później "napadłam" Tomlinson'a. Bardzo się zmienił, z resztą jak i Zaza. Obaj wydawali się wyżsi i bardziej...Wytatuowani. Mama ścięła włosy, a tata...Pozostał taki sam. Ale młody.
-Ale ty urosłeś! Jak cię tu zostawiałam to mi do tali sięgałeś, a teraz? Kurczę. Do ramion!-Ucieszyłam się tuląc bratula. Wspólnie podjechaliśmy pod dom. Wszystko było takie samo, tak samo piękne. Dopiero po wyjeździe zaczęłam dostrzegać uroki rodzinnego miasta. Rozglądałam się dokładnie. Jedno pytanie wciąż krążyło po mojej głowie, ale nie miałam odwagi go zadać. Rodzice, maluch oraz Zayn weszli do domu z moimi walizkami. Ja napawałam się widokami u boku Louis'a.
-Wyglądasz inaczej.-wyznał.
-To znaczy?-zapytałam z uśmiechem.
-Masz pomalowane rzęsy i błyszczyk, do tego schudłaś i zmieniłaś styl ubierania się. Gdzie moja słodka wyluzowana Vivien? Co?-Ponownie zamknął mnie w swoich ramionach. On mówił to pozytywnie, ale ja wcale nie uważałam tych faktów za takie.
-Wciąż tutaj.-wyszeptałam, tak abym tylko ja mogła to usłyszeć. Niepostrzeżenie chłopak przerzucił mnie sobie przez ramię.-Lou! Puszczaj!-chichotałam szarpiąc się.
-Serio jesteś lżejsza.-zarechotał. Postawił mnie dopiero w przedpokoju na pierwszym piętrze. Stanęłam dosłownie przed drzwiami swojej sypialni. Zapatrzyłam się w nie, a kiedy się ocknęłam niebieskookiego już nie było obok. Nieśmiało, jakbym wkraczała do czyjegoś pomieszczenia, złapałam za klamkę i popchnęłam barierę drzewną. Rozejrzałam się dokładnie ze łzami w oczach. Tak bardzo tęskniłam za tym wszystkim. Zupełnie zapomniałam jak to wygląda, odkąd zamieszkiwałam wielkie, piękne apartamenty w centrum Paryża. Zdecydowanie wolałam ten minimalizm od przepychu jaki otaczał mnie we Francji.
-Vivi?-Usłyszałam za sobą głos Mulata. Odwróciłam się ocierając łzy.
-Tak?-odezwałam się unosząc kąciki ust.
-Idziesz się przejść?-zaproponował.
-Tak, tak. Tylko się przebiorę.-powiedziałam.
-Przynieść ci walizę?-Już prawie mi umknął.
-Nie, nie! Mam tu wszystko czego mi potrzeba.-Spokojnie odparłam. Przytaknął ukazując rząd białych zębów i zniknął. Niepospiesznie otworzyłam szafę. Każda jedna koszulka czy spodnie nadal zajmowały swoje miejsce. Tyle wspomnień...Po raz kolejny się rozryczałam. Wyjęłam czarne leginsy oraz koszulkę za ramiączkach z logiem batman'a. Znalazłam się w swojej kremowej łazience, gdzie od zawsze pachniało wanilią. Przyjemna woń. Nareszcie mogłam zrzucić z siebie te obcisłe jeansy, fikuśną białą bluzkę wraz z marynarką, tonę biżuterii oraz szpilki. Odetchnęłam z ulgą. Włożyłam wygodniejszą kreację. Włosy spięłam w kucyk, co dało mi dawno nie spotkane poczucie komfortu. Zmyłam "makijaż" i spojrzałam w lustro.-Dawno się nie widziałyśmy. Czekałaś. Tęskniłam, wiesz? Dobrze, że nadal jesteś. Szkoda, że nie możesz zostać.-uśmiechnięta zwróciłam się do samej siebie. Zeszłam na dół.
-Witaj z powrotem.-zażartował Tommo. Narzuciłam na ramiona skórzaną kurtkę, a nogi nasunęłam niewidziane kupę czasu trampki. W towarzystwie starszych "braci" wybrałam się na przechadzkę. Z wielkim sentymentem spoglądałam na tak dobrze znane miejsca, a wyglądały jakby były obce. Wciąż w myślach krążyło mi jedno, nadal nie odzywałam się na ten temat. Nagle do moich uszu dobiegł piskliwy głosik, odruchowo spojrzałam w kierunku centrum dźwięku. Dostrzegłam niską brunetkę o ciemnych jak smoła oczach, tuż obok...Tego samego, a jakby nieznajomego mi Styles'a. Identyczna burza loków, te same zielonki, jak i dołeczki. Lecz także przybyło mu dziar na ciele, mięśni i męskości. Trzymał za rękę ową dziewczynę. Zatrzymałam się na moment przyglądając się ich szczęściu i pocałunkom. Chłopaki również przystopowali. Otrzymałam, więc odpowiedź na moje pytanie. Uśmiechnęłam się samowolnie z zaszklonymi oczami, lecz głęboko w środku pękło mi serce. Pustka jaką nosiłam, okazała się nie być taka bezwartościowa, bo strata nawet tej pustki zabolała niemiłosiernie. Czułam, że już nie uda mi się posklejać rozbitych kawałków serduszka smutnego niegdyś, skończonego wtedy...
To zabawne, że nienawiść może przerodzić się w miłość. To cholernie niesprawiedliwe kiedy kochasz, a nie możesz mieć miłości. To boli, kiedy ktoś mówi że będzie czekał, a zapomina. Ale ja, wiem, że to wszystko moja wina. To ja byłam problemem, od zawsze. Nienawidzę, kocham, zostawiam. Na zawszę pozostaję sama. Otacza mnie jedynie syndrom nienawiści do siebie samej...
Dlatego, pozostałam sama. Aby nikogo nie krzywdzić, bo serca już mi brakło, a bez niego nie da się pokochać. Ja umiałam już tylko nienawidzić...





Witajcie! Wybaczcie mi państwo, że tak późno, sprawy techniczne ;) Ale jestem! Wiem, że koniec bardzo...Może zaskakujący i dramatyczny, ale nie chciałam aby była to kolejna ckliwa historia. Tak bywa w prawdziwym życiu, a ono pisze najlepsze scenariusze. Mam nadzieję, że nie będziecie źli i mimo wszystko, nie będziecie dla mnie bardzo okrutni w ocenie. Chciałabym, żeby była ona ogólna. Nie tylko na temat tego ostatniego rozdziału, ale ich wszystkich, od początku do końca.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Wiem, że jak głupia cały czas pisałam "prolog", zamiast epilog XD Przepraszam, myślałam jedno, pisałam drugie. 

2 komentarze:

  1. Zdarza się ;)
    Tak właśnie myślałam, że nic nie będzie z ich miłości...
    No nic, trzeba się z tym pogodzić: )
    Kolejne świetne opowiadanko wyszło spod twojej dłoni.
    Czekam na kolejne rozdziały kolejnych historii.
    Weny
    Powodzenia
    Kocham cię ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, dobrze ujęte.
      Szczerze, to nie mieli szans od początku.
      Bardzo się cieszę, że Ci się podobało <3
      Niebawem się pojawią ;)
      Dziękuję serdecznie Słońce :3
      Ja Ciebie też <3
      xx

      Usuń