niedziela, 7 grudnia 2014

Imagin cz.1

Jejku! Ile to już było lat temu...Dziesięć? Nie będę skracać, zacznę wszystko od początku.
Miałam czternaście lat. Mieszkałam jeszcze w New Castle wraz z siostrą oraz rodzicami. Byłam zwykłą  nastolatką. Nie wyróżniałam się niczym. Ten cały buntowniczy wiek pt. "Nie nie ubiorę tego, bo tu mi karzesz!" itd. Chodziłam do szkoły, uczyłam się całkiem nieźle. 
Właśnie leżałam na łóżku, nudziłam się niezmiernie. Włączyłam telewizor w swoim pokoju. Leciał jeden z odcinków, popularnego show, XFactor. Nie miałam wyboru, to albo nic. Nie szczególnie interesowała mnie opinia tych, niby, znanych jurorów. Na ekranie pojawili się chłopcy, którzy nie przeszli do dalszego etapu. Płakali, histeryzowali, jakby ktoś im pół rodziny wybił, ale no dobra, dla nich to znaczyło wiele. Wywołano kilka nazwisk. Pięciu podlotków, w wieku mniej, więcej 16-17 lat, wkroczyło na scenę. Wydali mi się...całkiem znośni, jeżeli chodzi o wygląd. Połączono ich w grupę. Zainteresował mnie to. Co tydzień oglądałam ten program, tylko aby ich usłyszeć. Zauroczyli mnie. Śledziłam ich każdy filmik na YouTube, każdy tweet, post itp. Marzyłam o spotkaniu ich. Wydali kilka singli, na pewno dobrze wam znanych. Wielbiłam ich. Każdy wywiad, występ lub filmik z ich udziałem, był przeze mnie obejrzany tysiące razy. W moim pokoju były dziesiątki plakatów, zdjęć oraz gadżetów z ich twarzami. "One Direction-moje życie, od zawsze, na zawsze"-to było moje motto. Nie widziałam po za nimi świata, tak do osiemnastego roku życia. Ale niestety, dorastamy szybciej niż się nam wydaje. Musiałam opuścić rodzinne gniazdko, pójść na studia i znaleźć pracę. Wtedy głowę zaprzątało mi już tylko to. Spakowałam manatki i ruszyłam w drogę. Rodzice kupili mi małe mieszkanko, na obrzeżach Londynu. Wybrałam Direction, ale nie One, musiałam się zdecydować na jakiś kierunek nauki. Szkoła, praca, szkoła, praca i tak bez końca. Minął zaledwie miesiąc mojego pobytu w Stolicy, a ja już miałam ochotę wyjechać. Nic nie nanosiło mi uśmiechu na twarz, który kiedyś prawie wcale mnie nie opuszczał. Widziałam tylko to co złe. Byłam samotna, zmęczona, miałam dość. 
Tamten dzień miałam właśnie wolny. Około ósmej rano wyruszyłam z mieszkania. Moją uwagę przykuła, może nie tyle co dziewczynka, ale jej torebka, na której znajdowało się zdjęcie chłopaków. Kąciki mych ust same się uniosły. (T.I) jak mogłaś o nich zapomnieć?-pomyślałam. Potraktowałam to jako dobry znak. Postanowiłam: "To będzie najlepszy dzień w moim życiu". Pewna siebie ruszyłam dalej. Spacerowałam sobie po mieście, relaksowałam się myśląc o boysbandzie. Zastanawiało mnie, co właśnie robią, jak rozwija się ich kariera. Może wyda się to bardzo filmowe lub Hollywood'zkie, ale wiatr "przykleił" do mnie skrawek papieru, który ujęłam w dłonie. Przeczytałam: 
                                        "Koncert zespołu One Direction w Londynie"
To był dla mnie znak. Uśmiechnęłam się i wręcz pobiegłam pod arenę. Natychmiastowo pokierowałam się do budki z biletami. Kobieta za szybką długo odmawiała mi sprzedaży, uważała że wyprzedano wszystko. Zawiedziona spuściłam głowę i ruszyłam w nieznanym mi kierunku. Usiadłam na ławce dzieś niedaleko tyłu areny i wpatrywałam się w ziemię. Ktoś obok mnie usiadł;
-Hej. Czemu się smucisz?-usłyszałam męski głos
-Bardzo chciałam iść na koncert mojego ukochanego zespołu, ale nie ma już biletów. Zawsze pomagali mi w trudnych chwilach, chociaż ich nie znam. A jakoś ostatnio, by się przydali bo problemy mnie nie omijają i chciałam zobaczyć ich na żywo. No cóż...-westchnęłam głośno
-Proszę, teraz na pewno się uda-przed moją twarzą znalazła się plakietka z napisem "V.I.P.", była to wejściówka za kulisy. Ta osoba położyła mi ją na kolanach i zniknęła. Nie zdążyłam nawet podziękować. Nie wiedziałam kto to był, ale ten miły ton głosu był mi znajomy. Może to był anioł-myślałam, ale po chwili wybijałam to sobie z głowy...






Hej! Będą dwie części :) Jak myślicie, kim był tajemniczy chłopak? Pamiętajcie, że LUBIĘ ZASKAKIWAĆ, więc nie koniecznie musi być to ta osoba o której myślicie, chociaż może... ;) Przekonacie się tylko jeżeli będziecie czytać ^^ Mam nadzieję że się wam spodoba ;) 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*




Mam tu coś dla was. Nazywam to "Harry moim Bogiem" Taki mały imagif ^^
To wygląda w ten sposób:  



Lou: Chłopaki patrzcie!
Niall, Zayn, Liam, Lou: O masakra! Jaka beka! Hahaha...
Harry: O! Ubrudziłem się...

















Moja reakcja: 

Rain of scars 9

Przy niej unosiłem się wysoko ponad ziemię. Nie wiedziałem co mną kierowało. Jakie uczucie mnie prowadziło. Zwyczajnie na niej zależało mi bardziej niż na sobie, niż na kimkolwiek innym. To było coś niesamowitego. Pragnąłem aby ta chwila nigdy nie dobiegła końca...
***
Puściłem ją. Trzymała się za lewy łokieć, nie chciała na mnie patrzeć. Złapałem jej podbródek i uniosłem głowę do góry, spojrzała mi w oczy. Przepełnione były cierpieniem. Tak pragnąłem, aby zniknęło ono i nigdy nie wróciło. Pożądałem uśmiechu, którego nigdy nie widziałem u Julii:
-Chodź, odpoczniesz trochę u siebie-odsunęła się ode  mnie i pytająco luknęła-Nie tam...do góry, do twojego nowego pokoju-wyjaśniłem. Myślała, że ją odwiozę do tej patologii. Nigdy. Jej uwagę, po raz kolejny, przykuły panele. Ruszyłem przodem, Jula stawiała powolne kroki za mną. Dotarliśmy.
*Oczami Julii
Przebyłam drogę po schodach w towarzystwie Niall'a. Otworzył przede mną  drzwi do pomieszczenia, które, ponoć, miało zostać moim "azylem". Rozejrzałam się. Był cudowny. Dominowały, w nim, odcienie różu, szarości oraz bieli. Tak naprawdę, to nie śmiałam nawet marzyć o czymś takim. Nie dowierzałam. To co najbardziej mnie zauroczyło, to wielkie okno naprzeciw łóżka. Zatrzymałam się w jednym miejscu i oglądałam ten cud. Nie zauważyłam nawet, kiedy chłopak znalazł się obok:
-Podoba ci się?-zapytał. Nie byłam w stanie się odezwać, jak w większości sytuacji. Pokiwałam tylko twierdząco głową. Zastanawiało mnie, skąd w jego domu, domu mężczyzny, znalazło się tyle kobiecej ręki, staranności i lekkości. Nie miałam zamiaru pytać. Nauczyłam się, że to nie jest dobre, odpowiedź może przypadkiem do mnie trafić. A co jeżeli on skarciłby mnie za to? Nie chciałam, ponownie, zepsuć wszystkiego. Tak bardzo chciałam zaufać, ale nie umiałam. Pragnęłam, aby, to właśnie on, mnie tego nauczył. Coś się ze mną działo. Przy nim czułam się, jakby bezpieczniej. Ale co do niego też miałam obawy. Tak wiele myśli mnie ogarniało: Czy mnie nie skrzywdzi? Co ze szkołą? Co jeżeli ten psychol mnie znajdzie? Co jeżeli zrobi coś blondaskowi? Czy nie zniszczę mu kariery? Nie wywołuję w nim tylko litości? Czy robi to dla rozgłosu? Czy nie sprawię mu problemu? Nie znałam odpowiedzi na nic. Sama już nie wiedziałam co sądzić, jak się zachowywać. Przecież, obiecywał że mnie nie zrani, ale ta obawa mnie nie opuszczała. Znajdowałam się w jednym, wielkim labiryncie, i to własnego umysłu...






Hejka! No to jest! Dedykuję ten rozdział Meli Melci Amisi, która dodała mi mnóstwo motywacji, no i weny :3 Dziękuję Ci jeszcze raz za pozytywną ocenę i mam nadzieje, że to również  przypadnie, tobie jak i innym, do gustu :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Let me know you 4

Poszłam do łazienki. Doprowadziłam się do porządku i zeszłam na dół. Leżał skulony na rogówce. Zrobiło mi się go szkoda. Szybko przechodziła mi złość, nie byłam pamiętliwa. Weszłam do kuchni, zrobiłam tosty i położyłam mu je na stoliku. Wyszłam na ogród, przemyślałam wszystko...
***
Zdałam sobie sprawę, że nie po to zgodziłam się na to, aby się z nim kłócić. Dla nas miał to by czas, by się poznać, nie żeby obrażać się na siebie. Musiałam chociaż spróbować go polubić, przecież i tak miałam za niego wyjść, a wycofać się już nie mogłam, nie miałam wyboru. Z przemyśleń wyrwał mnie ciężar dłoni na ramieniu. Skręciłam lekko głowę tak, że rozpoznałam postać kątem oka-Zayn. W końcu się odezwał:
-Aqua, przepraszam, ja naprawdę...
-Zayn-weszłam mu w słowo-...nie ma o czym mówić, nie znasz mnie i nie wiedziałeś i nie wiesz o wielu rzeczach. Tak samo jak i ja o tobie. Po to tu jesteśmy, razem, aby się przed sobą otworzyć i nawiązać tą relację. Proszę, nie mówmy już o tym-wyrecytowałam. Staliśmy twarzą, w twarz
-Czy mogę?-rozłożył ręce
-Tak-sama wpadłam mu w ramiona i oparłam głowę o klatkę piersiową. Czułam takie ciepło, wcześniej, jeszcze czegoś takiego nie doświadczyłam. Długo tak trwaliśmy, aż w końcu, zdaliśmy sobie sprawę co robimy. Odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni, musiało to zabawnie wyglądać
-Dziękuję, że dajesz mi drugą szansę-czułam jak rumieńce ogarniają moje poliki
-Ale trzeciej już nie będzie-wskazałam  na niego palcem i puściłam mu oczko
-Zapamiętam-kiwnął twierdzącą głową-Dziękuję za śniadanie, ale mam niestrawność laktozy i ser raczej mi nie służy, więc może ty zjesz te tosty?-śmiał się mówiąc to
-Widzisz, dlatego przysłali nas tu. Musimy się o sobie wiele dowiedzieć. Przecież takie informacje, mogą uratować tobie lub mi życie. Prawda?-zażartowałam
-Oczywiście-potwierdził
-Dobra, chodź zrobię ci...kanapki?-nie  miałam zbytnio pomysłu
-Sam umiem to zrobić-kroczył za mną
-Taaa...-zaszydziłam
-Nie wierzysz mi?-odwróciłam się do niego przodem. Miał zmarszczone czoło i był wyraźnie zirytowany
-Jakoś nie-uniosłam brwi do góry
-No to ja ci pokaże, jak Badboy robi kanapki-zachichotałam, gdy zobaczyłam jego dziarski chód i ruchy rąk. Zaczął kroić chleb tak zabawnie, że wręcz leżałam na kafelkach. Wtem do głowy wpadło mi kilka myśli: Może jednak nie będzie tak źle? Może okaże się ideałem? Może mogłabym się zakochać?-ostatnie zdanie, przeraziło mnie najbardziej...



Hejka! Jednak udało mi się wstać o świcie :P I napisać co nie co. Później jeszcze coś dodam ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

sobota, 6 grudnia 2014

Imagin Louis ;3

Usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam owinięta kocem i uchyliłam drzwi. Moim oczom ukazał się mój chłopak-Louis. Uśmiechał się od ucha do ucha, a ja tylko zakaszlałam i odeszłam na znak że ma wejść do środka:
-Cześć skarbie, też miło mi cię widzieć-kroczył za mną. Opadałam na sofę i zakryłam twarz kocem-Co jest?-zapytał i usiadł bardzo blisko. Spojrzałam na niego jak na idiotę
-Jestem chora-ledwo wydukałam-Nie widzisz jak okropnie wyglądam?-przewróciłam oczami
-Nie-zmarszczyłam brwi-Wyglądasz jak zawsze, pięknie-parsknęłam śmiechem
-Dobre żarty, ale nie teraz Tomlinson-warknęłam
-Oooo...-uniósł ręce w znaku obronnym-Jest aż tak źle?-miałam ochotę go zabić
-O co ci chodzi?-mruknęłam
-Kiedy nazywasz mnie po nazwisku, znaczy to że na poważnie nie masz humorku-jego przenikliwość mnie dobijała
-Ale ty jesteś spostrzegawczy-stwierdziłam z sarkazmem
-Coś zrobiłem nie tak?-miał czelność pytać
-Nie, absolutnie nie-odpowiedziałam zachrypniętym głosem-Tylko wrzuciłeś mnie do basenu w październiku-odwróciłam od niego głowę-Dzięki tobie, nie mogę iść jutro na urodziny do Perrie-skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i zrobiłam naburmuszoną minę. Ból głowy mnie ogarniał, gardło mnie piekło jak nigdy, a katar nie ustępował
-Misia-zbliżył się-przepraszam, ja nie chciałem-unikałam jego wzroku-Ej-złapał mnie za podbródek. Chciał mnie pocałować, ale zakryłam się kocem
-Jestem chora-oznajmiłam ponownie
-To nic-zaśmiał się
-Nie chcę cię zarazić-uciekałam bez skutku
-Ale ja chcę cię pocałować-wygrał tę bitwę i wpił się w moje usta
*Następnego dnia
Czułam się lepiej, ale nadal byłam słaba. Ponownie w progu moich drzwi  ukazał się Tommo. Miał czerwony nos i wyraźnie łapała go choroba. Uśmiechnęłam się szyderczo i podparłam się o biodra
-Witam Pana Louis'a, gratulacje. I co było warto?-wpuściłam go
-Dla twoich warg, zawsze-zachichotał, ale przerwał mu kaszel
-No kochanie-zaprowadziłam do na kanapę-Kładź się, zrobię ci herbatki, tu masz koc-podałam mu  kawałek materiału
-Dziękuję-uniósł kąciki ust kiedy podałam mu kubek-Chodź tu do mnie-rozchylił wolne ramie. Usiadłam obok i ułożyłam głowę na jego ramieniu-Kocham cię-szepnął
-Ja ciebie też, głuptasku-zaśmiałam się
-Jestem chory-powiedział
-Widzę-obojętnie odrzekłam
-Ale na miłość-lekko uniosłam kąciki ust i  już się nie odezwałam.
Najważniejsze że byliśmy razem, chorzy i zakochani...




Siemka!  Sorka że tak późno, ale wzięła mnie wena i mam nadzieję że taka słodzizna przypadnie wam do gustu :3 Oznajmiam z żalem, że jutro post pojawi się dopiero w okolicach godziny 17.00, gdyż mam warsztaty taneczne od 11.00 do 15.00, a jak wiecie pisanie nie idzie aż tak szybko, a szkoda. Wierzę że dacie mi motywację i skomentujecie jakikolwiek post :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* i dobranoc <3

