niedziela, 22 lutego 2015

Little Sweet Angel 43

-Mam ochotę na...-szeptał mi do ucha.
-Trolololo...Nie ma bata.-Odepchnęłam go nieco krztusząc się śmiechem.
-Nie o to mi chodziło. Miałem na myśli wypad do Lou, dzisiaj rocznica naszego poznania.-Zaczerwieniłam się niewątpliwie, więc spuściłam wzrok. Było mi głupio.-Hej. Kocham jak różowieją twoje policzki, wtedy wyglądasz jak laleczka z porcelany.-Zarechotał.
-Przepraszam. Jasne, idź.-Okazałam rozbawienie samą sobą.
-Co? Czy słyszałaś gdzieś w mojej wypowiedzi, iż odwiedzam go sam? No way, baby. Lecisz ze mną.-Obrócił mną jak w tańcu.
-Jesteś niemożliwy.-Uderzyłam go lekko w pierś...
***
Odświeżyłam się i wyszykowałam. Podjechaliśmy pod dom przyjaciół. Przywitaliśmy się z wszystkimi i rozsiedliśmy w salonie.
-Kiedy wraca Em?-zapytałam.
-Za dwa dni, miała za tydzień, ale...
-Mamusia się stęskniła.-Wypowiedź El dopełnił Louis.
-Trolololo. To tatuś wczoraj płakał za córunią.-Trzepnęła męża w kark.
-Ała!-Zareagował.
-Co "ała" taka prawda pozerze!-warknęła na niego. Rozbawiali nas w ten sposób za każdym razem. Mimo wszystko kochali się nad życie, to było strasznie urocze.
-Przestańcie już.-Zatrzymałam ich.
-Michell? Możemy porozmawiać?-Nagle wyskoczyła Perrie.
-Ymm...Jasne, a coś się stało?-Wstałam i poszłam za nią do kuchni.
-Niedługo urodziny Zen'a i chciałam coś przygotować, tyle tylko, że nie za bardzo sama dam radę. Dziewczyny już wiedzą, ale chłopcy mają się nie wtrącać. Chciałam zapytać czy dołączysz do ekipy i także się przyłączysz.-Ulżyło mi. Widziałam, że blondynka się stresuje, więc już miałam czarne myśli, a tu takie coś.
-Jasne, oczywiście, że tak. Zayn jest dla mnie jak brat, pewnie, że dołączę się.-Przytuliła mnie z uśmiechem.
-Boże! Nie wiem jak ci dziękować.-Wróciłyśmy do salonu. Rozmawialiśmy popijając wino i ogółem bawiąc się dobrze. Około 1.00 wróciłam z lokatym do domu. Odświeżyliśmy się i położyliśmy do łóżka. Obudziłam się o 8.00. Wiedziałam, że ma po mnie podjechać auto z firmy Jean'a-Claude'a, gdyż tak nazywał się ten fotograf, a właściwie to mój szef. Zjadłam śniadanie, wypiłam herbatę i ruszyłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Włosy pozostawiłam rozpuszczone. Podkreśliłam rzęsy tuszem i wybrałam kreację. Może to nie do końca mój styl, ale w tym fachu musiałam ubierać się elegancko, ale na luzie. Pocałowałam Hazz'ę kiedy jeszcze spał i wyszłam przed budynek. Czekał tam na mnie przecudowny samochód, taki jaki zawsze chciałam mieć. Oparty o maskę stał podstarzały mężczyzna odziany dokładnie jak szofer. Oczy wyszły mina wierzch, ale nie do końca chciałam to okazać.
-Witam, panno Robinson. Proszę.-Elegancko otworzył przede mną drzwi.
-Dziękuję.-Wsiadłam do tyłu. Byłam zachwycona. Po kilkunastu minutach trafiłam pod tą samą agencję.-Dziękuję...
-George.-Dopełnił moją wypowiedź.
-Dziękuję George. Zawsze będziesz po mnie przyjeżdżał?-Zbierając rzeczy z siedzenia zapytałam.
-Jak tylko będzie sobie panienka życzyła.-odparł.
-Nie nazywaj mnie tak, mów mi po imieniu. Michell.-Podał mi dłoń nieco zaskoczony.
-Miłego dania, a więc życzę.
-Nawzajem i do zobaczenia.-Wysiadłam i pokierowałam się do wysokiego oszklonego dookoła wieżowca. Dotarłam na właściwe piętro i zaczęłam pracę, jeżeli przymiarki można tak nazwać. Miałam otworzyć pokaz u bardzo znanego projektanta. A co najlepsze, że miałam tylko pięć dni na przygotowania.
-Dobrze, następne.-Krawcowym nakazał właśnie szef.-Mich, oto twoja asystentka Cindy .-Mężczyzna przedstawił mi niziutką brunetkę.
-Hej. Mów mi Cin.-Przywitałyśmy się uściskiem dłoni.
-Michi.-Uśmiechnęłam się.
-Masz, więc dzisiaj przymiarki do pierwszej, później próba make-up'u i fryzury. O siedemnastej kolacja z innymi modelkami i jesteś wolna. Jutrzejszy plan wyślę ci mail'em. Jeżeli będziesz czegoś potrzebowała pisz, albo dzwoń. To mój numer. Jestem na czternastym piętrze. Do usług.-wyrecytowała zadowolona. Od razu ją polubiłam.
-Jasne, dziękuję.-Odebrałam karteczkę.
-To do zobaczenia.-Pomachała mi i wyszła.
-Pa!-rzuciłam.
-Podnieś ręce do góry.-Nakazała jedna ze skaczących wokół mnie krawcowych.
-Tak jasne.-Powróciłam do skupienia na przymiarce. To jest jakaś bajka.-pomyślałam...




Hejka! Oto kolejny rozdział ;) Mam nadzieję, że nie taki zły jak go opisują ;) Nie wiem czy dzisiaj jeszcze coś wstawię, bo mam czterogodzinny trening z panią, która serio nieźle wyciska najlepszych, więc nie wiem czy o 20.00 jeszcze będę w stanie chodzić ;) Oby... No to do następnego skarby <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

sobota, 21 lutego 2015

Imagin Louis 1

Po rozstaniu z El nie mogłem pozbierać się przez długi czas, przyznaję. Jednakże moi kumple pomogli mi się ogarnąć. Wyjechała, wyprowadziła się, popłakałem-zapomniałem. Skończone. W sumie to po zastanowieniu i przeanalizowaniu sprawy, to nigdy nie darzyłem jej jakimś wyjątkowo silnym uczuciem.
Tego dnia, jak każdego, wkroczyłem do budynku mojego liceum. Znalazłem się w samym jego centrum przy mojej szafce. Harry, Niall, Liam oraz Zayn, moi najlepsi przyjaciele na mnie czekali. Właściwie wraz z nimi stanowiłem elitę szkolną. Wzbudzaliśmy respekt w innych uczniach. Powiedzmy, że pełno panienek, sportowców i innych popularsów kręciło się nam pod nogami.
-Siema.-Przybiłem piątkę z każdym z nich.
-Żyjesz po sobocie?-Zaśmiali się i ja z nimi.
-Jakoś daję radę. Jakieś nowości?-Moje stałe pytanie padło i tym razem. Dlaczego? Gdyż to wspaniali informatorzy. Kto jak kto, ale oni zawsze znali świeże news'y. Zawsze dostarczali mi dawkę ciekawostek, np. O nieobecnościach nauczycieli, rozstaniach par szkolnych itd. Nic wielkiego, ale przynajmniej coś.
-No! Dzisiaj ma dołączyć do naszej klasy nowa uczennica. A najlepsze, że to córka nowego dyrektora.-oznajmił mi Hazz.
-Serio? Do naszej?-Otworzyłem szerzej oczy.
-No, ponoć niezła.-Lekko szturchnął mnie Zen. Uśmiechnąłem się znacząco. I jakby na zawołanie w wejściu szkoły pojawiła się naprawdę przepiękna dziewczyna. Wysoka, szczupła. Jej długie włosy spięte były w luźny warkocz na bok. Jej chude nogi podkreślały czarne leginsy, na które lekko nachodziła biała koszulka z napisem #Free. Stopy laski pokrywały ciemne Converse, a na plecach wisiał jej plecak. Śliczna i oryginalna. Pewnie ruszyła środkiem korytarza. Wszyscy dosłownie schodzili jej z drogi. Z każdym jej krokiem moje serce biło coraz mocniej. Bez zawahania mogę stwierdzić, iż wszyscy obserwowali jej chód, a ona jakby tego nie zauważała. Koledzy także jej się przyglądali bez słowa. Zatrzymała się przed nami i nie zerkając na żadnego wskazała ruchem obu dłoni, abyśmy się rozsunęli. Tak zrobiliśmy, a ta otworzyła drzwiczki tuż obok moich. Zostaliśmy "sąsiadami". Wyjęła kilka książek i zatrzasnęła szafkę. Zignorowała nas. Zwyczajnie odeszła.
-To była...?
-(T.I.) (T.N.), aha.-przytaknął mi Liam.
-Seksowna...-Wyjąkał lokaty. Obrzuciłem go wrogim spojrzeniem
-Nie podniecaj się, ona jest moja.-Warknąłem na niego.
-Dobra, ja i tak mam Nancy.-Uniósł ręce w geście obronnym.
-No to się zamknij.-parsknąłem.
-Dobra, przestańcie. Riski idzie.-Rozdzielił nas Nialler. Wtem pojawiła się jego "ukochana". Mega laska, chyba najlepsza w szkole. Nie powiem, że się nie kochali, ale w budzie wydawali się udawać. Kiedy spotykaliśmy się gdzieś, nie wiem u mnie czy u nich, było okej. Czułe słówka, całusy i takie tam, a w liceum cały czas kleili się, jakby to było bardziej cool i jakby to wzbudzało podziw. Z resztą, nieważne. Moje myśli pochłonęła tylko (T.I). Wszedłem do klasy. Jaka ironia losu, że własnie ona usiadała na wolnym miejscu w mojej ławce. Natychmiast pewien siebie zająłem miejsce obok, nadal nie przykuwając jej uwagi.
-Hejka...-przywitałem się. Z pogardliwym uśmieszkiem luknęła na mnie.
-Za wysokie progi.-Zanim zdążyłem cokolwiek zasugerować zostałem odrzucony. Ostra, lubię takie.
-Ej, ej. Nie o to mi chodziło. Chciałem tylko...
-Niech zgadnę, zaprzyjaźnić się?-Namalowała cudzysłów w powietrzu.-Dzięki, ale znajomych mam na pęczki, nawet się nie staraj.-Jeszcze nigdy wcześniej nie spotkałem tak podobnej do mnie osoby. Szczerze, to wydała się pewniejsza siebie niż ja.
-Nie.-Zaśmiałem się. Ten wyraz twarzy nadal nie znikał z jej buźki.-Miałem na myśli w ogóle się zapoznać, bo chyba będziesz ze mną siedzieć na chemii.-Trochę, tylko trochę...Dobra, bardzo skłamałem.
-Yhym. Chyba już wiesz jak się nazywam, więc masz co chciałeś.-Zwróciła wzrok na swój zeszyt.
-Ale ty nie znasz mojego imienia.-Słusznie zauważyłem.
-To ty miałeś ochotę się "zapoznać", nie ja. Dla mnie możesz pozostać anonimowy.-parsknęła. Każdy normalny natychmiast odpuściłby sobie taką dziewczynę, ale nie ja. Wiedziałem, że ta walka będzie ciężka, ale i tak ją wygram. Potrafiłem reagować tylko uśmiechem, co więcej mi pozostało. Po lekcji jakby wyparowała. Nie widziałem jej cały Boży dzień. Dochodziła godzina 16.00 ja nadal trwałem w budzie z powodu korepetycji. O tej porze po budynku kręci się parę belfrów i sprzątaczki. Uczniowie wyparowują stamtąd już o 13.00. Wyszedłem z klasy, gdzie spędziłem ostatnie trzy godziny i pokierowałem się do swojej szafki szkolnej. No nie wierzę!-pomyślałem.
-Proszę, proszę. Kogo my tu mamy?-Oparłem się o drzwiczki obok niej. Spojrzała poirytowana w górę i zatrzasnęła schowek i westchnęła.
-Czego ty ode mnie chcesz? Możesz się odczepić?-Niemiłym tonem zapytała.
-Nie. Nie pozwalasz mi na to sobą.-Przewróciła teatralnie oczami.
-Nie wiem czy wiesz "Panie Piękny", ale wygląd to nie wszystko.-Zmniejszyła dystans pomiędzy nami mówiąc to i, gdy skończyła, miała zamiar odejść, ale nie pozwoliłem jej na to łapiąc nadgarstek kruszynki.
-Nie wiem czy wiesz, ale nie miałem na myśli tylko wyglądu.-wyrwała rękę z mojego uścisku i wrogo na mnie spojrzała.
-Palant!-krzyknęła krocząc tyłem do mnie i wystawiając środkowy palec w moim kierunku.
-Jasne jasne! Jeszcze  będziesz krzyczeć moje imię któregoś wieczoru!-Odwrzasnąłem.
-Chyba już po śmierci!-Tylko tyle usłyszałem od niej więcej.
-Tsa...-Zaśmiałem się pod nosem. Nagle na ramieniu poczułem dłoń. Odwróciłem się na pięcie. Zamarłem. No to kaplica!-pomyślałem...




Hejka! Oto kolejny imagin z serii "Nagły napływ weny" ;) Tak jakoś mnie natchnęło, więc nie wiem do końca ile będzie części, ale jak na razie mam pomysł na przynajmniej 2 :D Już nie mogę doczekać się ^^ Nie wiem, to chyba pierwsza "praca" od bardzo dawna kiedy na serio jestem zadowolona. Może nie ma rewelacji, nie jestem wniebowzięta, ale to powyżej wywołało w efekcie końcowym uśmiech na mojej twarzy :3 Mam nadzieję, że podzielicie mój entuzjazm ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

I can't find this feeling 10

-Czemu nie powiedziałaś prawdy?-Natychmiast wyskoczył. Żebyś ty ją znał, kochaniutki...-pomyślałam.
-Przecież to ty mianowałeś się tym, któremu mogę się zwierzyć, nie Als. Więc...-Wzruszyłam ramionami.
-Racja.-Debil.
-To co idziemy do salonu?-Już kroczyłam.
-Mam lepszy pomysł.-Zatrzymałam się.
-Jaki?
-Choć, pokażę ci coś pięknego.-Pociągnął mnie za rękę.
-Ale...
-Żadnego ale.-przerwał.
-Ale chcę mój telefon.-Powróciłam po urządzenie i za moment biegliśmy jedną z najpiękniejszych ulic Sydney. Rzeczywiście, to było niesamowite...
***
Wiadomo, mieszkając w Sydney nie raz widziałam Operę, ale nigdy od środka. To miejsce po pierwsze dla mnie za drogie, po drugie zbyt...Eleganckie. Stanęliśmy przed budynkiem.
-Co tu robimy?-Z szerokim uśmiechem zapytałam.
-Zobaczysz.-Puścił mi oczko i pociągnął za rękę. Wszedł po kontenerze i pomógł mi zrobić to samo.
-Wkradamy się do środka?-Chichotałam.
-Może.-Zrobił "koszyczek" z dłoni i podsadził mnie do okna. Znalazłam się na poddaszu opery. Właśnie trwał spektakl. Sala mieniła się w pięknych barwach, było dosłownie magicznie. Po kliku sekundach dołączył do mnie. Przebywaliśmy dosłownie nad widownią.
-Wow.-Rozejrzałam się w zachwycie.-Cudo.-stwierdziłam.-Skąd znasz to miejsce?-zapytałam.
-Kiedy ja i Al chodziliśmy jeszcze do podstawówki byliśmy biedni. Mieszkaliśmy w najbiedniejszej dzielnicy. Nie mieliśmy na wiele rzeczy pieniędzy. Wtedy ciekawość mnie zżerała, musiałem tu zajrzeć, a nie wiedziałem jak. Wtem znalazłem to.-Wyszczerzył się. W tamtej chwili zrobiło mi się głupio. Tyle mi o sobie mówił, a o mnie nic nie wiedział. Ukrywałam przed nim wszystko co za mną. Z jednej strony to dobrze, z drugiej nie do końca. 
-Masz coś jeszcze w zanadrzu?-Ukazałam swoje dołeczki.
-Więcej niż myślisz, ale nie wszystko na raz.-Nawet nie zauważyłam kiedy nasze palce się splotły. 
-Będę czekać cierpliwie.
-Ja też.-Serce mi stanęło na moment. Czyli zdawał sobie sprawę co robię. Zamilkłam i dalej obserwowałam akcję na scenie. Nie powiem, że atmosfera się nie zagęściła.-Chodź, trochę nudno.-Znów porwał mnie. Tym razem na plażę. Niestety chłodna bryza dała się we znaki moim niczym nie okrytym ramionom. Zen bez namysłu narzucił na mnie swoją bluzę pozostając jedynie w bluzce z rękawem 3/4.
-Nie musisz.
-Ale chcę.-Objął mnie. Moje serduszko zabiło trochę mocniej.
-Dlaczego tak bardzo zabiegasz o moją obecność i w ogóle?-Po chwili milczenia zapytałam go.
-Trudno to wyjaśnić. Zwyczajnie lubię czuć, że jesteś obok, że zawsze mogę cię rozbawić, pomóc, być z tobą.-odpowiedział.
-Nie chcę litości, to oznaka słabości.-Spuściłam głowę.
-To nie litość. Czy smutek od razu musi oznaczać śmierć?-Spojrzałam mu w oczy.-Nie.-Sam odparł.-Mówiłem ci już, że gram w czyste karty.-Pogładził mnie po plecach.
-Nie jesteś zły na Louis'a, że chodzi z twoją siostrą?-Postanowiłam nie drążyć tematu.
-Nie, dlaczego? Ufam im oboje, jeżeli postanowią się rozstać to ich sprawa. Co innego jeżeli jedno skrzywdzi drugie. Wtedy...Musiałbym zareagować.-odrzekł.
-Rozumiem. Fajnie, że masz takie podejście.-Luknęłam na niego ukradkiem. W świetle księżyca wyglądał naprawdę atrakcyjnie. Zaraz...Co?! Stop!
-Taaa...Jutro pracujesz?-rzucił.
-No, niestety. Nie mam ochoty na wstawanie z rana, ale nie mam wyboru.-Westchnęłam.-Spójrz!-Wskazałam na niebo.-Gwiazdy są niesamowite.-opadłam na piasek odchylając głowę do tyłu. On zrobił to samo.
-Nie tylko one...-Przykuł moją uwagę...








Hejka! Mam nadzieję, że nie jest taki zły ;) 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

GŁOSOWANIE NA EKRANIE :D

Hejka! Oto znowu ja z głosowaniem na następne opowiadanie. Co wy na to?
 1. Kto?
a) Niall,
b) Liam,
c) Hazz.
(bez reszty, bo właśnie skończyło się jedno z Lou i trwa inne z Zen'em.)
2. Tematyka?
a) szkolny,
b) dramat,
c) fantasy (czarodzieje, wampiry i takie tam inne bzdety).
(błagam nie róbcie mi tego ;) )
3. Dziewczyna?
a) Lucy Hale,
b) Kendall Jenner,
c) Barbara Palvin.
4. Miejsce?
a) LA,
b) Rodzinne miasto bohatera,
c) Nowy Jork.
5. Sławni?
a) tak,
b) nie.
6. Chłopak bad boy'em czy grzeczniutki?
a) bad boy,
b) grzeczny.

To wszystko. Mam nadzieję, że weźmiecie udział i przyczynicie się nieco :) GŁOSOWANIE TRWA DO 22.02! Większość wygrywa. Jeżeli odpowiedzi nie będą się pokrywały, będę mieszać ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

piątek, 20 lutego 2015

Little Sweet Angel 42

Czułam się dziwnie, ale i wyjątkowo. Z jednej strony podobało mi się to, z drugiej miałam wyrzuty sumienia. Przecież nigdy nie uważałam się za lepszą od nich. Zasługiwały na to tak samo jak ja. Sama nie wiedziałam co myśleć. To było jak marzenie, które właśnie się spełniają. Tona gładzi szpachlowej pojawiła się na mojej twarzy. Wtem pojawił się "szef" całej sesji.-Co to ma być?!-Oburzył się.-Zamazałyście jej naturalność! Natychmiast ma to zniknąć, coś lżejszego! Macie dwadzieścia minut na skończenie tego!-Przytaknęły i zaczęły od nowa. Chryste! Pomyśleć, że sekundę wcześniej latałam na zawołanie jak one. Może to być samolubne, egoistyczne i w ogóle, ale czułam, że to dopiero mój początek w tym wielkim świecie mody...
***
Pozowało mi się...Doskonale! Zero problemu, jakbym robiła to od urodzenia. Fotograf nie miał zarzutów. Czułam, że latam nad ziemią. Po może czterdziestu klatkach w różnych ustawieniach artysta zza obiektywu zakończył "prace", dla mnie to była sama przyjemność.
-Jesteś niesamowicie fotogeniczna! Jestem zachwycony. Jeszcze nie miałem okazji uwieczniać takiej postaci. Dosłownie dziewczyna idealna w każdym calu. Chcę mieć cię dla siebie. Pragnę zawrzeć z tobą kontrakt. Mój brat jest projektantem, umiesz chodzić na szpilkach?-Stałam nadal oszołomiona. Wydawało mi się, że to sen, piękny, magiczny, sen.
-Ttttak.-wydukałam.
-Nie mów. Pokaż.-Dał mi miejsca. Zaczerpnęłam powietrza i postawiłam kilkanaście kroków w tą i z powrotem.
-Teraz, nie masz wyjścia, jesteś moja. Powiedz, interesuje cię moja propozycja? Chcesz zostać modelką? Pozować? Chodzić po wybiegu? Występować w telewizji, udzielać wywiadów? Być gwiazdą?-Serce mi rosło na każde jego słowo. Szczerzyłam się jak nigdy. Nadal to do mnie nie dochodziło.
-Oczywiście, że tak.-zgodziłam się nie myśląc długo.
-Doskonale. Pozwól ze mną.-Pojechał ze mną do swojego studia. Jego pracownicy przedstawili mi wszystkie formalności. Podpisałam umowę. Rzeczywiście, ZOSTAŁAM MODELKĄ! Już po dwóch dniach miała pojawić się okładka. To było niesamowite. Nie traciłam uśmiechu z twarzy. Od  razu zważyli mnie, zmierzyli i "obejrzeli". Ponoć miałam perfekcyjne wymiary. Kiedy ujrzałam jakie mają moje być moje zarobki zupełnie mnie zatkało. Nigdy w życiu nie widziałam tylu zer na mojej umowie. NIGDY! Szczęśliwa po wielu godzinach formalności i takich tam innych bzdetów, które nie należą do interesujących, wróciłam do domu cała w skowronkach. Nie miałam jednak zamiaru chwalić się przeżyciami, postanowiłam zrobić niespodziankę bliskim. Drzwi były otwarte. Zrzuciłam z siebie okrycie i weszłam w głąb mieszkania. W salonie czekał na mnie misiek, właściwie to spał przy włączonym telewizorze. Nachyliłam się przez tylną część sofy i chciałam go pocałować, kiedy on mnie wyprzedził. Oplótł moją talię i pociągnął na siebie łącząc nasze usta.
-Hej.-przywitałam się.
-Witam moje słońce. Zrobiłem kolację.-Odgarnął włosy z mojej twarzy.
-Myhm. A co to takiego?-Uniosłam kąciki ust jeszcze wyżej.
-Niespodzianka.-Wziął mnie na ręce i zaniósł do kuchni. Posadził na blacie.-Ta dam.-Okazało się, że to najzwyczajniejsza sałatka owocowa z jogurtem. Zwykła, bo zwykła, ale mimo wszystko to moje ulubione danie.
-Kocham cię.-Znów wpiłam się w wargi ukochanego.
-Wiem.-Ah, te jego dołeczki.
-Chyba aż za dobrze.-Puściłam mu oczko i "brutalnie" przyciągnęłam za koszulkę. Po namiętnościach (tylko całusy) mogłam wreszcie zjeść. Rzeczywiście, udało mu się mnie zadowolić. Nosiło mnie, aby wygadać się lokatemu, ale nie mogłam.
-Mam ochotę na...-szeptał mi do ucha.
-Trolololo...Nie ma bata.-Odepchnęłam go nieco krztusząc się śmiechem.
-Nie o to mi chodziło. Miałem na myśli wypad do Lou, dzisiaj rocznica naszego poznania.-Zaczerwieniłam się niewątpliwie, więc spuściłam wzrok. Było mi głupio.-Hej. Kocham jak różowieją twoje policzki, wtedy wyglądasz jak laleczka z porcelany.-Zarechotał.
-Przepraszam. Jasne, idź.-Okazałam rozbawienie samą sobą.
-Co? Czy słyszałaś gdzieś w mojej wypowiedzi, iż odwiedzam go sam? No way, baby. Lecisz ze mną.-Obrócił mną jak w tańcu.
-Jesteś niemożliwy.-Uderzyłam go lekko w pierś...








Hejka! Oto kolejny luźny rozdział ;) Mam nadzieję, że nie taki zły :) Piszcie ;) Jak zareaguje Hazz i reszta?
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

I can't find this feeling 9

Dzień mijał całkiem spokojnie, a w mojej głowie nadal toczyła się Trzecia Wojna Światowa myśli. Już stało się to normalne. Około 20.00 skończyłem. Wyszedłem i postanowiłem odebrać siostrę i Koni z pracy. Jednakże zastałem tylko Alby.
-Hej.-Wspięła się na palce, aby pocałować mnie w policzek.
-Cześć. Gdzie K?-Od razu zapytałem. 
-Poszła na to rozpoznanie z rana, ma wolne.-Odrzekła.
-Aha. Idziemy?-Objąłem ją. 
-Jasne.-Ruszyliśmy. Spacerem dotarliśmy do mieszkania sis. Konstancji nie było ani w salonie ani w kuchni. Zapukałem delikatnie do jej pokoju. Uchyliła niepewnie drzwi. Podniosła nieśmiało wzrok na moje oczy. Od razu wiedziałem co tam się działo.
-Płakałaś?!-...
***
-Nie.-Otarła dokładniej poliki.
-Koni, widzę przecież.-Lekko poirytowany warknąłem i na siłę wepchnąłem się do jej pokoju.-Mów co się dzieje.-Wtuliłem ją w siebie.
-Nic.-odparła cicho.
-Konstancja!-krzyknąłem i ścisnąłem jej ramiona. Spuściła głowę. Wyglądała jakby wstydziła się.-Proszę.-Już nie wiedziałem jak na nią wpłynąć.
-Po prostu...Po raz pierwszy widziałam trupa i teraz dziwnie się czuję.-Zawyła lekko.
-Mała.-Znów wylądowała w moim uścisku. Wydawało mi się, że mówi prawdę, ale tylko wydawało.
-Przepraszam.-Uspokajała się na siłę.
-Nie krztuś wszystkiego w sobie, okazywanie emocji to nic złego.-Stwierdziłem nie puszczając jej.
-Ale nie chcę litości, współczucia, to najgorsza rzecz na świecie .Nie potrafię wylewać wszystkiego na zewnątrz. Chcę dzielić się uśmiechem, nie smutkiem, bo jego i tak wszyscy mają zbyt wiele.-odpowiedziała.
-Od tego są bliscy. Są z tobą na dobre i na złe, pomogą ci zawsze i to właśnie z nimi powinnaś dzielić i radość i te gorsze chwile.-Starałem się ją przekonać.
-Na początek to trzeba mieć tych bliskich.-parsknęła.
-Masz mnie.-wyszeptałem do jej ucha. Aż przeszedł ją dreszcz.-Nie pozwolę, abyś pozostawała z problemami samotnie, pamiętaj, że zawsze masz mnie. Dobrze?-Mocniej ją przytuliłem. Pokiwała twierdząco głową. Nie do końca jej ufałem.
*Oczami Koni
Pozostało tylko mu przytaknąć. Myślał, że to takie łatwe. Nie do końca po moich doświadczeniach. Gdyby tylko wiedział...Co ja mówię?! Gdybym to ja mu powiedziała...Może wtedy zrozumiałby. Nawet nie wpadł na to co działo się w rzeczywistości. Może to lepiej. Niekoniecznie chciałam dzielić to z innymi, więc nawet wyszło mi to na dobre. Na szczęście był w stanie uwierzyć we wszystko co powiedziałam. Czasami miałam wrażenie, że on...Nie to niemożliwe!-przerywałam tok myślenia. Tym razem także udało mi się zagrać doskonale. Puścił mnie i jak na komendę w wejściu pojawiła się Alby.
-Coś nie tak mała?-Podeszła do mnie.
-Wszystko gra, tylko głupia, ckliwa książka trochę mnie...No wiesz, ten no...Wzruszyła.-Kłamałam jak z nut, czemu przyglądał się Zen. Nie odezwał się słowem. Miałam nadzieję, że pomyśli, iż to właśnie w tym pokoju ON jest tym zaufanym przeze mnie. Dzięki Bogu, mimo, że Al to moja przyjaciółka, nigdy nie była za mądra i spostrzegawcza.
-Okej.-Zaśmiała się i objęła mnie w tali, po czym przyległa swoim ciałem do mojego.-A jak tam, wiesz?-Ta jej subtelność. Zachowywała się jakby Zaz nie wiedział o niczym.
-Spoko.-Oczywiście, że łgałam.
-Sto pro?-dopytała.
-Jasne.-Puściłam jej oczko.-Może obejrzymy jakiś film?-Starałam się wybrnąć z tej sytuacji.
-Właściwie, to ja tak trochę jestem już umówiona.-Skrzywiła się lekko.
-Louis?-Pokiwała szczęśliwa na tak.
-Więc chyba jesteś skazana na mnie.-Zayn ułożył brodę na moim ramieniu oplatając moją kruchą posturę rękami.
-Na to wygląda.-Znacząco zachichotała Mulatka. Posłałam jej karcące spojrzenie.
-Okej, ja lecę. Buźka.-Musnęła mój polik i zniknęła. Wtem wyrwałam się się ciemnookiemu.
-Czemu nie powiedziałaś prawdy?-Natychmiast wyskoczył. Żebyś ty ją znał, kochaniutki...-pomyślałam.
-Przecież to ty mianowałeś się tym, któremu mogę się zwierzyć, nie Als. Więc...-Wzruszyłam ramionami.
-Racja.-Debil.
-To co idziemy do salonu?-Już kroczyłam.
-Mam lepszy pomysł.-Zatrzymałam się.
-Jaki?
-Choć, pokażę ci coś pięknego.-Pociągnął mnie za rękę.
-Ale...
-Żadnego ale.-przerwał.
-Ale chcę mój telefon.-Powróciłam po urządzenie i za moment biegliśmy jedną z najpiękniejszych ulic Sydney. Rzeczywiście, to było niesamowite...








Hejka! Wybaczcie, że nie było mnie dzisiaj tak długo, ale byłam w szpitalu i ogółem mój dzień nie był za różowy. Przepraszam, ale nie miałam jak zajrzeć. Teraz jestem :) Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni z tego rozdziału. Może ktoś domyśla się już co skrywa Koni? Piszcie ;) Tym czasem zapraszam na: mystery1directionff.blogspot.com :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

czwartek, 19 lutego 2015

Girl on the show 19 (the end)

-Kocham cię.-wyszeptałam. Uspokoił się. Spojrzałam mu prosto w ślepia. Delikatnie musnęłam jego usta. Tak brakowało mi ich smaku. Pogłębił pocałunek. Zachłanniej i zachłanniej. Nie odrywaliśmy się od siebie. Zaczęliśmy zbliżać się do łóżka. Zniknęła z niego koszulka. Ja straciłam spodnie. Po kolei zrywaliśmy z siebie odzież. Pozostaliśmy nago kontynuując przyjemną walkę toczoną pomiędzy naszymi językami. Nie żałowałam. Nie bałam się. Pragnęłam tego uczucia. Świadomości o obecności Louis'a...
***
Stało się. Było...Wspaniale. U jego boku czułam się wyjątkowo.
-Spróbujemy, razem?-zapytałam leżąc na jego nagiej klatce piersiowej. Zapadła krótka chwila milczenia.
-...Tak, ale nie chcę cię narażać.-odrzekł po zastanowieniu.
-Nie narażasz, wystarczy jeżeli odpuścisz sobie czarne interesy.-Stwierdziłam.
-Nie rozumiesz. To nie jest supermarket, gdzie pracujesz, zwalniasz się, znikasz i nikt cię nie szuka. W tej branży zostajesz na zawsze. Wyrządziłem tyle krzywdy, mam ogrom wrogów i osób, które chcą się na mnie zemścić. Nawet jeżeli odszedłbym, znaleźliby mnie i skończyli mój lub twój żywot. Nie chcę, abyś była częścią tego bagna.-wyjaśnił jak najspokojniej, chociaż słyszałam, że puls mu wzrósł.
-Ja to wszystko wiem. Jestem świadoma jakie zagrożenia czyhają na mnie za rogiem twojego domu, ale od początku byłam i nie boję się. Jeżeli mam zginąć, to szczęśliwa, bo mam ciebie. Jestem częścią ciebie, a ty tego "bagna", więc...-wyrecytowałam. Pewność mnie przepełniała. Nie kłamałam.
-Ale...
-Żadnego ale. Będę z tobą zawsze, na zawsze, nawet gdybyś był samym szatanem. A wiesz czemu? Bo kocham cię bezgranicznie i koniec kropka.-Przerwałam mu umiejętnie.
-Nie spodziewałem się, że ktokolwiek kiedykolwiek zdobędzie się na te słowa skierowane do mnie.-Zaśmiał się bawiąc się moimi włosami.
-A jednak.-Musnęłam jego usta.-Właściwie co to za miejsce?-zapytałam.
-Mój dom handlowy.-odparł.
-Co to oznacza?-kontynuowałam.
-W piwnicy odbywa się całe moje życie. Zakłady, handel i ogółem zarabianie na czarno, długo by mówić. Nie ważne.-Starał się wybrnąć z tematu.
-Jest coś co robisz legalnie?-Zachichotałam.
-Kocham cię.-odrzekł. Czy tylko ja uważam, że to było słodkie? Przyznam, że się zarumieniłam. Wpatrywałam się w te jego cudne oczy i nie wierzyłam, że w tak krótkim czasie moje życie obróci się o 180 stopni.-Dlaczego akurat ja?-odezwał się po jakimś czasie.
-To chyba ja powinnam zapytać.-Rozbawił mnie.
-Po prostu chcę wiedzieć dlaczego taki...Łajdak zawrócił ci w głowie.-Wyszczerzył te swoje białe ząbki.
-No nie wiem, zawsze lubiłam bad boy'i.-mruknęłam.
-Miau.
-Jesteś niemożliwy.-Lekko go pocałowałam.
-Za to mnie uwielbiasz.-Pogłębił kontakt.
-Ale nie chcę zostać we Włoszech, tu jest moja ciotka i wuj, boję się, że mnie zobaczą i skarcą za brak odwiedzin.-Oparłam głowę na jego piersi.
-Wyjedziemy z powrotem do Londynu jutro.-Wtulił mnie w siebie mocniej.-Teraz cieszę się, że Li zostawił ten liścik.-Zerknęłam na niego podejrzliwie.
-Wiedziałeś?-Uniosłam brwi.
-Mam monitoring i cały czas sprawdzam swoich "podwładnych", nie myśl sobie, że widzę cię nago po raz pierwszy.-Zaśmiał się.
-Zboczeniec!-Uderzyłam go w mostek.
-Ała!
-Dobrze ci tak.-bąknęłam i udałam obrażoną.
-Żartuję nie mam kamer w łazienkach. Że co miałbym oglądać nagich facetów?-Wybuchnęliśmy rechotem.
-No ja mam nadzieję.-Uspokoiliśmy się. Gładził delikatnie moje włosy i składał całusy na mej dłoni. Wpatrywaliśmy się w siebie w zupełnej ciszy. Nie pomyślałabym, że zakocham się i zapomnę o świecie, ale tak się stało. Miałam nadzieję, że wszystko się ułoży i będziemy żyć, na miarę gangstera i jego partnerki, spokojnie.-Gdzie dzisiaj będę spała?-Po jakiś pięciu minutach odezwałam się.
-W moich ramionach, dzisiaj i do końca.-Te słowa odbiły się w mojej głowie echem. Może to was zdziwić, bo taki człowiek nie powinien być prawdomówny, ale mój Lou w życiu by mnie nie oszukał i tak stało się i tym razem...







Hejka! Troszkę was oszukałam, ale nieświadomie. Wena mnie naszła i postanowiłam napisać ten koniec już dzisiaj zamiast jutro. Mam nadzieję, że z tej wersji będziecie bardziej zadowoleni niż z ostatniej :) Nie bądźcie źli za to małe kłamstewko :3 A no i wyrażajcie w komentarzach to co naprawdę myślicie, bez owijania w bawełnę, po prostu chcę wiedzieć co myślicie i czy nie zmieniać czegoś w moim blogu. Jeżeli macie jakieś uwagi, walcie śmiało, chętnie poprawię się. Zapraszam także do proponowania kolejnego opowiadania i zamawiania. Dobrze, dobrze już kończę ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

No i znów...

WyBaczcie, ale raczej słabe szanse na jakikolwiek post. Długo siedziałam nad rozdziałem "Their souls are here" i nie mam zbytnio czasu na pisanie czegoś tu. Przepraszam. Mam nadzieję, że wybaczycie :)
Sory, ale druga gim jest najgorsza i muszę się starać, bo tamten semestr i tak zawaliłam. Przyznam, że miałam najgorszą średnią w swojej historii (4.33) i chcę wskoczyć na czerwony pasek, więc rozumiecie.
ZAPRASZAM na: mystery1directionff.blogspot.com
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

środa, 18 lutego 2015

Imagin Nialler

Irlandia a Anglia, spora różnica, przyznam. Trudność stanowiło mi zaklimatyzowanie się w tym kraju. Wychowałem się w małej mieścinie, więc Londyn był SPORYM obiektem do ogarnięcia. Mimo wszystko, udało mi się. Znalazłem mieszkanie, pracę, poznałem kilka miłych osób. Brakowało mi tylko jednego, chyba jak większości osób w moim wieku. Dlatego nie miałem parcie na szukanie drugiej połówki, przecież miałem dwadzieścia jeden lat, miałem czas. Żyłem z dania na dzień. Szczerze dążyłem do osiągnięcia sukcesu jako mechanik, bardziej niż osiągnięcia miłości.
Tego dnia zwyczajnie trafiłem do roboty. Pracowałem jak zawsze. Pod warsztat podjechało śliczne, takie o jakim zawsze marzyłem, Ferrari. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia, to nazywa się miłość. Spodziewałem się, że z pojazdu wyjdzie jakiś Turecki milioner albo homoseksualista, który dziedziczy majątek po rodzicach. Ale z samochodu wyskoczyła...Piękna, długonoga, wysoka, szczupła, blondynka o krystalicznych jak ocean niebieskich oczach. Ideał, jednym słowem. Jednakże, wbrew pozorom, nie była to kopia Paris Hilton. Jej ubrania nie wyglądały jak u pani lekkich obyczajów. Zwyczajne czarne rurki, bokserka pod kolor i szary długi rozpięty sweter. Do tego ciemne Converse. Podeszła do mnie. Dopiero wtedy zorientowałem się, że patrzę na nią jak pies na mięso.
-Hej.-przywitała mnie z uśmiechem
-Cześć. O co chodzi?-odparłem.
-Silnik...-Wtedy już kompletnie mnie zamurowało. Właściwie to powiedziała mi wszystko. Zdefiniowała każdą najmniejszą część maszyny. Jakby wychowała się w środowisku mechaników. Dosłownie nie miałem jak się uczepić czegokolwiek. Zaimponowała mi.-...Tyle, że nie mam sprzętu, aby zrobić to sama, bo właśnie się tu wprowadziłam i...Rozumiesz o co mi chodzi.-Zachichotała widząc moje zawieszenie.
-Tak, tak. Doskonale rozumiem.-Ocknąłem się.-Powiedz. Skąd masz taką wiedzę na temat aut?-zapytałem podchodząc do CUDA.
-Wychowałam się w USA w Texasie, ojciec sprzedawał samochody. Nasłuchałam się wiele o nich i jakoś samo przyszło. W wieku czternastu lat zaczęłam naprawiać je. Teraz przyjechałam tu zacząć pracować jako aktorka.-Streściła mi wszystko.
-Wow. Powiem, że jeszcze żadna dziewczyna nigdy nie zrobiła na mnie takiego wrażenia.-Oglądałem jej własność.
-Nie musiałeś podkreślać tego "dziewczyna", wiesz? To, że nie mam tak rozbudowanych mięśni, nie jestem w stanie podnieść dwustu kilo nie jest równoznaczne z niewiedzą na tematy motoryzacji, broni i innych "męskich" zainteresowań.-Aż serce rosło kiedy jej słuchałem.
-Nie powiedziałem, że laski są gorsze.-Zaśmiałem się.
-Ale zapewne tak pomyślałeś.-Chciałem zaprzeczyć, ale w sumie...To miała rację. Wybuchnąłem rechotem.-Ha ha. Proszę bardzo. Chcesz się przekonać, że jestem w stanie cię przebić?-Pewnie założyła ręce na piersi.
-Marzę o tym.-Stanąłem dokładnie naprzeciw niej.
-Okej.-Odwróciła się i jej długie włosy "spoliczkowały mnie".
-Dzięki.-Pod nosem parsknąłem.
-Co?-Luknęła na mnie.
-Nie nic.-Machnąłem ręką. No...Dobra! Pomyliłem się! Była lepsza! Przyznam, że moje przekonanie o swoich możliwościach, tak jakby, uległo zmianie. Męska duma ucierpiała, no wybaczcie panowie.
-Wierzysz teraz słabiaku?-Zaszydziła ze mnie.
-Nie dobijaj mnie jeszcze bardziej, proszę.-Nerwowo przeczesałem włosy.
-Ale wiesz, że dawałam ci fory?-Wiedziałem, że mówi poważnie. Wtedy kompletnie się załamałem, gdyż sam starałem się jak najlepiej.
-I ty marnujesz taki talent na aktorstwo?-Zbliżyłem się do niej.
-Ponoć w grze jestem jeszcze lepsza.-odrzekła.
-To trafisz na szczyt.-stwierdziłem.
-Mam nadzieję.-Uśmiechnęła się uroczo.
-Jak ci na imię, czarodziejko?-Wyszeptałem.
-Anonimowa.-Puściła mi oczko i minęła mnie. Wsiadła do samochodu, który sama naprawiła.-Kasa na stole.-Przez otwarte okno rzuciła. Zniknęła z mojego pola widzenia. Podszedłem tam. Kilkaset funtów spoczywało obok moich narzędzi, a pod nimi mała karteczka.:
"23983757-(T.I) xoxo." 

Otworzyła mi oczy na wiele poglądów. Między innymi na miłość...








Hejka! Mam nadzieję, że spodoba się takie o coś na szybko z Nialler'kiem :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Little Sweet Angel 41

-Smacznego, proszę.-Mami podała nam placuszki z cukrem pudrem i herbatę wiśniową.
-Dziękujemy!-Wszyscy razem odrzekliśmy.
-Tak z czystej ciekawości. Na ile zostajecie?-Zainteresował się Ashton.
-Za dwa dni wracamy. Harry ma pracę, ja z resztą też.-Smutno westchnęłam.
-Ale nie długo wrócisz!-Jak dziecko warknął Cal
-Specjalnie dla ciebie.-Zachichotałam.
-Bo będę zazdrosny.-Harold.
-No i ja.-dodał Michael.
-Ja też.-wtrącił się perkusista.
-Me too.-Calum.
-Ja to się już lepiej nie odzywam.-Zażartował Lukie.
-Najlepiej.-stwierdziłam...
***
Te dwa dni minęły niesamowicie szybko. Nie umiem wyrazić jak ciężko było mi pożegnać się z rodziną. Łzy, przytulenia i wzruszające wypowiedzi mnie nie ominęły. Wróciliśmy do Londynu, w sumie brakowało mi go. Z lotniska odebrali nas wszyscy, prócz małej. Liam z Sophi, Zayn z Pezz, Niall z Tat oraz Lou wraz z El, czekali na nas. Przywitaliśmy się i podzieliliśmy wrażeniami. Kolejnego dnia miałam wrócić do pracy. Wstałam z samego rana. Ubrałam niebieską koszulę, czarne rurki, narzuciłam na ramiona czarny sweterek, który pozostawiłam rozpięty, na stopy nasunęłam błękitne koturny, do zestawu dobrałam torebkę oraz biżuterię. Uczesałam świeżo umyte i wysuszone włosy i zrobiłam makijaż, który w mojej branży było niestety koniecznością. Gotowa założyłam płaszcz i pożegnałam się z ukochanym. Po dwudziestu minutach jazdy samochodem zatrzymałam się pod budynkiem. Wysiadłam. Przebrnęłam przez pierwsze kilkanaście pięter windą i znalazłam się w biurze krawieckim. Zaczęłam szyć, mierzyć itd. Zlecono mi pomoc przy sesji zdjęciowej na okładkę pewnego magazynu. Miałam poprawiać kreację pozującej i ogółem pilnować dobrania kreacji. Przyznam, że patrząc na dziewczynę przed obiektywem zazdrościłam jej. Miała tak lekką z pozoru pracę. Jednakże fotograf nie był zadowolony. Ze swoim  francuskim akcentem wyklinał chudą brunetkę.
-Do niczego się nie nadajesz! Dajcie mi inną!-darł się.
-Wszystkie inne modelki są na pokazie, mamy tylko statystki i krawcowe.-Asystentka mojego szefa wyjaśniła mężczyźnie.
-To dajcie mi kogokolwiek, tylko nie tą! Kogoś kto umie pokazać jakąkolwiek emocje na twarzy!-Wymachiwał rękami. Zdenerwował się. Postanowiłam w tym czasie wejść na plan, w całe światło i "scenografię", aby poprawić sukienkę. Zapadła chwila ciszy.-Ty!-Podniosłam głowę.-Pokaż mi twarz.-Odwróciłam się do niego przodem, gdyż to do mnie były skierowane te słowa.-Ona! Ona ma mi pozować!-Nie ściszał tonu. Stałam jak osłupiała, nie wiedziałam co się dzieje. To tak nagle i...
-Ale to tylko kraw...
-Nie obchodzi mnie kim jest teraz, ja pragnę zrobić z niej gwiazdę, jest idealna.-Zanim "doradczyni' skończyła postawił się jej.-Ty idź.-wygonił brunetkę, która już płakała. Podszedł do mnie kiedy tamta się ulotniła.-Jak masz na imię?-Złapał mnie za dłonie.
-Michell.-odpowiedziałam niepewnie.
-Michell, jesteś niesamowita. Wysoka, masz idealne ciało, proporcje, twarz, wszystko. Nigdy nie widziałem tak pięknej dziewczyny. Chcę, abyś została moim kolejnym odkryciem, ale tym razem osiągnęła więcej, dużo, dużo więcej. Pozwól mi cię sfotografować. Zakochałem się w twojej urodzie. Taka niewinna i słodka, chcę odkryć w tobie tego ukrytego diabełka, który musi gdzieś tam w tobie tkwić. Błagam.-Pomyślcie jak bardzo zszokowana byłam. Przecież to jeden z najsławniejszych w branży i na kolanach prosi mnie o współpracę! MNIE! To niedorzeczne z mojego punktu widzenia. Nie musiałam długo się zastanawiać. Od razu wiedziałam. Jedne co pozostawało mi do przeanalizowania to to czy nie śnię lub czy to nie jest żart. Ryzyk-fizyk.
-Oczywiście, że tak.-Niemal śpiewająco się zgodziłam .
-Doskonale! Odziać ją, natychmiast!-Klasnął w dłonie i uradowany gdzieś zniknął. Na jego znak chmara makijażystek, fryzjerek i moich współpracownic sprzed kilku minut zaczęła skakać wokół mnie. Czułam się dziwnie, ale i wyjątkowo. Z jednej strony podobało mi się to, z drugiej miałam wyrzuty sumienia. Przecież nigdy nie uważałam się za lepszą od nich. Zasługiwały na to tak samo jak ja. Sama nie wiedziałam co myśleć. To było jak marzenie, które właśnie się spełniają. Tona gładzi szpachlowej pojawiła się na mojej twarzy. Wtem pojawił się "szef" całej sesji.-Co to ma być?!-Oburzył się.-Zamazałyście jej naturalność! Natychmiast ma to zniknąć, coś lżejszego! Macie dwadzieścia minut na skończenie tego!-Przytaknęły i zaczęły od nowa. Chryste! Pomyśleć, że sekundę wcześniej latałam na zawołanie jak one. Może to być samolubne, egoistyczne i w ogóle, ale czułam, że to dopiero mój początek w tym wielkim świecie mody...







Hejka! OTO TO WAŻNE WYDARZENIE! Teraz to się zacznie :D Mam nadzieję, że się spodoba i będziecie zadowolone ^^ Czekam na opinie :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*



I can't find this feeling 8

-Gotowa.-Stanęła na palcach i znów na płaskie stopy uśmiechając się od ucha do ucha. Straszne jak bardzo mnie to trapiło. Wstaliśmy jak na komendę i ruszyliśmy. Starałem się iść jak najbliżej K. Dotarliśmy do wielkiej, w sumie to chyba największej w Sydney, lodziarni. Każdy zamówił sobie deser i po chwili otrzymał go do rąk. Przyznam, że miło spędziliśmy wspólnie czas. Po "posiłku" wybraliśmy się na spacer. Plaża, centrum, deptak i ogółem trochę chodzenia. Pod późny wieczór postanowiliśmy zamówić pizzę i zrobić maraton filmowy u dziewczyn. Dochodziła godzina 23.00, kiedy rozległo się solidne pukanie do drzwi. Als poszła otworzyć.
-Koni! To do ciebie!-Krzyknęła z nutką niepokoju w głosie...
***
-Tak?-Blondynka wychyliła się zza progu salonu by sprawdzić kto to. Widziałem szok wymalowany na jej twarzy.
-Dobry wieczór. Pani Konstancja Averie General?-Usłyszałem głęboki głos mężczyzny kiedy zniknęła mi z oczu.
-Tak. Coś nie tak?-zapytała. 
-Pani chłopak popełnił samobójstwo wczoraj wieczorem. Powiesił się w starym domku w lasku w wschodnim Sydney. Chcieliśmy, aby przyszła pani na rozpoznanie zwłok. Jest, była pani jedyną bliską mu osobą.-Chyba całe towarzystwo było w szoku. Spodziewaliśmy się jakiejś reakcji ze strony dziewczyny, ale ona jak zawsze musiała zaskoczyć.
-To nie był już mój chłopak, ale przyjdę jutro i postaram się pomóc.-odrzekła.
-Rozumiemy, przepraszamy i dziękujemy.-Po tonie funkcjonariusza wyczytałem zdziwienie.-Dobranoc.-pożegnali się.
-Do widzenia.-I trzask zamykanych drzwi. Koni wróciła do nas jak gdyby nigdy nic. i usiadła na sofie. Wszyscy patrzeliśmy na nią jak na wariatkę. 
-K?-odezwał się Niall.
-Proszę, nie. Nie mam zamiaru o tym mówić, proszę.-Od razu stanowczo nakazała nam. W pewnym sensie on ją bardzo skrzywdził, ale jakaś reakcja przydałaby się.
-Dobrze.-Przytaknął i zapadło milczenie. Nadal oglądaliśmy film. Napięcie wisiało w powietrzu. Znów ta obawa. Znów się bałem o małą. Myślę, że nie tylko mnie niepokoiła ta sytuacja. Po jakimś czasie blondi ruszyła się. 
-Idę pod prysznic i kładę się spać, jestem  zmęczona.-Zniknęła nie czekając na żadne słowa. Natychmiast zaczęli rozprawiać na temat jej zachowania.
-...Prawda Zen?-Dopiero to do mnie doszło.
-Co?-Zwróciłem się do nich.
-Coś nie tak? Siedzisz tak bez ruchu przez jakieś pół godziny.-Zauważył Lou.
-Nie, jest spoko. Wracam do siebie, coś znużyło mnie. Przepraszam.-Także wyszedłem. Starałem się ułożyć sobie to wszystko w całość. Nie umiałem nic wymyślić. Po prostu nie potrafiłem zrozumieć tego jak mało emocji w niej się działo. Wziąłem kąpiel i położyłem się spać. Rano obudziły mnie krzyki za ścianą, jak zawsze. Moi sąsiedzi kłócili się nie wiadomo o co. Westchnąłem tylko i zwlekłem się z łóżka. Ogarnąłem się i poszedłem do pracy bez śniadania. Przecież tam i tak nie ominęłoby mnie jedzenie. W końcu jak jest się kelnerem...Nieważne. Dzień mijał całkiem spokojnie, a w mojej głowie nadal toczyła się Trzecia Wojna Światowa myśli. Już stało się to normalne. Około 20.00 skończyłem. Wyszedłem i postanowiłem odebrać siostrę i Koni z pracy. Jednakże zastałem tylko Alby.

-Hej.-Wspięła się na palce, aby pocałować mnie w policzek.
-Cześć. Gdzie K?-Od razu zapytałem. 
-Poszła na to rozpoznanie z rana, ma wolne.-Odrzekła.
-Aha. Idziemy?-Objąłem ją. 
-Jasne.-Ruszyliśmy. Spacerem dotarliśmy do mieszkania sis. Konstancji nie było ani w salonie ani w kuchni. Zapukałem delikatnie do jej pokoju. Uchyliła niepewnie drzwi. Podniosła nieśmiało wzrok na moje oczy. Od razu wiedziałem co tam się działo.
-Płakałaś?!-...









Hejka! Tak, wiem krótki, ale ten durny brak czasu mi doskwiera. Wybaczcie. Mam nadzieję, że nie będziecie bardzo źli :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Zayn

-Ona...Nie żyje.-Wiadomość przekazała mi matka przyszła, niedoszła teściowa. Te słowa odbiły się w mojej głowie kilkukrotnie. Nie wierzyłem. Moja mała odeszła z tego świata. Nie, nie i jeszcze raz nie! Ja....Popadłem w histerię. Rozpacz mnie pochłonęła. Moja dusza odeszła wraz z niej. Trudno powiedzieć jak długo łkałem, krzyczałem, demolowałem korytarz szpitala. W pewnym momencie wybuchłem. Wstałem i wybiegłem z budynku. Nie miałem sił już na ryk. W tamtej chwili nie myślałem jak wielkie zagrożenie w ruchu drogowym stanowię prowadząc w takim, a nie innym stanie. Przemierzałem miasto z jednym celem. Całe moje życie przebiegło przed moimi oczyma.
"-Oddaj, bo będzie źle.-Śmiałem się. 
-Nie ma mowy.-Ten słodki chichot zadudnił w mych uszach.
-Sama tego chciałaś.-Zacząłem ją łaskotać.
-Haha haha...Przestań, Zen!-Krzyczała  wyrywając się z moich objęć.
-Po jednym warunkiem, pocałuj mnie.-Posłusznie złączyła nasze usta w delikatnym pocałunku.
-Proszę.-Leżąc pode mną uśmiechnęła się pukając mnie w nos.
-A teraz pilot.-Odgarnąłem włosy z jej twarzy.
-Nie e.-Zepchnęła mnie z siebie i zaczęła się gonitwa..."


"-Skarbie!-wołała.
-Tak?!-Wyjrzałem z kuchni.
-Jak wyglądam?-Ukazała mi się. Piękna jak zawsze. Ubrana w śliczną granatową sukienkę z rozkloszowaną spódnicą.
-Bajecznie.-Ułożyłem ręce na jej talii. Ucałowałem ją z szerokim uśmiechem.-A na jaką to okazję?-zapytałem.
-Na twoje urodzinki, kochany.-odpowiedziała.
-Najpiękniejszy prezent jaki ktokolwiek mógłby mi dać, właśnie TY.-wyszeptałem do jej ucha..."
     


"-Chcę tylko ciebie, nikogo innego. Mam zamiar trwać u twojego boku do końca, nie opuszczę cię choćbyś chciała. Będę przy tobie zawsze i wszędzie. Obiecuję, że nigdy nie zostaniesz sama. Kocham cię, kocham cię, kocham cię. Nie pozwolę ci odejść, nigdy...-płakałem przy jej szpitalnym łóżku.
-Zayn, proszę...
-Nie, nie próbuj nawet. Tak będzie i nic nie jest w stanie mi tego wyperswadować, nic, uwierz.-Stawiałem się jej.-Jesteś dla mnie wszystkim. Jesteś moim aniołem stróżem, ja zostanę twoim..."




Te wspomnienia przeszły przez moje myśli jako ostatnie. Po raz kolejny zajrzałem w przestrzeń pode mną. Światła miasta "umilały" mi tą chwilę, która i tak była dla mnie niesamowita. Wiedziałem, że zaraz dołączę do ukochanej, której przez te ostatnie dwie godziny tak okropnie mi brakowało. Nareszcie zaznamy wiecznego spokoju u swojego boku.-pomyślałem. Mój ostatni oddech, ostatnie chwile. Koniec, rozbiłem się o "dno" miasta. Teraz trwam na zawsze, z nią...






Hejka! Oto imagin na zamówienie dla Ewci :* Skarbie przepraszam, zapewne nie o to ci chodziło. Wybacz, że tyle czekałaś i, że to taki chłam i, że ogółem jest do bani ;p Postaram się poprawić...
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*


wtorek, 17 lutego 2015

Imagin Harry

-Jak to?!-wykrzyczałem manager'owi w twarz.
-Normalnie Hazz, musisz się uspokoić. Jeżeli nie uda ci się w ciągu dwóch miesięcy się zmienić, wypadasz. Przykro mi.-Wzruszył ramionami i tak zwyczajnie sobie odszedł.
-...-Może nie będę cytował wulgaryzmów, które wyszły z moich ust. Wróciłem bardzo zdenerwowany z mojej willi. Miałem się spakować. Przecież jeżeli jestem "wygnanym" na pewien okres członkiem zespołu, nie mogę korzystać z luksusu. Niedorzeczność! To, że media uważały mnie za zboka, który wykorzystuje wszystkie napotkane laski nie znaczy, że to prawda. Jakby nikt nie zdawał sobie sprawy jakie są brukowce. Nie pozostało mi nic jak nie pokazywać się w miejscach publicznych w towarzystwie kobiet, nawet kuzynek. Nie jestem w stanie wyrazić jak bardzo zależało mi na powodzeniu. Przecież bez "zwycięstwa", w sumie to z samym sobą, straciłbym chłopaków, fanów, kasę, pracę i ogółem zostałbym na lodzie. Nie mogłem na to pozwolić. Spakowałem to co było mi potrzebne i wsiadłem do swojego nowego-starego samochodu. Musiałem zmienić auto na rzecz "kamuflażu", gorszej bzdury nie słyszałem, ale jak mus to mus. Powiedzmy, że rozgościłem się w małym domku w LA na plaży. No żeby było zabawniej to nie miałem prawa kontaktować się z Niall'em, Li, Lou czy Zen'em ani z żadną inną personą show biznesu. Pozostało mi tylko życie "normalnie". Strasznie się nudziłem. Postanowiłem się przejść. I tak już się ściemniało, a ja nigdy nie miałem okazji na spokojnie obejrzeć pięknego zachodu słońca. Ubrałem spodenki do kolan i białą koszulkę. Na stopy nasunąłem zwykłe tenisówki, a na nos okulary przeciwsłoneczne i ruszyłem. Rzeczywiście nikt mnie nie zaczepiał, co nie było dziwne po ostatnich artykułach. Przechadzałem się wzdłuż plaży, kiedy usłyszałem głośny znajomy mi już śmiech. Skierowałem się co źródła dźwięku. Ujrzałem moją przyjaciółkę z czasów szkolnych żegnającą się z jakąś niską rudą dziewczyną. Odwróciła się w moim kierunku. Miała na sobie krótkie dżinsowe spodenki, czarny top bikini i zieloną rozpiętą koszulę, która idealnie podkreślała te cudne, niezapomniane oczy. Długie włosy brunetki opadały kaskadami po jej ramionach. Wyglądała naprawdę ślicznie. Rozpromieniła się na mój widok.
-Harry?-Jakby nie wierzyła.
-Ewa?-Powtórzyłem za nią.
-Boże! Jak dawno cię nie widziałam.-Przytuliła mnie.
-Racja. Co robisz w Stanach?-zapytałem i zaczęliśmy spacerować przy brzegu.
-Od jakiegoś czasu spędzam tu wakacje. Myślę, że przeniosę się tu na stałe do wuja, którego chyba nawet znasz.-Zachichotała.
-Naprawdę? Jak się nazywa?-Moje dłonie trafiły do kieszeni mych spodni.
-Paul, twój manager.-Wybuchła śmiechem.
-Serio?-Z lekkim poirytowaniem westchnąłem.
-No. Wiem, że jest wkurzający.-Tym razem ja okazałem rozbawienie.
-Prawda.-potwierdziłem.
-Nie bądź taki spięty. Ja tam nie wierzę w te bzdury w gazetach.-Trąciła mnie ramieniem próbując mnie rozpogodzić.
-Przecież nie wiesz czy to praw...
-Wiem. I nie dzięki wujowi, ale temu, że zawsze byłeś podrywaczem, ale nie napalonym gwałcicielem.-Wiedziałem, że mówi zupełnie szczerze, gdyż ona nigdy nie kłamała. Zaimponowała mi tym.
-Wiele osób o tym zapomniało.-stwierdziłem.
-Ale nie ja.-Chyba po raz milion setny ukazała mi rząd swoich bieluśkich ząbków.
-Zawsze stawiałaś się naprzeciw światu i miałaś swoje zdanie.-wyznałem.
-Prawda.-spapugowała mnie.
-Za te ploty mnie wydziedziczyli i teraz mam być aniołkiem przed aparatami i ogółem jestem załamany.-westchnąłem głośno.
-Przecież sława to nie wszystko. Rozumiem, chłopcy, fani, muzyka, praca i tak dalej, ale to nie powód do depresji. Nie wierzysz w siebie? Harold Edward Styles jest niepewny czegokolwiek w sobie?-Uderzała mnie lekko w ramię, na co reagowałem rechotem.-Dasz radę. A poza tym, nawet jakbyś nie dał. To życie nie kończy się na tym. Masz jeszcze rodzinę, jesteś utalentowany i masz ambicję. Jak nie ta robota, to inna. Raz się żyje, nie zapomnij.-Miała rację. Przecież nie zależało od tego moje życie. Ta dziewczyna zawsze mnie pasjonowała.
-Dziękuję, przydatne.-Objąłem ją i pocałowałem w czoło po czym się odsunąłem.
-Ewa rządzi, Ewa radzi, Ewa nigdy cię nie zdradzi.-Puściła mi oczko.
-Dokładnie.-Zaśmiałem się. Wspólnie obejrzeliśmy zachód i odprowadziłem ją do domu. Przyznam, że te dwa miesiące w jej towarzystwie minęły bardzo szybko i mile. Świetna dziewczyna. Zaprzyjaźniłem się z nią, ale nic więcej. Nie mógłbym zniszczyć jej "zwyczajnego życia", była zbyt buntownicza na kamery i flesze. Dzięki niej poradziłem sobie z "wyzwaniem" i powróciłem do "zawodu". Dzisiaj jestem szczęśliwy i zdobyłem prawdziwą przyjaźń, o którą ciężko w show biznesie.


















Heja! Oto zamówienie dla Ewci! :) Mam nadzieję, że Ci się spodoba Kochana :) Starałam się, ale nie jestem pewna czy mi wyszło...Jutro pojawi się zamówienie z Zaz'ą ;) Mam nadzieję, że nie zawiodłam i nie zawiodę cię :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Girl on the show 18

Około godziny bezczynnie siedziałam w oczekiwaniu, w sumie nie wiedząc na co. Obawiałam się odrzucenia, że nie będzie chciał już mnie widzieć, że nie uda mi się odzyskać "Pana". Usłyszałam kroki pod drzwiami i jakby czas zwolnił jeszcze bardziej. Mój puls drastycznie skoczył. Oddech przyśpieszył. Klamka powędrowała do dołu, a sama bariera drzewna uchyliła się ukazując mi postać Lou. Nie luknął nawet na mnie. Zamknął za sobą drzwi i podszedł do okna wyglądając za nie. 
-Czemu to robisz?-Bezsilnie odezwał się. Powstałam i zbliżyłam się do niego.
-Bo cię kocham.-wyszeptałam drżącym głosem. 
-Mówiłem ci, że to nie prawda. Wcale mnie nie kochasz.-Smuto rzekł.
-Kocham cię. Jesteś jak narkotyk, szkodzisz mi fizycznie, ale psychicznie nie potrafię się od ciebie oderwać. Jesteś moją ekstazą. Nie potrafię bez ciebie Louis. Proszę, nie zostawiaj mnie. Nie mam zamiaru trwać bez ciebie.-Ułożyłam dłonie na jego ramionach i oprałam na lewej brodę.-Błagam...


***
-Dlaczego tak bardzo wypierasz się miłości?-Oderwałam się od niego.
-Ponieważ nigdy nie kochałem.-Zaczął nerwowo chodzić po pomieszczeniu.-Nie miałem rodziny, przyjaciół.  Dopóki nie spotkałem ciebie nie wiedziałem jak to jest w ogóle czuć cokolwiek. Znęcałem się nad innymi po to, żeby ktoś inny doświadczył bólu zadanego od kogoś kto niby jest miły i troszczy się o ciebie, ale przy najlepszej okazji zostawia cię i nie przejmuje się tym czy cierpisz. Gang i szefostwo pochłonęło mnie całego. To co przeżyłem kiedyś wyładowywałem właśnie w tym fachu. Ale już za pierwszym razem kiedy cię zobaczyłem, to wszystko...Jakby uleciało. Nie byłem żądny krwi. Chociaż najpierw wydawało mi się to przejściowe i  i tak wyciągnąłem cię za włosy i sprawiłem ci ból, bo nie wiedziałem jeszcze. Później kiedy tobie było wszystko jedno, zrozumiałem, że to wszystko mi nic nie da. Że to mi nie pomoże, a robię to już tak długi czas. Miałem ochotę się zabić za to ile złego wyrządziłem.-Jego głos drżał, a tych pięknych oczach ujrzałam łzy.-Ale kiedy doszło do mnie, że krzywdzę ciebie. Postanowiłem się zmienić. Dlatego, że to ty zmieniłaś mój pogląd na to wszystko. Nie spodziewałem się tego kompletnie. Ale szczególnym szokiem było dla mnie to co wypełniło mą duszę. Zrozumiałem, że zacząłem oddychać dla kogoś innego. Na początku nie rozumiałem, że to nazywa się miłością. Nie wiedziałem, że kocham cię i w stanie jestem oddać życie dla właśnie ciebie. Jednakże, jestem niebezpieczny, właściwie to moje otoczenie. Nie chcę cię narażać, zbyt wiele dla mnie znaczysz. Nie spodziewałem się, że ty...Znajdziesz mnie. Skoro już mówię ci wszystko, to wyznam także, iż to były najgorsze dwie doby w moim życiu.-Zbliżył się do mnie i założył pasmo mych włosów za moje ucho. Byłam w szoku. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Zrozumiałam go doskonale, lecz nie miałam zamiaru odpuścić. Dla mnie to wystarczyło, nie musiał mówić nic więcej. Usłyszałam odpowiedzi na wszystkie moje pytania zadając jedno. Płakał, ryczał jak dziecko. Nie myśląc wiele wtuliłam się w niego.
-Kocham cię.-wyszeptałam. Uspokoił się. Spojrzałam mu prosto w ślepia. Delikatnie musnęłam jego usta. Tak brakowało mi ich smaku. Pogłębił pocałunek. Zachłanniej i zachłanniej. Nie odrywaliśmy się od siebie. Zaczęliśmy zbliżać się do łóżka. Zniknęła z niego koszulka. Ja straciłam spodnie. Po kolei zrywaliśmy z siebie odzież. Pozostaliśmy nago kontynuując przyjemną walkę toczoną pomiędzy naszymi językami. Nie żałowałam. Nie bałam się. Pragnęłam tego uczucia. Świadomości o obecności Louis'a...












Hejka! Oto kolejny rozdział.  No niestety nie udało mi się nie podzielić go na dwie części, gdyż bardzo się spieszę i nie mam czasu dopisać reszty. Przepraszam.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

poniedziałek, 16 lutego 2015

I can't find this feeling 7

Martwiłem się już nawet o końcówkę jej włosów. Pochłonęła całe moje myśli, moje troski. Nie umiałem się od niej odciągnąć. 
-Byłam u Al, ale zajęta była Lou. Nie chciałam im przeszkadzać. Po za tym chciałam pobyć sama.-Wyszeptała odchylając głowę z zamkniętymi oczami. W tamtej chwili miałem ochotę zabić siostrę. Nie wiem czemu. Obawiałem się choć na moment zostawić Koni samą, może dlatego. Przez jej lizanie się z Louis'em naraziła swoją lokatorkę, a mój cały św...Stop! 
-Wybacz.-Znów na mnie zerknęła.
-Za co?-Nie zrozumiała. Chyba była ciekawa. 
***
-Za to, że zakłóciłem twoją samotność.-odpowiedziałem. Zachichotała pod nosem.
-Lubię samotność, ale twoja obecność też jest miła.-Motyle zaczęły tańczyć w moim brzuchu jakbym znów miał piętnaście lat. Jej jedno spojrzenie sprawiało, że miękły mi kolana.
-Naprawdę? Myślałem, że cię irytuję.-Udałem zdziwienie zmieszane z rozbawieniem.
-Bo tak jest.-Wystawiła delikatnie język.-Ale to coś w rodzaju relacji brat-siostra, niby mnie wkurzasz, ale i tak cieszę się z tego, że jesteś obok.-W tamtej chwili jedna część mnie tryskała euforią, a druga podłamała się. Powiedziała, że jestem jej bliski, ale w jaki sposób, to nie było już takie motywujące.
-Masz rodzeństwo?-zapytałem.
-Nie.-Smuto odrzekła. Na tym skończyła się jej wypowiedź.
-Coś nie tak?-Zauważyłem, że podłamała się. No jasne, zgwałcono ją, ale wiedziałem, że nie o to chodzi.
-Nie, spoko. Nic mi nie jest. Nie pracujesz dzisiaj?-Umiejętnie zmieniła temat. Często się jej to zdarzało. W pewnym sensie to nie było normalne.
-Akurat dzisiaj mam wolne. Może masz ochotę iść na lody albo coś?-zaproponowałem.
-Jasne. Tylko muszę iść się przebrać, bo nie specjalnie wyglądam.-Wtem miałem ochotę wyskoczyć z czymś w stylu "We wszystkim ci pięknie. Zawsze będziesz idealna.", ale na szczęście się powstrzymałem.
-Nie przesadzaj.-Machnąłem ręką.
-A ty nie kłam. Chodź.-Wstała i pomogła mi zrobić to samo.
-Ktoś chyba ukradł mi bluzę.-Zauważyłem kiedy włożyła dłonie do kieszeni okrycia.
-Nie. To pożyczka bez pytania, a to jest wielka różnica.-Popchnęła mnie ramieniem, co nie bardzo mnie ruszyło przez jej drobną posturę.
-Tak, ogromna. W sensie, że ładniej to brzmi.-Zaśmiałem się.
-Zbyt mnie kusiła.-Uśmiechnęła się. "Szkoda, że to tylko bluza cię kusiła, bo ty kusisz mnie cała"-pomyślałem.
-Wybaczę ten ostatni raz.-Luknęła na mnie.
-Przed ostatni.-Postanowiła nagiąć trochę moje słowa.
-Przed ostatni.-zgodziłem się. Kroczyliśmy tak śmiejąc się w miłej atmosferze. Nie było czuć od niej tego napięcia. Starałem się utrzymać taką atmosferę, ale w głowie nadal miałem to co się wydarzyło. Nie wierzyłem, iż tak szybko zapomniała i jej przeszło. Coś kryło się pod jej "maską", pragnąłem to odkryć. Dotarliśmy do mieszkania Alby. Siedziała w towarzystwie moich kumpli w salonie. Natychmiast po ujrzeniu Koni rzuciła się na nią.
-Boże Święty! Już myślałam, że coś ci się stało!-Jak zwykle, moja inteligentna siostrunia musiała mnie wydać.
-Dlaczego?-Zdziwiona K zapytała.
-Bo Zayn tak szybko wybiegł cię szukać i się wystraszyłam i w ogóle.-Chryste! Jaka ta dziewczyna jest pusta! Czasami zastanawiam się czy to na pewno moja rodzina.
-Nic mi nie jest.-Lekko rozbawiona blondynka odsunęła się od Mulatki.-Lecę się ogarnąć. Później lecę z "Panem Bohaterem" na lody. Idziecie z nami?-Przyznam, że nieco się zawiodłem. Miałem nadzieję, na spędzenie z nią czasu sam na sam.
-Czemu nie.-Chórem stwierdzili.
-Okej, to ja za jakiś czas wracam.-Niebieskooka zniknęła z pola widzenia. Zająłem miejsce obok Niall'a. Wszyscy gapili się na mnie jak na jakiegoś nienormalnego.
-Co?-Z wyrzutem się odezwałem.
-Czy coś stało się Konstancji?-Lekko zmartwiony Liam wychylił się. I wtedy-BUM! Co teraz odpowiedzieć? Prawdę, czy tak jak prosiła nie wspominać o "incydencie", jeżeli takie zajście można nazwać w ten sposób. Postanowiłem posłuchać.
-Nie, nie. Po prostu wczoraj trochę...No wiecie, zabalowała. I mały kac się jej czepił. Komórka się jej rozładowała. A na mieście była, bo jakaś jej znajoma chciała oddać jej słuchawki czy coś tam.-Sam nie wierzyłem w to jak dobrze szło mi łganie.
-Na sto procent?-Podejrzliwie dopytywała Alby.
-Tak. Po co miałbym kłamać?-Nadal pretensjonalnie konwersowałem.
-W sumie.-westchnęła głośno. Wrócili do swoich tematów, a ja próbowałem się jakoś dopasować. Nie koniecznie miałem ochotę na pogaduchy o filmach czy sporcie, ale musiałem udawać zainteresowanie, by nie dać niczego po sobie poznać. Zawsze denerwowało mnie w sobie samym to, że szybko dopadało mnie sumienie i się stresowałem. I tamtym razem tak było. Jednakże nikt nie zauważył. Moja siostra i Lou byli pochłonięci sobą nawzajem. Liam skupiał uwagę na pisaniu z jakąś nową dziewczyną. A Nialler i Harry nie należą do spostrzegawczych. Po jakiś czterdziestu minutach, Koni ukazała się nam. Bardzo podobał mi się jej styl ubierania. Pasował mi. Może zaskakiwać fakt, iż faceta to w ogóle obchodzi, ale mnie akurat tak. Nie uważałem się za ikonę, ale miałem swój typ po prostu. Nie uzależniałem od tego dziewczyny, bo to nie wygląd stanowił dla mnie czynnik najważniejszy. Nie sortowałem przez to ludzi. Jak mówię, zwyczajnie miałem określone upodobania, które i tak nie znaczyły dla mnie wszystkiego. Ogólnie wyglądała bardzo ładnie.
-Gotowa.-Stanęła na palcach i znów na płaskie stopy uśmiechając się od ucha do ucha. Straszne jak bardzo mnie to trapiło. Wstaliśmy jak na komendę i ruszyliśmy. Starałem się iść jak najbliżej K. Dotarliśmy do wielkiej, w sumie to chyba największej w Sydney, lodziarni. Każdy zamówił sobie deser i po chwili otrzymał go do rąk. Przyznam, że miło spędziliśmy wspólnie czas. Po "posiłku" wybraliśmy się na spacer. Plaża, centrum, deptak i ogółem trochę chodzenia. Pod późny wieczór postanowiliśmy zamówić pizzę i zrobić maraton filmowy u dziewczyn. Dochodziła godzina 23.00, kiedy rozległo się solidne pukanie do drzwi. Als poszła otworzyć.
-Koni! To do ciebie!-Krzyknęła z nutką niepokoju w głosie...

















Hejka! Oto kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu :) Jak myślicie, kto to taki? O co chodzi z tym zachowaniem Koni? Naprawdę jej przeszło, czy może coś ukrywa? Czy Zen zdobędzie się na odwagę wyznać dziewczynie kim dla niego jest? Piszcie propozycje w komentarzach ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Little Sweet Angel 40

-Powiedz mi tylko czy to Hazz.-Odezwał się po dłuższej chwili milczenia.
-Oszalałeś?-Pociągnęłam nosem.-To nie on.-Dodałam.-To Rich. Sprawił mi wiele bólu, o którym nie chcę pamiętać. Nie mam zamiaru wszystkiego ci opowiadać. To za trudne przypominać to sobie po raz kolejny. Wycierpiałam się, żałuję i wiem, że już nigdy nie postawię życia na jedną kartę. Teraz jestem szczęśliwa i to powinno ci wystarczyć.-No jak zwykle i tak mu się wygadałam. Co poradzić? W końcu to mój najlepszy przyjaciel, którego nikt nie był w stanie mi zastąpić. 
-Wystarcza. Nie pragnę, abyś robiła cokolwiek wbrew sobie i znów przechodziła przez tą udrękę.-Wyszeptał.-Przepraszam. Po prostu, gdy to zobaczyłem...-Zaciął się. Podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy, które szkliły się.-Zamarłem. Nawet nie wiesz jak to ciężki widok u osoby, którą kochasz nad życie.-Lekko się uśmiechnął.
-To nie boli, to tylko...Pamiątka, przypomnienie o tym by nie popełnić już więcej tego samego błędu. Ostrzeżenie. Przestroga. Nie martw się. Uwierz, ja kocham cię o wiele bardziej.-Wyrecytowałam...
***
Powróciliśmy do mojej sypiali. Chłopcy rozmawiali. Ich wzrok pokierował się na mnie, więc zamilkli. Mieli przejęte miny. Widziałam ukradkiem jak Luke kiwa przecząco głową dając im tym samym znak. Posłuchali więc. Założyłam kosmyk włosów za ucho i naciągnęłam i tak już sporo za długą (sięgała mi do 3/4 uda) bluzę jeszcze bardziej. Wyrwałam się z objęć brata i zbliżyłam się do przyjaciół. Wtuliłam się najpierw w Calum'a.
-Naprawdę, nic mi nie jest. To nic.-Wypowiedziałam to cicho, lecz na tyle głośno by usłyszeli. Później przyczepiłam się do Ash'a oraz Michael'a.-Nie martwcie się niczym. Najlepiej zapomnijcie.-Posłałam im lekki uśmiech. Usiadłam na kolanach Harold'a i przyjęłam całusa w czoło.-Dzisiaj przychodzę a próbę.-Postanowiłam rozluźnić atmosferę.
-Skąd wiesz, że mamy ją dzisiaj?-Rozbawiony Mike zapytał.
-Chyba co czwartek u nas nocujecie i w piątek gracie, co nie? Jeszcze pamiętam, to nie było aż tak dawno.-Zachichotałam.
-Prawda. Niczego nie zmieniliśmy od bardzo dawna.-Z rozbawieniem wspólnie stwierdzili.
-To co? Idziemy coś zjeść?-Zaproponował Lukie (tak pieszczotliwie go nazywam). Wymieniłam spojrzenia z Harold'em. Po chwili zastanowienia przytaknęłam.
-Okej.-Ruszyliśmy do jadalni gdzie już pachniało od placuszków mojej mamy.
-Dzień dobry Pani Mamo!-chórem zespół braciszka przywitał moją matulę. Od małego kiedy do nas wpadali na śniadania wołali to do kobiety, która dała mi życie.
-Hej chłopcy.-Jak zwykle trwała z wyszczerzonymi ząbkami.
-Witaj mamuś!-Tym razem ja i Luke zawołaliśmy. Oboje naraz ucałowaliśmy oba poliki rodzicielki.
-Dzień dobry!-Jakoś przebił się loczek. Usiedliśmy wokół wielkiego stołu.
-Gdzie babcia i dziadek?-odezwałam się.
-Od niedawna pracują.-odpowiedziała gotująca mama.
-Aha.-chrząknęłam i zbliżyłam się do zielonookiego.-Przepraszam za to u góry, wiesz, że...-Szeptałam mu na ucho.
-Przestań. Wszystko dobrze.-Musnął moje usta.
-Ej! Nie przy braciach!-Towarzystwo się skrzywiło (prócz rodzicielki)
-Braciach?-Zaśmiał się Hazz.
-No.-potwierdziłam.-Uważamy się za rodzeństwo od małego.-wyjaśniłam.
-Ciekawe.-Loczek nie ukrywał rozbawienia.
-Smacznego, proszę.-Mami podała nam placuszki z cukrem pudrem i herbatę wiśniową.
-Dziękujemy!-Wszyscy razem odrzekliśmy.
-Tak z czystej ciekawości. Na ile zostajecie?-Zainteresował się Ashton.
-Za dwa dni wracamy. Harry ma pracę, ja z resztą też.-Smutno westchnęłam.
-Ale nie długo wrócisz!-Jak dziecko warknął Cal
-Specialnie dla ciebie.-Zachichotałam.
-Bo będę zazdrosny.-Harold.
-No i ja.-dodał Michael.
-Ja też.-wtrącił się perkusista.
-Me too.-Calum.
-Ja to się już lepiej nie odzywam.-Zażartował Lukie.
-Najlepiej.-stwierdziłam...







