piątek, 13 lutego 2015

Imagin Liam

Ty razem jestem gotowa. Mam dość. Chcę być wolna. Nie dam więcej sobą rządzić. Biorę plecak i wychodzę nie żengając nikogo. Staję na pszystanku. Wsiadam do pierwszego autobusu, który zatrzymuje się przede mną. Kupuję bilet i jadę z uśmiechem. Wysiadam w nieznanym mi mieście po wielu godzinach. Nie wiem gdzie jestem, ale cieszę się. Gdyż, żyję po swojemu. Ustalam swój kierunek. Biegnę przez park, skaczę. Dookoła ludzie patrzą na mnie jak na wariatkę. Mają  rację, zwariowałam dla wolości. Tańczę w euforii. Wszystko wydaje się idealne. Wchodzę do hotelu. Wynajmuję pokój. Opadam na łóżko. Po chwili odpoczynku lecę do łazienki. Biorę długą kąpiel. Suszę ciało. Wiąże włosy w koński ogon. Ubieram czarne rurki, koszulę w czerwono-granatową kratę, vansy pod kolor spodni. Narzucam na siebie kurtkę pasującą do zestawu i łapię za mój mniejszy plecak w barwie smolistej. W uszy wpinam dwa serduszka, a na nadgarstku zawieszam bransoletkę. Wychodzę z budynku i idę przed siebie. Nie wiem gdzie. Wiele osób kieruje się w jedną stronę. Podążam za nimi. Nieopodal parku rozstawiła się scena. Trwał koncert. Niestety nic nie widziałam, za niska byłam. Zaczęłam podskakiwać. W pewnym momencie przestałam zrezygnowana. Wtem ktoś wziął mnie sobie na ramiona. Ktoś bardzo wysoki. Doskonale widziałam drobną brunetkę na scenie w obcisłym trykocie. Zajrzałam, dziwnie to zabrzmi, pod siebie. Przystojny chłopak trzynał moje nogi z uśmiechem wpatrując się w wokalistkę. Nie znałam go. Postanowiłam dobrze się bawić i dałam się ponieść, w przeności i dosłownie. Około dwóch godzin mnie tak trzymał. Nareszcie koncert dobiegł końca. Postawił mnie. Patrzę mu w te cudne czekoladowe tęczówki.
-Dziękuję, bez ciebie nic bym nie zobaczyła.-Zaśmialiśmy się.
-Spoko, nic takiego, jesteś bardzo lekka. A tak w ogóle to jestem Liam. A ty jesteś...?-Ściska mą dłoń.
-Wolna.-Przerywam. Dopiero wtedy zdaję sobie sprawę jak głupio to zabrzmiało.-To znaczy, bo dzisiaj tu przyjechałam i...-Już plączę się w własnych słowach co go bawi.-(T.I.)-Wzdycham odpuszczając wyjaśnień.
-Miło mi. Dasz zaprosić się na kawę?-pyta.
-Wolę lody, ale jasne.-Ruszam przodem.
-Co robisz w Wolverhampton?-Odzywa się kiedy udaje mu się mnie dogonić.
-Uciekam od rzeczywistości.-Odpowiadam na co chichocze.
-To znaczy?-Dopytuje.
-Chcę zasmakować czegoś nowego. Poczuć, że żyję. Teraz nic mnie nie zatrzyma. Chcę być niczyja, swoja.-Rozmarzyłam się skocznie krocząc.
-Jesteś wolnym ptakiem jak się nie mylę, prawda?-Chyba go ciekawię.
-Zależy.-Wchodzę do lodziarni. W sumie to zachowuję się jak mała dizewczynka.-Truskawkowo-śmietankowe z czekoladową polewą i wszystkimi posypkami.-Zwracam się do rudej za kasą.-A ty jakie chcesz?-Pytam Li.
-Sam zamówię.-Odkąd ze mną przebywa banan nie schodzi mu z twarzy.
-Jak wolisz.-Wzruszam ramionami, płacę i odbieram zamówienie. Ściągam plecak i odkładam na ziemię obok krzesła, które zajęłam. Za moment dosiada się do mnie towarzysz z czekoladowymi lodami.
-Dobre?-Szczerzy się obserwując mnie.
-Szkoda, że bez żelków, ale niezłe. Twoje?
-Słodkie, ale nie tak jak ty.-Puszcza mi oczko.
-Ej! Bez kiczu mi tutaj, bo jak te idiotki z filmów romantycznych będę musiała się zaczerwienić czy coś.-Oj Bozia dała mi tą szczerość. Na szczęście nie wziął mnie na poważnie i tylko się śmieje. -Co robisz tak w ogóle?-Biorę kolejną porcyjkę do ust.
-Jestem początkującym strażakiem.-Odrzeka.
-Mmm...-mruknęłam.-Chcesz ratować innym życie ryzykując przy tym swoje. Ale jesteś Y.O.L.O-Wybucha rechotem. Ja z resztą też.
-Ktoś już mówił ci, że jesteś niesamowita?-Wpatruje się we mnie jak w obrazek.
-Ludzie cały czas zatrzymują mnie na ulicy mi to wyznając.-Nie powstrzymuję się od żartów tego wieczora.
Bardzo miło spędzam trzy dni z Liam'em. Zakolegowałam się z nim. Czwartego dnia pod wieczór płacę za pobyt w hotelu i wymeldowuję się. Wychodzę z pakunkiem przed budynek. Czeka tam na mne on. Wyraźnie go zadziwiam.
-Gdzie się wybierasz?-odzywa się.
-W świat.-Z uśmiechem mijam go.
-Wrócisz?-Pyta z nadzieją w głosie.
-Nie wiem, tam gdzie wiatr mnie ze sobą zabierze tam będę i zostanę na kilka dób.-Odpowiadam. Goni za mną.
-A nie możesz tu zamieszkać ze mną?-Stajemy na przystanku.
-Od razu ci powiedziałam, że chcę być niczyja, swoja.-Szczerzę się w przeciwnieństwie do niego. Li się smuci. Podjeżdża pierwszy pojazd.-Ej! Nie płacz.-Ocieram jego łzy.-Uwolnij się od miasta i podążaj za słońcem.-Delikatnie go całuję i ruszam w świat...






Hejka! Wiem, że dzisiaj już nie miało być nic, ale zdążyłam napisać to tak na szybkiego ^^ Mam nadzieję, że się spodoba ;3 To do usłyszenia w niedzielę <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

4 komentarze: