-Hej mała-Ucieszył się obracając mnie.
-Co ty tu robisz?-Stanęłam uradowana na nogi.
-Wpadłem zobaczyć moją małą Michi.-Odsunął się lekko i zlustrował mnie od góry do dołu i z powrotem.
-Yhym...-Ktoś odchrząknął zza bruneta. Wyjrzałam przez ramie przyjaciela. Moim ślepiom ukazał się Michael.
-M!-Kolejny w kolejce do uścisków.
-M!-Zaśmiał się mój ukochany wariat.
-Też tu jestem!-O swojej obecności dał znak Ashton.
-Ash...-Już nie miałam siły się drzeć. Ten dzień był już chory od zbliżeń. Mi to jednak nie przeszkadzało...
***
-Boże, ale się zmieniłaś.-Stwierdzili wspólnie.
-No chyba nie tylko ja.-Wystawiłam język.
-O już cię otoczyli.-Zaśmiał się Luke wchodzący do środka w towarzystwie Harry'ego. Chyba już widział się z chłopakami, bo nie witali się.
-No.-Wtuliłam się w swojego chłopaka.
-Już lżej?-Szepnął mi na ucho.
-Tak. Zdecydowanie.-Równie cicho odpowiedziałam.
-To co? Jemy?-Jak zwykle pierwszy wyskoczył mój brat.
-Tak głodomorze.-Zachichotałam i wróciłam do warzyw. W tamtej chwili dołączyła moja rodzicielka.
-O! Cześć chłopcy!-Przywitała zespół.
-Dobry Pani Robinson!-Chórem odrzekli.
-Jak tam idzie?-Zaczęła mi pomagać.
-Dobrze. Zaraz wstawimy do pieca. Okej?-Przytaknęła mi. Po kilkudziesięciu minutach całą ekipą spożywaliśmy danie. Jak na złość nie miałam ochoty, właściwie organizm odmawiał. Ale jakoś wcisnęłam. Coś jednak nie grało. Hazz naprawdę był spięty. Nie wiedziałam o co chodzi. Czekałam tylko na jakiś znak albo...No cokolwiek. Nic. Więc gestem jakiego zawsze używałam z Lu, zaciągnęłam go do kuchni.
-Co tam?-zapytał opierając się o blat.
-Czemu Harreh zachowuje się tak, dziwnie?-Skrzywił się.
-Skąd mogę wiedzieć. Nawet tego nie ogarnąłem.-Stwierdził.
-Myślisz, że za bardzo go nastraszył?-Natychmiast wiedział o kim mowa.
-Nie, żeby aż tak. Nie rób z ojca potwora.-Podrapał się po karku.
-Nie wiem. Martwię się.-Westchnęłam.
-Oj, mała.-Objął mnie.-Na pewno wszystko gra. To spoko gościu, serio. Może spokojnie być moim szwagrem.-Puścił mi oczko. Zaśmiałam się głośno.
-Ta.-Przytaknęłam.-Dobra, nieważne. Pogadam z nim.-Wróciliśmy do towarzystwa. Po kolacji dziadkowie i rodzice poszli spać. No cóż, tak jest z ludźmi w tym wieku. Zostaliśmy sami w szóstkę. Utworzyliśmy kółko siedząc na podłodze w salonie. Gadaliśmy o wszystkim i niczym. Postanowiliśmy zagrać w butelkę na "prawda czy wyzwanie". Oczywiście głupie zadania nas nie omijały. Ogółem dobrze się bawiłam, ale nadal myślałam o lokatym. Kiedy już leżeliśmy wykąpani i czyściutcy obok siebie w łóżku "uderzyłam".
-Kochanie, mogę cię o coś zapytać?-Zbliżyłam się jeszcze bardziej niż mnie "miał".
-Oczywiście.-Zgodził się.
-Dlaczego jesteś taki zmartwiony, nieobecny? Coś się stało?-Zapadła długa chwila milczenia. Jego puls drastycznie wzrósł. Zaczęłam obawiać się odpowiedzi.

Hejka! Nareszcie coś ciekawszego ;) Mam nadzieję, że nie zawiodę tym rozdziałem :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Jak ty mi w tym momencie mogłaś skończyć?!
OdpowiedzUsuńNo nic poczekam na jego odpowiedź.....
Świetna kolejna część!!
Czekam na kolejne!!
Mogłam, ty też to robisz ;)
UsuńDziękuję bardzo się cieszę :)
Już niedługo :**