Hejka! Wiem, że taki sobie rozdział, ale jak to się mówi "cisza przed burzą" ;) Mam nadzieję, że nie bardzo was zawiodę :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

niedziela, 15 lutego 2015

Imagin walentynkowy

Jaka kobieta nie marzy o ślubie w walentynki? Przecież to taki niezwykły dzień w roku dla zakochanych. Dookoła panuje beztroska atmosfera, pary obdarowują się cudnymi dowodami miłości. Ogółem jest niesamowicie. Mi dano spełnić to marzenie. Dzisiaj, czternastego lutego stanę przed ołtarzem z moim ukochanym. Z samego rana zaczęto mnie szykować. Kąpiele, fryzura, makijaż, druhny, suknia. Wszystko wydawało się być dopięte na ostatni guzik. Czy może być romantyczniej niż sam fakt pobrania się w ten szczególny dzień? Owszem. Także wystrój odgrywa ważną rolę. Opisuję, więc wszystko.: Uroczystość odbywać się miało w pięknym ogrodzie weselnym. Śliczny, długi, biały, usłany płatkami róż o tej samej barwie dywan tworzył mi drogę do ołtarza stojącego na podeście. Nieco niżej miały stać druhny, naprzeciw nich drużbowie. Po lewej i prawej stronie dróżki porozstawiane były śliczne bieluśkie, metalowe krzesła retro. Ozdoby stanowiły kwiaty lilii oraz róży. Stoły, które stały w innej części miejsca naszego wesela, okryte zostały długimi obrusami, na których stały stroiki oraz stara porcelanowa zastawa. Przy murze zamkniętego tereny rozstawiono scenę, gdzie grał zespół wynajęty przeze mnie i ukochanego. Parkiet tuż pod kapelą rozpościerał się, a nad nim tysiące małych żaróweczek zawieszonych na sznurkach dających mleczne światło. Wszystko zostało idealnie przygotowane. Czuję, że to będzie najlepszy dzień mojego życia. Goście już rozsiedli się. Na szczęście panuje piękna pogoda. Świeci słońce, na bezchmurnym niebie tańczą ptaki ćwierkając, a wietrzyk delikatnie powiewa chłodząc nieco ten ponad trzydziestostopniowy upał. Wszyscy w niecierpliwości czekają już na pojawienie się właśnie mnie. Mój tata podszedł do mnie. Poprawiłam jego muchę i posłałam mu uśmiech, prawie identyczny jak jego.
-Nie wierzę, że muszę oddać moją małą (T.I) pod skrzydła innego mężczyzny.-Widoczne wzruszenie na jego twarzy sprawia, iż jeszcze bardziej się stresuję.
-Tatuś, bo jeszcze ja się rozkleję. Pamiętaj, że zawsze będę twoją małą córeczką. To ty jesteś pierwszym mężczyzną w moim życiu. Pierwszym, którego pokochałam, przytuliłam, ucałowałam. To ty dałeś mi życie. Nigdy, przenigdy nie stanie pomiędzy nami żaden inny. Kocham cię i zostanę twoją księżniczką na zawsze.-wyrecytowałam.
-Oj wiem, kochanie. Po prostu nie mogę ogarnąć tego jak szybko to minęło. Jeszcze minutkę temu uczyłem cię jeździć na rowerze, prowadziłem cię za rączkę do przedszkola. A teraz stoisz przede mną w sukni ślubnej i wyglądasz tak dorośle, dojrzale i pięknie, że aż łza kręci mi się oku.-Nie kłamie. Jego poliki lekko wilżą się. Ocieram szybko jego twarz.
-Nie płacz.-Pocałowałam go w polik.-Przecież nie odchodzę.-Puściłam mu oczko.-Po za tym to rocznica twoja i mamy, nie możesz się smucić.-No właśnie. Do tego moi rodzice także pobrali się w walentynki, między innymi to mnie zmotywowało do tego kroku.
-Masz rację. Chodźmy.-Bierze mnie pod rękę i wspólnie czekamy na muzykę. Nareszcie rozbrzmiewa. Goście powstają. Biorę głęboki oddech. To ta chwila, ten moment. Chcę zapamiętać go do końca życia. Powoli przechadzam się środkiem szczerząc się od ucha do ucha i rozglądając się po twarzach rodziny mojego ukochanego oraz swojej. Przy końcu "trasy" lukam na narzeczonego. Wygląda niesamowicie. Idealnie. Zakochuję się w nim po raz kolejny. Ojciec delikatnie muska mój polik i oddaje mą dłoń Panu Młodemu. Stoimy naprzeciw siebie. Pastor udziela nam ślubu. Składamy przysięgę w radości. W tle słychać lekki szloch naszych matek. Nareszcie słyszymy charakterystyczne słowa, na które tyle czekaliśmy:
"-Ogłaszam was mężem i żoną. Możesz pocałować Pannę Młodą.". Ukochany zgodnie z "poleceniem" łapie mnie w tali i odchyla lekko do tyłu. Wpija się w moje usta i długo trwamy w wspólnym pocałunku. Oklaski, gwizdy i okrzyki radości dodają tej chwili nieziemskości. Czuję się jak Pani świata. Mój mąż kieruje wargi do mojego ucha.
-Tak długo a to czekałem.-Po czym stawia mnie na nogi i jako pierwsi ruszamy do miejsca gdzie ma odbyć się sama zabawa. Deszcz ryżu urozmaica nam drogę. Bawimy się doskonale. Eforia bije z nas obojga. Nie wierzę jeszcze do końca jakim skarbem zostałam obdarowana. Pierwszy taniec, krojenie tortu, ślubne rozrywki nas nie omijają. Laba po dziewięciu godzinach dobiega końca. W między czasie przebieram się w zwykłą białą sukienkę w trapez i baletki. Łapię ukochanego za dłoń i mkniemy na plażę. Podąża za nami łańcuszek gości. Na brzegu czeka na nas motorówka z zapakowanymi już naszymi walizkami. Żegnamy się z wszystkimi po czym rzucam bukietem za siebie. Nie sprawdzając na kogo trafiło wsiadam na wodny pojazd. Oddalamy się coraz bardziej i bardziej. Nareszcie zaprzestajemy machania i siadamy spokojnie czekając na "przystanek", czyli wyspę, na której mieliśmy spędzić miesiąc miodowy.
-Wszystkiego najlepszego z okazji walentynek.-Mój wybranek wręcza mi czerwone pudełeczko. Nie spodziewałam się. Nie pewnie otwieram je. Wewnątrz znajdują się klucze. Spoglądam na niego pytająco jeszcze nie kojarząc nic.-Kupiłem ten dom, o którym marzyłaś.-Szczęśliwie mi oznajmia.-A myślałam, że ten dzień już cudowniejszy być nie może. Rzucam mu się na szyję i dziękuję każdym możliwym sposobem.
-Też mam dla ciebie niespodziankę, ale nie wiem czy zareagujesz podobnie do mnie.-Biorę głęboki oddech.-Jestem w ciąży.-Informuję go. Jednakże on reaguje dokładnie taką samą euforią, a może i większą niż ja. Moje życie układa się idealnie. Mam męża, dom i dziecko w drodze. Czego więcej chcieć?... A! No, wesela w walentynki ;) Polecam :)











Hejka! Jakoś ostatnio nie mam weny na pisanie tego typu imaginów i wgl...No ogółem to nie chciałam wybierać bohatera, bo każdy ma innego ulubieńca, więc nie miałam zamiaru niczego narzucać ;) Mam nadzieje, że nie bardzo was zawiodłam :3 Przepraszam, że dzień po walentynkach, ale jak wiadomo nie było mnie, więc nie miałam możliwości nic wstawić ani napisać.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Girl on the show 17

-Jest wasza.-Gościu za mną odezwał się i zatrzasnął za sobą drzwi. Bałam się. Na ich twarzach pojawiły się cwane uśmieszki. Zaczęli mnie obłapiać. Nie potrafiłam się obronić, to niewykonalne przy tylu mężczyznach większych, o wiele, od siebie. Łzy leciały po moich polikach jak krople deszczu po szybach. Już traciłam ubrania z ciała, kiedy ktoś wpadł do pokoju.Wszyscy się zatrzymali. W tym czasie założyłam ramiączka bluzy z powrotem na ich miejsce na mnie. Otarłam oczy i zerknęłam zrozpaczona na "gościa". T-O   L-O-U-I-S-!-!-!...
***
Usiadłam a stole, na którym leżałam sekundę wcześniej. Jego wzrok zatrzymał się na chwilę na mnie. Wyrażał zdziwienie. Zmierzył mnie od góry do dołu. Najwyraźniej doszło do niego co próbowali ze mną zrobić. Te cudne niebieskie oczęta nabrały krwistej  barwy. Widziałam jak się w nim gotuje. Przebiegł po twarzach moich napastników, którzy wydawali się przerażeni. Brunet zacisnął pięści. Postawił kilka stanowczych kroków w moim kierunku i nie spuszczając oczu z grupy idąc tyłem wytargał mnie z pomieszczenia. Właśnie tamtędy przechodził Zayn.
-Zabierz ją do mnie.-Lou nakazał Mulatowi, któremu omal gały nie wyszły gdy mnie ujrzał. Złapał mnie nieco wyżej ad łokciem i pociągnął wzdłuż korytarza. Ostatnie co zobaczyłam to niebieskookiego w furii wyciągającego pistolet. Dalej pamiętam z podziemia tylko odgłosy strzałów. Przemknęłam płacząc z Zen'em przez prawie cały budynek. Nareszcie wpuścił mnie do pokoju na ostatnim piętrze. Zanim zamknął drzwi odezwał się. 
-Dlaczego podążasz za kimś takim? Przecież sprawił ci tyle...
-Serce nie sługa.-Zatrzymując na chwilę ryk i ponosząc spojrzenie na Zazę odrzekłam. Szok pojawił się w jego źrenicach, lecz już nic więcej nie powiedział. Wyszedł. Usiadłam na wielkim łóżku. Najwyraźniej sypialnia, była bardzo duża i pięknie urządzona. Jednakże to nie to zajmowało moje myśli. On, zaprzątał mi głowę. Może to być z mojej strony bezduszne, ale nawet nie przejęłam się losem tych mężczyzn. Wciąż krążyły mi przed oczyma te ślepia, usta, włosy, tatuaże, Louis. Kochałam go i niewyobrażalne jest to jak bardzo przez te niecałe dwie doby się za nim stęskniłam. Starałam uspokoić się przez ten samotny czas, który zdawał się dłużyć w nieskończoność. Udało mi się. Wzięłam kilka głębokich oddechów. Próbowałam zrozumieć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Około godziny bezczynnie siedziałam w oczekiwaniu, w sumie nie wiedząc na co. Obawiałam się odrzucenia, że nie będzie chciał już mnie widzieć, że nie uda mi się odzyskać "Pana". Usłyszałam kroki pod drzwiami i jakby czas zwolnił jeszcze bardziej. Mój puls drastycznie skoczył. Oddech przyśpieszył. Klamka powędrowała do dołu, a sama bariera drzewna uchyliła się ukazując mi postać Lou. Nie luknął nawet na mnie. Zamknął za sobą drzwi i podszedł do okna wyglądając za nie. 
-Czemu to robisz?-Bezsilnie odezwał się. Powstałam i zbliżyłam się do niego.
-Bo cię kocham.-wyszeptałam drżącym głosem. 
-Mówiłem ci, że to nie prawda. Wcale mnie nie kochasz.-Smuto rzekł.
-Kocham cię. Jesteś jak narkotyk, szkodzisz mi fizycznie, ale psychicznie nie potrafię się od ciebie oderwać. Jesteś moją ekstazą. Nie potrafię bez ciebie Louis. Proszę, nie zostawiaj mnie. Nie mam zamiaru trwać bez ciebie.-Ułożyłam dłonie na jego ramionach i oprałam na lewej brodę.-Błagam...










Heja! JUŻ JESTEM! :D Ale mi was BRAKOWAŁO <3 Wiem, że krótki, ale tak mnie korci, żeby w końcu dojść do takiego jednego ważnego wątku, a nie chcę dzielić go na rozdziały, więc piszę krótkie, aby w całości coś zawrzeć ;) Domyślacie się co to takiego czy może nie bardzo? Piszcie ;) Mam nadzieję, że się spodoba ^^
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

piątek, 13 lutego 2015

Imagin Liam

Ty razem jestem gotowa. Mam dość. Chcę być wolna. Nie dam więcej sobą rządzić. Biorę plecak i wychodzę nie żengając nikogo. Staję na pszystanku. Wsiadam do pierwszego autobusu, który zatrzymuje się przede mną. Kupuję bilet i jadę z uśmiechem. Wysiadam w nieznanym mi mieście po wielu godzinach. Nie wiem gdzie jestem, ale cieszę się. Gdyż, żyję po swojemu. Ustalam swój kierunek. Biegnę przez park, skaczę. Dookoła ludzie patrzą na mnie jak na wariatkę. Mają  rację, zwariowałam dla wolości. Tańczę w euforii. Wszystko wydaje się idealne. Wchodzę do hotelu. Wynajmuję pokój. Opadam na łóżko. Po chwili odpoczynku lecę do łazienki. Biorę długą kąpiel. Suszę ciało. Wiąże włosy w koński ogon. Ubieram czarne rurki, koszulę w czerwono-granatową kratę, vansy pod kolor spodni. Narzucam na siebie kurtkę pasującą do zestawu i łapię za mój mniejszy plecak w barwie smolistej. W uszy wpinam dwa serduszka, a na nadgarstku zawieszam bransoletkę. Wychodzę z budynku i idę przed siebie. Nie wiem gdzie. Wiele osób kieruje się w jedną stronę. Podążam za nimi. Nieopodal parku rozstawiła się scena. Trwał koncert. Niestety nic nie widziałam, za niska byłam. Zaczęłam podskakiwać. W pewnym momencie przestałam zrezygnowana. Wtem ktoś wziął mnie sobie na ramiona. Ktoś bardzo wysoki. Doskonale widziałam drobną brunetkę na scenie w obcisłym trykocie. Zajrzałam, dziwnie to zabrzmi, pod siebie. Przystojny chłopak trzynał moje nogi z uśmiechem wpatrując się w wokalistkę. Nie znałam go. Postanowiłam dobrze się bawić i dałam się ponieść, w przeności i dosłownie. Około dwóch godzin mnie tak trzymał. Nareszcie koncert dobiegł końca. Postawił mnie. Patrzę mu w te cudne czekoladowe tęczówki.
-Dziękuję, bez ciebie nic bym nie zobaczyła.-Zaśmialiśmy się.
-Spoko, nic takiego, jesteś bardzo lekka. A tak w ogóle to jestem Liam. A ty jesteś...?-Ściska mą dłoń.
-Wolna.-Przerywam. Dopiero wtedy zdaję sobie sprawę jak głupio to zabrzmiało.-To znaczy, bo dzisiaj tu przyjechałam i...-Już plączę się w własnych słowach co go bawi.-(T.I.)-Wzdycham odpuszczając wyjaśnień.
-Miło mi. Dasz zaprosić się na kawę?-pyta.
-Wolę lody, ale jasne.-Ruszam przodem.
-Co robisz w Wolverhampton?-Odzywa się kiedy udaje mu się mnie dogonić.
-Uciekam od rzeczywistości.-Odpowiadam na co chichocze.
-To znaczy?-Dopytuje.
-Chcę zasmakować czegoś nowego. Poczuć, że żyję. Teraz nic mnie nie zatrzyma. Chcę być niczyja, swoja.-Rozmarzyłam się skocznie krocząc.
-Jesteś wolnym ptakiem jak się nie mylę, prawda?-Chyba go ciekawię.
-Zależy.-Wchodzę do lodziarni. W sumie to zachowuję się jak mała dizewczynka.-Truskawkowo-śmietankowe z czekoladową polewą i wszystkimi posypkami.-Zwracam się do rudej za kasą.-A ty jakie chcesz?-Pytam Li.
-Sam zamówię.-Odkąd ze mną przebywa banan nie schodzi mu z twarzy.
-Jak wolisz.-Wzruszam ramionami, płacę i odbieram zamówienie. Ściągam plecak i odkładam na ziemię obok krzesła, które zajęłam. Za moment dosiada się do mnie towarzysz z czekoladowymi lodami.
-Dobre?-Szczerzy się obserwując mnie.
-Szkoda, że bez żelków, ale niezłe. Twoje?
-Słodkie, ale nie tak jak ty.-Puszcza mi oczko.
-Ej! Bez kiczu mi tutaj, bo jak te idiotki z filmów romantycznych będę musiała się zaczerwienić czy coś.-Oj Bozia dała mi tą szczerość. Na szczęście nie wziął mnie na poważnie i tylko się śmieje. -Co robisz tak w ogóle?-Biorę kolejną porcyjkę do ust.
-Jestem początkującym strażakiem.-Odrzeka.
-Mmm...-mruknęłam.-Chcesz ratować innym życie ryzykując przy tym swoje. Ale jesteś Y.O.L.O-Wybucha rechotem. Ja z resztą też.
-Ktoś już mówił ci, że jesteś niesamowita?-Wpatruje się we mnie jak w obrazek.
-Ludzie cały czas zatrzymują mnie na ulicy mi to wyznając.-Nie powstrzymuję się od żartów tego wieczora.
Bardzo miło spędzam trzy dni z Liam'em. Zakolegowałam się z nim. Czwartego dnia pod wieczór płacę za pobyt w hotelu i wymeldowuję się. Wychodzę z pakunkiem przed budynek. Czeka tam na mne on. Wyraźnie go zadziwiam.
-Gdzie się wybierasz?-odzywa się.
-W świat.-Z uśmiechem mijam go.
-Wrócisz?-Pyta z nadzieją w głosie.
-Nie wiem, tam gdzie wiatr mnie ze sobą zabierze tam będę i zostanę na kilka dób.-Odpowiadam. Goni za mną.
-A nie możesz tu zamieszkać ze mną?-Stajemy na przystanku.
-Od razu ci powiedziałam, że chcę być niczyja, swoja.-Szczerzę się w przeciwnieństwie do niego. Li się smuci. Podjeżdża pierwszy pojazd.-Ej! Nie płacz.-Ocieram jego łzy.-Uwolnij się od miasta i podążaj za słońcem.-Delikatnie go całuję i ruszam w świat...






Hejka! Wiem, że dzisiaj już nie miało być nic, ale zdążyłam napisać to tak na szybkiego ^^ Mam nadzieję, że się spodoba ;3 To do usłyszenia w niedzielę <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

I can't find this feeling 6



Odłożyłem świstek. Byłem bezradny. Oczywiście, nie zamierzałem rozpowiadać. Zastanawiało mnie czemu tak bardzo zależy jej na dyskrecji. Nie ogarniałem tej laski. Bez żartów. Nie pozostało mi nic jak spełnić jej prośbę, przecież nie miałem prawa zmuszać jej do czegokolwiek. Jednakże zamierzałem odkryć to co leżało jej na sercu, gdyż wszystko na to wskazywało. Miałem dziwne wrażenie, że to nie coś lekkiego do zniesienia. Czułem, że to coś co rzeczywiście poważnego. Wziąłem kąpiel i ubrałem się. Ogółem ogarnąłem się. Ponownie miałem wolne. Ruszyłem do siostry. Tego co tam zastałem śmiało nazwać można niespodziewanym...
***
Po pierwsze całowała się na kolanach Lou właśnie z nim. Stanąłem jak wryty. Powiedzmy, że odessali się od siebie.
-Zayn?-Szok mojej siostry objawił się wyraźnie. Wstała i postawiła kilka nerwowych kroków w moim kierunku, podobnie jak jej towarzysz, a mój kumpel.-To nie...
-Przestań.-Przerwałem jej.-Ważne jest tylko to, żeby cię nie skrzywdził, bo nie podaruję.-Pogroziłem Tomlinson'owi pięścią, ale z uśmiechem. Objął pewnie Al i musnął jej polik.
-Kocham cię bracki.-Rzuciła mi się na szyję i "ukochała". 
-Jasne, jasne.-Rzuciłem przybijając sobie męską piątkę z brunetem.-Koni jest u siebie?-zapytałem już kierując się do jej pokoju. 
-Myślałam, że spała u ciebie.-Zatrzymałem się.
-Jeszcze nie wróciła?-Mój głos drżał.
-Nie widziałam jej.-Moja sis wzruszyła ramionami. Serce zaczęło bić mi mocniej. Przez głowę przebiegło milion czarnych myśli. A jeżeli ten psychol znów ją dopadł? Jeśli coś się jej stało?!-Takie przykłady mogę podać bez cenzury. Szybko wbiegłem do jej sypialni. Rzeczywiście nie było jej. Wystrzeliłem z mieszkania Alby nie zwracając uwagi na jej pytania, krzyki i wołania. Złapałem za komórkę. Nie odbierała. Pozostało mi tylko jej szukać. Sprawdziłem na początku poboczne uliczki i opuszczone miejsca. Później przyszedł czas na jej pracę, centrum i osiedla zaludnione przez bogaczy. Nigdzie jej nie było. Cały się trząsłem. Już nie miałem pomysłów. Nie daleko mi do płaczu pozostało, gdy jedna lokalizacja wpadła mi. Nie zastanawiając się długo ruszyłem. Miałem nadzieję, że nareszcie ją znajdę. Lecz trafiło na najbardziej zapełnione miejsce w Sydney. Przeszedłem całą plażę. Wszędzie tylko opalający się lub grający w siatkówkę, brak mojej Koni. Zaraz...Mojej?...Nieważne. Bezsilnie opadłem na piasek tyłem do wody. Spojrzałem na klify przede mną. Dostrzegłem tam ją. Jak najprędzej podniosłem się i pobiegłem w kierunku, można powiedzieć, wejścia. Po wspinaczce powoli podszedłem do siedzącej na skraju wzgórza dziewczyny. Wpatrywała się w przestań przed nią. Właściwe skierowana była do mnie bokiem. Nie zauważyła mnie dopóki nie zająłem miejsca obok.
-Co tu robisz?-Odezwała się jako pierwsza. 
-Szukam cię od rana.-Odpowiedziałem.-A co ty tu robisz?-Powtórzyłem po niej. Zamilkła na chwilę nadal nie spuszczając oka z punktu, który przyciągał jej uwagę.
-Tu przychodzę kiedy mam coś do przemyślenia.-Odrzekła.-Niepotrzebnie się trudziłeś, nic mi nie jest.-Mimo, iż mówiła spokojnie w jej tonie wyczuwałem drgania. Całe ciało blondi pokryte było ciarkami. 
-Martwiłem się.-Rzekłem.
-Nie masz o co. Nic mi nie jest.-Za wszelką cenę wypierała moje obawy. Naprawdę, niedorzecznie reagowała na gwałt. Przecież ktoś ją wykorzystał. Nie chciałem, aby odbierała sobie życie lub wpadała w depresję. Po prostu, aby odreagować i zapomnieć musiała się wypłakać, wyładować emocje. Cały chodziłem od jej zachowania. 
-Nie boisz się?-Rzuciłem.
-Prosiłam cię, abyś więcej o tym nie mówił.-Po raz pierwszy wtedy spojrzała w moje oczy. 
-Dobrze. Przepraszam.-Spuściłem głowę.-Czemu nie poszłaś się przebrać i ogółem ogarnąć tylko siedzisz w moich rzeczach?-Postanowiłem zmienić temat. Znów ta cisza z jej strony. Oddychała powoli, jakby starała się uspokoić. Martwiłem się już nawet o końcówkę jej włosów. Pochłonęła całe moje myśli, moje troski. Nie umiałem się od niej odciągnąć. 
-Byłam u Al, ale zajęta była Lou. Nie chciałam im przeszkadzać. Po za tym chciałam pobyć sama.-Wyszeptała odchylając głowę z zamkniętymi oczami. W tamtej chwili miałem ochotę zabić siostrę. Nie wiem czemu. Obawiałem się choć na moment zostawić Koni samą, może dlatego. Przez jej lizanie się z Louis'em naraziła swoją lokatorkę, a mój cały św...Stop! 
-Wybacz.-Znów na mnie zerknęła.
-Za co?-Nie zrozumiała. Chyba była ciekawa. 






Hejka! No więc tak, dzisiaj jadę do babci i dziadka, czyli bezludzie. Bez żartów to na wsi i nie ma tam zbyt wiele domów, a tym bardziej zasięgu. Co wskazuje na moją przyszłą nieobecność. Raczej nie uda mi się już dzisiaj nic dodać :P Jutro na sto procent nie będzie mnie w ogóle. Zwyczajnie nie mam jak wejść, brak neta doskwiera >< Żałuję, bo walentynki i wgl :3 No nic, będę nadrabiać w niedzielę wieczorem, gdyż jak domyślacie się muszę odrobić lekcje, bo całe ferie nie chciało mi się XD No nic...To do napisania (?) w niedziele ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*