-Louis, to nie ma sensu, ja tak nie potrafię-mówiła drżącym głosem
-Ale co? Nie rozumiem-moje serce szalało
-Kocham cię nad życie, ale jest coś co sprawia, że nie możemy być razem. Wybacz mi-widziałem łzy w jej oczach. Gubiłem się we własnych myślach
-Powiedz co takiego. Przysięgam, postaram się zmienić-czułem, że zaraz ogarnie mnie rozpacz
-To nie chodzi o ciebie, ale o mnie. Przepraszam-wyszeptała dotykając mojego polika-Nigdy, przenigdy nie próbuj mnie odwiedzać. Dopiero, gdy sobie zażyczę. Rozumiesz?-oboje trzęśliśmy się przez emocje, które wtedy nami targały-Błagam cię, zostań tu i żyj dalej. Beze mnie. Odchodzę, nie wrócę. Musisz się z tym pogodzić. Kocham cię Louis. Pamiętaj, że w sercu zawsze zostaje ta iskra. Tak jest i tym razem. Po mnie ma zostać tylko ta jedna iskra, a ogień ma rozpalić ktoś inny, lepszy. Nic już nie mów, daj mi odejść. Przysięgam, że to da mi szczęście. Nie płacz, nie tęsknij, żyj jakby nie było jutra. Gdyż naprawdę może go nie być. Nasze wspólne karty zostały już zapisane, ty masz jeszcze wiele czystych, ja już mniej. Dlatego, chcę dać ci oddechu, wolności. Kocham cię, zawsze będę nad tobą czuwać-wyrecytowała nie żałując łez. Wspięła się na palcach i ucałowała mnie. Osłupiały stałem i nawet nie zauważyłem kiedy opuściła naszą posesję. Co to miało znaczyć?-pomyślałem-O co chodziło?-nie znałem odpowiedzi. Całą noc ryczałem jak dziecko. To był dla mnie cios prosto w serce. Przecież mnie kochała! Sama to powtarzała. I co? Zostawiła mnie. Czułem się...To nie do opisania. Byłem w stanie powtórzyć jej ostatnią wypowiedź słowo w słowo, ponieważ cały czas odbijała się echem w mojej głowie. Nastał ranek, a ja nadal beczałem. Nagle zadzwonił mój telefon. Nie sprawdziłem nawet kto to:
-Halo?-starałem się uspokoić na rzecz rozmowy
-Louis?-usłyszałem zachrypnięty głos Harold'a
-No...?-starałem się oddychać równomiernie
-Nie mogę w to uwierzyć. Stary, tak mi przykro...
-Skąd wiesz, że się rozstaliśmy?-zdziwiłem się
-Co? Lou, ty nie...? Wiesz co, zaraz będę-rozłączył się. Kompletnie nie wiedziałem co się dzieje. Znów popadłem w histerię. Mój przyjaciel wparował do mnie z całym zespołem i ich dziewczynami, nie wiadomo po co. Wszyscy poważni, smutni lub zapłakani otoczyli mnie siadając, klęcząc czy stojąc. Ocierałem poliki nieskutecznie-Czy ty nic nie wiesz? Nikt do ciebie nie dzwonił?-ciszę przerwał lokaty
-O czym?-bezradny wydusiłem
-Louis, ona...-zacięła się Sophi
-Popełniła samobójstwo-dokończył Styles. Uspokoiłem płacz na moment. Łzy jakby zacięły się pomiędzy mymi powiekami. Opierając łokcie o kolana i zadzierając głowę do góry zerkałem zszokowany to na niego to na nią
-Moja...Co?! Dlaczego?!-znów zacząłem
-Tomlinson, nic ci nie powiedziała?-zdziwił się Liam
-O czym?-już nie wytrzymywałem
-Ona miała raka, lekarz przekazał jej wczoraj wiadomość. Według niego został jej może rok życia, może mniej-odpowiedział drżącym tonem. Zastygłem. Milczenie nastało. Jedynie mój szloch wypełniał grobową pokój. W pewnej chwili to do mnie doszło. Zacząłem demolować pokój. Musieli mnie przytrzymywać
-Czemu mi nie powiedziała? Czemu jej nie zatrzymałem?!!!-wydzierałem się sam na siebie wierzgając.
To wydawało się nierealne. MÓJ CAŁY ŚWIAT RUNĄŁ. Dla mnie to był koniec, ostatnia karta...

Hejka! Oto "dramat" zamówiony przez moją Kochaną Ewcię <3 Skarbie, nie wiem czy chodziło ci o coś takiego, ale bardzooo się starałam i mam nadzieję, że będziesz zadowolona ^^
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
To straszne hak ja umieściłaś...
OdpowiedzUsuńPłaczę....
Ale i piękne!
Cudo.
Czekam na next
Bardzo się cieszę :*
OdpowiedzUsuńUFF...Ulżyło mi :D
Oii
OdpowiedzUsuńAle się rozryczałam
Piękne
Strasznie piękne:*
Buziaki
Mela
Cieszę się niezmiernie :D
UsuńPełnooo motywacji ^^
Dziękuję CI KOCHANA <<3
Całuski <3