Późny wieczór nastał, musiała wracać do domu. Nie uśmiechała się jej droga przez puste ulice, gdzie nikt nie usłyszałby jej w razie potrzeby. Pożegnała przyjaciółkę ciepłym uściskiem.
-Ewa, na pewno chcesz wracać sama?-Upewniała się po raz setny ciemnooka.
-Dam radę.-Ewa uniosła kąciki ust i się odwróciła.-Mam nadzieję.-dodała, w taki sposób aby tylko ona była w stanie to usłyszeć. Poprawiła plecak na swoich ramionach. Wtem machając do brunetki ruszyła. Bała się. Kilka dni wcześniej w gazecie czytała artykuł o tym, że w okolicy grasuje gang porywaczy. Już prawie dotarła do znajomej dzielnicy. Nagle nogi dziewczyny objęło światło. Usłyszała ryk silnika, spojrzała się za siebie. Oddech osiemnastolatki zrobił się płytszy, a serce przyspieszyło.
-Marcel?-Nie dowierzała, ale nieco się uspokoiła. Jednak z auta nie wysiadł już ten sam, uśmiechnięty kolega z ławki E, lecz poważny, trochę poddenerwowany chłopak. Stawiał kroki w kierunku zupełnie przy nim bezbronnej kobietki, która zaczęła cofać się w panice.-Co ty robisz?-drżącym głosem się odezwała. Nie uzyskała odpowiedzi. Lokacz złapał ją za nadgarstki i mocno ścisnął. Zielonooka obawiała się znajomego. Przygwoździł ją do ściany i zmierzył wzrokiem od góry do dołu.
-To ty...-wyszeptał z cwanym uśmiechem. Nie czekając długo przerzucił sobie Ewę przez ramię i wpakował ją do bagażnika. Nastolatka nie była w stanie nawet pisknąć, zawołać o pomoc czy choćby się ruszyć. Łzy samoistnie opuszczały jej ślepia. Po dość długiej drodze pojazd się zatrzymał. Zapadła taka cisza, że brunetka zaczęła słyszeć potężne bicie swojego serca. Trzask drzwi samochodowych się rozległ. Była pewna, że natychmiast zostanie zabrana z ciemnej, ciasnej przestrzeni, lecz tak się nie stało. Minęło kilka minut zanim światło księżyca ponownie na nią padło. Ujrzała lokatego w towarzystwie równie znanej jej twarzy-Niall'a Horan'a. Był to chłopak, którego wyrzucono z kilku szkół. Liceum do, którego uczęszczała zielonooka, było jego ostatnim. Miał pełno tatuaży oraz kolczyków, wyglądał przerażająco, a zarazem zadziornie.
-To ona.-Blondyn zaśmiał się szyderczo. Przestraszona osiemnastolatka nawet nie drgnęła, błądziła tylko wzrokiem po ich twarzach.-Bierz ją, Harry.-Powiedział i zaczął się oddalać. Harry? Co? Ale to Marcel...Może nie wygląda, jak w szkole, ale poznaję te oczy oraz uśmiech...-myślała pojmana. Ponownie brunet niósł ją. Wkroczył z "ciężarem" na ramieniu do budynku przypominającym opuszczony akademik. Ona wciąż pozostawała sparaliżowana. Napastnik postawił ją przed potężnymi drzwiami na pierwszym piętrze. Nie miała pojęcia co się dzieje i co mają zamiar z nią zrobić. Nie rozumiała dlaczego znalazła się w tak przerażającym miejscu.
-Szef, na ciebie czeka.-Otworzył drzwi przed brunetką. Niepewnie zerknęła na "Marcela", później przed siebie. Powoli przekroczyła próg. Zanim zdążyła przeskanować pokój, bariera drzewna z hukiem zatrzasnęła się za nią. Aż podskoczyła. Wtem spostrzegła ciemne ściany oraz meble. Naprzeciw niej stało masywne biurko, a za nim skórzane krzesło obrotowe. Zastanawiała się, gdzie "szef". Nie minęła sekunda, a poczuła oddech na karku. Nie zdobyła się na odwagę, by się odwrócić.
-Dużo czasu minęło.-Do jej ucha doszedł zachrypnięty głos. Znała go doskonale, ale nie pamiętała skąd. Wyższy od niej jakieś dziesięć centymetrów mężczyzna minął ją i zajął miejsce na fotelu za biurkiem. Dopiero wtedy dotarło do niej kto znajduje się kilka metrów od niej. Pamiętała, każdy, ale to każdy detal twarzy chłopaka. Serce zaczęło jej walić jeszcze mocniej.-Aż dwa lata, aż dwa.-Patrzał na nią...Wcale nie z gniewem, lecz jakby szukał czegoś w zielonych źrenicach Ewy. Obudziło się w niej życie. Wciąż przeraźliwie się bała, ale mogła już się odezwać.
-Czego ty jeszcze ode mnie chcesz Louis?-zapytała. Niebieskooki ponownie wstał i zbliżył się do nastolatki. Ona z każdym jego krokiem w jej kierunku cofała się o tyle samo, aż natrafiła na ścianę. Dzieliły ich milimetry.
-Uciekłaś mi, a ja cię znalazłem. Tego właśnie chcę, wciąż jesteś moja. Zmieniłaś się.-Z uśmiechem oglądał ją całą.-Jak to zrobiłaś? Co? Jak udało ci się kryć tak dobrze?-Ich nosy już się stykały. Płakała, mimo to on nic sobie z tego nie robił.
-Proszę, daj mi spokój.-wydukała.
-Kochanie, przecież było nam tak dobrze. Kochaliśmy się, byliśmy razem...-Zaczynał błądzić dłońmi po jej ciele.
-Wykorzystałeś mnie...-jęknęła.-A ja głupia cię kochałam.-rzekła cicho z wyrzutami do samej siebie.
-Pozwól mi to naprawić. Już nigdy cię nie skrzywdzę. Kocham cię, rozumiesz? Zawsze kochałem, ale nie umiałem się do tego przyznać przed samym sobą. Zostaniesz ze mną, już na zawsze. Dam ci szczęście...-Wpił się w jej usta zachłannie bez opamiętania. Nie odwzajemniła żadnego z pocałunków. A mimo to, on nie pozwolił jej odejść już nigdy. Została u jego boku wbrew własnej woli tak jak za pierwszym razem, lecz bez ucieczki, życie diametralnie się zmieniło. Wtem żyła jak marionetka, jak dziewczyna na pokaz...
Hejka! Jej! Udało mi się! Myślałam, że wyrobię się dopiero na jutro, a udało mi się już dzisiaj :) Mam nadzieję, że Ewci się spodoba :3 Wiem, że bardzo lubiłaś opowiadanie "Girl on the show", więc napisałam coś podobnego ;) Oceniajcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Ba!
OdpowiedzUsuńJa je uwielbiałam!!
Bałam się, że coś jej zrobi a tu takie O.o
Świetny
Dziękuję!!
<3
:D Hihi <3
UsuńNo widzisz ;)
Mam nadzieję, że się nie zawiodłaś :*
Bardzo się cieszę <3
To ja dziękuję :3
Całuski :** xx