środa, 11 lutego 2015

I can't find this feeling 5

 Serce mi się krajało widząc jak cierpi. Nie mogłem sobie wyobrazić jak bardzo ją skrzywdził, w sumie nawet nie chciałem. Na samą myśl co jej zrobił przechodził mnie dreszcz.  Zdawałem sobie sprawę, że to będzie dla niej rana na całe życie. To wszystko moja wina!-Karciłem się w myślach. Jej rozpacz nie ustawała. Nie dziwiłem się. Jak on mógł to zrobić?! Tak niewinnej i delikatnej osóbce. To było straszne, okropne. Obiecałem sobie coś-"Znajdę go i zemszczę się, choćby najbrutalniejszą karą."...
***
-Ciii...Koni. Wszystko będzie dobrze...-Starałem się ją  uspokoić.
-Musi być.-Zatkało mnie. Przestała. Otarła twarz i odsunęła się by spojrzeć mi w oczy. Uśmiechnęła się delikatnie. Nie mogłem uwierzyć.-Mogę dzisiaj zanocować u ciebie? Nie chcę żeby widziała mnie w takim stanie.-Zapytała wstydliwe. Byłem w takim szoku, że ledwo docierały do mnie jej słowa.  Zawsze myślałem, że dziewczyny muszą wygadać się sobie nawzajem. Ale nie chciałem naciskać.
-J...jasne.-jęknąłem. Dezorientacja dawała mi się we znaki. Kiwnęła głową i spuściła wzrok. Ruszyła przodem, ja za nią.-Koni?-Odwróciła się do mnie twarzą.-Moje mieszkanie jest w tamtą stronę.-Poinstruowałem ją. Zgodnie z moją wskazówką zmieniła kierunek chodu. Objąłem ją i zaprowadziłem do siebie. Nie zamieniliśmy słowa podczas "spaceru". Wydawała się taka zamyślona. Co się dziwić? Nie rozumiałem już nic. Byłem wściekły, zrozpaczony, współczułem. Jednym słowem zmieszany. Aż mnie nosiło aby znaleźć tego sukinsyna i uciąć mu "jego dumę". Zdawałem sobie jednak sprawę, że muszę dla K zachować spokój. Gdybym jeszcze ja zaczął fiksować, ogółem by się załamała. Wprowadziłem blondynkę do swojego mieszkania. Nadal obejmowała sama siebie. Jednakże jej twarz nie wyrażała określonej emocji. Szok także nade mną władał. Przecież to niespotykane kiedy dziewczyna po takich przeżyciach nie okazuje nic związanego z rozpaczą. Nie miałem zamiaru jej tego wytykać, gdyż to nie ode mnie zależało.-Chodź, zaprowadzę cię do łazienki.-Tak zrobiłem. W czasie kiedy brała prysznic przygotowałem łóżko w swojej sypialni. Miałem zamiar spać w salonie. Wyszła w rzeczach, które jej pożyczyłem. To znaczy w krótkich koszykarskich spodniach i białej koszulce z Nike. Jak można się domyślić nie była uśmiechnięta, ale szczególnego smutku nie zauważyłem. Nadal w głowie siedział mi ten psychol, który tak ją skrzywdził. Gdy już leżała u mnie w łóżku, opadłem na sofę w salonie. Rozmyślałem. Szczerze to wściekłość mnie roznosiła. Sam już nie wiem czy chodziło o niego, czy o to, że mogłem pomóc, a jestem idiotą i nie zdążyłem. Niszczyłem wszystko co napotkałem na drodze podczas krążenia po pokoju. Miałem ochotę odebrać sobie życie. W sumie to nie wiedziałem dlaczego. Przecież znałem Koni od zaledwie kilku dni. W życiu nie spotkałem się z czymś takim.-W ten sposób to sobie wyjaśniłem. Lecz pewien tej racji nie mogłem być. Wreszcie zmęczyłem się tym nabuzowaniem i ległem się. Nie miałem sił.
Obudził mnie trzask za oknem. Byłem wyczerpany. Pół nocy przewracałem się z boku na bok śniąc o tym jakim to nie jestem debilem i ciotą. Podniosłem się do pozycji siedzącej i przetarłem twarz dłońmi. Westchnąłem głośno i zerwałem się. Postanowiłem zajrzeć do blondi. Uchyliłem lekko drzwi. Nie było jej. Na łóżku leżała tylko kartka. Ująłem ją w dłonie i przeczytałem:

"Dzień dobry. Zbudziłem się wcześniej i nie miałam zamiaru przerywać ci wizyty u Morfeusza. Wróciłam do Alby. Proszę cię, nie mówmy już o wczorajszym zajściu. Nie chcę tego rozpamiętywać. Wolę zapomnieć. I reszta nie może się dowiedzieć. Błagam nie zdradzaj tego sekretu. 
                                                                                                   Koni.  
                                                                                                                                                      XoXo."
Odłożyłem świstek. Byłem bezradny. Oczywiście, nie zamierzałem rozpowiadać. Zastanawiało mnie czemu tak bardzo zależy jej na dyskrecji. Nie ogarniałem tej laski. Bez żartów. Nie pozostało mi nic jak spełnić jej prośbę, przecież nie miałem prawa zmuszać jej do czegokolwiek. Jednakże zamierzałem odkryć to co leżało jej na sercu, gdyż wszystko na to wskazywało. Miałem dziwne wrażenie, że to nie coś lekkiego do zniesienia. Czułem, że to coś co rzeczywiście poważnego. Wziąłem kąpiel i ubrałem się. Ogółem ogarnąłem się. Ponownie miałem wolne. Ruszyłem do siostry. Tego co tam zastałem śmiało nazwać można niespodziewanym...









Hejka! Oto kolejny rozdziałek. Przepraszam, że późno, ale byłam na łyżwach poza miastem i nie miałam czasu ani możliwości dodać cokolwiek... Nie gryźcie ;) Mam nadzieję, że się spodoba ^^ Jak myślicie o co cho Koni? Piszcie ;) 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

wtorek, 10 lutego 2015

Little Sweet Angel 38

 Kiedy już leżeliśmy wykąpani i czyściutcy obok siebie w łóżku "uderzyłam".
-Kochanie, mogę cię o coś zapytać?-Zbliżyłam się jeszcze bardziej niż mnie "miał".
-Oczywiście.-Zgodził się.
-Dlaczego jesteś taki zmartwiony, nieobecny? Coś się stało?-Zapadła długa chwila milczenia. Jego puls drastycznie wzrósł. Zaczęłam obawiać się odpowiedzi.
***
Oczekiwałam w napięciu. Spodziewałam się wszystkiego, ale tego co powiedział...
-No, bo mam wrażenie, że twoi bliscy nie za bardzo mnie polubili.-W tamtym momencie moja psychika leżała rozbita o bruk. Myślałam, że trzepnę mu w tą lokatą łepetynę.-Bardzo się cieszę, że wam się udało dogadać, ale obawiam się czy twoja rodzina mnie zaakceptuje.-Zamilkłam. Chciałam się uspokoić, żeby mu nie przyłożyć. Ja się o niego martwię a on z takim tekstem...
-Czy ty chcesz żebym na zawał padła?-warknęłam.-Ja już tu czarne scenariusze piszę. A ty z takimi?-Mimo, że byłam na niego zła, to z drugiej strony cieszyłam się, że to nic poważnego. Nie odpowiedział. Ogarnęłam się trochę.-Po pierwsze, to nie prawda. Bardzo spodobałeś się dziadkom, a buni to już w ogóle.-Zachihotałam i pocałowałam go delikatnie.-Mama jest zauroczona toba. Luke i reszta "bractwa"także. Ojciec może tego nie okazuje, ale też cię polubił. Właśnie co ci tam porozprawiał o mnie na boku? Wiesz jest taki służbowy, zachwuje się jak nie miałby serca, więc musi se pogadać.-Zaśmiałam się.
-Nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo on cię kocha. Ma serce, uwierz. Szczerze, to nie była to rozmowa polegająca na straszeniu mnie. Mówił, że jego córki, to jego największe skarby, królewny, duma. I, że nie wybaczyłby sobie gdyby pozwolił komuś je skrzywdzić. Prosił, abym nigdy nie sprawił ci bólu i opiekował się jak najlepiej potrafię. Pytał czy jestem pewien, czy jestem gotów, czy znaczysz dla mnie cały świat. Twój tata nie wyobraża sobie życia bez was. Twierdzi, że Luke jest jego pierworodnym, ale to nie to samo co posiadanie takiego cuda jakim jesteście dla niego wy, więc nie troszczy się tak o niego. Uważa, że wychował go w taki sposób, że nie musi się martwić jak poradzi sobie z życiem, przecież jest mężczyzną i nikt nie może skrzywdzić go tak jak was. Myśli, że wpoił mu to jak powinno traktować się kobiety. Chciałby, abyście znalazły ideały. Jest to naprawdę świetny mężczyzna, może nie okazuje tego tak hucznie, ale nie ma dla niego nic ważniejszego niż rodzina.-wyrecytował mój ukochany.
Zaskoczył mnie. Nie wiedziałam o tym wszystkim.
-Nigdy nam tego nie wyznawał.-stwierdziłam.
-Gdyż, nie do kńca potrafi.-wyjaśnił Harold.
-W życiu nie postrzegałam go w ren sposób.-Mije serce biło jak oszalałe.-Widzisz?-Lekko klepnęłam go w klatkę piersiową.-Zależy mu, abyś został ze mną. Wszyscy cię polubili. Poważnie.-Musnęłam jego wargi.-I już więcej mnie nie strasz i nie przeżywaj, bo zejďę przez ciebie.-Wtuliłam się w niego mocniej.
-Myślisz?-Dopytał.
-Ja to wiem.-Wspólnie się zaśmialiśmy.
-Kocham cię.-Wpił się w moje usta i podniósł się tak, że górował nade mną trzymając ręce po obu stronach mojego ciała. Wiedziałam do czego zmierza.
-Ej, rodzice dwa pokoje dalej.-Lekko go od siebie odsunęłam.
-Od kiedy jesteś taka grzeczna? Tchórzysz?-Zaszydził ze mnie.
-Ja? Nigdy.-Złapałam go brutalnie za koszulke i przyciągnęłam do siebie...





Hejka! Oto kolejny rozdział. Jak się podoba? Myśleliście, że to coś tak poważnego ;D?
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Girl on the show 15

 Nie miałam zamiaru go puszczać. W pewnym momencie usiedliśmy na ziemi. Właściwie to ja na jego kolanach.
Obudziłam się...U siebie w mieszkaniu. Tam gdzie spałam zanim mnie "porwano". Zaczęłam się rozglądać. Jeszcze kilka dób wcześniej byłam w stanie poświęcić czyjeś życie do trafienia tam. A wtedy kompletnie mnie to załamało Nie mogłam uwierzyć...
***

Zostawił mnie. Wstałam i wybiegłam z pokoju już ze łzami w oczach. Byłam u siebie, sama. Zostawił mnie, ale ja nie zamierzałam zostawić go. Jak najszybciej, nadal płacząc, wzięłam prysznic. Wysuszyłam ciało i włosy, które pospiesznie splotłam w koński ogon. Ubrałam bieliznę i coś wygodnego. W niecałe kilkanaście minut dobiegłam pod ten budynek. Zatrzymałam się pod drzwiami. Były zamknięte, dobijałam się z całych sił. Nikt nie otwierał. Cofnęłam się kilka kroków i zza łez ledwo dostrzegłam otwarte na pierwszym piętrze okno. Nie miałam wyboru. Wspięłam się po rynnie. Zaczęłam przesuwać się po cienkim parapecie wzdłuż "akademika". Wiele razu o włos nie spadłam. Nareszcie weszłam do środka. Jak się okazało znalazłam się w swoim pokoju. Wybiegłam na korytarz. Wpadłam do sypialni Lou. Pusto, dosłownie. Nie było ubrań, rzeczy. Zostały tylko meble. Nigdzie ani żywej duszy. Ostatnie zostało pomieszczenie gdzie spał mój brat. Traciłam siły. Opadłam na jego łóżko łkając w poduszkę. Podnosząc się po długim czasie rozpaczy zerknęłam na stolik nocny. Dziennik, w nim zapisywał wszystko. Leżał tam. Zerwałam się i otworzyłam go na pierwszej stronie.:
"Wiem, że tu trafisz Ice, znam cię. Posłuchaj. Nie wiem co się stało pomiędzy tobą a szefem, ale wiem, że serio coś się wydarzyło, bo nigdy się tak nie zachowywał. Zarządził natychmiastowy wyjazd do innej kryjówki. Błagam cię, nie szukaj nas. Tam gdzie się wybieramy słońce wstaje tak wcześnie jak my. Proszę."
Przeczytałam. Mój Liam. Kocham go nad życie, za wszystko. Dał mi nadzieję, Od razu wiedziałam o jakie miejsce mu chodzi. Nie rozumiałam tylko czemu "Pan" przede mną uciekał. Dlaczego tak bardzo mnie nie chciał. Nie rozumiałam tego. Uspokajając się ruszyłam na dół. Wyszłam przez drzwi i udałam się do sebie. Spakowałam to co mi potrzebne do małej torby sportowej i wezwałam taksówkę. Trafiłam na lotnisko. Kupiłam bilet lotniczy w TO miejsce. Przez kolejne cztery godziny czekałam na lot, przebyłam odprawę itd. Nareszcie mój środek transportu wystartował. Nie umiałam się uspokoić. Nie histeryzowałam, ale cała się trzęsłam. Myślałam o nim, o nas, o tym co będzie dalej, jak na mnie zareaguje. W połowie podróży zaczęłam mieć obawy o to czy docieram w dobre miejsce. Może się pomyliłam? Nie, to niemożliwe. A może...-Tak rozprawiałam sama do siebie. W końcu mogłam wysiąść. Po półtorej godzinie stałam na głównym placu. Niby napisał mi jakie to będzie miejsce, ale dokładnego adresu nie znałam. Opadłam bezsilnie na ławkę znajdującą się najbliżej. Nagle do moich uszu dotarł znajomy dźwięk. Podniosłam głowę. Przed oczami mignął mi TEN samochód. To był dowód na to, iż się nie pomyliłam. Zerwałam się i pobiegłam za pojazdem jak najdyskretniej. Niestety w pewnej chwili straciłam z oczu auto. Nie poddałam się. Zaczęłam krążyć po okolicy. Wiele godzin mijało, a ja z każdą kolejną czułam, że go tracę. Kiedy już, po zmroku, szukałam schronienia zauważyłam podobny budynek do tego u nas. Bingo!-Pomyślałam...






Hejka! Wiem, niby był skończony, ale z komentarzy wynikało, że nie jesteście zadowoleni z końca. Dlatego postanowiłam napisać ciąg dalszy i dokoñczyć jakoś lepiej :) Mam nadzieję, że nie będziecie źli i spodoba się wam. 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

poniedziałek, 9 lutego 2015

Imagin Niall

Jestem taka jaka jestem, żyje się tylko raz.-Tak brzmiało moje motto. Nikt nie był w stanie mnie zmienić.  Czy byłam zła tak o sobie? Nie, taki miałam charakter. Uwielbiałam się bawić. Alkohol, dyskoteki, bójki, wyścigi, szaleństwo, oto co kochałam. Nigdy nie byłam szarą myszką. Od zawsze wyróżniałam się z tłumu. Mieszkałam w Las Vegas, to chyba mówi samo za siebie.
Tego wieczora nie mogłam się zalać. Kolejnego dnia musiałam być w pracy, a kac raczej nie był najlepszym kompanem do ośmiogodzinnej harówy. Ubrałam swoją słodką różową mini odsłaniającą sporo mojego idealnie wykrojonego ciała. Nałożyłam na rzęsy tusz, na poliki róż, a na usta malinową szminkę. Podkręciłam włosy i pozostawiłam rozpuszczone. Na nogi nasunęłam koturny. Dobrałam czarną skórę, bransoletkę od Pandora'y i ogólnie biżuterię. Złapałam za torebkę i spakowałam co mi potrzebne. Przejrzałam się po raz ostatni w lustrze i wyszłam z domu. Jak można się domyślić mieszkałam blisko klubu. Największy w mieście. Przywitałam się z moim kumplem, ochroniarzem i zostałam wpuszczona bez kolejki. Od razu złapałam klimat. Jak zawsze zamówiłam drink i pomknęłam na parkiet zapełniony po brzegi mieniący się w odcieniach czerwieni, różu, niebieskiego oraz zieleni. Muzyka świetna, alkohol smaczny, brakowało tylko towarzystwa. Ledwo zdążyłam o tym pomyśleć a na biodrach poczułam dłonie. Odwróciłam się przodem do "napastnika". Wysoki blondyn o niebieskoch oczach. Naprawdę przysyojny. Uśmiechnęłam się i przykleiłam do niego z przyjemnością bujając się na boki. Po tańcu zabrał mnie do swojej loży.
-Hej.-przywitałam się.
-Hej. Jestem Niall.-przedstawił się.
-Nicki.-Także podałam swoją godność kiedy muskał mój polik.
-Jesteś śliczna. Wiesz?-Zaczął bawić moimi włosami.
-A ty przystojny.-Nieco się do niego zbliżyłam. Ogółem spodobał mi się. Jednakże był trochę za spokojny. Ale cóż przeciwieństwa się przyciągają. Po raz pierwszy w życiu porozmawiałam i poznałam kogoś lepiej na imprezie. Około 3 nad ranem postanowiłam wrócić do domu. Blondas odprowadził mnie i pożegnał całusem w policzek. Zasnęłam z satysfakcją. Kolejnego dnia wyszykowałam się do pracy i poszłam do niej. Po południu odebrałam wiadomość:
"Cześć. Masz ochotę się dzisiaj gdzieś się ze mną poszwędać Piękna? Xoxo."
Uśmiechnęłam się i odpisałam:
"Hejka. Oczywiście, że tak Przystojniaku. Adres znasz. Wpadnij po 20.00. :*"
Potwierdził i zakończyliśmy sms'owanie. Po robocie wróciłam do siebie i się odświeżyłam. Włosy splotłam w koński ogon. Pomalowałam się lekko jak zawsze. Ubrałam czrne rurli, zwykłą luźną białą koszulę na długi rękaw, skórzaną kurtkę z poprzedniego wieczora oraz niskie Converse pod kolor rurek. Efekt końcowy spryskałam ulubionym kwiatowym zapachem. Złapałam za torebkę i niebawe usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam i znów ujrzałam niebieskookiego. Przywitałam się z nim i ruszyliśmy. Spacerowaliśmy po Vegas co nie zdarzyło mi się nigdy wcześniej. Naprawdę miło spędzałam z nim czas. Wcześniej myślałam, że trzeba imorezy do dobrej zabawy. On zwykłym sobą, zmienił moje poglądy. To pierwsze a co otworzył mi oczy. Nie raz znów to się powtórzyło. Zakochałam się w nim. Zostaliśmy parą. Zmieniłam się nie do poznania. Okiełznał mnie. Ale nadal lubię dobry fun, którego z moim Nialler'em nie brakuje. Kocham tego wariata nad życie. Warto balować, w końcu bez tego nie poznałabym Horan'ka. :)





Hejka! Oto taki sobie weselszy, jak na mnie, imagin ^^ Mam nadzieję, że się spodoba. Wybaczcie jakiekolwiek błędy, ale pisałam na fonie i mogą się jakieś wkraść.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

I can't find this feeling 4

 Nie wiem co się ze mną stało, ale nagle w mych oczach pojawiły się łzy. Nie miałam zamiaru się z tym obnosić. Wybiegłam z budynku łapiąc swoją torebkę. Nie chciałam, aby ktokolwiek mnie widział. Coś okropnego. Usłyszałam kilka wołań, ale nie zwróciłam na nie uwagi. Jak najszybciej otarłam policzki i pomknęłam przed siebie, nie wiadomo gdzie. Niespodziewanie na tej samej części ciała ponownie znalazły się czyjeś dłonie. Po sprawdzeniu dowiedziałam się, iż to ta sama osoba. Nie wyglądał już tak "radośnie" jak w klubie. Wtem wiedziałam, że nie skończy się to dobrze. On był nieobliczalny...
***
-Zostaw mnie!-Znów zaczęłam się wyrywać. Trzymał mnie kurczowo przy sobie. Używał całej siły mnie ściskając. 
-O nie, skarbie.-Zaśmiał się szyderczo.-Myślałaś, że tak zwyczajnie ci odpuszczę?! Jesteś zwykłą suką, która już ma fagasa! I gdzie on jest? No gdzie?-Wręcz szydził ze mnie. Moje kruchutkie ciałko w tym przypadku nie pomagało. Nie miałam żadnej szansy na ucieczkę. Przestałam się wyrywać. Pozostało mi tylko ratować się drogą słowną. Alkohol aż z niego bił.
-Odwal się! Jesteś nachlany! Daj mi...-Darłam się mu w twarz. 
-Dawać to zaraz ty będziesz!-Przerwał mi. Bałam się go. Stać mogło się wszystko. Po jego bełkocie wiedziałam już co zamierza. Przerażało mnie to. Nie miałam szans...
*Oczami Zayn'a
Wybiegłem za Koni z lokalu, ale jej już nie było. Szukałem jej po całym mieście, ale Sydney jest wielkie. Po około dwóch godzinach zauważyłem ją przechadzającą się brzegiem morza. Podbiegłem tam jak najszybciej. Z bliska w blasku pełni księżyca spostrzegłem, że jej fryzura nie należy do idealnych, ramiączko od sukienki opadło,zaczerwienione ślady dłoni pokrywały jej odkryte ciało. Na nogach nie miała już trampek ani w dłoniach. Złapałem ją za ramię. Zatrzymała się.
-I tak zabrałeś mi sens życia i godność, poczucie własnej wartości. Czego jeszcze chcesz?-Drżącym głosem zapytała. Nie wiedziałem o czym mówi. Zwróciłem ją ku sobie. Obejmowała się rękoma i płakała. 
-Koni? Co się stało?-Zbliżyłem się do niej. Była zaskoczona. Otarła szybko poliki i odsunęła się.
-Nic, nic...-Kręciła głową i przykleiła na twarz sztuczny uśmiech. Nie ufałem jej.
-Przecież widzę, Koni...-Przytuliłem ją, co wyraźnie ją zaskoczyło.-Możesz mi zaufać, naprawdę.-Cofnąłem się nieco i pogładziłem jej polik. Przez moment szukała odpowiedzi w piasku pod naszymi stopami. Później przeniosła wzrok na moje oczy. Wyraźnie bała się swoich słów. Najgorsze migało mi przed oczyma. Rzeczywiście moje podejrzenia się sprawdziły. Kompletnie mnie to nie cieszyło.
-On...Mnie...Zgwałcił.-Wydukała robiąc spore przerwy pomiędzy wyrazami. Wpadła w histerię. Oparła się czołem o mój tors. Łkała. Nie wiedziałem co powiedzieć. Gładziłem jej plecy i głowę. Starałem się ją jakoś wesprzeć. Sam byłem zdruzgotany. Obwiniałem się w stu procentach. Gdybym tylko wiedział. Gdybym od razu ją znalazł. Przeszkodził. Pomógł. Zapobiegł. W tamtej chwili miałem ochotę zabić tego gnoja i załatwić siebie, że nie mogłem zareagować. Ale wiedziałem, że muszę zostać z małą. W pewnym sensie czułem się za nią odpowiedzialny. Serce mi się krajało widząc jak cierpi. Nie mogłem sobie wyobrazić jak bardzo ją skrzywdził, w sumie nawet nie chciałem. Na samą myśl co jej zrobił przechodził mnie dreszcz.  Zdawałem sobie sprawę, że to będzie dla niej rana na całe życie. To wszystko moja wina!-Karciłem się w myślach. Jej rozpacz nie ustawała. Nie dziwiłem się. Jak on mógł to zrobić?! Tak niewinnej i delikatnej osóbce. To było straszne, okropne. Obiecałem sobie coś-"Znajdę go i zemszczę się, choćby najbrutalniejszą karą."...





Hejka! Wiem, że krótki, mam nadzieję, że mimo to treściwy wystarczająco. Nie wiem, przez zakończenie "Girl on the show" nie mam weny. Wybaczcie jestem w rozsypce...
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

niedziela, 8 lutego 2015

I can't find this feeling 3 (Druga część rozdziału)

 Efekt końcowy wcale nie był najgorszy, ale nie do końca to był mój styl, dlatego dodałam coś swojego czyli trampki. Zadowolona Mulatka przyjrzała mi się i skomplementowała sama siebie, gdyż to "jej robota". Wyszłyśmy z łazienki i ukazałyśmy się chłopakom, którzy już umierali z nudów podczas oczekiwań. Zmierzyli nas wzrokiem i szczęki im opadły. Wręcz się ślinili, ale wydawało się, że bardziej na widok mojej towarzyszki niż mój. Jednakże Zayn wręcz pożerał mnie wzrokiem, może to dziwne, ale mało mi to odpowiadało. Nie wiem, po prostu czułam się niezręcznie.
-Wyglądacie...
-Wow.-Wypowiedź Liam'a dopełnił Hazz. Miałam wrażenie, że zapamiętam ten wieczór aż za dobrze...
***
Niall, Harry, Lou i Li, powiedzmy, zajęli się Alby i wyprowadzili ją z mieszkania nie zwracając na mnie większej uwagi. Zostałam w mieszkaniu sama z Malik'iem.
-Pięknie wyglądasz.-Uśmiechnął się lekko trzymając ręce w tylnych kieszeniach spodni i unosząc uroczo ramiona.
-Dziękuję. Ty także.-Spuściłam lekko głowę chowając rumieńce za włosami. Zbliżył się do mnie, a ja nadal kurcząc brodę przy klatce piersiowej patrzałam na niego.
-Ej, nie chowaj się.-Złapał mnie za podbródek i zmusił do prośby.-Nadal cudnie się rumienisz.-Nie wiedziałam jak się zachować. Ewidentnie mnie podrywał. Widziałam zadowolenie w jego ślepiach. Postanowiłam nie dawać mu się. Przecież nazywam się Koni Ani (wiem wymyślni są moi rodzice) Likety.
-A ty nadal jesteś bezczelny.-Poklepałam go po policzku i odwróciłam się na pięcie w kierunku drzwi. Złapał mnie za nadgarstek. Zerknęłam na niego.
-Jeszcze zmienisz zdanie. Pamiętaj "Od nienawiści po miłość".-Wyszczerzył swoje bieluśkie zęby. Uśmiechnęłam się wrednie i ponownie zmniejszyłam dystans pomiędzy nami do kilku centymetrów.
-Długo szukałeś tego lipnego cytatu w necie? Czyjego autorstwa, pozerze?-Jednakże moje przycinki wcale go nie obchodziły. Jakby żył we własnym wyimaginowanym świecie.
-Nie. Mojego, królewno.-Chociaż byłam na niego na max'a wściekła to coś w sercu mnie zakuło na słowo "królewna".
-Nie spodziewałam się, naprawdę. Nie wyglądasz na takiego co lubi myśleć.-Pogardziłam nim.
-Nie lubię.-Wzruszył ramionami. Przystawił usta do mojego ucha.-Ale o tobie uwielbiam.-Wyszeptał i wyminął mnie zgrabnie. Ciarki przeszły moje ciało. Niby miałam z nim wiele wspólnego, czego dowiedziałam się przy śniadaniu, ale chyba pomyliłam się co do niego. Rano wydawał mi się taki...Inny niż wieczorem. Dziwne, że znielubiłam go przez kilka godzin. Ciekawe. Wzięłam głęboki oddech i zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Zayn podążał za grupą. Ja postanowiłam do niej dołączyć. Starałam się dobrze bawić, ale ON cały czas zaprzątał mi głowę z tym swoim "Cudnie się rumienisz", "Księżniczko" i "O tobie zawsze". Uważałam to za prostackie. W klubie kompletnie straciłam humor. Wszyscy zniknęli w tłumie./Zajęłam miejsce przy barze i zamówiłam drinka. Nagle na biodrach poczułam dłonie. Odwróciłam się.
-Mówiłam już, że masz się kurwa odwalić!-krzyknęłam na byłego.
-Ale skarbie...-Widocznie nie był trzeźwy.
-Daj mi spokój!-Wyrywałam się mu. Zaczął obłapiać mnie gdzie tylko się mu podobało. Narzucał mi się, to nie podlegało dyskusji.-Zostaw mnie!-Nikt nawet na to nie zareagował.
-No nie bądź taka, daj mi coś słodkiego.-Oblizał wargi obleśnie. Zboczeniec jeden.
-Odpieprz się!-Nie przestawałam protestować.
-Nie słyszałeś?-Nagle pojawił się Zen. Trochę pobił Drake'a i oddał w ręce ochroniarzy, którzy jakoś wcześniej nie byli mną zainteresowani. Czułam się, co może być dziwne, upokorzona. Mulat odwrócił się do mnie przodem i spojrzał z politowaniem.-Wszystko okej?-Troskliwie zapytał. Nie wiem co się ze mną stało, ale nagle w mych oczach pojawiły się łzy. Nie miałam zamiaru się z tym obnosić. Wybiegłam z budynku łapiąc swoją torebkę. Nie chciałam, aby ktokolwiek mnie widział. Coś okropnego. Usłyszałam kilka wołań, ale nie zwróciłam na nie uwagi. Jak najszybciej otarłam policzki i pomknęłam przed siebie, nie wiadomo gdzie. Niespodziewanie na tej samej części ciała ponownie znalazły się czyjeś dłonie. Po sprawdzeniu dowiedziałam się, iż to ta sama osoba. Nie wyglądał już tak "radośnie" jak w klubie. Wtem wiedziałam, że nie skończy się to dobrze. On był nieobliczalny...







Hejka! Druga część :) Mam nadzieję, że się spodoba :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

I can't find this feeling 3 (POŁOWA ROZDZIAŁU)

 Czułam się jakbym  przed kimś się chowała, no w sumie tak było.
-Koni?-Dobiegł do mnie głos chłopaka. Zacisnęłam powieki oraz zęby w geście poniesienia porażki. Na pięcie obróciłam się w jego stronę.
-Tak?-Jęknęłam.
-Powaga, nic się nie stało.-Uśmiechnął się.-Jest okej.-Puścił mi oczko.-Jak chcesz, możesz nawet to jeszcze powtórzyć.-Zaśmiał się. Wtem się ocknęłam.
-Wolę nie.-Zachichotałam. Ulżyło mi.
-No dobra, no to ja będę próbował.-Wzruszył figlarnie ramionami oraz brwiami jednocześnie.
-Nie ma mowy Malik!-Wystawiłam język za wierzch.
-Zobaczymy.-Rozbawiony parsknął.-A raczej ja zobaczę.-Jego rechot nabierał na sile.
-Zobaczysz, ale jak to jest dostać w ryj od laski.-Zgasiłam go. Przestał się brechać.
-Widzę, że mamy ostry języczek.-Zbliżył się do mnie znacznie. Musiałam zadzierać głowę, aby spojrzeć mu w oczy. Cholera, wysoki.-Pomyślałam.
-Widzę, że nie znosimy przegrywać gierek słownych.-Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
-Jesteś urocza kiedy się rumienisz, wiesz?-Po dłuższej chwil milczenia z lekkim uśmieszkiem powiedział i musnął mój polik. Wyszedł z mieszkania pozostawiając mnie osłupiałą w korytarzu...
***
Stałam osłupiała tak jeszcze chwilę.
-Koni, coś nie tak?-Nagle pojawiła się Alby.
-Nie, nie. Wszystko okej.-Skłamałam i wycofałam się do łazienki. Weszłam do kabiny. Ciepła woda rozluźniła moje mięśnie. Cały czas myślałam o Malik'u. Dziwne uczucie. Wysuszyłam ciało i włosy, które wyprostowałam i pozostawiłam rozpuszczone. Szybko wykonałam wszystkie czynności poranne i odziałam się. Wyszłam z pomieszczenia i skierowałam się do siebie. Zabrałam potrzebne mi do rzeczy.Tamtego dnia miałam zmianę popołudniową. Pożegnałam przyjaciółkę, która miała akurat wolne i ruszyłam. Cieszyłam się piękną pogodą jaka panowała  w Sydney. Kochałam to miasto, naprawdę piękne. Właśnie przemierzałam promenadę kiedy zauważyłam tego pajaca kroczącego ku mnie.
-Czego chcesz?-Pretensjonalnie zapytałam gdy stanął mi na drodze.
-Proszę cię. Nie możesz mnie tak zostawić. Brakuje mi ciebie.-Robił maślane oczy.
-A mi ciebie nie. Chyba mało cię to obchodziło kiedy pieprzyłeś inną.-Parsknęłam i trąciłam go ramieniem odchodząc. Dalej już nie słuchałam jego zawodów, bla bla bla. Same powtórzenia, które nic dla mnie nie znaczyły tak samo jak on. Trafiłam do sklepu sportowego gdzie sprzedawałam deski surfingowe, piłki, buty, pianki do pływania i inne sprzęty. Niestety bądź stety przypadała mi rola kierownika. Grafiki, rządy i inne zadania ciążyły na mych barkach. Niekoniecznie mi to się podobało. Przywitałam swoich "podwładnych" i przebrałam się w uniform. Zajęłam się pracą. Oczywiście wykonywałam stałe czynności. Około godziny 20.00 zamykałam kasę z moją koleżanką. Po skończeniu roboty udałam się do Starbucks'a. Kupiłam swoją ulubioną kawę na wynos i wzięłam jedną dla Al. Wróciłam do domu. Już na klatce schodowej usłyszałam głosy chłopaków, westchnęłam tylko. Oznaczało to, iż nie zapomnieli o "naszym wyjściu" do klubu. Jak najciszej zamknęłam za sobą drzwi z nadzieją otrzymania więcej czasu na odpoczynek. No niestety od razu wyskoczył na mnie Niall.
-Hej! Alby jest w klopie i się pindrzy, idź też.-Wręcz wepchnął mnie do toalety.
-Mi też miło cię widzieć.-Zaśmiałam się.
-Hej.-Przywitała mnie kumpela poprawiając rzęsy. Wyglądała niesamowicie. Wiedziałam, że jak na mnie spojrzy to nie ominie mnie ta jej 'transformacja'. Nie myliłam się.-Boże! Chyba przyda ci się nieco mojej ręki, bo wiem jak skończysz od własnej.-I się zaczęło!-pomyślałam. Oczywiście kąpiel, układanie włosów, makijaż, ubieranie, czesanie itd. mnie nie ominęło. Efekt końcowy wcale nie był najgorszy, ale nie do końca to był mój styl, dlatego dodałam coś swojego czyli trampki. Zadowolona Mulatka przyjrzała mi się i skomplementowała sama siebie, gdyż to "jej robota". Wyszłyśmy z łazienki i ukazałyśmy się chłopakom, którzy już umierali z nudów podczas oczekiwań. Zmierzyli nas wzrokiem i szczęki im opadły. Wręcz się ślinili, ale wydawało się, że bardziej na widok mojej towarzyszki niż mój. Jednakże Zayn wręcz pożerał mnie wzrokiem, może to dziwne, ale mało mi to odpowiadało. Nie wiem, po prostu czułam się niezręcznie.
-Wyglądacie...
-Wow.-Wypowiedź Liam'a dopełnił Hazz. Miałam wrażenie, że zapamiętam ten wieczór aż za dobrze...









Hejka! To połówka rozdziału, bo nie zdążę więcej przed wyjściem. DokończĘ później :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

sobota, 7 lutego 2015

Little Sweet Angel 37

-Calum!-Rzuciłam się przyjacielowi na szyję. Tęskniłam za tym wariatem.
-Hej mała-Ucieszył się obracając mnie.
-Co ty tu robisz?-Stanęłam uradowana na nogi.
-Wpadłem zobaczyć moją małą Michi.-Odsunął się lekko i zlustrował mnie od góry do dołu i z powrotem.
-Yhym...-Ktoś odchrząknął zza bruneta. Wyjrzałam przez ramie przyjaciela. Moim ślepiom ukazał się Michael.
-M!-Kolejny w kolejce do uścisków.
-M!-Zaśmiał się mój ukochany wariat.
-Też tu jestem!-O swojej obecności dał znak Ashton.
-Ash...-Już nie miałam siły się drzeć. Ten dzień był już chory od zbliżeń. Mi to jednak nie przeszkadzało...
***
-Boże, ale się zmieniłaś.-Stwierdzili wspólnie.
-No chyba nie tylko ja.-Wystawiłam język.
-O już cię otoczyli.-Zaśmiał się Luke wchodzący do środka w towarzystwie Harry'ego. Chyba już widział się z chłopakami, bo nie witali się.
-No.-Wtuliłam się w swojego chłopaka.
-Już lżej?-Szepnął mi na ucho.
-Tak. Zdecydowanie.-Równie cicho odpowiedziałam.
-To co? Jemy?-Jak zwykle pierwszy wyskoczył mój brat.
-Tak głodomorze.-Zachichotałam i wróciłam do warzyw. W tamtej chwili dołączyła moja rodzicielka.
-O! Cześć chłopcy!-Przywitała zespół.
-Dobry Pani Robinson!-Chórem odrzekli.
-Jak tam idzie?-Zaczęła mi pomagać.
-Dobrze. Zaraz wstawimy do pieca. Okej?-Przytaknęła mi. Po kilkudziesięciu minutach całą ekipą spożywaliśmy danie. Jak na złość nie miałam ochoty, właściwie organizm odmawiał. Ale jakoś wcisnęłam. Coś jednak nie grało. Hazz naprawdę był spięty. Nie wiedziałam o co chodzi. Czekałam tylko na jakiś znak albo...No cokolwiek. Nic. Więc gestem jakiego zawsze używałam z Lu, zaciągnęłam go do kuchni.
-Co tam?-zapytał opierając się o blat.
-Czemu Harreh zachowuje się tak, dziwnie?-Skrzywił się.
-Skąd mogę wiedzieć. Nawet tego nie ogarnąłem.-Stwierdził.
-Myślisz, że za bardzo go nastraszył?-Natychmiast wiedział o kim mowa.
-Nie, żeby aż tak. Nie rób z ojca potwora.-Podrapał się po karku.
-Nie wiem. Martwię się.-Westchnęłam.
-Oj, mała.-Objął mnie.-Na pewno wszystko gra. To spoko gościu, serio. Może spokojnie być moim szwagrem.-Puścił mi oczko. Zaśmiałam się głośno.
-Ta.-Przytaknęłam.-Dobra, nieważne. Pogadam z nim.-Wróciliśmy do towarzystwa. Po kolacji dziadkowie i rodzice poszli spać. No cóż, tak jest z ludźmi w tym wieku. Zostaliśmy sami w szóstkę. Utworzyliśmy kółko siedząc na podłodze w salonie. Gadaliśmy o wszystkim i niczym. Postanowiliśmy zagrać w butelkę na "prawda czy wyzwanie". Oczywiście głupie zadania nas nie omijały. Ogółem dobrze się bawiłam, ale nadal myślałam o lokatym. Kiedy już leżeliśmy wykąpani i czyściutcy obok siebie w łóżku "uderzyłam".
-Kochanie, mogę cię o coś zapytać?-Zbliżyłam się jeszcze bardziej niż mnie "miał".
-Oczywiście.-Zgodził się.
-Dlaczego jesteś taki zmartwiony, nieobecny? Coś się stało?-Zapadła długa chwila milczenia. Jego puls drastycznie wzrósł. Zaczęłam obawiać się odpowiedzi.










Hejka! Nareszcie coś ciekawszego ;) Mam nadzieję, że nie zawiodę tym rozdziałem :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Louis

-No dobra, gadaj. Jak on ma na imię?-Moja kuzynka jak zwykle kiedy cieszyłam się do komórki zareagowała podejrzeniami.
-Skąd wiesz, że to on?-Zerknęłam na nią odrywając wzrok od ekranu.
-Bo nie mówiłaś, że przerzucasz się na laski?-Rozbawiła mnie. Powróciłam do telefonu.
-Louis.-Odpowiedziałam.
-Wiedziałam.-Parsknęła.
-Jest słodki...
-Yhy...
-Uroczy...
-Ta.
-Mądry, inteligentny...-Wzdychałam.
-Ty lepiej powiedz czy przystojny.-Oderwała się od telewizora i zajrzała do mojego skupiska uwagi. Pokazałam jej zdjęcie. Uważnie się przyjrzała.-I ty się kurde jeszcze za niego nie bierzesz?-Złapała się za czoło zszokowana.
-No sorry, ale nie jestem tak bezpośrednia jak ty.-Rzekłam.
-Pomóc?-Wzruszyła brwiami.
-Nie, ty lepiej nic nie rób. Dzisiaj z nim wychodzę i nie chcę żebyś...
-Co?!-Przerwała mi.-Cholera, za ile?!-Wstała.
-Półtorej godziny.-Spokojnie odpowiedziałam.
-Nie szykujesz się?
-Mam dużo czasu, idziemy tylko na kolację i spacer.-Powiedziałam jakby to było jasne.
-Tylko?-Szczęka jej opadła.-Jeżeli masz zamiar go wyrwać, to idziesz kochana ze mną i bez dyskusji. Trzeba cię...Ten no, wiesz. Dodać trochę tu, odjąć tam i będzie jak znalazł.-Wskazywała na moje piersi i brzuch. Nie powiem, nie leżało mi to. Zaczęła mnie pindrzyć. Nałożyła na moje poliki róż, powieki cień i eyeliner, usta szminkę i błyszczyk. Wcisnęła mnie w jakąś kreację podkreślającą biust. No nie, tak nie będzie-pomyślałam.
-Nie!-Krzyknęłam gdy się ujrzałam.-Nie ma mowy! Ściągam to!-Zerwałam z siebie sukienkę.
-Co ty robisz?-Oburzyła się.
-Obrażasz mnie, każesz się zmieniać. Chcę się ubrać normalnie. Nie będziesz mi życia układać!-Wypchnęłam ją z pokoju i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Wzięłam prysznic. Wysuszyłam całe ciało oraz włosy, które podkręciłam prostownicą i splotłam w warkocza na bok. Pomalowałam rzęsy i wargi bezbarwną pomadką. Samodzielnie wybrałam zestaw. Ubrałam się i wyszłam z pokoju. Nie zwracając uwagi na przeprosiny, błagania i krzyki kuzynki opuściłam posesję. Pomknęłam tam gdzie umówiłam się z chłopakiem, czyli do parku. Spokojnie stałam oczekując go. Od tyłu ktoś zasłonił mi oczy.
-Zgadnij kto to.-Doszedł mnie głos melodyjny jak u słowika.
-Kevin?-Rozbawiłam go.
-Nie.-Złapał mnie za dłonie i zamaszyście obrócił twarzą do siebie zamaszyście jak w "Dirty dancing".
-Louis?-Zaśmiałam się.
-Ciepło.-Pocałował mnie w policzek.
-Misiek?-Odchyliłam się lekko by lepiej widzieć jego ślepia.
-Gorąco.-Objął mnie i ruszyliśmy.
-Co chciałeś mi powiedzieć?-W pewnym momencie zmieniłam temat.
-Najpierw coś ci pokażę.-Pociągnął mnie do wielkiego wieżowca. Wepchnął do windy. Znaleźliśmy się na szczycie budynku. Właśnie zapadł zmrok. Piękne światła miasta stały przed nami. Cudowny widok. Nowy Jork jest niesamowity.
-A więc?-Już nie wytrzymywałam napięcia.
-Właściwie to nie zamierzałem nic mówić.-Zbliżył się do mnie.
-A co planowałeś?-Poczułam jego dłonie na tali.
-To.-wpił się w moje usta. Z  początku delikatnie, później pogłębił pocałunek. Idealnie, tak było. Rzeczywiście nie musiał nic mówić. Wystarczył ten gest. Zrozumiałam. I tak zgodziłam się...










Hejka! Przepraszam, że dopiero teraz, ale byłam w podróży do taty :) Sorka, nie gniewajcie się :3 Nawet nie liczę, że się wam spodoba, ale mało mi dzisiaj weny, bo jestem zmęczona :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

piątek, 6 lutego 2015

Imagin Liam

Wiele osób pyta mnie jak to się stało, że jako dwudziestolatka stoję na szczycie największej na świecie redakcji magazynu o gwiazdach. No cóż...Może zacznę od początku.
Miałam 17 lat kiedy przybyłam z Polski do LA. Kompletnie nie znałam języka, zawsze słabo szło mi w szkole. Nie wiedziałam nic o kulturze Amerykańskiej. Jednym słowem byłam zerem. Zamieszkałam z ciotką, bo matka wyrzuciła mnie z domu. Nie szybko przyzwyczaiłam się do klimatu, ludzi, angielskiego. Nareszcie po pół roku załapałam mowę mieszkańców kraju. Wtem zaczęłam pracę w malutkim sklepie muzycznym. Nie wiele się działo, ale od czasu do czasu wchodziły tam znane osoby. Poznałam kilku aktorów, piosenkarzy, modelek i projektantów. Zaczęło mnie interesować życie w blasku fleszy. Każdego dnia kupowałam masę magazynów, słuchałam wywiadów, utworów. Wyczytywałam każde słowo jakie napisane było o danej gwieździe. Wciągnęłam się. Szczerze to o niektórych wiedziałam więcej niż oni sami o sobie. Muzyka stanowiła mój sens życia. Los Angeles kompletnie mnie zmieniło. 
Pewnego dnia do sklepu wbiegł wysoki chłopak w bluzie, co było co najmniej dziwne,gdyż panował czterdziestostopniowy upał. Chował się za stojakiem z gitarami. Podeszłam i złapałam go za ramie.:
-Pomóc ci w czymś?-Aż podskoczył.
-Ukryj mnie błagam.-Zauważyłam za zewnątrz chmarę piszczących nastolatek. Wtedy go rozpoznałam i wyklarowało mi się wszystko. 
-Jasne, chodź.-Kuląc się wprowadziłam go na zaplecze. W ostatniej sekundzie zdążył, bo fanki wbiegły do środka.
-Coś nie tak?-Podeszłam do nich.
-Widziałaś może tu takiego bruneta o czekoladowych oczach, wysoki?-Jedna z nich z płaczem się odezwała.
-Tak.-Wrzask się nasilił.-Pobiegł na prawo.-Nawet nie podziękowały, zniknęły. Wyłonił się. Już bez okrycia.
-Nie wiem jak ci dziękować.-Nie pomyliłam się. To był Liam Payne. 
-Spoko, to nic takiego.-Machnęłam ręką.
-Kocham tą pracę, ale czasami to jest nie do zniesienia.-Westchnął. 
-Ponoć nigdy nie miałeś dość directionerek.-Uniosłam brwi i oparłam się o ladę.
-Jesteś jedną z nich?-Zaśmiał się.
-Nie, ale wiem o tobie tyle co przeciętna członkini fandom'u.-Odpowiedziałam z cwanym uśmiechem.
-Ile mam lat?-Wystrzelił co mnie nie zdziwiło.
-W sierpniu kończysz 22.
-Skąd pochodzę?
-Wolverhampton.
-Rodzeństwo?
-Siostry.
-Zwierzęta?
-Pies.
-Dziewczyna?
-Właśnie się rozstałeś.-Odrzekłam na serię pytań.
-Jestem pod wrażeniem.-Jego mina właśnie to wyrażała.
-Dzięki. Nie myśl, że tylko o tobie mam pełno informacji, jestem fanką tak jakby wszystkich...
-Członków zespołu?-Przerwał mi.
-Nie, sław.-Bez zająknięcia wyznałam.
-Interesują cię te wszystkie rzeczy?-Skrzywił się lekko.
-NO!-Jakby nie było niczego prostszego odpowiedziałam.-Lubię wywiady, pisma, plotki. To mnie kręci.-Przygryzłam dolną wargę.
-Za to ty kręcisz mnie.-Palnął co wybiło mnie z tropu.
-Co?!-Nie powstrzymywałam rozbawienia.
-Znaczy...-Zaczerwienił się. Chyba nie chciał tego powiedzieć na głos. 
-Dobra...Nieważne.-Zachichotałam.
-Powinnaś się tym zająć.-stwierdził.
-Ale czym?-Nie zrozumiałam.
-Pisaniem o gwiazdach skoro to twoja pasja.-I tak to się zaczęło. Posłuchałam rady Payne'a. Już kolejnego dnia znalazłam się na castingu do prasy plotkarskiej. Przyjęto mnie. Zabawne, że mój pierwszy artykuł miał być własnie o Liam'ie. Nie chciałam pisać głupot. Postanowiłam się z nim spotkać. Powiem szczerze, że to nie był ostatni raz. Powoli zaczęłam się w nim zakochiwać. Kiedy mnie po raz pierwszy pocałował, zmienił wszystko. Zaczęło mi się układać. Zdobyłam wszystko o czym marzyłam. Nie będę się rozpisywać. Mam męża, dzieci, cudowną pracę, czego chcieć więcej. Reszta mojej opowieści to już niezbyt ważna historia...










Hejka! Wybaczcie, że tak późno. Miałam warsztaty z Dancehall'u  ^^ Trzy godziny ciężkich, naprawdę ciężkich do wykonania kroków i ćwiczeń :D Mega dużo pracy i zabawy :) Choć padam z nóg jestem zadowolona :3 Mam nadzieję, że w także będziecie z tego imagina :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

czwartek, 5 lutego 2015

Girl on the show 14

-Co ty wyprawiasz? Uciekaj.-Drżącym głosem nakazał. Ustawiłam się w taki sposób by luknąć mu w ślepia.
-Nie chcę.-wyszeptałam.
-Jak to?-Lekko się skrzywił.
-Louis, po tym co mi powiedziałeś. Ja...-Zacięłam się-Jestem pewna...-Dukałam krztusząc się rykiem. Sama nie dowierzałam w to co mam zamiar rzec.
-Czego?-Przerwał mi.
-No, bo ja...Kocham cię.-Z lekkim uśmiechem bezbronności odpowiedziałam. Wiem co pomyślcie-SZALEŃSTWO. Wiem, paradoks. Żeby oprawca skradł serce ofiary, ciekawe. Nie byłam pewna za co darzę go aż tak silnym uczuciem. Wychodziło na to, iż wolałam ryzykować życie dla bycia z "Panem". Nie zdawałam sobie sprawy, że kocham go do takiego stopnia...
***
Zamilkł na długą chwilę. Myślał. Odsunął się. W tym czasie uspokoiłam się.
-Ice, wcale nie. Wydaje ci się. To niemożliwe, to jest nierealne. Przecież, sprawiłem ci tyle bólu. Nigdy nie okazałem ci tego jak ja bardzo cię koch...-Zaciął się. Moje oczy się powiększyły. Oboje wiedzieliśmy co chciał wyznać. Z każdą chwilą ta sytuacja robiła się coraz bardziej chora.
-Co?-Postawiłam kilka kroków w jego kierunku. Jakby się zdenerwował. Zaczął chodzić splatając dłonie na karku.
-Kocham cię.-Zatrzymał się i bezsilnie powiedział. Chciałam się zbliżyć, ale on się cofnął.-Nie. To nie może tak być. Jestem zabójcą i zbrodniarzem. Ty jesteś niczego winną dziewczyną, która ma przed sobą piękne życie. Nie chcę niszczyć ciebie. Nie możesz mnie kochać. To nie prawda. Wydaje ci się. Ja cię zamknąłem w pokoju, ciągałem za włosy, traktowałem jak worek treningowy. Przecież to niedorzeczne.-Wypierał się. Zapadła krótka chwila ciszy.
-Nie. Nie wydaje mi się.-Pewnie powiedziałam.-Może i robiłeś masę złych rzeczy, ale pomyśl ile dobrego dla mnie uczyniłeś. Jak o mnie zadbałeś. Martwiłeś się, pozwoliłeś na choć łzę wolności, zabiłeś za mnie dwie osoby.-Bezbronnie na mnie patrzał, gdy powoli mknęłam w jego kierunku.-Miłość nigdy nie jest rozsądna. Miłość nie na rozumie polega.  To coś, dokładnie jak powiedziałeś, niedorzecznego. Tego nie można wyjaśnić, zdefiniować. To się zwyczajnie czuje. Widzisz, bo poglądy można zmienić. Jeżeli chodzi o uczucia, nie. Nie obchodzi mnie to jaką jestem wariatką zakochując się w tobie. Interesuje mnie to jak bardzo mi na tobie zależy i ile bym dla ciebie poświęciła. Kocham cię i nic tego nie zmieni.-Wyrecytowałam. Oplotłam go w pasie i wtuliłam się w niego mocno. Łzy znów spłynęły po moich polikach. Odwzajemnił uścisk.
-Boję się, że cię skrzywdzę. Nie zapanuję nad sobą. Obawiam się.-Odezwał się.
-Nic się nie stanie. Obiecuję.-Wyszeptałam.
-Ale to nie od ciebie zależy. Nie rozumiesz, kiedy jestem w furii nie panuję nad sobą. Śmiało można stwierdzić, że zachowuję się jak psychol.-Postawił mi się.
-Będę pomagać ci zwalczyć napady agresji. Wspólnie przetrwamy wszystko.-Zastygłam przy nim. Nie miałam zamiaru go puszczać. W pewnym momencie usiedliśmy na ziemi. Właściwie to ja na jego kolanach.
Obudziłam się...U siebie w mieszkaniu. Tam gdzie spałam zanim mnie "porwano". Zaczęłam się rozglądać. Jeszcze kilka dób wcześniej byłam w stanie poświęcić czyjeś życie do trafienia tam. A wtedy kompletnie mnie to załamało Nie mogłam uwierzyć...







Heja! Oto następny rozdział ^^ Mam nadzieję, że się spodoba :3 Jak myślicie, co dalej się wydarzy? Co zrobi Ice? Czy będę w końcu razem? Piszcie ;)
Przepraszam, że krótki, ale powoli, niestety, zbliżamy się do końca, a chcę pociągnąć to jak najdłużej, aby potrzymać was w napięciu :) Nie gryźcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

I can't find this feeling 2

Późnym wieczorem ruszyłam do łazienki. Niestety znajdowała się na drugim końcu mieszkania Al. Wzięłam prysznic i owinięta ręcznikiem wyszłam zza drzwi toalety. Natknęłam się na Mulata.:
-Koni...-Cofnął się, gdyż mało brakowało do zderzenia. Przyznam lekki dyskomfort pojawił się we mnie, ale nie zarumieniłam się-Ja właśnie wychodziłem.-Zaśmiał się oglądając mnie całą.
-Jasne. Ale tu mam oczy.-Wskazałam na swoje niebieskie ślepia. Ocknął się.
-Ale ja nic...-Zaczął, ale nie dałam mu skończyć.
-Taak, oczywiście. Nieważne.-Machnęłam ręką i minęłam go.
-Koni.-przywołał mnie. Odwróciłam się do niego.
-Do zobaczenia jutro.-Puścił mi oczko.
-No pa.-Pomachałam mu i wróciłam do siebie. Ubrałam piżamę i ułożyłam się w łóżku. Znów zabrałam się za pisanie. Coś mnie tknęło i poruszyłam wątek romansu. Jak na mnie to dziwne i niezbyt codzienne...
***
Obudziły mnie głosy dobiegające zza drzwi. Ocknęłam się. Poprzedniej nocy zasnęłam z zeszytem w rękach i z okularami na nosie. Odłożyłam bryle na stolik nocny, a notes schowałam do szuflady. Zwlekłam się z łoża i wsunęłam kapucie na stopy. Zgarnęłam włosy z twarzy i nieco się rozbudziłam. Wyszłam z sypialni i skierowałam się do źródła dźwięku, czyli kuchnio-jadalni. Alby oraz Zen rozmawiali podczas przygotowywania śniadania.:
-Dzień dobry.-Przywitałam się.
-Hej.-Przyjaciółka pocałowała mnie w policzek.
-Cześć.-Mulat nadstawił twarz. Zmarszczyłam brwi.-No proszę.-Zrobił maślane oczęta.
-Dobra.-Także musnęłam go ustami.-Co pichcicie?-zapytałam.
-Ja robię sobie owsiankę, a on...Chyba kanapki...-Taak, ciężko było stwierdzić co on wyprawia. Tu chleb, tam sałata, gdzieś masło.
-Aha.-Rozbawiona przytaknęłam.-Mogę zrobić sobie płatki?
-Jasne. Szafka po lewej.-Poinstruowała mnie. Zalałam składnik z kartonu mlekiem i spożyłam. Miło rozmawiało się z bratem kumpeli. Mieliśmy wiele wspólnych zainteresowań. Oboje uwielbialiśmy sztukę i rysunek, batman'a, muzykę, łamanie zasad i ogółem byliśmy podobniejsi niż oni sobie jako rodzeństwo. Po śniadaniu udałam się do łazienki. Nie za wiele widziałam bez szkieł kontaktowych. Nie pukając wlazłam do pomieszczenia. Może i ostrości nie miałam, ale nieomylnie stał tam Zayn z ręcznikiem przepasanym wokół bioder.
-Boże! Przepraszam!-Zasłoniłam oczy ubraniami, które miałam ze sobą. Zaczęłam się wycofywać.
-Nic się nie...
-Ała!-Zderzyłam się z suszarką wiszącą na ścianie za mną. Upadłam.
-Nic ci nie jest?-Podbiegł do mnie i pomógł stanąć na nogi. Z bliska widziałam lepiej. Miał cudnie wyrzeźbioną klatę. Tatuaże przyozdabiały jego tors. Cudo. Poczułam się nieco niezręcznie tak mu się przyglądając.
-Nie. Jest okej. Jeszcze raz wybacz.-Uciekłam stamtąd zatrzaskując za sobą barierę drzewną. Zwiałam do siebie. Poliki aż piekły mnie od rumieńców. Serce biło mi jak szalone. Jak zwykle zaliczyłam wtopę. Moja genialność przebijała wszystko. Tylko się w czoło pacnąć. Usłyszałam, że toaleta się zwolniła. Niepewnie wychyliłam łeb zza uchylonych drzwi mojego pokoju. Miałam prostą drogę. Jak jakaś opętana zaczęłam biec. Czułam się jakbym  przed kimś się chowała, no w sumie tak było.
-Koni?-Dobiegł do mnie głos chłopaka. Zacisnęłam powieki oraz zęby w geście poniesienia porażki. Na pięcie obróciłam się w jego stronę.
-Tak?-Jęknęłam.
-Powaga, nic się nie stało.-Uśmiechnął się.-Jest okej.-Puścił mi oczko.-Jak chcesz, możesz nawet to jeszcze powtórzyć.-Zaśmiał się. Wtem się ocknęłam.
-Wolę nie.-Zachichotałam. Ulżyło mi.
-No dobra, no to ja będę próbował.-Wzruszył figlarnie ramionami oraz brwiami jednocześnie.
-Nie ma mowy Malik!-Wystawiłam język za wierzch.
-Zobaczymy.-Rozbawiony parsknął.-A raczej ja zobaczę.-Jego rechot nabierał na sile.
-Zobaczysz, ale jak to jest dostać w ryj od laski.-Zgasiłam go. Przestał się brechać.
-Widzę, że mamy ostry języczek.-Zbliżył się do mnie znacznie. Musiałam zadzierać głowę, aby spojrzeć mu w oczy. Cholera, wysoki.-Pomyślałam.
-Widzę, że nie znosimy przegrywać gierek słownych.-Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
-Jesteś urocza kiedy się rumienisz, wiesz?-Po dłuższej chwil milczenia z lekkim uśmieszkiem powiedział i musnął mój polik. Wyszedł z mieszkania pozostawiając mnie osłupiałą w korytarzu...














Hejka! Oto drugi rozdziałek ^^ Wiem, że nie za bardzo się na razie dzieje, ale musi się rozkręcić. Zapewniam, że nie obędzie się bez akcji :) Mam nadzieję, że się spodoba :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Hazz cz.6 (THE END)

-Gdzie jest (T.I)? Oj, musimy sobie z nią porozmawiać! Nie spodziewałem się tego po was. Tak na jedną noc? Nie tak was wychowywaliśmy z matką!-Darł się ojciec. Widziałam jak rusza w naszym kierunku. Nie da się wyrazić jak wściekły był, a jak ja wystraszona. Wtuliłam się nico w ramię Hazz'y. Można powiedzieć, że odruchowo.
-Tato! Ale ona...-Moja siostra leciała za nim i próbowała zatrzymać. Wtem zauważyli nas. Musiałam wymyślić coś na poczekaniu. Nie było to łatwe. Zbliżyli się, a ja przelotnie zerknęłam znacząco na lokatego. Zrozumiał,chyba...
***
-Ojcze, to mój chłopak Harry.-Przedstawiłam mu zielonookiego. Mina taty była zabójcza. Chyba się nie spodziewał. W pewnym sensie nie skłamałam, w pewnym...
-Słucham?-Widziałam jak złość z niego schodzi. Dzięki Bogu!-Pomyślałam.
-Spotykamy się od jakiegoś czasu, a od kilku dni jesteśmy parą.-Mocniej ścisnęłam rękę Hazz'y, aby nie zaprzeczał lub wyjaśniał.
-Ymmm...-Mojemu starszemu zrobiło się głupio.-Miło cię poznać młodzieńcze.-Wystawił rękę do mojego "partnera".
-Witam. Mi również.-Odpowiedział. Mężczyzna po jakiś kilku minutach rozmowy zniknął nam z oczu. Ulżyło mi. Mamy nie było. Wyszliśmy na ten nieszczęsny spacer. O dziwo dookoła domu już nie kręcili się paparazzi. Zapewne dzięki rodzicom, mieli wpływ na ludzi. Kiedy oddaliliśmy się trochę od mojej posesji, natychmiast zaczęłam.:
-Mało brakowało. Dobrze, że uwierzył.-Stwierdziłam.
-Ale przecież powiedziałaś prawdę.-Zerknął na mnie.
-No nie do końca. Po pierwsze nie znamy się tak długo, po drugie jeszcze nie do końca jesteśmy parą, bo nie zapytałeś.-Zaśmiałam się.
-A więc, zostaniesz wybranką mego serca?-Rozbawił mnie.
-Oczywiście.-Pocałowałam go lekko.
-Na zawsze?-Uniósł brwi.
-Na zawsze.-Splotłam nasze dłonie razem i uniosłam kąciki ust.
Dzisiaj szykuję się do tego dnia. Wybieram suknię. Dopieram kwiaty, kolory, torty. Znam Harolda od pięciu lat. Pobieramy się. Kto by pomyślał? Jednak nie podjęłam złej decyzji. Nie żałuję. Jestem szczęśliwa. Okazał się wspaniałym, wiernym i opiekuńczym chłopakiem, w którym zakochałam się bez pamięci. Ogółem ideał. Już wiem, że lepiej słuchać serca...










Hejka! Oto koniec naszego imagina. Wiem, że krótki i niezbyt udany, ale coś nie mogłam nic innego wymyślić.Wybaczcie. Nie wiem kiedy pojawi się dzisiaj kolejny post, bo znów trening i później spacer z przyjaciółką itd. Dobra nie zanudzam. Jeszcze dzisiaj coś wstawię ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*




środa, 4 lutego 2015

Little Sweet Angel 36

-Miśka?!-na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech. Na mojej także
-Luke!-rzuciłam się bratu na szyję. Szczerze, to brakowało mi go najbardziej. Mimo, iż nad życie kochałam rodziców i dziadków, on był dla mnie kimś wyjątkowym. Od małego się o mnie troszczył, nigdy nie opuścił, pomagał, wspierał, zasypiał ze mną kiedy nie mogłam sama i po prostu zachowywał się jak najlepszy brat na świecie. Niestety Rich zabrał mi komórkę i kompletnie straciłam z nim kontakt. Już nie miałam siły łkać. Zwyczajnie nie puszczałam go zaciskając powieki. W pewnym momencie otworzyłam oczy. Obraz mojego ojca pojawił się na plecami Luke'a. Niebieskooki zauważył, że uspokoiłam się nieco. Puścił mnie i pocałował w czoło. Odszedł i powiedzmy, że "dał mi szansę" na konwersacje z tatą. Nie spuszczałam wzroku z mężczyzny w średnim wieku. On także stał osłupiały, lecz z poważną miną. Cisza zapadła. Wszyscy pozostawali w napięciu. Moje serce biło w przyśpieszonym tempie. Gotowa byłam na każdą reakcję. Lecz to co nastało można nazwać niespodziewanym...
***
Mój ojciec, zimny wychowanek wojskowego, po raz pierwszy w życiu okazał mi emocje i przytulił mnie. Wpadłam w histerię. To coś nie do opisania. Nigdy wcześniej nie łapał ze mną takiego kontaktu. Rozpierała mnie euforia. Postanowiłam, że przyznam się do błędu, jak i reszcie rodziny.:
-Tatusiu, ja...
-Nic nie mów skarbie.-Przerwał mi.-Nic nie mów...Dobrze, że jesteś.-Głaskał mnie. Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje. Ale to była prawda. Jeszcze długą chwilę pozostaliśmy w kurczowym uścisku. Później przedstawiłam mu Harold'a. Jak zwykle mój starszy musiał zachowywać się jak "prawdziwy facet z jajami" i stanowczym głosem zwracał się do mojego ukochanego. Jak na złość zabrał go na "pogadankę", co w jego przypadku wyglądało bardziej jak przesłuchanie. Zawsze tak robił. Nawet kiedy jakiś kujon robił ze mną projekt, na początek odbył rozmowę z tatuśkiem. To samo przeżywała Tat. Jedynym zbawionym okazywał się Luke. Jemu to ufał. No ale co? W końcu byłyśmy jego córkami, to mówi samo za siebie. Tym czasem ja tuliłam się do brata. Tak bardzo mi go brakowało. Wskoczyłam mu na ręce i ułożyłam głowę na jego umięśnionym ramieniu.
-Ćwiczyłeś?-Zaśmiałam się patrząc na niego.
-No.-Potwierdził.-Jak ci się tam żyje siostra?-Troskliwie zapytał.
-Odkąd jestem z Harry'm jest prawie jak w niebie. Kocham go, jest wspaniały. Mam sporą grupkę przyjaciół i ogółem jakoś się układa.-W skrócie wyznałam tą lepszą prawdę.-A u ciebie? Jak zespół. Ash i reszta?-Wyszczerzyłam się na myśl o jego zespole. Uwielbiałam ich twórczość.
-Nieźle. Właśnie nagrywamy nową płytę.-Odgarnął z mojej twarzy włosy.
-Mogę wpaść na próbę?-Wzruszyłam zabawnie brwiami.
-Jasne...-Zaśmiał się. Nagle pojawili się. Zeszłam z braciszka i zbliżyłam się do Hazz'y. Wydawało mi się, że nieco się spiął, ale to norma, więc...Ojczulek natomiast zadowolony przyciągnął mnie do siebie i pocałował w czoło. Zaczęła się rodzinna rozmowa. Szczęście mnie rozpierało. Wszystko zaczęło się układać. Obawiałam się tylko czy nie minie to zbyt szybko. W pewnym momencie z oczu straciłam lokatego i blondasa. Dochodziła już godzina 21.30. Skierowałam się do kuchni pomóc mami przygotować kolację, gdyż wcześniej nie mieliśmy ochotę na jedzenie. Bałam się, mogli zauważyć moją chorobę. Mimo, że w pewnym stopniu się jej pozbyłam, nadal nie spożywałam zbyt wiele. Moja matula zniknęła w poszukiwaniu zastawy w "kanciapie". Sama kroiłam warzywa na jej słynną zapiekankę warzywną, pyszności. Ktoś zasłonił mi oczy.
-Zgadnij kto to?-Usłyszałam znajomy aż za dobrze głos.
-Calum!-Rzuciłam się przyjacielowi na szyję. Tęskniłam za tym wariatem.
-Hej mała-Ucieszył się obracając mnie.
-Co ty tu robisz?-Stanęłam uradowana na nogi.
-Wpadłem zobaczyć moją małą Michi.-Odsunął się lekko i zlustrował mnie od góry do dołu i z powrotem.
-Yhym...-Ktoś odchrząknął zza bruneta. Wyjrzałam przez ramie przyjaciela. Moim ślepiom ukazał się Michael.
-M!-Kolejny w kolejce do uścisków.
-M!-Zaśmiał się mój ukochany wariat.
-Też tu jestem!-O swojej obecności dał znak Ashton.
-Ash...-Już nie miałam siły się drzeć. Ten dzień był już chory od zbliżeń. Mi to jednak nie przeszkadzało...










Hejka! Oto kolejny rozdział! Mam nadzieję, że się spodoba ^^ No więc jutro dodam nowe postaci do bohaterów :) Zmieniłam postać Michi na inną, bo coś mi nie pasowała. Obyście nie byli źli...No nic. Piszcie jakie wrażenia ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* i dobranoc <3

Imagin Zayn zamówienie

-Po cholerę mam tam z tobą iść?-Niechętnie mruknąłem na przyjaciela.
-Po to, że to urodziny Tracy i chcę, żebyś nie zostawiał mnie samego w towarzystwie dziesiątek innych lasek. Jeszcze się skuszę i będzie po związku.-Odpowiedział. Tak, cały Harry. No cóż powiedzieć? Nasz lokaty Kasanowa nigdy nie był samotny. Wiecznie kręciły się wokół niego jakieś laski. Nie potrafił się oprzeć żadnej. Lecz, w końcu, co było szokiem roku, znalazł sobie partnerkę na stałe. Mimo, że ponoć kochał ją nad życie prosił o wsparcie mnie i resztę, bo bał się zdrady i to ze swojej strony. Według mnie jełop z niego. Po co niby pakował się w coś poważnego jak nie jest w stanie nad sobą panować? Ale jego logiki nikt nie ogarnie. Nieważne. Dobra. Postanowiłem po raz KOLEJNY wesprzeć kumpla.
-Niech ci będzie Styles, ostatni raz.-Zwlokłem się z łóżka.
-Dzięki. Nie pożałujesz.-Znacząco wzruszył brwiami. Wtedy jeszcze nie wiedziałem w co on mnie wkręcił.
-Ta...-mruknąłem.-Ja idę się wyszykować. Będę gotowy tak za godzinę.-oznajmiłem.
-Za ile?!-Oburzył się.
-No okej sześćdziesiąt minut.-Wiedziałem, że nie ogarnie.
-Od razu lepiej.-Uśmiechnął się i zniknął mi z oczu. I on ma 21 lat...Szkoda rozprawiać. Wszedłem pod prysznic. Wytarłem się,  wysuszyłem i ułożyłem włosy. Ubrałem się i byłem gotowy. Rzeczywiście zleciało tyle ile planowałem. Zszedłem na dół. W korytarzu stał naburmuszony Hazz.-Zmyliłeś mnie!-warknął.
-Nie...-Narzuciłem na siebie kurtkę.-To ty jesteś pusty.-Uderzyłem go w kark i wyszedłem z domu. Podjechaliśmy pod willę zielonookiego. Weszliśmy do środka. Oczywiście większość gości stanowiły przedstawicielki płci damskiej. Złożyłem życzenia znajomej i wziąłem coś do picia. Stanąłem pod ścianą. Ciołek jak zwykle miział się z "ukochaną". Nie specjalnie chciało mi się na to patrzeć. Wtedy zacząłem się zastanawiać co tam robię. Postanowiłem poszukać jakiegoś obiektu do rozmowy. Wiecznie napotykałem nachlane, piersiaste kobiety ledwo trzymające się na nogach. Jednakże moją uwagę przykuła ta jedyna nie pijąca. Piękna, niska, szczupła, brunetka o zielonych ślepiach, urocza i śliczna. Przenosiła ciężar ciała z nogi na nogę w miejscu. Zdecydowałem pokonwersować.
-Cześć.-przywitałem się czy zwróciłem jej uwagę. Odwróciła się do mnie i uśmiechnęła szeroko.
-Hej.-Przesłodka.-W myślach stwierdziłem.
-Jestem Zayn.-przedstawiłem się. Założyła kosmyk włosów za ucho.
-Ewa.-Widać było, że emanuje z niej energia.
-Jak się bawisz?-Rzuciłem.
-Całkiem, całkiem. A ty?-Nie traciła humorku.
-Trochę tu...Tłoczno. Może wyjdziemy na taras?-Zaproponowałem.
-Jasne.-Ruszyła przodem. Usiedliśmy na krzesłach naprzeciw siebie. Pomiędzy nami znajdował się mały okrągły stoliczek ogrodowy.
-Czym się zajmujesz?-Zapytałem.
-Jeszcze się uczę. Mam praktyki w piekarni. Lubię to. A ty?-Poważnie, dawno nie spotkałem kogoś tak promiennego.
-Jestem w zespole chłopaka Tracy.-odrzekłem.
-Serio? Nawet nie skojarzyłam a słucham was.-Zaśmiała się.-Nie poznałam cię.-Rozbawiła mnie swoim prze babskim chichotem.
-Często to się zdarza.-Zażartowałem.
-Masz świetny głos.-Skomplementowała mnie.
-Dziękuję. Szkoda, że nie próbowałem twoich wypieków. Też mógłbym powiedzieć ci coś miłego.-Nie umiałem być przy niej poważny. Wydawała się taka nie z tego świata. Na pierwszy rzut oka było widać, że zawsze ma swoje zdanie i nie idzie z prądem. Odizolowana od trendów. Oryginalna, zabawna, urocza, kochana, delikatna, ładna i inteligentna, zaledwie po kilku minutach znajomości tyle mogłem o niej powiedzieć.
-Myślę, że jeszcze będziesz miał okazję skosztować czegoś mojego.-Puściła mi oczko. Przyznam, że nie kłamała. Kto by się spodziewał, że na imprezie u Styles'a poznam miłość swojego życia...














Hejka! Oto imagin dla Ewci! Mam nadzieję, że cię nie zawiodłam i choć troszkę ci się spodoba :) Nie jestem pewna czy o to chodziło, ale się starałam :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Harold zamówienie

-Laluniu, gadaj albo naprawdę nie wyjdziesz z tego cało.-Ten oblech dyszał mi w twarz.
-Spier*alaj.-Plunęłam mu w oko. Przyjęłam kolejny cios w policzek i następny, kolejny, kolejny...Okładał mnie gdzie tylko popadło. Nie bałam się. Nie żałowałam. Robiłam to dla kogoś kogo kocham. Cała posiniaczona, okrwawiona i ogółem wycieńczona siedziałam na tamtym krześle zakneblowana. Zdawałam sobie sprawę, że to ostatnie chwile mojego życia. Dla mnie to i tak już był koniec. W sumie to dumna byłam, że ocalę ukochanego. Obawiałam się  tylko jego reakcji na to, że mnie już nie ma. Nie chciałam, aby specjalnie podstawił się z mojego powodu. Przestał mnie katować. Zaczął krążyć wokół mnie. Spuściłam głowę. Nie miałam już sił.
-Masz ostatnią szansę. Gdzie on jest?-Uklęknął przede mną. Podniosłam na niego wzrok. Przymrużyłam oczy. Wzięłam oddech i wysyczałam mu w mordę:
-Nie powiem. Proszę już możesz ze mną skończyć.-Odwróciłam twarz. Wstał i wyjął z kieszeni pistolet. Wystawił go przed siebie w moim kierunku. Nawet na chwilę nie zwątpiłam. Wcale, a wcale się nie cykałam. Nagle usłyszałam trzask. Mężczyzna opuścił broń i się odwrócił. W drzwiach stanął Harry. Serce mi stanęło na moment:
-Zostaw ją. Masz mnie, ją wypuść.-Pewien powiedział. Nie miałam nawet jak zacząć wierzgać na znak niezgody:
-Nie rób tego. Hazz idź stąd.-Tylko tyle udało mi się wymamrotać. Czułam jak schodzi ze mnie życie. Straciłam przytomność.
-Kochanie wiem, że mnie słyszysz. Jestem tu obok. Siedzę już z tobą od ponad tygodnia. Śpisz. Twoje rany się goją. Codziennie się tobą zajmuję. Już jesteśmy bezpieczni. Jego już nie ma. Teraz będziemy szczęśliwi. Tylko musisz otworzyć oczy. Wierzę w ciebie. Dasz radę, jesteś silna. Gwiazdeczko...-Słyszałam głos mojej miłości. Powtarzał mi to co dzień. Czułam jego dotyk. Dochodziły do mnie wszystkie jego słowa. Tak bardzo pragnęłam obudzić się, dla niego. Lecz nie potrafiłam. Próbowałam nie raz.-Serduszko, wiem, wiem...To trudne, ale spróbuj. Księżniczko nie poddawaj się. Kocham cię nad życie i nie chcę cię stracić. Nie chcę...Nie opuszczaj mnie...-Mocniej ścisnął moją dłoń. Jego ton drżał. Cały się trząsł. Mała mokra kropla opadła na nasze splecione ręce. To dodało mi siły. Skupiłam w sobie całą energię. Niewiele tego było, ale lekko uchyliłam powieki. Na początku oślepiło mnie światło. Za kolejną próbą udało mi się. On miał spuszczoną głowę. Płakał. Serce mi pękało na ten widok.
-Nie mam zamiaru.-wydukałam. Spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Lekko uniosłam kąciki ust. Przytulił mnie delikatnie jak porcelanową lalkę.
-Tak bardzo brakowało mi twojego głosu, uśmiechu. Tęskniłem za tobą. Przepraszam. Wybacz, że przeze mnie tak cierpisz. Nigdy, przenigdy nie wybaczę sobie tego czego przeze mnie doświadczyłaś. Przepraszam. Kocham cię. Już nigdy, nie pozwolę cię skrzywdzić, nigdy.-Głaskał mnie po głowie. Radość aż z niego biła.
-Nie mów tak. Harry, to nie...
-Moja i tylko moja wina. Nie zaprzeczaj. Nic nie mów. Odpoczywaj. Musisz dać radę.-Opadł na krzesło i przypatrywał mi się dokładnie.
-My damy.-Poprawiłam go.
-Kocham cię Królewno-wyszeptał.
-Kocham cię, nad życie-odpowiedziałam równie cicho...








Hejka! Oto imagin dla Ewci :3 No nie wiem czy o to ci chodziło, ale BARDZO się starałam. Mam nadzieję, że nie będziesz bardzo za to zła. Jednak udało mi się napisać przed treningiem ^^
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Girl on the show 13

-Możesz znać moją przeszłość na wylot, ale cóż to zmieni?-Zmazałam minkę z buźki "towarzysza"-Dla ciebie przecież i tak jestem tylko jedną z wielu, kolejną na liście. W każdym bądź razie, weźmiesz mnie na kilka spotkań, jak mi się poszczęści na kilkanaście, a za moją pierwszą "gafą" wymierzysz mi karę, tylko po to, by pojawił się ktoś inny. Zadbasz o mnie, będziesz chciał abym miała wszystko. Luksus. Ale jaki to ma sens? Przecież i tak będziesz mnie bił, traktował jak psa, karmił gównem, żebym przypadkiem nie przytyła i stała się brzydką tandetą dla każdego. Uważasz, że marmur w łazience wynagrodzi zamknięte w klatce resztki życia? Nie sądzę. Przejrzałam cię. Wiem, że to tylko mydło na oczy, uprzyjemnienie ostatnich chwil na tym świecie. To, że zamieszkam jak królewna nigdy nie przyćmi faktu, że będę dla ciebie nic nie wartym śmieciem. Taka jest prawda. Zgadłam, Louis?-wyrecytowałam bez zająknięcia. Jak zwykle z jego twarzy mało można było wyczytać. Ale szok mienił się w tych głębokich jak ocean kryształkach. Tak jak zamierzałam, tak uczyniłam. Nic nie umknęło memu "scenariuszowi". Czekałam tylko na reakcję bruneta. Wiele pytań zmuszonych było zagościć w jego umyśle. Postawił kilka kroków do przodu. Zbliżył się na tyle, iż mogłam poczuć jego oddech na twarzy. Serce, jak czułam, gdyż  klatkę miał zbliżoną do mojej, nie tylko mi wariowało. Zastanawiałam się tylko dlaczego jemu. Nie traciłam poważnego wyrazu twarzy, jak i on. Otworzył usta, by zacząć:
-...
***
-Zapewniam cię, że nie jesteś jedną z wielu. Nie jesteś kolejną zdobyczą. Nie mam zamiaru cię krzywdzić.-Wprowadził mnie w jeszcze większy szok. Nie wiedziałam co powiedzieć. Zamurowało mnie. Przecież...Nie tak miało być. Nie planowałam tego w ten sposób. Straciłam pokerową twarz. Już nie umiałam ukrywać emocji. Po prostu jego słowa mnie zabiły.
-O czym ty mówisz?-Na tyle było mnie stać. Jego dłonie splotły się z moimi.
-Jesteś inna. Przekonałem się o tym tamtego wieczoru. Nie bałaś się mnie. Nie próbowałaś uciekać. Starałaś się przystosować. Oddawałaś się temu co nakazywałem ci ja. Po raz pierwszy w życiu stanąłem w takiej sytuacji. Nigdy nie czułem się w ten sposób. Mogę śmiało powiedzieć, że na nikim nigdy mi tak nie zależało. Kompletnie nie wiem co czynić, co myśleć...-Zaczął dukać co potwierdzało jego szczerość. Już sama zgubiłam się w rozsądku i głupocie. Już kompletnie zatraciłam się w nim. Nie odezwałam się. Obserwowałam tylko te jego niebieskie oczęta zeszklone łzami (!!!). Jego słowa odbijały się w mej głowie echem. Starałam się przeanalizować to z rozumem. Słabo mi szło. Nareszcie postanowił kontynuować swoją wypowiedź.-Nie wiesz jak bardzo żałuję. Jak bardzo chciałbym, aby ktoś inny stał na twoim miejscu. Nie chcę już więcej cię katować. Nie zależy mi na twoim bólu, lecz na tobie. Więc, teraz...-Odsunął się ode mnie.-Proszę, daję ci wolność. Możesz odejść. Przysięgam, że już nigdy nie pokażę ci się na oczy. Obiecuję.-Kroczył do tyłu nie odrywając wzroku z mojej postaci. Dlatego mnie tam zabrał. Przywiózł mnie w miejsce gdzie spędziłam pół dzieciństwa. Tam właśnie miałam przyjaciół, znajomych, czułam się bezpiecznie. Zaplanował to. Nie wytrzymałam. Rozbeczałam się. Ręce mi opadły. Rozbiegłam się i wpadłam mu w ramiona. Oplotłam ręce wokół jego szyi. On osłupiały dopiero po kilku sekundach objął mnie w tali. Oparłam głowę o jego ramię.-Co ty wyprawiasz? Uciekaj.-Drżącym głosem nakazał. Ustawiłam się w taki sposób by luknąć mu w ślepia.
-Nie chcę.-wyszeptałam.
-Jak to?-Lekko się skrzywił.
-Louis, po tym co mi powiedziałeś. Ja...-Zacięłam się-Jestem pewna...-Dukałam krztusząc się rykiem. Sama nie dowierzałam w to co mam zamiar rzec.
-Czego?-Przerwał mi.
-No, bo ja...Kocham cię.-Z lekkim uśmiechem bezbronności odpowiedziałam. Wiem co pomyślcie-SZALEŃSTWO. Wiem, paradoks. Żeby oprawca skradł serce ofiary, ciekawe. Nie byłam pewna za co darzę go aż tak silnym uczuciem. Wychodziło na to, iż wolałam ryzykować życie dla bycia z "Panem". Nie zdawałam sobie sprawy, że kocham go do takiego stopnia...













Hejka! Dzień dobry o 13! Wiem, śpioch ze mnie :3 Jak się podoba? Spodziewaliście się tego po "Szefie"? Co będzie dalej? Pozwoli jej zostać? Ona odpuści? Piszcie propozycje ;) Mam nadzieję, że was nie zwiodę :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

wtorek, 3 lutego 2015

I just can't find this feeling 1

-To był tylko jeden raz! To nie znaczyło dla mnie nic-wyjaśniał mój BYŁY, już, chłopak.
-Mi ten twój "jeden raz" znaczy coś dla mnie. A wiesz co dokładnie szczylu? To, że z nami koniec!-Złapałam za spakowane wcześniej walizki i wyszłam z "naszego" mieszkania. Nie miałam zamiaru po nim płakać, to tylko facet. Był taki jak wszyscy, wzrokowiec jednym słowem. Wystarczyła mu miseczka DD i tyłek jak u Nicki Minaj, a już poszedł z nią do łóżka. I co ja mam po kimś takim wpadać w depresję? No chyba nie.
Zwróciłam się do mieszkania mojej kumpeli z pracy, która już wcześniej została przeze mnie poinformowana o zaistniałej sytuacji. Otworzyła drzwi i rzuciła mi się na szyję:
-Tak mi przykro, na pewno strasznie to przeżywasz...
-Ej, ej, ej.-Odsunęłam ją od siebie.-Ja za nim rozpaczać nie będę. Zdradził mnie, rozstaliśmy się, życie toczy się dalej.-Jej mina=bezcenna. Czy to takie dziwne, że dziewczyna po rozstaniu nie ma ochoty skoczyć z mostu?
-Jak to?-Skrzywiła się.
-Normalnie. Teraz chcę pożyć swoim życiem, nie mam zamiaru rozpamiętywać tego szmaciarza-Wzruszyłam ramionami. Chyba buforowała informacje, gdyż gapiła się na mnie tępo z otwartymi ustami.-Wszystko okej?-Pomachałam jej dłonią przed twarzą.
-Tak, tak. Dobra. Zapraszam.-Wpuściła mnie. Odstawiłam torby w przedpokoju. Doszły mnie jakieś męskie głosy. Pytająco zerknęłam na Alby.-To mój brat oraz jego przyjaciele.-wyjaśniła. Wzruszyłam głową na znak, że rozumiem. Wprowadziła mnie do środka. Rozejrzałam się po twarzach chłopaków. Nie trudno było zgadnąć, który z nich jest spokrewniony z nią. I Al i ten chłopak wyróżniali się ciemną karnacją, oczami oraz włosami. Reszta to niebieskooki blondyn, obok brunet, zielonooki pudel oraz krótko ścięty brązowowłosy o czekoladowych ślepiach. Rozmawiali i śmiali się przy piwie i meczu.
-Hej-przywitałam się. Wszystkie pary kryształków zostały skierowane na mnie.
-Cześć-wydukał jeden z nich. Często się zdarzało, że mężczyźni zachowywali się przy mnie jak psy.
-Jestem Koni.-Wystawiłam dłoń do jednego z nich. Przestawili mi się. Zajęłam miejsce na sofie obok, jak się dowiedziałam, Niall'a. Ogółem wydali się całkiem mili. Jednakże zmuszona byłam udać się do pokoju, w którym miałam zamieszkać. Rozpakowałam się, przebrałam i położyłam na pościel. Otworzyłam mój zeszyt i zaczęłam kontynuować historię, którą zapisywałam od dłuższego czasu. Po jakiś dwóch godzinach ktoś zapukał do mych drzwi. Zdjęłam okulary.-Proszę-rzuciłam. Ukazała mi się postać Alby.-Co tam?-Uśmiechnęłam się szeroko na jej widok. Strasznie coś ją ekscytowało. Ciekawa byłam co to takiego.-No mów-trzepnęłam ją w ramię.
-Jutro idziemy na dyskotekę!-Zaczęła skakać.
-Zaraz, zaraz...-Miałam zamiar zgasić jej entuzjazm.
-Nie ma żadnego zaraz. Idziemy z chłopakami i koniec kropka.-Postawiła mi się zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. Widząc ten błysk w oku postanowiłam poświęcić się dla niej.
-Dobra, widzę jak ci zależy. Niech będzie-westchnęłam głośno. Pośpiewała mi z radości i potańczyła. Później zniknęła mi z oczu. Późnym wieczorem ruszyłam do łazienki. Niestety znajdowała się na drugim końcu mieszkania Al. Wzięłam prysznic i owinięta ręcznikiem wyszłam zza drzwi toalety. Natknęłam się na Mulata.:
-Koni...-Cofnął się, gdyż mało brakowało do zderzenia. Przyznam lekki dyskomfort pojawił się we mnie, ale nie zarumieniłam się-Ja właśnie wychodziłem.-Zaśmiał się oglądając mnie całą.
-Jasne. Ale tu mam oczy.-Wskazałam na swoje niebieskie ślepia. Ocknął się.
-Ale ja nic...-Zaczął, ale nie dałam mu skończyć.
-Taak, oczywiście. Nieważne.-Machnęłam ręką i minęłam go.
-Koni.-przywołał mnie. Odwróciłam się do niego.
-Do zobaczenia jutro.-Puścił mi oczko.
-No pa.-Pomachałam mu i wróciłam do siebie. Ubrałam piżamę i ułożyłam się w łóżku. Znów zabrałam się za pisanie. Coś mnie tknęło i poruszyłam wątek romansu. Jak na mnie to dziwne i niezbyt codzienne...






                        Alby




                                                                                                  Koni



Hejka! Oto pierwszy rozdział nowego opowiadanka :) Mam nadzieję, że dobrze połączyłam wasze propozycje :3 Czekam na opinie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

GŁOSOWANIE!!!

Hejka!
Proponuję rozpoczęcie nowego opowiadanka :) Co wy na to?
Oto moje pytania:


1. Chcesz nowe?
a) Tak,
b) Nie.
2. Z kim?
a) Liam,
b) Niall,
c) Zayn,
d) Harry.
3. Tematyka?
a) Dramat,
b) Problematyka życiowa bohatera (polecam, mam MEGA pomysł),
c) Coś szkolnego.
4. Sławni?
a) Tak,
b) Nie.
5. Bohaterka?
a) Lucy Hale,
b) Acacia Clark,
c) Barbara Palvin,
d) Kendall Jenner,
e) Kylie Jenner.
6. Miejsce akcji?
a) Sydney,
b) LA,
c) Irlandia (obojętne miasto),
d) Londyn.





Mam nadzieję, że weźmiecie udział i uzyskam waszą opinię :) Zapewne pojawi się pytanie: "Czemu nie ma Lou do wyboru?" Odpowiadam: Ponieważ, jedno opowiadanie właśnie trwa z nim w głównej roli, więc nie będę pisać tylko o nim. Sorka. Odpowiedzi składajcie w komentach, chyba już wiecie jak ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Hazz cz.5

Nawet mnie nie objął, nawet się nie odezwał. Milczał. Kiedy się uspokoiłam i otarłam twarz, zmusił mnie do kontaktu wzrokowego. Założył kosmyk mych włosów za moje ucho. Delikatnie przysunął mnie do siebie
-Nie wiem  czy wiesz,  ale właśnie zdefiniowałaś to co panuje w moim życiu obecnie-wyszeptał. Zamarłam. Kilkukrotnie to przeanalizowałam. Siedział i czekał nie spuszczając ze mnie oczu. Oczekiwał odpowiedzi, nie próbował niczego wbrew mi. To rzeczywiście ułatwiło mi wybór...
***
-Harry, czy ty jesteś pewien?-dopytałam patrząc w te jego śliczne oczęta.
-Jak niczego innego w swoim życiu.-Z uśmiechem odpowiedział. Splotłam nasze dłonie razem.
-Chcę więc spróbować-Na mojej twarzy zagościł delikatny okaz zadowolenia. Musiałam. W innym przypadku serce mi pękło. W sumie to ono biło chyba tylko dla niego. Może to zabrzmieć banalnie po jednej wspólnie spędzonej razem nocy, ale czułam, że to ten jedyny. Tak, zdecydowanie. Wiedziałam, że przed tym związkiem długa droga, ale nie od razu mogliśmy zostać idealną parą. 
Ułożył dłoń na mojej tali. Przysunął mnie do siebie i delikatnie musnął moje usta. Jednak, to ja pogłębiłam pocałunek. Nagle do mojej "groty" wparowała siostra:
-(T.I) wiesz, że przed naszymi drzwiami stoi chmara...fotoreporterów-Stanęła w drzwiach oniemiała. No nie dziwię się jej. Jednak, po kilku sekundach wymieniania spojrzeń przypomniała sobie z kim jestem i wyszczerzyła te swoje bieluśkie kiełki.-Okej, to ja nie przeszkadzam.-Wycofała się i zamknęła za sobą drzwi.
-Kto to?-zapytał. Zachichotałam.
-Moja sis-odpowiedziałam. Motylki szalały we mnie. To uczucie nie do opisania. Minęły mi wszystkie troski, płacze i łzy. W stanie byłam zauważyć tylko ciepłe barwy świata. Wszystko stało się kolorowe. Najzabawniejsze, że za sprawą jednej osoby. Postanowiliśmy się lepiej poznać. Lecz najpierw poszłam odświeżyć się, bo byłam jeszcze w ubraniach z poprzedniego dnia. Wzięłam kąpiel, wysuszyłam włosy i związałam w niechlujny kok. Podkreśliłam oczy tuszem. Ubrałam się i efekt końcowy spryskałam ulubionym zabutelkowanym zapachem. Złapałam Harold'a za dłoń i skierowałam nas na dół. Kiedy byliśmy już na dole, doszły mnie znajome głosy, które WCALE mnie nie ucieszyły:
-Gdzie jest (T.I)? Oj, musimy sobie z nią porozmawiać! Nie spodziewałem się tego po was. Tak na jedną noc? Nie tak was wychowywaliśmy z matką!-Darł się ojciec. Widziałam jak rusza w naszym kierunku. Nie da się wyrazić jak wściekły był, a jak ja wystraszona. Wtuliłam się nico w ramię Hazz'y. Można powiedzieć, że odruchowo.
-Tato! Ale ona...-Moja siostra leciała za nim i próbowała zatrzymać. Wtem zauważyli nas. Musiałam wymyślić coś na poczekaniu. Nie było to łatwe. Zbliżyli się, a ja przelotnie zerknęłam znacząco na lokatego. Zrozumiał,chyba...










Hejka! Oto kolejny rozdziałek :) Mam nadzieję, że się spodoba :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

poniedziałek, 2 lutego 2015

Girl on the show 12

 Mijaliśmy znane mi krajobrazy. Zdałam sobie sprawę jak bardzo nie doceniałam tego co miałam. Trudno wyrazić jak wiele dałaby, aby wrócić do żywota bez wiecznego ograniczania mnie. W sumie to zamyśliłam się i  nie koniecznie zwracałam uwagę jak długo przemierzamy odległe od miasteczka miejsca. Dopiero, gdy po około dwugodzinnej głuchej podróży, zatrzymał maszynę. Rozejrzałam się. Znajome horyzonty stanęły mi przed oczami. Skąd wiedział? Czyżby Li zdradzał cokolwiek o naszym dzieciństwie? Nie zdążył mi pomóc. Sama stanęłam na równe nogi. Uśmiechnęłam się na widok tego co otaczało mnie pod osłoną nocy. Jednakże szybko straciłam minkę z twarz. Moment,chwila. Po co?-naszło mnie pytanie. Prawda. Jaki cel miał "Pan"? Niełatwo określić słowem to co  czułam. Mieszanka wzruszenia, strachu, szczęścia i... Co do ostatniego, nie byłam pewna. Już miałam się odezwać, gdy...
***
Ułożył swoje dłonie na moich biodrach i oparł brodę na mym ramieniu. Czułam jak nasze ciała się stykają. Coś nie do opisania. Przeszedł mnie ciepły prąd. Nie spodziewałam się tego. Ale na rzecz planu nie mogłam okazywać zbyt wiele emocji, nie mogłam oddawać tego co naprawdę we mnie siedzi. Opanowałam się i odsunęłam się od niego. Zwróciłam się w jego kierunku, aby spojrzeć mu w oczy. Udało mi się:
-Dlaczego tu mnie zabrałeś?-zapytałam
-Wiem, że lubisz to miejsce-chicho odpowiedział
-Skąd możesz o tym wiedzieć?-wysyczałam. Nie powiem jak bardzo korciły mnie te jego niebieściutkie ślepia.
-Nie zdajesz sobie sprawy jak wiele informacji o sobie mi zdradzasz-na jego twarzy pojawił się delikatny uśmieszek. Nawet przez moment się nie zawahałam, musiałam spróbować, wszystko oddałam do jego rąk jedynym konkretnym zdaniem. Liczyłam się z konsekwencjami, które mogły okazać się w najwyższym stopniu "katy Szefa".
-Możesz znać moją przeszłość na wylot, ale cóż to zmieni?-Zmazałam minkę z buźki "towarzysza"-Dla ciebie przecież i tak jestem tylko jedną z wielu, kolejną na liście. W każdym bądź razie, weźmiesz mnie na kilka spotkań, jak mi się poszczęści na kilkanaście, a za moją pierwszą "gafą" wymierzysz mi karę, tylko po to, by pojawił się ktoś inny. Zadbasz o mnie, będziesz chciał abym miała wszystko. Luksus. Ale jaki to ma sens? Przecież i tak będziesz mnie bił, traktował jak psa, karmił gównem, żebym przypadkiem nie przytyła i stała się brzydką tandetą dla każdego. Uważasz, że marmur w łazience wynagrodzi zamknięte w klatce resztki życia? Nie sądzę. Przejrzałam cię. Wiem, że to tylko mydło na oczy, uprzyjemnienie ostatnich chwil na tym świecie. To, że zamieszkam jak królewna nigdy nie przyćmi faktu, że będę dla ciebie nic nie wartym śmieciem. Taka jest prawda. Zgadłam, Louis?-wyrecytowałam bez zająknięcia. Jak zwykle z jego twarzy mało można było wyczytać. Ale szok mienił się w tych głębokich jak ocean kryształkach. Tak jak zamierzałam, tak uczyniłam. Nic nie umknęło memu "scenariuszowi". Czekałam tylko na reakcję bruneta. Wiele pytań zmuszonych było zagościć w jego umyśle. Postawił kilka kroków do przodu. Zbliżył się na tyle, iż mogłam poczuć jego oddech na twarzy. Serce, jak czułam, gdyż  klatkę miał zbliżoną do mojej, nie tylko mi wariowało. Zastanawiałam się tylko dlaczego jemu. Nie traciłam poważnego wyrazu twarzy, jak i on. Otworzył usta, by zacząć:
-...









Hejka! Oto kolejny rozdział! Jak się podoba? Ciekawi? No to macie odpowiedzi na kilka pytań zadanych w początkowych rozdziałach ;) Mam nadzieję, że choć troszkę się wam rozjaśniło :) Już wkrótce zdobędziecie kilka więcej informacji ^^ Piszcie, jaki plan może mieć ICE?
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Hazz cz.4

Ogółem sama  nie wiedziałam co myśleć. Pobiegłam do pokoju i postanowiłam wybeczeć się w poduchę. Nadal na wargach czułam jego dotyk. Wydawało mi się, że jego perfum nadal unosi się w powietrzu i, że nadal opiera swoje silne dłonie na moich biodrach. Nigdy nie byłam zakochana, może raz. Obawiałam się, że to właśnie to. Już sfiksowałam-stwierdziłam sama do siebie. Jakimś cudownym trafem z wykończenia psychicznego usnęłam.
Z samego rana obudziło mnie pukanie w szybę. Uchyliłam powieki. Do okna balkonowego dobijał się Harold. Natychmiast ocknęłam się...
***
Zerwałam się spod pościeli i podeszłam do szyby.  Otworzyłam mu:
-Co ty tu robisz?-wpuściłam lokatego
-Płakałaś?-złapał mnie za policzek
-Nie-zwróciłam głowę i odeszłam zatrzaskując wrota
-(T.I) przecież widzę-zbliżył się
-Harry, proszę. Nie utrudniaj mi tego. Ja sama już nie wiem czy coś między nami...Nieważne-poczułam napływające łzy, więc zatrzymałam się
-Jest?-usiadł obok mnie na łóżku
-Tak. Z jednej  strony coś mówi mi, żeby zaryzykować, uwierzyć ci i spróbować. Druga wręcz przeciwnie. I...W sumie po co ja ci to wyznaję?-ocierałam poliki bezskutecznie
-Dobrze, że się wygadujesz. (T.I) nie podejmę za ciebie decyzji, ale pragnę byś wiedziała, że ja nie kłamię. Poważnie bez ciebie panuje we mnie taka luka, której nic prócz ciebie nie jest w stanie wypełnić.  Dla mnie to też nie jest to codziennością. Nigdy wcześniej nie byłem zakochany, nie wiem czy teraz tak jest, po prostu nie znam tego uczucia-te słowa odbiły się echem w mojej głowie. Płacz ustał na moment. Zapadła chwila ciszy, przerwałam ją po chwili
-Miłość jest wtedy, gdy tęsknisz za tą osobą nawet kiedy mrugniesz i stracisz ją tym samym na setną sekundy. W momencie, gdy jedno słowo, dotyk, spojrzenie tej jedynej wywołuje w twoim sercu pożar. Kiedy życie nie ma smaku bez niej, świat staje, czas się dłuży, a serce pęka. Gdy oddychasz tylko dla niej, właściwie to nią. Wstajesz by ją ujrzeć, żyjesz by ktoś inny nie zajął twojego miejsca. Zwyczajnie dostajesz skrzydeł na samą myśl o niej. Przed twoimi oczyma stoi mgła, bo ona zasłania ci resztę rzeczywistości. To uczucie, kiedy liczy się tylko ona...-wyrecytowałam. Nawet nie drgnęłam. Wpatrywałam się w nieznany punkt w przestrzeni. Mówiłam szczerze. Skąd to wiedziałam? Kiedyś muśnięta zostałam tym uczuciem, ale...Rozpadło się. Zachorowałam na miłość, przedawkowałam, skutkiem ubocznym stała się depresja. Najgorsze było to, że mówiąc to, zdałam sobie sprawę, że znów zostałam "zarażona". Ryczałam. Ryczałam jak małe dziecko. Czemu? Obawa, aby ponownie nie cierpieć. Strach przed miłością, która może okazać się przelotną. Nawet mnie nie objął, nawet się nie odezwał. Milczał. Kiedy się uspokoiłam i otarłam twarz, zmusił mnie do kontaktu wzrokowego. Założył kosmyk mych włosów za moje ucho. Delikatnie przysunął mnie do siebie
-Nie wiem  czy wiesz,  ale właśnie zdefiniowałaś to co panuje w moim życiu obecnie-wyszeptał. Zamarłam. Kilkukrotnie to przeanalizowałam. Siedział i czekał nie spuszczając ze mnie oczu. Oczekiwał odpowiedzi, nie próbował niczego wbrew mi. To rzeczywiście ułatwiło mi wybór...









Hejka! Wybaczcie, że tak późno i, że ogółem jestem do niczego, no bo obiecuję wam i nie dotrzymuję słowa. Ale mam serio STRASZNIE zajęte dni. Przepraszam, postaram się poprawić. Mam nadzieję, że mnie nie znienawidzicie i choć trochę zrozumiecie oraz, iż chociaż troszkę będziecie zadowoleni z tej części. Jedyne co mogę wyznać, że będzie jeszcze kilka rozdziałów Nie wiem do ilu konkretnie się ograniczę  ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

niedziela, 1 lutego 2015

Imagin Louis zamówienie

-Skarbie! Już jestem-wkroczyłem do domu po ośmiu godzinach nieobecności. Właśnie dochodziła godzina 20.00-Kochanie?-kiedy nie usłyszałem odpowiedzi zapytałem zdejmując buty. Wszedłem dalej. Moja ukochana stała z walizkami obok schodów-Złotko? O co chodzi?-zdezorientowany zbliżyłem się i złapałem ją w talii
-Louis, to nie ma sensu, ja tak nie potrafię-mówiła drżącym głosem
-Ale co? Nie rozumiem-moje serce szalało
-Kocham cię nad życie, ale jest coś co sprawia, że nie możemy być razem. Wybacz mi-widziałem łzy w jej oczach. Gubiłem się we własnych myślach
-Powiedz co takiego. Przysięgam, postaram się zmienić-czułem, że zaraz ogarnie mnie rozpacz
-To nie chodzi o ciebie, ale o mnie. Przepraszam-wyszeptała dotykając mojego polika-Nigdy, przenigdy nie próbuj mnie odwiedzać. Dopiero, gdy sobie zażyczę. Rozumiesz?-oboje trzęśliśmy się przez emocje, które wtedy nami targały-Błagam cię, zostań tu i żyj dalej. Beze mnie. Odchodzę, nie wrócę. Musisz się z tym pogodzić. Kocham cię Louis. Pamiętaj, że w sercu zawsze zostaje ta iskra. Tak jest i tym razem. Po mnie ma zostać tylko ta jedna iskra, a ogień ma rozpalić ktoś inny, lepszy. Nic już nie mów, daj mi odejść. Przysięgam, że to da mi szczęście. Nie płacz, nie tęsknij, żyj jakby nie było jutra. Gdyż naprawdę może go nie być. Nasze wspólne karty zostały już zapisane, ty masz jeszcze wiele czystych, ja już mniej. Dlatego, chcę dać ci oddechu, wolności. Kocham cię, zawsze będę nad tobą czuwać-wyrecytowała nie żałując łez. Wspięła się na palcach i ucałowała mnie. Osłupiały stałem i nawet nie zauważyłem kiedy opuściła naszą posesję. Co to miało znaczyć?-pomyślałem-O co chodziło?-nie znałem odpowiedzi. Całą noc ryczałem jak dziecko. To był dla mnie cios prosto w serce. Przecież mnie kochała! Sama to powtarzała. I co? Zostawiła mnie. Czułem się...To nie do opisania. Byłem w stanie powtórzyć jej ostatnią wypowiedź słowo w słowo, ponieważ cały czas odbijała się echem w mojej głowie. Nastał ranek, a ja nadal beczałem. Nagle zadzwonił mój telefon. Nie sprawdziłem nawet kto to:
-Halo?-starałem się uspokoić na rzecz rozmowy
-Louis?-usłyszałem zachrypnięty głos Harold'a
-No...?-starałem się oddychać równomiernie
-Nie mogę w to uwierzyć. Stary, tak mi przykro...
-Skąd wiesz, że się rozstaliśmy?-zdziwiłem się
-Co? Lou, ty nie...? Wiesz co, zaraz będę-rozłączył się. Kompletnie nie wiedziałem co się dzieje. Znów popadłem w histerię. Mój przyjaciel wparował do mnie z całym zespołem i ich dziewczynami, nie wiadomo po co. Wszyscy poważni, smutni lub zapłakani otoczyli mnie siadając, klęcząc czy stojąc. Ocierałem poliki nieskutecznie-Czy ty nic nie wiesz? Nikt do ciebie nie dzwonił?-ciszę przerwał lokaty
-O czym?-bezradny wydusiłem
-Louis, ona...-zacięła się Sophi
-Popełniła samobójstwo-dokończył Styles. Uspokoiłem płacz na moment. Łzy jakby zacięły się pomiędzy mymi powiekami. Opierając łokcie o kolana i zadzierając głowę do góry zerkałem zszokowany to na niego to na nią
-Moja...Co?! Dlaczego?!-znów zacząłem
-Tomlinson, nic ci nie powiedziała?-zdziwił się Liam
-O czym?-już nie wytrzymywałem
-Ona miała raka, lekarz przekazał jej wczoraj wiadomość. Według niego został jej może rok życia, może mniej-odpowiedział drżącym tonem. Zastygłem. Milczenie nastało. Jedynie mój szloch wypełniał grobową pokój. W pewnej chwili to do mnie doszło. Zacząłem demolować pokój. Musieli mnie przytrzymywać
-Czemu mi nie powiedziała? Czemu jej nie zatrzymałem?!!!-wydzierałem się sam na siebie wierzgając.
To wydawało się nierealne. MÓJ CAŁY ŚWIAT RUNĄŁ. Dla mnie to był koniec, ostatnia karta...








Hejka! Oto "dramat" zamówiony przez moją Kochaną Ewcię <3 Skarbie, nie wiem czy chodziło ci o coś takiego, ale bardzooo się starałam i mam nadzieję, że będziesz zadowolona ^^
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Dzisiaj 01.02.2015r. Harold Edward Styles-nasz aniołek, obchodzi swoje 21 urodzinki!
Jej! Jak ten czas szybko leci :/
Myślę, że wszystkie Directioners chciałyby życzyć Ci tego samego:
Zdrowia, szczęścia, pomyślności, aby z twojej twarzy nigdy nie schodził uśmiech, abyś nadal grał z zespołem i został z nami jak najdłużej, do końca, żeby twoje życie toczyło się tak jak tego zapragniesz, abyś zakochał się i, żeby ona okazała się tą jedyną, która da Ci najwięcej szczęścia, po prostu spełnienia najskrytszych marzeń Hazz <3
Kochamy Cię, jesteś dla nas wszystkim, całym światem, tlenem. Nigdy nie opuścisz naszych serc, pozostaniesz w nich na zawsze. Obojętnie jakiego wyboru nie dokonasz, my DIRECTIONERS będziemy Cię wspierać. W życiu nie zapomnimy o naszym IDOLU <3
Twój głos wywołuje na naszej skórze ciarki, serce bije nam mocniej, oddech przyspiesza, piszczymy, skaczemy, płaczemy, a to za sprawą Ciebie, to udowadnia, że nie jesteś tylko kolejnym na liście, jesteś naszym BOHATEREM :*












-Nawet dzisiaj, dzisiaj, w moje urodziny. Rozumiesz? To chore-żaliłem się Payn'owi
-Stary, musisz się trzymać. Już niedługo koniec, wytrzymasz-pocieszał mnie
-Chyba muszę-westchnąłem  załamany. Kolejny koncert trasy. Uwielbiałem to, moje życie. Jednak brakowało mi niej. Tęskniłem, tak cholernie tęskniłem. Błagałem Paul'a, aby dał (T.I) do mnie dołączyć choć na jeden dzień, ale nie, nie zgodził się. Przygotowywałem się właśnie. Poszedłem zmówić swoją stałą modlitwę. Wszyscy już złożyli mi życzenia i w ogóle, nawet mnie to specjalnie nie cieszyło. Cała ekipa ogółem zachowywała się podejrzanie, ale nie zwracałem na to uwagi. Moje myśli zaprzątała ona i te jej cudowne oczy, gęste włosy, śmiech, głos, dotyk...Mogę opisywać ją wieloma słowami, lecz jedna definicja określała ją najpiękniej-MÓJ CAŁY ŚWIAT. Nie wiedziałem czemu, ale każdy zatrzymywał mnie przed przedwczesnym udaniem się w kierunku sceny. Stwierdziłem, że chcieli odciągnąć mnie od tego całego stresu, który zawsze mnie dręczył.
Ostatni oddech przed wyjściem na arenę. Jak zwykle skupiony czekałem na podniesienie się ściany oddzielającej nasz od fanek. Coś mnie zaniepokoiło, mianowicie brak krzyku, zupełna grobowa cisza. Chłopcy szczerzyli się jak nigdy. Kompletnie nie wiedziałem co się dzieje. Nic nie rozumiałem. Zdezorientowany stałem i czekałem dalej. Wolałem oszczędzić sobie pytań, na które zapewne nie otrzymałbym odpowiedzi. Zaczęło się. Najpierw zobaczyłem, to tłum directionerek uśmiechających się, ale spokojnych. Później nie dowierzałem. Na skraju wybiegu stała ONA, idealna jak zawsze. Łzy stanęły w moich oczach. Rzuciłem mikrofonem i rozbiegłem się w jej kierunku. Dotarłem. Ująłem ją w ramiona i obróciłem nami kilkukrotnie. Łkałem jak oszalały. Składałem na jej malinowych usteczkach delikatne pocałunki:
-Tak bardzo mi ciebie brakowało-wydusiłem z siebie nie puszczając jej
-Wszystkiego najlepszego skarbie-jej głos drżał ze wzruszenia, jak i mój. Nagle wszyscy zaczęli śpiewać "STO LAT". Zdecydowanie to najlepszy prezent na świecie. Mogę powiedzieć, że to najpiękniejszy dzień w moim życiu...












Hejka! Oto iamgin oraz życzenia fla Harold'a :D Mam nadzieję, że zgodzicie się ze mną i spodoba wam się druga część postu <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*