-Cześć skarbie, też miło mi cię widzieć-kroczył za mną. Opadałam na sofę i zakryłam twarz kocem-Co jest?-zapytał i usiadł bardzo blisko. Spojrzałam na niego jak na idiotę
-Jestem chora-ledwo wydukałam-Nie widzisz jak okropnie wyglądam?-przewróciłam oczami
-Nie-zmarszczyłam brwi-Wyglądasz jak zawsze, pięknie-parsknęłam śmiechem
-Dobre żarty, ale nie teraz Tomlinson-warknęłam
-Oooo...-uniósł ręce w znaku obronnym-Jest aż tak źle?-miałam ochotę go zabić
-O co ci chodzi?-mruknęłam
-Kiedy nazywasz mnie po nazwisku, znaczy to że na poważnie nie masz humorku-jego przenikliwość mnie dobijała
-Ale ty jesteś spostrzegawczy-stwierdziłam z sarkazmem
-Coś zrobiłem nie tak?-miał czelność pytać
-Nie, absolutnie nie-odpowiedziałam zachrypniętym głosem-Tylko wrzuciłeś mnie do basenu w październiku-odwróciłam od niego głowę-Dzięki tobie, nie mogę iść jutro na urodziny do Perrie-skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i zrobiłam naburmuszoną minę. Ból głowy mnie ogarniał, gardło mnie piekło jak nigdy, a katar nie ustępował
-Misia-zbliżył się-przepraszam, ja nie chciałem-unikałam jego wzroku-Ej-złapał mnie za podbródek. Chciał mnie pocałować, ale zakryłam się kocem
-Jestem chora-oznajmiłam ponownie
-To nic-zaśmiał się
-Nie chcę cię zarazić-uciekałam bez skutku
-Ale ja chcę cię pocałować-wygrał tę bitwę i wpił się w moje usta
*Następnego dnia
Czułam się lepiej, ale nadal byłam słaba. Ponownie w progu moich drzwi ukazał się Tommo. Miał czerwony nos i wyraźnie łapała go choroba. Uśmiechnęłam się szyderczo i podparłam się o biodra
-Witam Pana Louis'a, gratulacje. I co było warto?-wpuściłam go
-Dla twoich warg, zawsze-zachichotał, ale przerwał mu kaszel
-No kochanie-zaprowadziłam do na kanapę-Kładź się, zrobię ci herbatki, tu masz koc-podałam mu kawałek materiału
-Dziękuję-uniósł kąciki ust kiedy podałam mu kubek-Chodź tu do mnie-rozchylił wolne ramie. Usiadłam obok i ułożyłam głowę na jego ramieniu-Kocham cię-szepnął
-Ja ciebie też, głuptasku-zaśmiałam się
-Jestem chory-powiedział
-Widzę-obojętnie odrzekłam
-Ale na miłość-lekko uniosłam kąciki ust i już się nie odezwałam.
Najważniejsze że byliśmy razem, chorzy i zakochani...

Siemka! Sorka że tak późno, ale wzięła mnie wena i mam nadzieję że taka słodzizna przypadnie wam do gustu :3 Oznajmiam z żalem, że jutro post pojawi się dopiero w okolicach godziny 17.00, gdyż mam warsztaty taneczne od 11.00 do 15.00, a jak wiecie pisanie nie idzie aż tak szybko, a szkoda. Wierzę że dacie mi motywację i skomentujecie jakikolwiek post :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* i dobranoc <3
Proszę bardzo, moja motywująca notka!
OdpowiedzUsuńCuuuuuuuudowne te imaginy co je dodałaś!
Osłodziły mi okropny sobotni koniec dnia!
Ja tam se poczekam do jutra<3