Mikołajkowy imagin :3

Zbliżały się święta. Wybrałam się na zakupy, był szósty grudzień. Postanowiłam wyjść o 19.30 kiedy już wszyscy już siedzą w domach. Rzeczywiście, galeria była opustoszała, byłam  tam tylko ja. Obeszłam kilka sklepów i już wracałam kiedy jakiś blondyn wpadł na mnie. Miał spuszczoną głowę i narzucony kaptur, więc się nie dziwię. Upadłam, tak jak i on:
-Przepraszam, nie chciałem-uklęknął przerażony nade mną. Dopiero wtedy mogłam ujrzeć blask jego nieziemskich oczu. Złapał mnie za dłonie i pomógł zająć pozycję siedzącą. Wybuchłam niekontrolowanym śmiechem
-Nic się nie stało, gdybyś tylko widział swoją minę-zachichotał tak uroczo
-Wybacz, nie wdziałem cię-wstaliśmy
-No ciężko widzieć cokolwiek w takim nakryciu-zażartowałam-Przed kim się tak ukrywasz? Ktoś cię goni czy coś?-szepnęłam
-Tak jakby-nie spuszczał ze mnie wzroku-Może odwiozę cię w ramach przeprosin?-był pełen nadziei
-Nic się nie stało, ale jeżeli chcesz no to dobrze-wzięłam torby do rąk, ale od razu mi je zabrał
-Tędy-pociągnął mnie za rękę przez jakieś boczne wyjścia
-Dlaczego...?-był bardzo szybki
-Nie lubię tłoku-nie dał mi dokończyć, ale właśnie o to chciałam zapytać
-Ale tam nikogo nie ma-znaleźliśmy się na parkingu
-Wolę nie ryzykować-zaczęłam się go bać
-Ymmm...Jesteś gwałcicielem, zabójcą?-dopiero gdy to powiedziałam zdałam sobie sprawę, jak głupie było to pytanie
-Nie-zaśmiał się-Wsiadaj-otworzył przede mną drzwi samochodu-Może masz ochotę iść ze mną na imprezę mikołajkową do kumpli?-zaproponował
-Teraz?-zdziwiłam się
-Tak-potwierdził
-Okej nieznajomy, wpadnę-zasugerowałam że nie znam jego imienia
-O! Właśnie. Jak mogłem zapomnieć? Niall-podał mi rękę nie odwracając swojej uwagi od drogi
-(T.I)-ujęłam ją-Ale najpierw podjedź na...-podałam mu swój adres-Muszę się przebrać-wyjaśniłam i wysiadłam-Wracam za pięć minut, Niall-zachichotałam
-Czekam te babskie "pięć minut"-zażartował i przewrócił oczami
-Jak chcesz to wejdź do środka-już plecy mnie bolały od schylania się nad samochodem
-Okej-poszedł za mną. Zostawiłam go w salonie i poszłam ubrać się w coś odpowiedniego. Uczesałam się i pomalowałam rzęsy. Skomplementował mnie i ruszyliśmy. Trafiliśmy pod największą willę jaką kiedykolwiek widziałam. Zaniemówiłam. Weszliśmy do środka. Przywitałam się ze wszystkimi. Tam było niesamowicie. Bawiłam się nieziemsko. Postanowiłam go zapytać:
-Czym się zajmujecie?-uśmiechnął się
-Jesteśmy boysbandem i gramy na całym świecie-zatkało mnie. Dopiero skojarzyłam że rozmawiam z Niall'em Horan'em i resztą zespołu One Direction. Przecież tak dobrze znałam ich muzykę, a nie rozpoznałam ich. Jestem idiotką!
-To na pewno ciekawe zajęcie-stwierdziłam
-Tak, to prawda-zakochałam się w jego uśmiechu, był idealny. Cały wieczór był niesamowity.
Dostałam najlepszy prezent w życiu-miłość i cudownego chłopaka, w jednym ;)










Siemka! Sory że takie nudy i takie ckliwe trololo, ale mam party urodzinowe i nie moge za bardzo pisać :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Rain of scars 8

Ruchem ręki kazałem jej wyjść pierwszej. Powolnym krokiem udała się do przodu. Ochroniarze otoczyli nas, bo oczywiście media już dowiedziały się gdzie przebywam. Dla dziewczyny to był szok. Bała się. Ci wysocy mężczyźni ją przerażali. Jakoś udało się nam przepchnąć się przez tłumy i ruszyliśmy. Wlepiała wzrok w ziemię. Ledwo łapała oddech...
***
Zatrzymałem się pod swoją willą. Wysiadła sama, nie dała mi sobie pomóc. Wpuściłem ją pierwszą do środka. Stanęła w przedpokoju. Zdjąłem z niej kurtkę i powiesiłem na wieszaku. Czekała aż się rozbiorę. Powoli kroczyła za mną w kierunku salonu. Po raz kolejny fortepian przykuł jej wzrok. Usiadła za nim i zachwycała się, wyrażał to jej wzrok. Uśmiechnąłem się na ten widok. Jakby bała się dotknąć instrumentu. Nie chciałem  jej nakłaniać, wtem na pewno nie zechciałaby zagrać:
-Pójdę po jakieś ubrania dla Ciebie-oznajmiłem i  poszedłem na górę. Jej ciuchy były zbyt potargane, postanowiłem wybrać jej coś odpowiedniego. Kiedy już wyciągałem rzeczy z półek, po całym domu rozległ się przepiękny, czysty dźwięk fortepianu. Grała pięknie, nie do opisania. Pochwyciłem to co miałem i powolnie zbliżałem się do źródła dźwięku. Miała zamknięte oczy, oddychała melodią. Nic nie było w stanie jej zatrzymać, sprawić by przestała. Nie zauważyła nawet że stoję nieopodal. Kiedy uchyliła powieki, jej oczy były przepełnione łzami, które wkrótce spływały po jej polikach. Otarła delikatnie twarz i luknęła na mnie. Czekała, jakby na karę. Bała się mnie, to najbardziej bolało. Zbliżyłem się, jej oddech przyspieszył. Wyciągnąłem do niej dłoń, którą niepewnie ujęła. Przyciągnąłem ją  do siebie i mocno przytuliłem-Nigdy cię nie skrzywdzę, obiecuję-szepnąłem do jej ucha
-Naucz mnie...-wydukała
-Czego?-nie wypuszczałem jej z uścisku
-Ufać-to słowo odbiło się kilkukrotnie w mojej głowie. Tego właśnie jej brakowało, zaufania. W ramionach trzymałem mój cały świat, który znałem zaledwie kilka dni. Julia kompletnie zmieniła moje podejście do życia, wszystko nabrało innych barw. Przy niej unosiłem się wysoko ponad ziemię. Nie wiedziałem co mną kierowało. Jakie uczucie mnie prowadziło. Zwyczajnie na niej zależało mi bardziej niż na sobie, niż na kimkolwiek innym. To było coś niesamowitego. Pragnąłem aby ta chwila nigdy nie dobiegła końca...





Siemka! Zaraz mikołajkowy imagin :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

piątek, 5 grudnia 2014

Let me know you 3

-Nie powinnaś robić niczego na siłę, tylko dlatego że bezmyślna babka ci każe-ups. Jej wzrok zabijał
-To ty nie rób tylko dlatego że chce tego twoja matka!-krzyknęła i odeszła. No świetnie Zayn, tak dobrze się zapowiadało, ale ty musiałeś wszystko zepsuć! 
*** 
Schowałem twarz w dłoniach. Wstałem i poszedłem za nią. Siedziała na sofie tyłem do wejścia i płakała. Usiadłem obok i objąłem ją ramieniem. Było mi przykro, nie chciałem jej urazić:
-Przepraszam, nie miałem tego na myśli-zupełnie szczerze przyznałem
-Daj mi spokój, uraziłeś jedyną osobę na której mi zależy-wydukała
-Ja naprawdę...
-Przestań! Prześpię się na dole i bez dyskusji...-wstała, zebrała swoje rzeczy i trzasnęła drzwiami. Czułem się jak idiota. Jeszcze jej nie poznałem, a już zdążyłem wszystko zepsuć.

*Oczami Aqua'y
Wyszłam załzawiona. Jak mógł? Ale skąd mógł wiedzieć? Nie powiedziałam mu, ale nie miałam zamiaru tego robić, to za trudne. Ja miałam za niego wyjść?! To była katastrofa! W tamtym momencie nie miałam ochoty go widzieć. Wzięłam prysznic i usiadłam na sofie. Przykryłam się kocem i łkałam. Nie wiem kiedy, zasnęłam. 
Obudziłam się. Ból głowy ogarnął mnie momentalnie, nic dziwnego po takim ryku. Podniosłam się do pozycji siedzącej i rozejrzałam dookoła. Przetarłam oczy, bo nie mogłam uwierzyć. Znajdowałam się na środku łóżka, naszej sypialni. Wstałam. Poszłam do łazienki. Doprowadziłam się do porządku i zeszłam na dół. Leżał skulony na rogówce. Zrobiło mi się go szkoda. Szybko przechodziła mi złość, nie byłam pamiętliwa. Weszłam do kuchni, zrobiłam tosty i położyłam mu je na stoliku. Wyszłam na ogród, przemyślałam wszystko...




Hejka! Sorki że taki krótki, ale nie mogę już dłużej siedzieć na necie, bo mama krzyczy :P Tak się pochwalę, że dostałam "That moment" i cieszę się jak nigdy :D Dobra ja już kończę...Kocham was <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 

Imagin Harry cz.2 (the end)



Mieszkała w przepięknej willi nad brzegiem oceanu. Rozpakowałam się, zwiedziłam okolicę itd. Tego samego wieczoru miał wpaść do Hann'y chłopak z przyjaciółmi. Wzięłam prysznic, uczesałam się i ubrałam. Zeszłam na dół i pomogłam jej przygotować przekąski. Usiadłam na sofie. Zadzwonił dzwonek...
***
Przywitałam jej chłopaka, był całkiem przystojny. Jego przyjaciółmi okazali się trzej dwudziestolatkowie, wyraźnie wstawieni. Zaczęli pić, zamiast spędzić miło wieczór, woleli imprezkę z alkoholem, którego nienawidziłam. Postanowiłam wrócić do siebie. Opadłam na łóżko, nie zapalając nawet światła w pokoju. Przymknęłam oczy, nagle rozległa się piosenka "Summer love". Dobiegała on z pięknej willi obok. Wyszłam na balkon. Na przeciwnym tarasie stała postać mężczyzny, nie do końca widziałam jego twarz, ale widoczna była burza loków na jego głowie. Wywnioskowałam, że to Harry:
-Co ty tu robisz?-zachichotałam
-Mieszkam-zaśmiał się 
-To dlatego mnie pytałeś o adres, cwaniaku-nie umiałam ukryć rozbawienia. Praktycznie metr dzielił nas od siebie
-Tak, właśnie-przytaknął-Zatańczysz?-wyciągnął rękę ku mnie, bez problemu ją złapałam
-Zatańczę, ale przez barierkę?-nie mogłam się powstrzymać
-Nie-zanim zdążyłam się zorientowałam, przeciągnął mnie na drugą stronę. Do dzisiaj nie wiem jak to zrobił (XD). Wtulił mnie w siebie i zaczął bujać nami. Parsknęłam śmiechem, nie umiałam się opanować
-To takie ckliwe, urocze i romantyczne, że aż mam ochotę wstawić status "czuję się fantastycznie" na facebook'u-miałam głowę ułożoną na jego klatce piersiowej, dokładnie na sercu. Słyszałam jak jego puls wzrósł i czułam że się uśmiecha
-Nie wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?-zapytał
-Nie wiem, jeszcze nigdy nie byłam zakochana, nie wiem jak to jest. Chyba raczej nie...-rozgadałam się, przerwał mi śmiechem
-A w letnią miłość?-dopytał
-Może...-nie znałam odpowiedzi
-A byłabyś w stanie uwierzyć?
-Może...-powtórzyłam tym samym tonem
-Jesteś urocza-stwierdził chichocząc. Piosenka się skończyła. Odsunęliśmy się od siebie, on złapał mnie za podbródek i zbliżył swoją twarz do mojej. Próbowałam, próbowałam z całych sił, ale nie mogłam. Zaczęłam się śmiać i cofnęłam się znacznie
-Przepraszam, ale to jest takie Hollywodd'zikie-nie potrafiłam się uspokoić
-(T.I) jeszcze nigdy nie spotkałem kogoś tak...-zabrakło mu słowa-oryginalnego,większość dziewczyn marzy o czymś takim, ale ty jesteś inna. Masz swój własny styl...-nie znosiłam takich ckliwych wyznań, więc zwyczajnie wspięłam się na palcach i wpiłam się w jego usta-Wow...-rozpromienił się
-To było ciekawsze-puściłam mu oczko, przeszłam przez barierkę i zatrzasnęłam drzwi balkonowe za sobą. Może zaczęłam wierzyć w letnią miłość? Kto wie...





Hejka! Jak tam się miewacie? Napiszę jeszcze coś wieczorkiem, bo mam trening :3 Mam nadzieję że spodoba się wam ten imagin. Jak mówiłam, jest inny niż wszystkie i sami możecie wymyślić zakończenie, to jest to co lubię ^^ Wierzę, że ocenicie go w komentarzach :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

czwartek, 4 grudnia 2014

Imagify Niall i Hazz :*


Pokłóciłaś się ze swoim chłopakiem-Niall'em. Chcesz mu dopiec, akurat siedzicie w towarzystwie Styles'a
Ty: Harry ćwiczyłeś? Jesteś taki męski i silny?-dotykasz bicepsów lokatego
Niall: (T.I. zdrobniale) poważnie?














Reporter: Ponoć rozstałeś się z (T.I) 
Niall: Tak? Dzięki za info. Dobrze wiedzieć...

























ty: Skarbie! Ale w lodówce już nie ma pizzy!
Niall: Co ku*wa?!



























TY: Patrz na małą!
Wasza córka zajada się jedzeniem na wynos z Nando's. Jest cała ubrudzona, zupełnie jak twój mąż Niall
Niall: 

















Niall: Chryste Panie! Żelki się skończyły!






















Ty: Kto jest moim misiem, no kto?
Harry: Ja jestem, ja... 
















Harry: Skarbie wiesz co dzisiaj?
TY: Pierwszy lutego...o nie...
Harry: Pamiętasz co obiecałaś? 
Ty: Tak, niestety...
Harry: Będzie ostro!




















Ty: Jak się wytłumaczysz? 
Harry: No, bo ja...ymmm...

















Ty: Jak długo byś ze mną wytrzymał? 
Harry: "I could do thid for the rest of my life"*























TY: Gdzie jest mój jogurt bananowy?!
Harry: Ups...
























To wszystko :> Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

*"I could do this for the rest of my life" (z ang.) mógłbym robić to do końca mojego życia
















Imagin Harry cz.1

Od dwóch lat planowałam tamten wyjazd. Miałam odwiedzić siostrę w Stanach Zjednoczonych. Wsiadłam na pokład samolotu. Zajęłam swoje miejsce. Założyłam słuchawki na uszy i wpatrywałam się w obraz Londynu za okienkiem. Włączyłam moją ukochaną piosenkę "Summer love" zespołu One Direction, za którym nie koniecznie szalałam, ale lubiłam ich muzykę. Poczułam że ktoś siada obok mnie. Ściągnęłam nauszniki i spojrzałam na "sąsiada". Patrzał na mnie, był bardzo blisko:
-Cześć-przywitał się. Lekko odsunęłam twarz
-Hej-przeciągnęłam. Przyjrzałam się mu dokładniej, dopiero po chwili skojarzyłam kto to. Nabrałam rumieńców. A było to spowodowane tym, że właśnie słuchałam jego twórczości i nie chciałam aby wziął mnie za psycho fankę
-Czego słuchasz?-zauważył co trzymam w rękach
-A nic takiego-gestem poprosił o podanie mu słuchawek. Wahałam się chwilę, ale odruchowo i tak mu je podałam. Włożył je i uśmiechnął się szeroko, kiedy usłyszał muzykę. Moje poliki robiły się coraz czerwieńsze
-Masz gust-zażartował, na co zachichotałam-Harry-wyciągnął do mnie dłoń
-(T.I)-ulżyło mi. Nie uciekł! To chyba powód do radości! 
-Piękne imię-stwierdził
-Dzięki, twoje też. Jest takie szlachetne-Harold-zaśmialiśmy się
-Taaak...Tak naprawdę, to jestem księciem, ale babcia Elizabeth kazała mi trzymać się śpiewania, bo gdybym rządził, wszystko byłoby...zboczone, dziwne i byłoby dużo bananów-rozbawił mnie do łez. Rozmawialiśmy cały lot, czyli jakieś sześć godzin, dłuuugo... Po prostu okazał się niesamowitym gościem. Przed samym lądowaniem zapytał mnie:
-Dasz mi swój numer?-przygryzłam wargę na znak mojego zastanowienia
-Okej, czemu nie-stwierdziłam i podałam mu kilka liczb
-Ymmm... A tak właściwie , to gdzie się wybierasz?-właśnie. Opowiedzieliśmy sobie o sobie wszystko, tylko pominęliśmy ten fakt
-Do siostry, mieszka na...-podałam mu ulicę
-28/29?-dopytywał i uniósł brwi do góry
-Taak-potwierdziłam-A dlaczego pytasz?-lekko się zdziwiłam
-A tak z ciekawości-machnął ręką
-Okej, to chyba czas się pożegnać-stanęłam przed wyjściem z lotniska
-Tak, to do zobaczenia niebawem-pocałował mnie w policzek i szybko odszedł, bo fanki już zaczęły go zauważać. Wyszłam z budynku i przywitałam się z siostrą. Mieszkała w przepięknej willi nad brzegiem oceanu. Rozpakowałam się, zwiedziłam okolicę itd. Tego samego wieczoru miał wpaść do Hann'y chłopak z przyjaciółmi. Wzięłam prysznic, uczesałam się i ubrałam. Zeszłam na dół i pomogłam jej przygotować przekąski. Usiadłam na sofie. Zadzwonił dzwonek...




Cześć! Będą dwie części ;) Mam nadzieję że spodoba się wam :> 
Mam małe info: Jutro moja HOT14 :) jeżeli chcecie z tej okazji zadać mi kilka pytań, to proszę śmiało pod tym postem :) Jutro wstawię kilka faktów o mnie, spis moich ulubionych  stronek, wstawię imaginy mojego autorstwa, które należą do moich ulubionych ;) Do tego może będzie nowy rozdział pewnego opowiadanka... :> Jeżeli chcecie abym zdradziła coś więcej, piszcie :3 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Little Sweet Angel 25

Doskonale zdawałam sobie sprawę,że to wszystko jest trudne do spełnienia, jeżeli jest się w kimś zakochanym i jest się...facetem, a oni nie są mocni w trzymaniu emocji na wodzy
-Chelly, naprawdę myślisz że to na nią zadziała?-pytał pełen nadzei
-Jestem pewna-obdarzył mnie słodkim uśmieszkiem. Jego oczy zabłysły, wtedy wiedziałam że poradzi sobie...









***
-Dziękuję-przytulił się do mnie. Na to akurat wkroczyli obsypani śniegiem chłopcy, z siatami w rękach:
-Wohoho! Aż tak wam zimno?-zaśmiał się Lou (żebyście widzieli minę Harold'a i Niall'era). Powoli się od siebie odsunęliśmy. Ustawili sity na blacie i poszli się rozebrać. Wypakowaliśmy wszystkie składniki i zaczęliśmy. Ledwo co zdążyli wyjąć jajka, a już kilka leżało na ziemi. No oczywiście, zero zaskoczenia. Tak w połowie pracy, przechodziłam przez kuchnię by wziąć olej. Poślizgnęłam się na rozbitym składnikiem i wpadłam idealnie w ramiona Styles'a. Zatrzymaliśmy się na chwilę w tej pozie. Uśmiechnęliśmy się w tym samym momencie
-Uuuu...-Lou, jak zwykle subtelnie, przypomniał nam o obecności reszty. Hazz szybko ustawił mnie na proste nogi. Przeleciałam wzrokiem po ich twarzach i po obrazie pod moimi stopami
-Zamiast mruczeć mi tu, to sprzątaj to Tomlinson!-warknęłam
-Ale to był Liam!-jak z dzieckiem
-Nie prawda, to Niall!-sprzeczał się Payne
-Nie obchodzi mnie kto to zrobił, macie się tym zająć-podparłam ręce o biodra
-Czuję się jakbym gadał z matką-szepnął Tommo pod nosem
-Ej!-klepnęłam go w ramię
-Ała! Ty to masz siłę-zadrwił ze mnie. Chłopcy się zaśmiali, bez wyjątków
-No to róbcie sobie to sami-chciałam wyjść, ale Nialler mnie zatrzymał
-Michell, błagam nie zostawiaj mnie, wiesz jak bardzo mi zależy-patrzał na mnie tymi swoimi maślanymi oczkami, nie mogłam mu nie ulec
-Dobrze, ale robię to tylko dla ciebie. Na resztę mam focha-skrzyżowałam ręce na piersi. 
-Michi-zgrali się doskonale. Cała piątka  mnie otoczyła i wtuliła się mocno. Jak to z nimi, musieli coś odwalić i celowo i przewrócili nas. Nie wytrzymałam, wybuchłam śmiechem, nie potrzebowałam już żadnych słów. Mi to wystarczało
-Nie cierpię was-przyciśnięta nimi ledwo wydukałam
-My ciebie też-doskonale rozumieli że to znaczy "Kocham was"
-Możecie ze mnie zejść, ważę trochę mniej niż wy, trochę dużo-ledwo oddychałam
-A tak, no...-zaczęli się zbierać
-Dzięki-pomogli mi wstać-Możemy dokończyć? Niall zaraz umrze z głodu-dłonią pomierzwiłam jego idealnie ułożone włoski 
-Dziewczyno jak mogłaś to zrobić?-udał zabawnie szok
















Hejka! No już jestem! :3 Tu taki pozytywny rozdziałek, bo ostatnio coś tak smutno ;/ A więc tu macie przedstawiony poziom inteligencji naszych mężów ;) Oczywiście oni są wyjątkowo...nie dobra, bez żartów :D 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

środa, 3 grudnia 2014

Rain of scars 7

-Proszę, ale tylko na krótką chwile. Pacjentka nie chce rozmawiać z nami-oznajmił i wpuścił mnie do pomieszczenia. Leżała sama na sali, patrzała w jeden punkt przed sobą. Obok niej znajdowało się pełno maszyn podłączonych do jej rąk, klatki piersiowej itd. Była jakby w transie, swoim świecie. Usiadłem obok nie spuszczając jej z oka. Chciałem złapać ją za rękę, ale ona odruchowo odskoczyła. Nie zdziwiłem się, po takich przeżyciach. Wtem zrozumiałem dlaczego była taka skryta, bojaźliwa. Ona po prostu doświadczała koszmaru w życiu realnym...
***
-Julia...-wyszeptałem. Ocknęła się i luknęła na mnie. Później znów spuściła głowę-Dlaczego mi nie powiedziałaś?- miała łzy w oczach
-Jak?-była cichutka. Nie odpowiedziałem. Zdawałem sobie sprawę jak trudny jest dla niej ten temat
-Zabieram cię stąd, nie pozwolę żebyś wróciła do...Tego miejsca-zacisnąłem wolą rękę w pięść
-Ale on mnie...-przepełniła się strachem
-Nie, on jest w więzieniu-skłamałem-Jego już nie ma, nigdy nie będzie-do sali wkroczyli dwaj  funkcjonariusze policji i niska brunetka
-Dzień dobry, my do pani Hiran-wstałem i już miałem wyjść, ale ona przyciągnęła mnie bliżej i szpnęła
-Nie zostawiaj mnie, ja nic im nie powiem, nie mogę-jej głos drżał
-Nie mogę-źle mi było ją zostawiać,  jednakże nie miałam wyboru. Posłałem jej lekki uśmiech i minąłem stróży prawa w drzwiach. Siedziałem przed pomieszczeniem około dwóch godzin. Wyszła do mnie ta sama kobieta. Wstałem
-Dzień dobry, pan Niall Horan?-wyciągnęła do mnie dłoń, którą uścisnąłem
-Tak, to ja-wskazała abym ponownie zajął miejsce, opadła obok
-Panna Hiran nie chce nic powiedzieć. Odpowiedziała na tylko dwa pytania: imię i nazwisko, później cisza. Wiemy że dziewczyna nie chce składać zeznań, więc nie będziemy ingerować. Jeżeli nie ma nic do opowiedzenia nie możemy naciskać. Gdyby jednak zmieniła zdanie, proszę niech dadzą państwo znać-przytaknąłem jej i pożegnałem się tym samym gestem co przywitałem. Z sali następnie wyszli policjanci. Zbliżył się do mnie ten sam lekarz:
-Wszystkie badania wskazują na to, że nie ma przeciwwskazań do wypisania pacjentki ze szpitala, proszę tu jest recepta i wskazówki jak panna Hiran powinna zażywać leki. Proszę, może pan już pomóc pacjentce, jest już odłączona od aparatury i podpisała już papiery, więc proszę-uścisnąłem mu dłoń
-Dziękuję bardzo-wszedłem do jej pokoju. Była już ubrana, siedziała na łóżku ze spuszczoną głową. Złapałem ją  za podbródek,  po raz kolejny się wystraszyła, spojrzałem jej w oczy-Zabieram cię do siebie-oznajmiłem. Nie odpowiedziała, zwyczajnie wstała. Ruchem ręki kazałem jej wyjść pierwszej. Powolnym krokiem udała się do przodu. Ochroniarze otoczyli nas, bo oczywiście media już dowiedziały się gdzie przebywam. Dla dziewczyny to był szok. Bała się. Ci wysocy mężczyźni ją przerażali. Jakoś udało się nam przepchnąć się przez tłumy i ruszyliśmy. Wlepiała wzrok w ziemię. Ledwo łapała oddech...






Hejka! Tak, ona ma na nazwisko "Hiran", to prowadzi do pewnej...nie będę zdradzać ;) Mam nadzieję że się spodoba :> Dobranoc <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Kochani!

Witam!
Być może wyda się to zabawne, ale zdecydowana większość wyświetleń jest z krajów zagranicznych. Wiem że osoby nie znające naszego języka nie komentują, bo myślą że nie zrozumiem. Tak się składa że jestem całkiem dobra z języka angielskiego i rozumiem co nie co. Możecie więc pisać w tym języku, gdyż to język powszechny (zwłaszcza dla directioners ;) ) Jeżeli coś sprawiałoby mi trudność wiem co to "Google tłumacz" :) Zachęcam, więc do komentowania osoby innej narodowości ;) Mam nadzieję że zrozumiecie :*
P.S. KOCHAM WAS!

Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Let me know you 2

 Mama zwyczajnie nie dała nam dojść do słowa. Ta brunetka wydała mi się spokojna, ułożona, ja wolałem szalone. Coś czułem że będzie ciężko...
***
*Kilkanaście godzin później 
Wysiedliśmy z taksówki. Stanęliśmy przed wielką, białą, ekskluzywną willą. Zachowywałem się jak gentelman, otwierałem przed nią drzwi itd. Cały lot nie odezwaliśmy się do siebie, całą drogę również. Była nieśmiała, to zauważyłem już w Bradford. Wziąłem nasze walizki i wkroczyliśmy do środka. Rozejrzeliśmy się po paterze, po ogrodzie z basenem. Później weszliśmy na górę. Była pierwsza. Otworzyła drzwi jednego pokoju i zatrzymała się w progu. Również przystanąłem trochę dalej. Skrzywiona na mnie spojrzała:
-Ymm...Zayn, to jest...-podszedłem i zobaczyłem. Zrozumiałem o co jej chodzi. Przeleciałem ręką po głowie i po karku. Zadzierała lekko głowę do góry by obserwować moją reakcję
-Spokojnie, będę spał w drugim pokoju-ruszyliśmy w poszukiwaniu takiego, ale wszędzie były tylko łazienki, siłownie, pracownie itd. Jedna sypialnia w tak wielkim domu? Idiotyzm. Kiedy  obszukaliśmy wszystkie możliwe pomieszczenia, zakłopotani zatrzymaliśmy się na przeciwko siebie w korytarzu
-Co teraz?-niepewnie zapytała
-Będę musiał spać na sofie-westchnąłem
-Nie-wyskoczyła-Damy radę razem, nie będziesz się męczył-wiedziałem że nie mam się o co kłócić, wychowywałem się z kobietami. One nigdy nie odpuszczają, więc nie warto walczyć
-No okej, w sumie i tak mamy się pobrać-uśmiechnąłem się nerwowo, tak jak i ona. Oboje się wypakowaliśmy. Przebrała się. Usiadła przy basenie, postanowiłem dołączyć. Akurat się ściemniało:
-Hej-przywitałem się
-Cześć-rozpromieniła się-Mogę cię o coś zapytać?-po krótkiej chwili ciszy zapytała
-Jasne, o co chodzi?-patrzała mi prosto w oczy. Mogłem w nich uton...Stop! Malik, ogarnij się!
-Czy ty też uważasz że to nie jest fair?-doskonale wiedziałem o co chodzi
-Tak. Nie mamy wyboru. To chore że wybierają nam partnerów i każą się poznawać. Nie mamy prawa kogoś spotkać i tak zwyczajnie się zakochać-przytaknęła mi-Dlaczego zgodziłaś się na to? Przecież kobiety mogą się nie zgodzić-przyszło mi to do głowy
-Musiałam, moja bunia jest jeszcze staroświecka i według niej nie mogę postąpić inaczej-posmutniała
-Nie chcesz tego?-zaciekawiło mnie to. Pokiwała głową na nie. Świetnie ją rozumiałam-Nie powinnaś robić niczego na siłę, tylko dlatego że bezmyślna babka ci każe-ups. Jej wzrok zabijał
-To ty nie rób tylko dlatego że chce tego twoja matka!-krzyknęła i odeszła. No świetnie Zayn, tak dobrze się zapowiadało, ale ty musiałeś wszystko zepsuć! 









Siemka! Tak wiem, rozdział do niczego. Nie mam weny, zero komentarzy, niska statystyka (nadal spada :( ) i nie mam motywacji. Proszę pomóżcie! Ostro zastanawiam się nad sensem prowadzenia tego bloga :/ Poważnie, komentujcie! To motywuje :>
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Gify z imaginami

Ktoś: Jesteś gejem...
Harry: Orginalnie, zabolało (śmiech)























Niall: Hazz jak Ci coś powiem to wyjdziesz z siebie!
Harry: Co?
Niall:  (T.I) zaraz tu będzie!
Harry:













Liam: Jak poderwałbyś (T.I) gdybyś miał szansę?
Zayn: Hej maleńka! Będziesz moja.














Ty: Skarbie selfie?
Niall: Zawsze!










Jesteś pijana, zaczynasz twerować (nie wiem jak to się pisze) 
Hazz:  Oh yeah! Dajesz mała!
















Reporter: Co ciekawego ostatnio słyszeliście?
Niall: Kiedy (T.I) przyjechała do Lou, mieszkałem za ścianą...
Louis: Zamknij się...
Niall: Okej, nie ważne (też słyszycie ten śmiech? xD) 























Ty: I jak?
Zayn: Mówiłem ci że ta czekolada w łóżku to nie dobry pomysł. Nie mogę z siebie tego zmyć! 
Ty : A nie było warto?
Zayn: Oj było...





Ty: Niall! Śniadanie!
Wpada do kuchni
Niall: JEEEJ!!!



Schodzisz rano po schodach
Niall:  Wzeszło słońca















Jesteś na porodówce. Urodziłaś. Na korytarzu czeka mnóstwo osób. Lou już widział waszego malucha. Wychodzi do waszych przyjaciół:
Liam: I co?
Lou: Syn (Tommo mdleje)













Harry widzi że Zayn cię ubrudził czekoladą
Hazz: Chodź, pomogę wyczyścić.






















Zostawiasz chłopaków samych z córką, twoją i Liam'a
Lou: Znowu! Kto teraz zmienia pieluchę?

Niall: Odpadam.
Zayn: Okej, no to ja.
















Zayn: Słyszałem te wasze nocne...
Liam: Taaa...




No hej! Jestem! Zaraz będzie kolejny post! Teraz macie sobie Imagify :3 Dawno nie było, więc...
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*A tu takie nasze serduszka <3 CRAZY **






wtorek, 2 grudnia 2014

Ride or die 13 (the end) (pechowa trzynastka)

-Prześliczna hmm?-zaśmiałem  się i ruszyłem w ślady Mercy (zdecydowanie lepiej niż Char). Stała przed kanapą  patrząc na wpatrzonych w nią chłopaków
-Ymm...Zapytałam co obejrzymy, odwrócili się i jakby zastygli-cicho zwróciła się do mnie. Nie dziwiłem się im, ideał, czysty z niej  ideał
-Harry, Lou, Niall! Pobudka!-krzyknąłem. Otrząsnęli się
-Przepraszam-wszyscy naraz się odezwali. Zapowiadało się ciekawie...
***
-Oglądamy?-zapytała ponownie
-Tak, tak. Jaki gatunek lubisz?-Louis chaotycznie szukał czegoś w szafce
-Może kryminał?-no kompletnie się nie spodziewałem, ten sarkazm. Przytaknęli jednocześnie. W sumie,  w tamtym momencie zrobiliby dla niej wszystko. Usiadła na skraju sofy, tuż obok miejsca Tomlinson'a. Po chwili on zajął miejsce obok niej. Ja obstawiłem fotel. Mercy była kompletnie wyluzowana, oni natomiast spięci. Onieśmielała tych wiecznych podrywaczy, ciekawe, hmm...W pewnej części filmu blondynka wybuchła śmiechem. Spojrzeliśmy na nią:
-O co chodzi?-zainteresował się Liam. Miałem wrażenie, że to skończy się zaskakująco, ale dla nich
-To bez sensu, używa... zamiast...-zaczęła przekazywać nam swoją wiedzę na temat broni palnej-Do tego ten film trwa dziesięć minut, a ten facet jeszcze nie domyślił się że zabójcą jest ta ruda-nie spuszczała wzroku z ekranu, natomiast chłopcy z niej. Nie mogli uwierzyć w to co słyszą
-Mówiłaś że nie oglądałaś tego-wydukał Hazz
-Bo nie oglądałam-krzywo na nich luknęła
-Skąd wiesz więc to wszystko?-jęknął Horan
-To proste...-zaczęła tłumaczyć, co jeszcze bardziej ich zaskoczyło
-Wyjdź za mnie-głupio palnął Styles
-Preferujesz wesele na stadionie narodowym?-no i ja się zakochałem. Piłka nożna to wspólna pasja całej naszej piątki, okazało się że jej też. Lou zaniemówił i padł przed nią na kolana
-Poszedłem do nieba?-nie mógł się ruszyć
-Jeszcze nie-uroczo zachichotała, zmieniła  się
-To co taki anioł  jak ty robi na ziemi?-podnieśliśmy go i zaciągnęliśmy na miejsce
-Wszystko z nim okej?-zapytała nas
-Chyba tak, zwykle się tak nie zachowuje-odpowiedziałem
-Dobrze...-zmarszczyła czoło-Wiecie co ja pójdę się przewietrzyć-wstała i ruszyła ku drzwiom
-Idę z tobą-wybiegłem za nią. Kroczyliśmy przez miasto spokojnym krokiem. Już się ściemniło. Trafiliśmy do parku. Nagle za plecami usłyszeliśmy męski głos:
-Znalazłem cię w końcu-odwróciliśmy się, wiedziałem że ona wie kim jest ten olbrzym
-Miałeś...-jej głos drżał
-Nie, to ty miałaś szansę. Zmarnowałaś ją po raz kolejny-wyciągnął spod kurtki pistolet i wycelował w nią
-Nie!-krzyknąłem
-Zayn, uspokój się. Daj mu to zrobić zanim sam  dostaniesz-szepnęła
-Nie!-powtórzyłem
-Przestań!-pociągnęła mnie za rękaw
-Nie rób jej tego!-nie zatrzymywałem się
-Jak sobie życzysz-zaśmiał się i strzelił prosto w mój brzuch. Upadłem na ziemię
-Zayn!-usłyszałem...
*Oczami Mercy
Opadł na chodnik, a tamten psychopata odszedł. Uklęknęłam nad ciałem chłopaka i płakałam
-Zayn, błagam nie zostawiaj mnie...Ja cię kocham...-dopiero  zdałam sobie z tego sprawę. Uchylił lekko oczy
-Ja ciebie też, cieszę się że mogłem to usłyszeć od mojego anioła przed snem-zasnął z uśmiechem na twarzy, na wieczność. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej i łgałam. Nie mogłam się uspokoić. Po raz kolejny zawiniłam śmierci kogoś bliskiego. I co przyniosły mi te całe emocje?! Nie pragnęłam już niczego, chociaż coś się znalazło. Otarłam szybko łzy i pobiegłam w kierunku byłego szefa. Zobaczyłam go w ciemnym zaułku. Zerwałam z szyi łańcuszek z logiem tej cholernej mafii i złapałam za pistolet w bucie. Strzeliłam najpierw w jego klatkę piersiową, następnie w swoją głowę. Teraz będę z nimi i już nikogo nie skrzywdzę...





Siemka! Tak wiem smutne, ale nie zawsze nastaje happy end :) Trzeba się z tym pogodzić :>  Nowe opowiadanko już się ukazało. Mam nadzieję że się spodoba :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. BBM-be brutal murder

Let me know you 1

Jak zaczęła się nasza historia?-Nijak, było okropnie. Może zacznę od początku...
Moja kariera nabierała rozpędu, byłem zachwycony. Nie od dziś wiadomo że jestem takiej, a nie innej religii. Jednym z obyczajów było wzięcie za żonę dziewczyny, którą wybierze rodzina. Nigdy mnie to nie zadowalało, ale plusem było to że miałem jeszcze trzy miesiące na poznanie "wybranki" mojej familii. Dzień wyłonienia "kobiety mojego życia" nadszedł niedługo po moich 22 urodzinach. Wróciłem do domu po trasie koncertowej, byłem zmęczony jak nigdy.  Tego samego dnia miała się zjawić. Moja rodzina już miała wszystko zaplanowane, cieszyli się więc miałem nadzieję że wybrali dobrze. Usłyszałem że otwierają drzwi. Podszedłem ciekawy, zamarłem. Była piękna, idealna, ale coś czułem że zupełnie inna niż ja. Wiedziałem już wszystko. Uśmiechała się i przywitała z moimi bliskimi. Stanęła ze mną twarzą w twarz, miała cudowne oczy
-Synku, to jest Aqua-oznajmiła mi matka-Diano oto Zayn-wyciągnąłem do niej dłoń. Jak ja miałem się zachować? Poznaję dziewczynę, mam się z nią ożenić, ale nawet jej nie znam. Uścisnęła moją rękę i mama ją porwała do salonu. Posadziła brunetkę na sofie i po chwili mnie tuż obok, ledwo łapaliśmy oddech, ale to zwyczajnie moja rodzicielka. Była tak podniecona, ze zapominała języka w gębie-Dzieci, jedziecie na te trzy miesiące na wakacje. Mam nadzieję że spodoba wam się Sydney-uśmiechała się. Oboje spojrzeliśmy na nią zszokowani. My nawet się nie znaliśmy!
-Sami?-wydukała
-Dokładnie, nie chcemy wam przeszkadzać. Lot macie za cztery godziny. Dlatego kazałam wziąć ci walizkę Aqua-dziewczyna nie była mniej zaskoczona ode mnie
-Ale...-zacząłem
-Żadnego ale-przerwała mi. Przez cały ten czas latała jak na szpilkach. Nawet nie zamieniłem zdania z moją "przyszłą żoną". Mama zwyczajnie nie dała nam dojść do słowa. Ta brunetka wydała mi się spokojna, ułożona, ja wolałem szalone. Coś czułem że będzie ciężko...









Hejka! No to jest kolejne opowiadanko, a to dlatego że zaraz kończy się jedno z poprzednich (nie zdradzę jaki :D ) Mam nadzieję że przypadnie wam do gustu. Tak wiem, może nie ma takiej tradycji, ale wpadłam na taki pomysł i jestem dobrej myśli :> So Enjoy <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Imagin Nialler

Jutro Boże Narodzenie. Budzę się rano, nie ma go obok. Okej, pewnie już się objada-od razu to przychodzi mi do głowy. Idę do łazienki. Jak wyglądam?-normalnie, nie będę ściemniać że doskonale i udawać że tragicznie, po prostu normalnie. Biorę prysznic, suszę włosy i spinam w niechlujny kok. Wcieram w twarz kremem Nivea, rzęsy maluję tuszem. Ubieram czarne leginsy i za duży kremowy sweter z reniferami u dołu. Schodzę na dół. Zastaję piękny widok mieniących się światełek na choince, trzaskającego drzewa w kominku i padającego śniegu za oknem. Jest bardzo klimatycznie, czuć święta. Wdycham zapach cynamonu i pomarańczy, bardzo kojarzy mi się to z tym magicznym czasem. Przystaję na moment, kąciki ust same unoszą mi się. Później wchodzę do kuchni, tam o dziwo też go nie ma. Na stole leży kartka: "Wrócę niedługo, będzie niespodzianka ;) Kocham cię". Samoistnie się uśmiecham i wracam do salonu. Siadam na kanapie. Rozkoszuję się pięknymi chwilami, to cudowna pora w roku. Po chwili czuję na oczach dłonie, przygryzam dolną wargę:
-Zgadnij kto to?-słyszę świetnie mi znany głos
-Pedofil?-śmieję się
-Dokładniej ja-rozbawiam go. Przywraca mi "wzrok". Odchylam głowę do tyłu. Delikatnie muska moje usta. Opada obok, ale na rękach trzyma coś czego wcześniej nie zauważyłam-szczenię labradora-Niespodzianka!-podaje mi psiaka
-Jejku! Naprawdę?! Zawsze chciałam mieć takiego malucha. Skąd wiedziałeś?-emanuję szczęściem
-Wiesz że mówisz przez sen?-śmieje się, oj jak ja to kocham
-Teraz już tak i do tego prawdę-tulę do siebie pieska-To będzie nasza...-zaglądam pod zwierzaka-...nasz synek-po raz kolejny wybuchamy chichotem-Będzie się nazywać...-nie mam pomysłu
-Może Pies?-czasami jego orginalność przebija wszystko
-Nie wpadłabym na to, ale żeby było dostojniej będzie to Pan Pies-tak...mamy podobne poczucie humoru
-Kocham cię-po raz kolejny mnie całuje
-Ja ciebie bardziej-wtulam się w niego-To co Panie Psie? Idziemy piec ciastka?-biorę małego przed twarz i pytam
-Chyba mówi że tak-stwierdza Nialler
-Skąd wiesz?-nie umiem powstrzymać rozbawienia
-Telepatia-Boże jak ja go kocham!
-No dobrze, skoro tata mówi że tak, to tak-stawiam szczeniaczka na dywan-Idziemy?-łapię ukochanego za rękę i ciągnę do kuchni. Rozkładamy mąkę, cukier itd., aby połączyć je w całość i stworzyć wypiek. Oczywiście jak to z Niall'em Horan'em nie obywa się bez wygłupów. Moja twarz jest cała w mące, za to jego idealnie ułożone włosy przyozdabiam żółtkiem i białkiem jaja. Moje ubrania pokryte są czekoladą, jego spodnie mlekiem, a sweter kakaem. Razem zawsze mamy niewiarygodnie dobrą zabawę. Nareszcie udało się nam wstawić ciastka do pieca. Musieliśmy oczyścić się ze składników, a że jesteśmy ekologiczni, załatwiliśmy to za jednym razem (tak wiem jestem zboczona xD). Wracamy, już czyściutcy i odprężeni, wyciągamy wypieki i przyozdabiamy je. Taaa...na początku było ich z pięćdziesiąt, ale że ten głodomór nie zna umiaru zostało z trzydzieści. Kocham go, marzę...ale, nieważne. Siedzimy i popijamy ciepłe kakao. Jest niesamowicie. Nastaje wieczór. W tle lecą kolędy, Pan Pies (xD) biega po salonie. Nialler trzyma mnie w ramionach, kładę głowę na jego ramieniu. Jest idealnie. Nagle chłopak znika, po chwili wraca. Klęka i otwiera czerwone pudełko szczerząc się niezmiernie, po prostu nie umiem się powstrzymać:
-Piękny pierścionek sobie kupiłeś-no nie potrafię nie psuć takich chwil ;)
-Jeżeli zgodzisz się za mnie wyjść, dam ci go-zażartował
-Chcę to usłyszeć-postanawiam się z nim podroczyć
-Czy ty, (T.I) (T.N) przyszła Horan, uczynisz mnie najszczęśliwszym mężczyzną na świecie i wyjdziesz za mnie Niall'a Horan'a?-jest taki uroczy
-Oczywiście że tak-rzucam się mu na szyję i mocno całuję. Lądujemy na podłodze i nie przestajemy. Może ciężko w to uwierzyć, ale nie wyobrażam sobie romantyczniejszych zaręczyn. Kocham go, o tym właśnie marzyłam. Z tym chłopakiem czuję się jak w niebie. Sprawia że latam wyżej niż ponad chmurami, jestem w swoim świecie. W klatce w której istniejemy tylko my. Nie chcę żeby ktoś ją otworzył. Już nie mogę doczekać się naszego zwariowanego wesela, z chłopakami w roli głównej. Jedyne co mnie martwi, to to czy wystarczy nam jedzenia dla Nialler'a...




Ho! Ho! Ho! Siemka! Oj,oj wiem że przesłodzone, ale co poradzę że jestem zako...nieważne, i mam taki nastrój ^^ Po za tym Grudzień się zaczął, więc trzeba zacząć wprowadzać was w klimat :) A no i przepraszam że zawarłam motywy "+18" ale no cóż, taka moja natura zboczucha ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Little Sweet Angel 24

 Bawiliśmy się świetnie, uśmiech nie znikał nam z twarzy. Nie bolało mnie już nic. Nie odczuwałam cierpienia fizycznego czy psychicznego. Po prostu żyłam chwilą. Byłam ciekawa jak to wszystko potoczy  się dalej...
***
Wróciliśmy, ubrałam się w coś ciepłego i zrobiłam kakao. Zajęliśmy miejsca w salonie. Włączyliśmy telewizor, akurat leciał "Kevin sam w Nowym Jorku". Chociaż widziałam ten film miliony razy i tak mnie bawił. Siedziałam na fotelu, Harry rozłożył się na kanapie. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Oby to nie był on-pomyślałam. Wymieniłam spojrzenia z lokatym i wspólnie przemieściliśmy się na korytarz. Uchyliłam lekko barierę drzewną, która dzieliła mnie i gościa. Okazali się nim chłopcy. Ulżyło mi:
-Hej!Michi!-jako pierwszy w polik pocałował mnie Niall, następnie Liam, Zayn. Przyszła kolej na Lou. Stał niepewnie w drzwiach i przywitał się
-Witaj Michell-zbliżył się-I jak?-szeptał
-Lepiej, już chodzę-uśmiechnęłam się, być może trochę sztucznie-Wchodź-dałam mu przejść. Przywitali się z Harold'em i dołączyli do seansu-A gdzie El i mała?-zapytałam siedząc pomiędzy Hazz'ą a Nialler'em
-Poszły do dentysty-oznajmił Tommo
-Może coś zjecie?-zaproponowałam po chwili
-Zrobimy razem pierniczki świąteczne, kocham to?!-blondyn aż podskoczył
-Możemy, ale musi ktoś iść  po składniki-rozejrzałam się po ich twarzach
-To może ja, Styles oraz Horan się pofatygujemy?-odezwał się Payne
-Okej-wzruszyłam ramionami, mi było wszystko jedno. Każdego z nich kochałam na swój sposób i mogłam przebywać z nimi...dopóki mnie nie zirytują na tyle że będę miała ochotę ich zabić. Chodzi zwłaszcza o ich idiotyczne, ale zabawne,kłótnie, dziwne teksty i tan ich cały język, którym posługiwali się kiedy nie chcieli aby ktoś inny ich zrozumiał. Bez tego byłoby idealnie. Napisałam im listę składników. Ubrali się i zostawili mnie z Malik'iem, zauważyłam że coś go trapi, postanowiłam dowiedzieć się co:
-Co się dzieje?-usiadłam na blacie w kuchni, a on przy stole
-Dasz mi radę?-spojrzał na mnie
-Jasne. O co chodzi?-był naprawdę przejęty
-Jest taka jedna dziewczyna...-zaczynało się ciekawie-ma na imię Perrie i pracuje ze mną, podoba mi się niezmiernie. Jest mądra, pomysłowa, oryginalna, ładna, miła, kochana...-zaczął wymieniać, trwało to w nieskończoność...-i bardzo chciałbym jej to wszytko powiedzieć, ale nie mam odwagi. To zdecydowanie wyższa liga, nie wiem czy mam jakąkolwiek szansę.-wyjaśnił. Zaśmiałam się w duszy i od razu wiedziałam jak mu pomóc
-Zayn, nie znam jej ale wiem że na pewno jesteś jej wart. Jesteś uroczy, kochany, troskliwy i mogłabym tak wymieniać bez końca. Wiem że poważnie nad nią myślisz, bo w takim transie jeszcze cię nie widziałam-uśmiechałam się do niego dla otuchy-Zapukaj do jej drzwi, nie spiesz się. Zapytaj czy nie chce wyjść z tobą na kolację. Nie mów że to randka, wszystko przyjdzie z czasem. Dziewczyny nie lubią pośpiechu. Ale za to przepadamy za romantykami, więc daj jej odczuć że jest wyjątkowa, idealna, ale nie zbyt wyraziście. Przyzwoicie jak na przyjaciela. Zaufaj-puściłam mu oczko. Kiedy skończyłam wykład, sama zastanawiałam się skąd mam taką wiedzę. Jeszcze nigdy nie byłam w związku, ale chyba tego pragnęłabym jeżeli bym w nim była. Doskonale zdawałam sobie sprawę,że to wszystko jest trudne do spełnienia, jeżeli jest się w kimś zakochanym i jest się...facetem, a oni nie są mocni w trzymaniu emocji na wodzy
-Chelly, naprawdę myślisz że to na nią zadziała?-pytał pełen nadzei
-Jestem pewna-obdarzył mnie słodkim uśmieszkiem. Jego oczy zabłysły, wtedy wiedziałam że poradzi sobie...









Hejka! No i znowu poniedziałek :P No trudno, musimy przetrwać >< Mam nadzieję że trochę osłodzę wam trochę ten czas przyjaznymi rozdziałami, które jeszcze dzisiaj pojawią się na stronce :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*