poniedziałek, 1 grudnia 2014

Imagin Nialler

Jutro Boże Narodzenie. Budzę się rano, nie ma go obok. Okej, pewnie już się objada-od razu to przychodzi mi do głowy. Idę do łazienki. Jak wyglądam?-normalnie, nie będę ściemniać że doskonale i udawać że tragicznie, po prostu normalnie. Biorę prysznic, suszę włosy i spinam w niechlujny kok. Wcieram w twarz kremem Nivea, rzęsy maluję tuszem. Ubieram czarne leginsy i za duży kremowy sweter z reniferami u dołu. Schodzę na dół. Zastaję piękny widok mieniących się światełek na choince, trzaskającego drzewa w kominku i padającego śniegu za oknem. Jest bardzo klimatycznie, czuć święta. Wdycham zapach cynamonu i pomarańczy, bardzo kojarzy mi się to z tym magicznym czasem. Przystaję na moment, kąciki ust same unoszą mi się. Później wchodzę do kuchni, tam o dziwo też go nie ma. Na stole leży kartka: "Wrócę niedługo, będzie niespodzianka ;) Kocham cię". Samoistnie się uśmiecham i wracam do salonu. Siadam na kanapie. Rozkoszuję się pięknymi chwilami, to cudowna pora w roku. Po chwili czuję na oczach dłonie, przygryzam dolną wargę:
-Zgadnij kto to?-słyszę świetnie mi znany głos
-Pedofil?-śmieję się
-Dokładniej ja-rozbawiam go. Przywraca mi "wzrok". Odchylam głowę do tyłu. Delikatnie muska moje usta. Opada obok, ale na rękach trzyma coś czego wcześniej nie zauważyłam-szczenię labradora-Niespodzianka!-podaje mi psiaka
-Jejku! Naprawdę?! Zawsze chciałam mieć takiego malucha. Skąd wiedziałeś?-emanuję szczęściem
-Wiesz że mówisz przez sen?-śmieje się, oj jak ja to kocham
-Teraz już tak i do tego prawdę-tulę do siebie pieska-To będzie nasza...-zaglądam pod zwierzaka-...nasz synek-po raz kolejny wybuchamy chichotem-Będzie się nazywać...-nie mam pomysłu
-Może Pies?-czasami jego orginalność przebija wszystko
-Nie wpadłabym na to, ale żeby było dostojniej będzie to Pan Pies-tak...mamy podobne poczucie humoru
-Kocham cię-po raz kolejny mnie całuje
-Ja ciebie bardziej-wtulam się w niego-To co Panie Psie? Idziemy piec ciastka?-biorę małego przed twarz i pytam
-Chyba mówi że tak-stwierdza Nialler
-Skąd wiesz?-nie umiem powstrzymać rozbawienia
-Telepatia-Boże jak ja go kocham!
-No dobrze, skoro tata mówi że tak, to tak-stawiam szczeniaczka na dywan-Idziemy?-łapię ukochanego za rękę i ciągnę do kuchni. Rozkładamy mąkę, cukier itd., aby połączyć je w całość i stworzyć wypiek. Oczywiście jak to z Niall'em Horan'em nie obywa się bez wygłupów. Moja twarz jest cała w mące, za to jego idealnie ułożone włosy przyozdabiam żółtkiem i białkiem jaja. Moje ubrania pokryte są czekoladą, jego spodnie mlekiem, a sweter kakaem. Razem zawsze mamy niewiarygodnie dobrą zabawę. Nareszcie udało się nam wstawić ciastka do pieca. Musieliśmy oczyścić się ze składników, a że jesteśmy ekologiczni, załatwiliśmy to za jednym razem (tak wiem jestem zboczona xD). Wracamy, już czyściutcy i odprężeni, wyciągamy wypieki i przyozdabiamy je. Taaa...na początku było ich z pięćdziesiąt, ale że ten głodomór nie zna umiaru zostało z trzydzieści. Kocham go, marzę...ale, nieważne. Siedzimy i popijamy ciepłe kakao. Jest niesamowicie. Nastaje wieczór. W tle lecą kolędy, Pan Pies (xD) biega po salonie. Nialler trzyma mnie w ramionach, kładę głowę na jego ramieniu. Jest idealnie. Nagle chłopak znika, po chwili wraca. Klęka i otwiera czerwone pudełko szczerząc się niezmiernie, po prostu nie umiem się powstrzymać:
-Piękny pierścionek sobie kupiłeś-no nie potrafię nie psuć takich chwil ;)
-Jeżeli zgodzisz się za mnie wyjść, dam ci go-zażartował
-Chcę to usłyszeć-postanawiam się z nim podroczyć
-Czy ty, (T.I) (T.N) przyszła Horan, uczynisz mnie najszczęśliwszym mężczyzną na świecie i wyjdziesz za mnie Niall'a Horan'a?-jest taki uroczy
-Oczywiście że tak-rzucam się mu na szyję i mocno całuję. Lądujemy na podłodze i nie przestajemy. Może ciężko w to uwierzyć, ale nie wyobrażam sobie romantyczniejszych zaręczyn. Kocham go, o tym właśnie marzyłam. Z tym chłopakiem czuję się jak w niebie. Sprawia że latam wyżej niż ponad chmurami, jestem w swoim świecie. W klatce w której istniejemy tylko my. Nie chcę żeby ktoś ją otworzył. Już nie mogę doczekać się naszego zwariowanego wesela, z chłopakami w roli głównej. Jedyne co mnie martwi, to to czy wystarczy nam jedzenia dla Nialler'a...




Ho! Ho! Ho! Siemka! Oj,oj wiem że przesłodzone, ale co poradzę że jestem zako...nieważne, i mam taki nastrój ^^ Po za tym Grudzień się zaczął, więc trzeba zacząć wprowadzać was w klimat :) A no i przepraszam że zawarłam motywy "+18" ale no cóż, taka moja natura zboczucha ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz