poniedziałek, 1 grudnia 2014

Little Sweet Angel 24

 Bawiliśmy się świetnie, uśmiech nie znikał nam z twarzy. Nie bolało mnie już nic. Nie odczuwałam cierpienia fizycznego czy psychicznego. Po prostu żyłam chwilą. Byłam ciekawa jak to wszystko potoczy  się dalej...
***
Wróciliśmy, ubrałam się w coś ciepłego i zrobiłam kakao. Zajęliśmy miejsca w salonie. Włączyliśmy telewizor, akurat leciał "Kevin sam w Nowym Jorku". Chociaż widziałam ten film miliony razy i tak mnie bawił. Siedziałam na fotelu, Harry rozłożył się na kanapie. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Oby to nie był on-pomyślałam. Wymieniłam spojrzenia z lokatym i wspólnie przemieściliśmy się na korytarz. Uchyliłam lekko barierę drzewną, która dzieliła mnie i gościa. Okazali się nim chłopcy. Ulżyło mi:
-Hej!Michi!-jako pierwszy w polik pocałował mnie Niall, następnie Liam, Zayn. Przyszła kolej na Lou. Stał niepewnie w drzwiach i przywitał się
-Witaj Michell-zbliżył się-I jak?-szeptał
-Lepiej, już chodzę-uśmiechnęłam się, być może trochę sztucznie-Wchodź-dałam mu przejść. Przywitali się z Harold'em i dołączyli do seansu-A gdzie El i mała?-zapytałam siedząc pomiędzy Hazz'ą a Nialler'em
-Poszły do dentysty-oznajmił Tommo
-Może coś zjecie?-zaproponowałam po chwili
-Zrobimy razem pierniczki świąteczne, kocham to?!-blondyn aż podskoczył
-Możemy, ale musi ktoś iść  po składniki-rozejrzałam się po ich twarzach
-To może ja, Styles oraz Horan się pofatygujemy?-odezwał się Payne
-Okej-wzruszyłam ramionami, mi było wszystko jedno. Każdego z nich kochałam na swój sposób i mogłam przebywać z nimi...dopóki mnie nie zirytują na tyle że będę miała ochotę ich zabić. Chodzi zwłaszcza o ich idiotyczne, ale zabawne,kłótnie, dziwne teksty i tan ich cały język, którym posługiwali się kiedy nie chcieli aby ktoś inny ich zrozumiał. Bez tego byłoby idealnie. Napisałam im listę składników. Ubrali się i zostawili mnie z Malik'iem, zauważyłam że coś go trapi, postanowiłam dowiedzieć się co:
-Co się dzieje?-usiadłam na blacie w kuchni, a on przy stole
-Dasz mi radę?-spojrzał na mnie
-Jasne. O co chodzi?-był naprawdę przejęty
-Jest taka jedna dziewczyna...-zaczynało się ciekawie-ma na imię Perrie i pracuje ze mną, podoba mi się niezmiernie. Jest mądra, pomysłowa, oryginalna, ładna, miła, kochana...-zaczął wymieniać, trwało to w nieskończoność...-i bardzo chciałbym jej to wszytko powiedzieć, ale nie mam odwagi. To zdecydowanie wyższa liga, nie wiem czy mam jakąkolwiek szansę.-wyjaśnił. Zaśmiałam się w duszy i od razu wiedziałam jak mu pomóc
-Zayn, nie znam jej ale wiem że na pewno jesteś jej wart. Jesteś uroczy, kochany, troskliwy i mogłabym tak wymieniać bez końca. Wiem że poważnie nad nią myślisz, bo w takim transie jeszcze cię nie widziałam-uśmiechałam się do niego dla otuchy-Zapukaj do jej drzwi, nie spiesz się. Zapytaj czy nie chce wyjść z tobą na kolację. Nie mów że to randka, wszystko przyjdzie z czasem. Dziewczyny nie lubią pośpiechu. Ale za to przepadamy za romantykami, więc daj jej odczuć że jest wyjątkowa, idealna, ale nie zbyt wyraziście. Przyzwoicie jak na przyjaciela. Zaufaj-puściłam mu oczko. Kiedy skończyłam wykład, sama zastanawiałam się skąd mam taką wiedzę. Jeszcze nigdy nie byłam w związku, ale chyba tego pragnęłabym jeżeli bym w nim była. Doskonale zdawałam sobie sprawę,że to wszystko jest trudne do spełnienia, jeżeli jest się w kimś zakochanym i jest się...facetem, a oni nie są mocni w trzymaniu emocji na wodzy
-Chelly, naprawdę myślisz że to na nią zadziała?-pytał pełen nadzei
-Jestem pewna-obdarzył mnie słodkim uśmieszkiem. Jego oczy zabłysły, wtedy wiedziałam że poradzi sobie...









Hejka! No i znowu poniedziałek :P No trudno, musimy przetrwać >< Mam nadzieję że trochę osłodzę wam trochę ten czas przyjaznymi rozdziałami, które jeszcze dzisiaj pojawią się na stronce :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz