
***
-Ciii...Koni. Wszystko będzie dobrze...-Starałem się ją uspokoić.
-Musi być.-Zatkało mnie. Przestała. Otarła twarz i odsunęła się by spojrzeć mi w oczy. Uśmiechnęła się delikatnie. Nie mogłem uwierzyć.-Mogę dzisiaj zanocować u ciebie? Nie chcę żeby widziała mnie w takim stanie.-Zapytała wstydliwe. Byłem w takim szoku, że ledwo docierały do mnie jej słowa. Zawsze myślałem, że dziewczyny muszą wygadać się sobie nawzajem. Ale nie chciałem naciskać.
-J...jasne.-jęknąłem. Dezorientacja dawała mi się we znaki. Kiwnęła głową i spuściła wzrok. Ruszyła przodem, ja za nią.-Koni?-Odwróciła się do mnie twarzą.-Moje mieszkanie jest w tamtą stronę.-Poinstruowałem ją. Zgodnie z moją wskazówką zmieniła kierunek chodu. Objąłem ją i zaprowadziłem do siebie. Nie zamieniliśmy słowa podczas "spaceru". Wydawała się taka zamyślona. Co się dziwić? Nie rozumiałem już nic. Byłem wściekły, zrozpaczony, współczułem. Jednym słowem zmieszany. Aż mnie nosiło aby znaleźć tego sukinsyna i uciąć mu "jego dumę". Zdawałem sobie jednak sprawę, że muszę dla K zachować spokój. Gdybym jeszcze ja zaczął fiksować, ogółem by się załamała. Wprowadziłem blondynkę do swojego mieszkania. Nadal obejmowała sama siebie. Jednakże jej twarz nie wyrażała określonej emocji. Szok także nade mną władał. Przecież to niespotykane kiedy dziewczyna po takich przeżyciach nie okazuje nic związanego z rozpaczą. Nie miałem zamiaru jej tego wytykać, gdyż to nie ode mnie zależało.-Chodź, zaprowadzę cię do łazienki.-Tak zrobiłem. W czasie kiedy brała prysznic przygotowałem łóżko w swojej sypialni. Miałem zamiar spać w salonie. Wyszła w rzeczach, które jej pożyczyłem. To znaczy w krótkich koszykarskich spodniach i białej koszulce z Nike. Jak można się domyślić nie była uśmiechnięta, ale szczególnego smutku nie zauważyłem. Nadal w głowie siedział mi ten psychol, który tak ją skrzywdził. Gdy już leżała u mnie w łóżku, opadłem na sofę w salonie. Rozmyślałem. Szczerze to wściekłość mnie roznosiła. Sam już nie wiem czy chodziło o niego, czy o to, że mogłem pomóc, a jestem idiotą i nie zdążyłem. Niszczyłem wszystko co napotkałem na drodze podczas krążenia po pokoju. Miałem ochotę odebrać sobie życie. W sumie to nie wiedziałem dlaczego. Przecież znałem Koni od zaledwie kilku dni. W życiu nie spotkałem się z czymś takim.-W ten sposób to sobie wyjaśniłem. Lecz pewien tej racji nie mogłem być. Wreszcie zmęczyłem się tym nabuzowaniem i ległem się. Nie miałem sił.
Obudził mnie trzask za oknem. Byłem wyczerpany. Pół nocy przewracałem się z boku na bok śniąc o tym jakim to nie jestem debilem i ciotą. Podniosłem się do pozycji siedzącej i przetarłem twarz dłońmi. Westchnąłem głośno i zerwałem się. Postanowiłem zajrzeć do blondi. Uchyliłem lekko drzwi. Nie było jej. Na łóżku leżała tylko kartka. Ująłem ją w dłonie i przeczytałem:
"Dzień dobry. Zbudziłem się wcześniej i nie miałam zamiaru przerywać ci wizyty u Morfeusza. Wróciłam do Alby. Proszę cię, nie mówmy już o wczorajszym zajściu. Nie chcę tego rozpamiętywać. Wolę zapomnieć. I reszta nie może się dowiedzieć. Błagam nie zdradzaj tego sekretu.
Koni.
XoXo."
Odłożyłem świstek. Byłem bezradny. Oczywiście, nie zamierzałem rozpowiadać. Zastanawiało mnie czemu tak bardzo zależy jej na dyskrecji. Nie ogarniałem tej laski. Bez żartów. Nie pozostało mi nic jak spełnić jej prośbę, przecież nie miałem prawa zmuszać jej do czegokolwiek. Jednakże zamierzałem odkryć to co leżało jej na sercu, gdyż wszystko na to wskazywało. Miałem dziwne wrażenie, że to nie coś lekkiego do zniesienia. Czułem, że to coś co rzeczywiście poważnego. Wziąłem kąpiel i ubrałem się. Ogółem ogarnąłem się. Ponownie miałem wolne. Ruszyłem do siostry. Tego co tam zastałem śmiało nazwać można niespodziewanym...

Hejka! Oto kolejny rozdziałek. Przepraszam, że późno, ale byłam na łyżwach poza miastem i nie miałam czasu ani możliwości dodać cokolwiek... Nie gryźcie ;) Mam nadzieję, że się spodoba ^^ Jak myślicie o co cho Koni? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*


















