wtorek, 10 lutego 2015

Little Sweet Angel 38

 Kiedy już leżeliśmy wykąpani i czyściutcy obok siebie w łóżku "uderzyłam".
-Kochanie, mogę cię o coś zapytać?-Zbliżyłam się jeszcze bardziej niż mnie "miał".
-Oczywiście.-Zgodził się.
-Dlaczego jesteś taki zmartwiony, nieobecny? Coś się stało?-Zapadła długa chwila milczenia. Jego puls drastycznie wzrósł. Zaczęłam obawiać się odpowiedzi.
***
Oczekiwałam w napięciu. Spodziewałam się wszystkiego, ale tego co powiedział...
-No, bo mam wrażenie, że twoi bliscy nie za bardzo mnie polubili.-W tamtym momencie moja psychika leżała rozbita o bruk. Myślałam, że trzepnę mu w tą lokatą łepetynę.-Bardzo się cieszę, że wam się udało dogadać, ale obawiam się czy twoja rodzina mnie zaakceptuje.-Zamilkłam. Chciałam się uspokoić, żeby mu nie przyłożyć. Ja się o niego martwię a on z takim tekstem...
-Czy ty chcesz żebym na zawał padła?-warknęłam.-Ja już tu czarne scenariusze piszę. A ty z takimi?-Mimo, że byłam na niego zła, to z drugiej strony cieszyłam się, że to nic poważnego. Nie odpowiedział. Ogarnęłam się trochę.-Po pierwsze, to nie prawda. Bardzo spodobałeś się dziadkom, a buni to już w ogóle.-Zachihotałam i pocałowałam go delikatnie.-Mama jest zauroczona toba. Luke i reszta "bractwa"także. Ojciec może tego nie okazuje, ale też cię polubił. Właśnie co ci tam porozprawiał o mnie na boku? Wiesz jest taki służbowy, zachwuje się jak nie miałby serca, więc musi se pogadać.-Zaśmiałam się.
-Nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo on cię kocha. Ma serce, uwierz. Szczerze, to nie była to rozmowa polegająca na straszeniu mnie. Mówił, że jego córki, to jego największe skarby, królewny, duma. I, że nie wybaczyłby sobie gdyby pozwolił komuś je skrzywdzić. Prosił, abym nigdy nie sprawił ci bólu i opiekował się jak najlepiej potrafię. Pytał czy jestem pewien, czy jestem gotów, czy znaczysz dla mnie cały świat. Twój tata nie wyobraża sobie życia bez was. Twierdzi, że Luke jest jego pierworodnym, ale to nie to samo co posiadanie takiego cuda jakim jesteście dla niego wy, więc nie troszczy się tak o niego. Uważa, że wychował go w taki sposób, że nie musi się martwić jak poradzi sobie z życiem, przecież jest mężczyzną i nikt nie może skrzywdzić go tak jak was. Myśli, że wpoił mu to jak powinno traktować się kobiety. Chciałby, abyście znalazły ideały. Jest to naprawdę świetny mężczyzna, może nie okazuje tego tak hucznie, ale nie ma dla niego nic ważniejszego niż rodzina.-wyrecytował mój ukochany.
Zaskoczył mnie. Nie wiedziałam o tym wszystkim.
-Nigdy nam tego nie wyznawał.-stwierdziłam.
-Gdyż, nie do kńca potrafi.-wyjaśnił Harold.
-W życiu nie postrzegałam go w ren sposób.-Mije serce biło jak oszalałe.-Widzisz?-Lekko klepnęłam go w klatkę piersiową.-Zależy mu, abyś został ze mną. Wszyscy cię polubili. Poważnie.-Musnęłam jego wargi.-I już więcej mnie nie strasz i nie przeżywaj, bo zejďę przez ciebie.-Wtuliłam się w niego mocniej.
-Myślisz?-Dopytał.
-Ja to wiem.-Wspólnie się zaśmialiśmy.
-Kocham cię.-Wpił się w moje usta i podniósł się tak, że górował nade mną trzymając ręce po obu stronach mojego ciała. Wiedziałam do czego zmierza.
-Ej, rodzice dwa pokoje dalej.-Lekko go od siebie odsunęłam.
-Od kiedy jesteś taka grzeczna? Tchórzysz?-Zaszydził ze mnie.
-Ja? Nigdy.-Złapałam go brutalnie za koszulke i przyciągnęłam do siebie...





Hejka! Oto kolejny rozdział. Jak się podoba? Myśleliście, że to coś tak poważnego ;D?
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

2 komentarze:

  1. Piękny rozdziałek!!!
    Hazz, jak mówił!
    Cudny
    Czekam na nexty
    <3

    OdpowiedzUsuń