-Powiedz mi tylko czy to Hazz.-Odezwał się po dłuższej chwili milczenia.
-Oszalałeś?-Pociągnęłam nosem.-To nie on.-Dodałam.-To Rich. Sprawił mi wiele bólu, o którym nie chcę pamiętać. Nie mam zamiaru wszystkiego ci opowiadać. To za trudne przypominać to sobie po raz kolejny. Wycierpiałam się, żałuję i wiem, że już nigdy nie postawię życia na jedną kartę. Teraz jestem szczęśliwa i to powinno ci wystarczyć.-No jak zwykle i tak mu się wygadałam. Co poradzić? W końcu to mój najlepszy przyjaciel, którego nikt nie był w stanie mi zastąpić.
-Wystarcza. Nie pragnę, abyś robiła cokolwiek wbrew sobie i znów przechodziła przez tą udrękę.-Wyszeptał.-Przepraszam. Po prostu, gdy to zobaczyłem...-Zaciął się. Podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy, które szkliły się.-Zamarłem. Nawet nie wiesz jak to ciężki widok u osoby, którą kochasz nad życie.-Lekko się uśmiechnął.
-To nie boli, to tylko...Pamiątka, przypomnienie o tym by nie popełnić już więcej tego samego błędu. Ostrzeżenie. Przestroga. Nie martw się. Uwierz, ja kocham cię o wiele bardziej.-Wyrecytowałam...
***
Powróciliśmy do mojej sypiali. Chłopcy rozmawiali. Ich wzrok pokierował się na mnie, więc zamilkli. Mieli przejęte miny. Widziałam ukradkiem jak Luke kiwa przecząco głową dając im tym samym znak. Posłuchali więc. Założyłam kosmyk włosów za ucho i naciągnęłam i tak już sporo za długą (sięgała mi do 3/4 uda) bluzę jeszcze bardziej. Wyrwałam się z objęć brata i zbliżyłam się do przyjaciół. Wtuliłam się najpierw w Calum'a.
-Naprawdę, nic mi nie jest. To nic.-Wypowiedziałam to cicho, lecz na tyle głośno by usłyszeli. Później przyczepiłam się do Ash'a oraz Michael'a.-Nie martwcie się niczym. Najlepiej zapomnijcie.-Posłałam im lekki uśmiech. Usiadłam na kolanach Harold'a i przyjęłam całusa w czoło.-Dzisiaj przychodzę a próbę.-Postanowiłam rozluźnić atmosferę.
-Skąd wiesz, że mamy ją dzisiaj?-Rozbawiony Mike zapytał.
-Chyba co czwartek u nas nocujecie i w piątek gracie, co nie? Jeszcze pamiętam, to nie było aż tak dawno.-Zachichotałam.
-Prawda. Niczego nie zmieniliśmy od bardzo dawna.-Z rozbawieniem wspólnie stwierdzili.
-To co? Idziemy coś zjeść?-Zaproponował Lukie (tak pieszczotliwie go nazywam). Wymieniłam spojrzenia z Harold'em. Po chwili zastanowienia przytaknęłam.
-Okej.-Ruszyliśmy do jadalni gdzie już pachniało od placuszków mojej mamy.
-Dzień dobry Pani Mamo!-chórem zespół braciszka przywitał moją matulę. Od małego kiedy do nas wpadali na śniadania wołali to do kobiety, która dała mi życie.
-Hej chłopcy.-Jak zwykle trwała z wyszczerzonymi ząbkami.
-Witaj mamuś!-Tym razem ja i Luke zawołaliśmy. Oboje naraz ucałowaliśmy oba poliki rodzicielki.
-Dzień dobry!-Jakoś przebił się loczek. Usiedliśmy wokół wielkiego stołu.
-Gdzie babcia i dziadek?-odezwałam się.
-Od niedawna pracują.-odpowiedziała gotująca mama.
-Aha.-chrząknęłam i zbliżyłam się do zielonookiego.-Przepraszam za to u góry, wiesz, że...-Szeptałam mu na ucho.
-Przestań. Wszystko dobrze.-Musnął moje usta.
-Ej! Nie przy braciach!-Towarzystwo się skrzywiło (prócz rodzicielki)
-Braciach?-Zaśmiał się Hazz.
-No.-potwierdziłam.-Uważamy się za rodzeństwo od małego.-wyjaśniłam.
-Ciekawe.-Loczek nie ukrywał rozbawienia.
-Smacznego, proszę.-Mami podała nam placuszki z cukrem pudrem i herbatę wiśniową.
-Dziękujemy!-Wszyscy razem odrzekliśmy.
-Tak z czystej ciekawości. Na ile zostajecie?-Zainteresował się Ashton.
-Za dwa dni wracamy. Harry ma pracę, ja z resztą też.-Smutno westchnęłam.
-Ale nie długo wrócisz!-Jak dziecko warknął Cal
-Specialnie dla ciebie.-Zachichotałam.
-Bo będę zazdrosny.-Harold.
-No i ja.-dodał Michael.
-Ja też.-wtrącił się perkusista.
-Me too.-Calum.
-Ja to się już lepiej nie odzywam.-Zażartował Lukie.
-Najlepiej.-stwierdziłam...
Hejka! Wiem, że taki sobie rozdział, ale jak to się mówi "cisza przed burzą" ;) Mam nadzieję, że nie bardzo was zawiodę :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
***
Powróciliśmy do mojej sypiali. Chłopcy rozmawiali. Ich wzrok pokierował się na mnie, więc zamilkli. Mieli przejęte miny. Widziałam ukradkiem jak Luke kiwa przecząco głową dając im tym samym znak. Posłuchali więc. Założyłam kosmyk włosów za ucho i naciągnęłam i tak już sporo za długą (sięgała mi do 3/4 uda) bluzę jeszcze bardziej. Wyrwałam się z objęć brata i zbliżyłam się do przyjaciół. Wtuliłam się najpierw w Calum'a.
-Naprawdę, nic mi nie jest. To nic.-Wypowiedziałam to cicho, lecz na tyle głośno by usłyszeli. Później przyczepiłam się do Ash'a oraz Michael'a.-Nie martwcie się niczym. Najlepiej zapomnijcie.-Posłałam im lekki uśmiech. Usiadłam na kolanach Harold'a i przyjęłam całusa w czoło.-Dzisiaj przychodzę a próbę.-Postanowiłam rozluźnić atmosferę.
-Skąd wiesz, że mamy ją dzisiaj?-Rozbawiony Mike zapytał.
-Chyba co czwartek u nas nocujecie i w piątek gracie, co nie? Jeszcze pamiętam, to nie było aż tak dawno.-Zachichotałam.
-Prawda. Niczego nie zmieniliśmy od bardzo dawna.-Z rozbawieniem wspólnie stwierdzili.
-To co? Idziemy coś zjeść?-Zaproponował Lukie (tak pieszczotliwie go nazywam). Wymieniłam spojrzenia z Harold'em. Po chwili zastanowienia przytaknęłam.
-Okej.-Ruszyliśmy do jadalni gdzie już pachniało od placuszków mojej mamy.
-Dzień dobry Pani Mamo!-chórem zespół braciszka przywitał moją matulę. Od małego kiedy do nas wpadali na śniadania wołali to do kobiety, która dała mi życie.
-Hej chłopcy.-Jak zwykle trwała z wyszczerzonymi ząbkami.
-Witaj mamuś!-Tym razem ja i Luke zawołaliśmy. Oboje naraz ucałowaliśmy oba poliki rodzicielki.
-Dzień dobry!-Jakoś przebił się loczek. Usiedliśmy wokół wielkiego stołu.
-Gdzie babcia i dziadek?-odezwałam się.
-Od niedawna pracują.-odpowiedziała gotująca mama.
-Aha.-chrząknęłam i zbliżyłam się do zielonookiego.-Przepraszam za to u góry, wiesz, że...-Szeptałam mu na ucho.
-Przestań. Wszystko dobrze.-Musnął moje usta.
-Ej! Nie przy braciach!-Towarzystwo się skrzywiło (prócz rodzicielki)
-Braciach?-Zaśmiał się Hazz.
-No.-potwierdziłam.-Uważamy się za rodzeństwo od małego.-wyjaśniłam.
-Ciekawe.-Loczek nie ukrywał rozbawienia.
-Smacznego, proszę.-Mami podała nam placuszki z cukrem pudrem i herbatę wiśniową.
-Dziękujemy!-Wszyscy razem odrzekliśmy.
-Tak z czystej ciekawości. Na ile zostajecie?-Zainteresował się Ashton.
-Za dwa dni wracamy. Harry ma pracę, ja z resztą też.-Smutno westchnęłam.
-Ale nie długo wrócisz!-Jak dziecko warknął Cal
-Specialnie dla ciebie.-Zachichotałam.
-Bo będę zazdrosny.-Harold.
-No i ja.-dodał Michael.
-Ja też.-wtrącił się perkusista.
-Me too.-Calum.
-Ja to się już lepiej nie odzywam.-Zażartował Lukie.
-Najlepiej.-stwierdziłam...
Hejka! Wiem, że taki sobie rozdział, ale jak to się mówi "cisza przed burzą" ;) Mam nadzieję, że nie bardzo was zawiodę :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Jak cisza prxed burzą?!
OdpowiedzUsuńJa tu w tej chwili chcę znać odpowiedź!
:)
Super rozdział jak zawsze każdy twój!!
Czekam na nexty
Hehe :D Zobaczysz ;) Ale nie martw się nie uśmiercę Lou ;)
UsuńHehe :D Ale mi się mordka cieszy :DD
Bardzo się cieszę, że jesteś zadowolona ^^ i to mega motywacja :)
Zabieram się za rozdział ICFTF :*
Dziękuję <3
Całuski :*