czwartek, 4 grudnia 2014

Little Sweet Angel 25

Doskonale zdawałam sobie sprawę,że to wszystko jest trudne do spełnienia, jeżeli jest się w kimś zakochanym i jest się...facetem, a oni nie są mocni w trzymaniu emocji na wodzy
-Chelly, naprawdę myślisz że to na nią zadziała?-pytał pełen nadzei
-Jestem pewna-obdarzył mnie słodkim uśmieszkiem. Jego oczy zabłysły, wtedy wiedziałam że poradzi sobie...









***
-Dziękuję-przytulił się do mnie. Na to akurat wkroczyli obsypani śniegiem chłopcy, z siatami w rękach:
-Wohoho! Aż tak wam zimno?-zaśmiał się Lou (żebyście widzieli minę Harold'a i Niall'era). Powoli się od siebie odsunęliśmy. Ustawili sity na blacie i poszli się rozebrać. Wypakowaliśmy wszystkie składniki i zaczęliśmy. Ledwo co zdążyli wyjąć jajka, a już kilka leżało na ziemi. No oczywiście, zero zaskoczenia. Tak w połowie pracy, przechodziłam przez kuchnię by wziąć olej. Poślizgnęłam się na rozbitym składnikiem i wpadłam idealnie w ramiona Styles'a. Zatrzymaliśmy się na chwilę w tej pozie. Uśmiechnęliśmy się w tym samym momencie
-Uuuu...-Lou, jak zwykle subtelnie, przypomniał nam o obecności reszty. Hazz szybko ustawił mnie na proste nogi. Przeleciałam wzrokiem po ich twarzach i po obrazie pod moimi stopami
-Zamiast mruczeć mi tu, to sprzątaj to Tomlinson!-warknęłam
-Ale to był Liam!-jak z dzieckiem
-Nie prawda, to Niall!-sprzeczał się Payne
-Nie obchodzi mnie kto to zrobił, macie się tym zająć-podparłam ręce o biodra
-Czuję się jakbym gadał z matką-szepnął Tommo pod nosem
-Ej!-klepnęłam go w ramię
-Ała! Ty to masz siłę-zadrwił ze mnie. Chłopcy się zaśmiali, bez wyjątków
-No to róbcie sobie to sami-chciałam wyjść, ale Nialler mnie zatrzymał
-Michell, błagam nie zostawiaj mnie, wiesz jak bardzo mi zależy-patrzał na mnie tymi swoimi maślanymi oczkami, nie mogłam mu nie ulec
-Dobrze, ale robię to tylko dla ciebie. Na resztę mam focha-skrzyżowałam ręce na piersi. 
-Michi-zgrali się doskonale. Cała piątka  mnie otoczyła i wtuliła się mocno. Jak to z nimi, musieli coś odwalić i celowo i przewrócili nas. Nie wytrzymałam, wybuchłam śmiechem, nie potrzebowałam już żadnych słów. Mi to wystarczało
-Nie cierpię was-przyciśnięta nimi ledwo wydukałam
-My ciebie też-doskonale rozumieli że to znaczy "Kocham was"
-Możecie ze mnie zejść, ważę trochę mniej niż wy, trochę dużo-ledwo oddychałam
-A tak, no...-zaczęli się zbierać
-Dzięki-pomogli mi wstać-Możemy dokończyć? Niall zaraz umrze z głodu-dłonią pomierzwiłam jego idealnie ułożone włoski 
-Dziewczyno jak mogłaś to zrobić?-udał zabawnie szok
















Hejka! No już jestem! :3 Tu taki pozytywny rozdziałek, bo ostatnio coś tak smutno ;/ A więc tu macie przedstawiony poziom inteligencji naszych mężów ;) Oczywiście oni są wyjątkowo...nie dobra, bez żartów :D 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz