-Ewi, proszę, Ewcia...-robił minę zbitego psiaka
-Niall, proszę cię, ja już nie mogę-odsuwałam od siebie tacę z jedzeniem
-Ale jesteś taka chuda i w ogóle-westchnął smutno
-Nialler, byłam w śpiączce przez kilka dób, wybacz, ale nie mam ochoty na frytki i colę-protestowałam
-To może chociaż się uśmiechnij?-ukazał mi rząd tych pięknych białych zębów
-Nie. Wszystko mnie boli po tej operacji, do tego Lou nie mógł dzisiaj przyjść i wszystko jest do bani-mruknęłam. Wszystko się sypało. Miałam operację nogi, mój ukochany musiał wyjechać, a ogółem humor mi nie dopisywał. Blondynek już od dłuższego czasu próbował mnie rozbawić, ale marnie mu szło
-Proszę-nie odpuszczał
-Nie-zimno odrzekłam
-Plisss...-splatał dłonie w geście błagalnym i przekręcał tułów jak mały chłopiec
-Nie
-Ewiii...-przeciągał litery
-Niall!-warknęłam
-Misiuuu...-kontynuował jak psychopata
-Przestań!
-Ewuciuuu...-miałam ochotę go zabić
-Cholera jasna, Horan-mruknęłam
-Skarbieee...-odwróciłam głowę. Wstał i zniknął. Uff...-pomyślałam. Po chwili jednak doszło do mnie, że przecież to nie normalna osoba, tylko Nialler. Jedyne co mogłam zrobić to czekać co takiego wykombinuje ten ciołek. Strach się bać. Minęło pół godziny, jego nadal nie było. Może coś mu się stało?-napadła mnie obawa, którą po chwili zastąpiła ta-Nie. Pewnie obżera się w Nando's-już panowała kompletna cisza. Zero jakichkolwiek dźwięków. Oczywiście niedługo to potrwało:
-...-wparował z gitarą śpiewając piosenkę, która zawsze, ale to zawsze, mnie rozśmieszała. I tym razem się udało. Dołączył jeszcze do tego ten swój taniec i lałam z rechotu. Boże! On jest nieziemski. Skończył, a ja nadal chichotałam jak opętana-A to jeszcze nie wszystko!-odstawił instrument na bok i zniknął za drzwiami. Wrócił z chmurą różowych balonów napełnionych helem-Ta dam!-podał mi je
-Dziękuję-ledwo wydusiłam
-Wiesz co teraz, prawda?-zabawnie wzruszał brwiami
-Uhuhu...-jak niepełnorozumna się podjarałam
-Let's go!-zaczęliśmy przepełniać nasze usta helem. Wymienialiśmy zdania wysokimi głosami. Pełno śmiechu, nie powiem. Zapomniałam o ponurej atmosferze, która panowała jeszcze nie tak dawno i o braku ukochanego przy boku w trudnej chwili. Wtedy zwyczajnie dobrze bawiłam się w towarzystwie Niall'a
-Kocham cię za to-przytuliłam go
-Ja ciebie też mała-pocałował mnie w policzek. Ale jak to on, nie mógł być to zwykły całus. Jasne, że musiał zostawić ślinę na mojej twarzy
-Ale i tak jesteś głupi-zaśmiałam się ocierając zwilżone miejsce
-Ale i tak mnie kochasz-udawał mój polski akcent
-Ha ha-powiedziałam. Serio mnie bawił
-To teraz coś zjesz?-ręce mu opadły w komiczny sposób
-Nie-chichotałam
-A teraz?
-Yyym-kiwałam głową na nie
-Teraz?
-Niall!
-A może teraz?-podskakiwał i opadał
-Przestań-śmiałam się
-Ewa!
-Nialler!
-Misia!
-Cep-lekko puknęłam go w czoło i powróciłam do nabieraniu gazu z balonów. Jednak czasami ten ciołek zdaje się na coś. Uwielbiam go...
Hejka! Oto zamówiony przez Ewcię imagin :3 Wiem, że krótki i nie taki dobry jak twoje, ale chyba nigdy nie dorównam. No cóż, mam nadzieję, że Cię nie zawiodę :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
środa, 28 stycznia 2015
Imagin Niall
Nigdy nie uważałam się za atrakcyjną. W życiu nie pomyślałam o sobie jako o ładnej. Przyznam, że to moja kuzynka zgarniała większość, w sumie to całość komplementów. Mieszkałam z nią, gdyż moi rodzice byli misjonarzami w Afryce i musieli zostawić mnie u wuja i ciotki. Nie byłam szarą myszką, ale stonowaną jeżeli chodzi o wygląd dziewczyną. W środku niczym nie różniłam się od innych. Nie myślcie tylko, że ubierałam się w worki po ziemniakach, nie. Ja zwyczajnie nie używałam eyeliner'a, pudru, doczepek, tipsów, krótkich sukienek, szpilek i innych babskich bzdetów. Wystarczały mi trampki, rurki i bluza. Żyłam po prostu, tak bez celu. Nie miałam wielkich marzeń. Wyobrażałam sobie siebie jako zwykłą Dj'ejkę. Tak, to nazywałam swoją pasją mix'owanie utworów muzycznych przynosiło mi przyjemność.
Nareszcie nastały wakacje. Jak zwykle pierwszego dnia zaszyłam się u siebie w pokoju i zaczęłam szukać nowego obiektu do przerobienia utworu. Nagle rozległo się pukanie do drzwi:
-Proszę-chrząknęłam
-Noise! Błagam, musisz mi pomóc-Hannah opadła tuż obok
-O co chodzi?-mruknęłam nawet na nią nie patrząc
-No, bo ogłosili konkurs na najlepszy remix piosenki mojego zespołu, wygrana to spotkanie z nimi i ja...
-Spoko, pomogę. Tylko przestań mi piszczeć nad uchem-zgodziłam się. Po pierwsze nie miałam nic lepszego do roboty, po drugie i tak nie dałaby mi spokoju, po trzecie mimo różnic miałam z nią dobry kontakt, więc czemu nie. Zaczęła piszczeć, skakać itd.-Podaj tytuł tego chłamu-ułożyłam dłonie na klawiaturze laptop'a
-Nie chłamu i "Little Things"-piskliwym głosem odrzekła
-Wyjdź, na jutro będzie gotowe-bez słowa mnie opuściła. Zawsze tak miałam. Wolałam sama wszystko przeanalizować i w ogóle. Posłuchałam tych pięciu męskich, jak się okazało, głosów. Przyznam nie byli źli, ale to nie mój klimat. Natychmiast mojemu "geniuszowi" okazał się obraz przeróbki. Szczerze to zajęło mi to zaledwie siedem godzin, tylko. Uznałam to za jedną z moich najlepszych prac. Dostarczyłam to kuzynce i położyłam się spać. Oczywiście, jarała się moim dziełem jak oszalała przez kilka tygodni. Pewnego spokojnego dnia o SZÓSTEJ RANO wpadła z krzykiem do mojej sypialni:
-Zamknij się, ja śpię-mruknęłam
-Wygrałaś! Wygrałaś! Rozumiesz? Poznamy ONE DIRECTION!!!-wrzeszczała
-Co? Ty wygrałaś. Ja nigdzie się nie wybieram-parsknęłam i zepchnęłam ją z łózka
-Weź, musisz iść tam ze mną. Pronto to twoja praca, a po za tym to ja tam zejdę bez ciebie-piszczała
-Dobra pójdę, ale wyjdź. Kiedy to ma być?-zapytałam zaspana
-Jutro-wyskoczyła-Dziękuję, kocham cię-wyszła. Świetnie-pomyślałam i opadłam twarzą na poduszkę.
*Kolejny dzień 16.00
Hannah wystroiła się od stóp do głów. Ja wzięłam prysznic. Wysuszyłam włosy i pozostawiłam rozpuszczone. Ubrałam się w to co uważałam i tyle. No może jeszcze spryskałam się ulubionym zapachem.
Oczywiście musiałam prowadzić, bo ona ledwo oddychała. Uspokoić ją to nie lada wyzwanie. Podjechałyśmy pod wielkie studio nagraniowe. Hann ruszyła przodem ja powoli kroczyłam rozglądając się na boki. Gdzieś zniknęła mi z oczu, kiedy przepuścili nas już na piętro. Przez szybę ujrzałam profesjonalny sprzęt, nie to co na chacie. Weszłam tam i zaczęłam bawić się dźwiękami. Mega fun. Pomyślałam, że te muszę skorzystać. Około półgodzinną samotność przerwały mi otwierające się drzwi. Przestałam i luknęłam w bok. Znajomy mi już chłopak wszedł. Nie kojarzyłam tylko skąd go znam:
-Hej. To ty jesteś Noise?-zbliżył się do mnie
-Tak, a ty jesteś...-skrzywiłam się lekko
-Niall-nadal zero przebłysku co wyraźnie było po mnie widać-Ten z zespołu-podałam mu rękę
-Przepraszam, ja nie mam pamięci do twarzy-powiedziałam jakby mało mnie to ruszało, właściwie to tak było. Z powrotem zajęłam miejsce na fotelu
-Co robisz?-nachylił się nade mną, a ja poczułam zniewalający zapach
-Próbuję coś złożyć tutaj, nie mam takiego wyposażenia. Po za tym, nie obraź się, ale jakoś to interesuje mnie bardziej niż patrzenie jak moja kuzynka piszczy na wasz widok-zaśmiał się
-Mogę posłuchać?-zerknęłam mu w oczy. Utonęłam w nich na moment i się zawiesiłam-Czyli?-rozbawiłam go
-Ja...jasne-wydukałam zakłopotana i nacisnęłam przycisk "play"
-Wow-podsumował moje dzieło-Jesteś niesamowicie utalentowana-stwierdził-Słyszałem już twoją robotę, jesteś serio do tego stworzona-uśmiechnął się i wywołał to samo u mnie. Nie dlatego, że mnie komplementował polubiłam go. Wydawał się taki beztroski, wyluzowany jak ja
-Dzięki. Przyznam, że wasza muzyka też jest całkiem całkiem, ale ja i tak wolę elektro-przyglądał mi się z uwagą-Mam coś na twarzy, czy co?-zachichotałam
-Nie, nie. Po prostu, jeszcze nigdy nie spotkałem kogoś takiego. Szczerego i bezpośredniego, przy czym tak uroczego-zwykła dziewczyna by się zarumieniła i zawstydziła, a ja zwyczajnie parsknęłam rechotem
-Mówił ci już ktoś kiedyś, że jesteś śmieszny?-odchyliłam się na krześle obrotowym
-Mówię poważnie. A ktoś mówił ci, że jesteś słodka?-zapytał szczerząc się
-Raczej wredna-odpowiedziałam. Ogółem wydał się mega fajnym gościem. Wiedziałam, że to nie zwykła pusta kukła z okładek magazynów plotkarskich. Poczułam z nim więź.
Zaprzyjaźniłam się z nim. Pomyśleć, że moja "perfekcyjna", wymalowana Hannah sprawiła, że taka sobie zwykła ja poznała kogoś tak podobnego do siebie. Mam wrażenie, że z Niall'em i mną będzie to coś więcej...
Hejka! Wiem późno. Ale robiłam prezentacje na Geo poza domem i nie miałam jak :/ Ale już jest i mam nadzieję, że nie będziecie na mnie źli, że mam małą przerwę w kilku partówach i piszę jedno partówy. Tak naprawdę to chcę was trochę potrzymać w napięciu i wgl :) Mam nadzieję, że się nie fochniecie :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
wtorek, 27 stycznia 2015
Girl on the show 10
Brat przyglądał mi się, wiadomo, że zastanawiał się o co mi chodzi. Twarz Mulata, natomiast, wyrażała mieszane emocje. Trochę wściekłości, trochę zdziwienia, ciężko stwierdzić. Szarpnął mnie i zaprowadził do jadalni. Jednego miejsca brakowało, właśnie zielonookiego. Zaniepokoiło mnie to nieco. Zaczęłam w siebie wątpić. Łkałam na pokaz kuląc się na krześle. Musiałam grać skrzywdzoną i poszkodowaną, w pewnym sensie tak było, lecz nie ten kontekst. Liam zniknął za barierą drzewną do kuchni, a Mulat stał nade mną. Po chwili pojawił się "Pan". Bez słowa wściekły wpadł do pomieszczenia, w którym przebywał mój brat. Kilka sekund nie minęło, a ciemnooki wrócił i zabrał siedzenie Nialler'a. Wtedy byłam pewna, że przesadziłam...
***
Nadal ryczałam, musiałam udawać. Chociaż w głowie siedzieli mi blondyn i lokaty. Zastanawiałam się czy nie wymierzyłam im najwyższej kary. Ocierałam poliki bezskutecznie. Zayn dołączył do "Szefa" oraz Li. Wpadłam na pomysł. Niby przejmowałam się losem Niall'a i Harry'ego, ale bardziej interesował mnie mój sam. To wszystko musiało wyglądać realistycznie. Ściskałam swoje ramiona, w taki sposób, aby pozostały na nich ślady. Nagle zza drzwi wyskoczyli chłopcy zajęli swoje miejsca nawet na mnie nie spoglądając. Zaczęli posiłek. Wiedziałam, że mój plan zaczął skutkować. Tym razem "skusiłam się" na nieco pokarmu. Niewiele jednak. Tym razem po skończonym obiedzie Mulat i Liam opuścili pomieszczenie i zostawili mnie z "Panem" na osobność. Nogi nadal podkulałam do klatki piersiowej i nie unosiłam wzroku na niebieskookiego. Znajdował się tuż naprzeciw. Czułam jego wzrok na sobie. Nie wiem jak to możliwe, że tak dobrze mi to wychodziło, grałam. Przedstawiałam się jako drżącą, przerażoną, smutną, wykorzystaną dziewczynę. Skupiona na jednym punkcie gdzieś w przestrzeni czekałam na jego pierwszy ruch. Mogłam spodziewać się wszystkiego. Była opcja, iż mnie skarci, pogłaska po główce lub czysto zabije za nie posłuszeństwo. Jak mówiłam, występowało kilka propozycji. Usłyszałam jak wstaje i opada na krzesło obok. Lodowata dłoń "Pana" przejechała po moim sinym obojczyku. Wzdrygnęłam na ten gest. Zjechał niżej po całej ręce i z powrotem na ramię. Później wspiął palce na szyję. Delikatnie dotarł do podbródka i polików. Zwrócił moją twarz ku sobie. Uległam i zajrzałam w jego niebieskie oczęta. Jak to wyrazić? Jego mina była taka spokojna. Zwyczajnie oglądał sobie mnie. Ja już sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Tak cholernie się go bałam, ale coś we mnie mówiło mi, że ten facet nie może mi nic zrobić, po prostu nie może. To strasznie dziwne. Zwyczajnie nie spuszczaliśmy z siebie oka. Nadal czułam jego dotyk na twarzy. Odczytałam coś z tego "spokoju" duszy bruneta. Może tylko mi się wydawało, lecz jakby coś go martwiło, nad czymś myślał i się zastanawiał. Pytanie co go trapiło. Nagle naszło mnie. Jasne, jeżeli ja widzę coś w jego zwykłej minie, on może przejrzeć mnie przez jedno fałszywe spojrzenie. Natychmiast odwróciłam głowę. Mocniej oplotłam nogi rękoma. Wtedy zapaliła się we mnie obawa. Napięcie jakby wzrosło, może to spowodowała to jego pozycja stojąca. Kątem oka spostrzegłam, że unosi kończyny. Aż podskoczyłam i zawróciłam na niego swoje czekoladowe oczy. Lekko zaśmiał się pod nosem i...Ujął mnie jak pannę młodą. Nie chciał kontaktu wzrokowego, obserwował obraz przed sobą. Nie miałam pojęcia jak się zachować. Z niewiedzy wtuliłam się w jego klatkę piersiową i dałam nieść się. Słyszałam jego puls. Serce szalało niebieskookiemu jak szalone. O co mu chodziło? C-H-O-R-E-!-pomyślałam. Przymknęłam powieki, nie wiedziałam czemu. Zmęczenie wszystkim co się działo dawało mi się we znaki. Moje zmysły zarejestrowały, iż weszliśmy do jakiegoś pomieszczenia. Czułam jak delikatnie układa mnie na pościeli ułożonej na łóżku i odchodzi. Trzask drzwi, można powiedzieć, uchylił me ślepia. To nie była moja "kwatera". Spoczywałam na JEGO łóżku. Kompletnie zgłupiałam. Nic nie składało się do kupy. Domyśliłam się, że nie jako jedyna zasiadam do tej planszy. Zdawałam sobie sprawę, iż ucieczka do siebie może nie skończyć się dla mnie miło. Z uwagi na brak zajęcia i wykończenie ciągłymi zagadkami, myślami na temat tego co mnie otaczało oraz ogólne wykończenie, uśpiło mnie. Obudziły mnie jakieś głosy na korytarzu:
-Liam, cholera mówię ci-najwyraźniej głos Zayn'a dobiegał zaraz zza drzwi-Nie wchodź do Louis'a, jak się dowie to skończysz jak Niall i Hazz-zatrzymywał mojego brata. Nadstawiłam uszu
-On gdzieś pojechał, a ja muszę z nią pogadać, stary-tym razem Li się odezwał
-Po co?-pretensjonalnie zapytał
-To moja siostra. Po za tym dobrze wiesz, że Lou nigdy się tak nie zachowywał. Od kiedy niby do niego może wchodzić "lala"? Czemu dla, ponoć, tylko kolejnej załatwił swoich dwóch najlepszych ludzi? Czemu do kurwy ona może swobodnie robić co się jej podoba bez kary? I czemu jeszcze ani razu nie oberwała? Cholera Malik, doskonale wiesz, że to nie jest norma tutaj. Boję się o nią i nie chcę krzywdy małej...-dalej już nie słuchałam. Ogrom informacji do mnie dotarł. Okazało się, iż "PAN SZEF" ma na imię Louis. Rzeczywiście, nie wydawało mi się, naprawdę traktował mnie inaczej. Tylko czemu?-pytałam sama siebie. Przy okazji doszło do mnie, że "Malik", jeżeli dobrze do mnie dotarło, nie zawsze zachowuje się jak bezduszny dupek. Ale najbardziej uderzyło we mnie to, że poważnie z mojego powodu dwie osoby straciły życie. Nie zdążyłam nawet tego wszystkiego przeanalizować, a rozległ się znajomy ton...

Hejka! Oto kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni :3 Jakieś nowe przypuszczenia? Pisać proszę ;) Uwielbiam was <<3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* i dobranoc <3
***
Nadal ryczałam, musiałam udawać. Chociaż w głowie siedzieli mi blondyn i lokaty. Zastanawiałam się czy nie wymierzyłam im najwyższej kary. Ocierałam poliki bezskutecznie. Zayn dołączył do "Szefa" oraz Li. Wpadłam na pomysł. Niby przejmowałam się losem Niall'a i Harry'ego, ale bardziej interesował mnie mój sam. To wszystko musiało wyglądać realistycznie. Ściskałam swoje ramiona, w taki sposób, aby pozostały na nich ślady. Nagle zza drzwi wyskoczyli chłopcy zajęli swoje miejsca nawet na mnie nie spoglądając. Zaczęli posiłek. Wiedziałam, że mój plan zaczął skutkować. Tym razem "skusiłam się" na nieco pokarmu. Niewiele jednak. Tym razem po skończonym obiedzie Mulat i Liam opuścili pomieszczenie i zostawili mnie z "Panem" na osobność. Nogi nadal podkulałam do klatki piersiowej i nie unosiłam wzroku na niebieskookiego. Znajdował się tuż naprzeciw. Czułam jego wzrok na sobie. Nie wiem jak to możliwe, że tak dobrze mi to wychodziło, grałam. Przedstawiałam się jako drżącą, przerażoną, smutną, wykorzystaną dziewczynę. Skupiona na jednym punkcie gdzieś w przestrzeni czekałam na jego pierwszy ruch. Mogłam spodziewać się wszystkiego. Była opcja, iż mnie skarci, pogłaska po główce lub czysto zabije za nie posłuszeństwo. Jak mówiłam, występowało kilka propozycji. Usłyszałam jak wstaje i opada na krzesło obok. Lodowata dłoń "Pana" przejechała po moim sinym obojczyku. Wzdrygnęłam na ten gest. Zjechał niżej po całej ręce i z powrotem na ramię. Później wspiął palce na szyję. Delikatnie dotarł do podbródka i polików. Zwrócił moją twarz ku sobie. Uległam i zajrzałam w jego niebieskie oczęta. Jak to wyrazić? Jego mina była taka spokojna. Zwyczajnie oglądał sobie mnie. Ja już sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Tak cholernie się go bałam, ale coś we mnie mówiło mi, że ten facet nie może mi nic zrobić, po prostu nie może. To strasznie dziwne. Zwyczajnie nie spuszczaliśmy z siebie oka. Nadal czułam jego dotyk na twarzy. Odczytałam coś z tego "spokoju" duszy bruneta. Może tylko mi się wydawało, lecz jakby coś go martwiło, nad czymś myślał i się zastanawiał. Pytanie co go trapiło. Nagle naszło mnie. Jasne, jeżeli ja widzę coś w jego zwykłej minie, on może przejrzeć mnie przez jedno fałszywe spojrzenie. Natychmiast odwróciłam głowę. Mocniej oplotłam nogi rękoma. Wtedy zapaliła się we mnie obawa. Napięcie jakby wzrosło, może to spowodowała to jego pozycja stojąca. Kątem oka spostrzegłam, że unosi kończyny. Aż podskoczyłam i zawróciłam na niego swoje czekoladowe oczy. Lekko zaśmiał się pod nosem i...Ujął mnie jak pannę młodą. Nie chciał kontaktu wzrokowego, obserwował obraz przed sobą. Nie miałam pojęcia jak się zachować. Z niewiedzy wtuliłam się w jego klatkę piersiową i dałam nieść się. Słyszałam jego puls. Serce szalało niebieskookiemu jak szalone. O co mu chodziło? C-H-O-R-E-!-pomyślałam. Przymknęłam powieki, nie wiedziałam czemu. Zmęczenie wszystkim co się działo dawało mi się we znaki. Moje zmysły zarejestrowały, iż weszliśmy do jakiegoś pomieszczenia. Czułam jak delikatnie układa mnie na pościeli ułożonej na łóżku i odchodzi. Trzask drzwi, można powiedzieć, uchylił me ślepia. To nie była moja "kwatera". Spoczywałam na JEGO łóżku. Kompletnie zgłupiałam. Nic nie składało się do kupy. Domyśliłam się, że nie jako jedyna zasiadam do tej planszy. Zdawałam sobie sprawę, iż ucieczka do siebie może nie skończyć się dla mnie miło. Z uwagi na brak zajęcia i wykończenie ciągłymi zagadkami, myślami na temat tego co mnie otaczało oraz ogólne wykończenie, uśpiło mnie. Obudziły mnie jakieś głosy na korytarzu:
-Liam, cholera mówię ci-najwyraźniej głos Zayn'a dobiegał zaraz zza drzwi-Nie wchodź do Louis'a, jak się dowie to skończysz jak Niall i Hazz-zatrzymywał mojego brata. Nadstawiłam uszu
-On gdzieś pojechał, a ja muszę z nią pogadać, stary-tym razem Li się odezwał
-Po co?-pretensjonalnie zapytał
-To moja siostra. Po za tym dobrze wiesz, że Lou nigdy się tak nie zachowywał. Od kiedy niby do niego może wchodzić "lala"? Czemu dla, ponoć, tylko kolejnej załatwił swoich dwóch najlepszych ludzi? Czemu do kurwy ona może swobodnie robić co się jej podoba bez kary? I czemu jeszcze ani razu nie oberwała? Cholera Malik, doskonale wiesz, że to nie jest norma tutaj. Boję się o nią i nie chcę krzywdy małej...-dalej już nie słuchałam. Ogrom informacji do mnie dotarł. Okazało się, iż "PAN SZEF" ma na imię Louis. Rzeczywiście, nie wydawało mi się, naprawdę traktował mnie inaczej. Tylko czemu?-pytałam sama siebie. Przy okazji doszło do mnie, że "Malik", jeżeli dobrze do mnie dotarło, nie zawsze zachowuje się jak bezduszny dupek. Ale najbardziej uderzyło we mnie to, że poważnie z mojego powodu dwie osoby straciły życie. Nie zdążyłam nawet tego wszystkiego przeanalizować, a rozległ się znajomy ton...

Hejka! Oto kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni :3 Jakieś nowe przypuszczenia? Pisać proszę ;) Uwielbiam was <<3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* i dobranoc <3
Imagin Zayn zamówienie
-Co?!-zaczął krzyczeć na to co mu powiedziałam. Widziałam szok w jego źrenicach. Zapłakana uciekłam. Nie chciałam czekać na żadną inną jego wypowiedź. Tego właśnie się bałam. Świat mi się zawalił. Obawiałam się jego reakcji, ale iskierka nadziei gdzieś we mnie siedziała. Wystrzeliłam z domu i pobiegłam do mieszkania siostry. Otworzyła mi drzwi i natychmiast objęła. Dobrze wiedziała co się stało. Sama mnie na to namówiła. Usiadłyśmy w salonie. Wyryczałam się jej w rękaw. W pewnym momencie zabrakło mi już siły na szloch:
-Skarbie-głaskała mnie-Spokojnie, będzie dobrze. Ci...-ucałowała moje czoło. Wstała i podała mi chusteczkę-Już okej?-złapała mnie za podbródek. Pokiwałam głową na tak, mimo iż to nie była prawda-Idę zrobić nasze Co-co-kakao-uśmiechnęła się, powtórzyłam to. Zawsze poprawiał mi się humor, gdy tylko usłyszałam tą nazwę. Z Kam piłyśmy ją kiedy miałyśmy doła. Zniknęła z moich oczu. Po chwili wróciła z napojem. Tak naprawdę to tylko ciepłe kakao z cynamonem, wiórkami kokosowymi, bitą śmietaną, karmelem oraz piankami. Słodkości. Upiłam łyk i choć na moment się rozluźniłam. Telefon brunetki zadzwonił. Wyszła by odebrać. Po chwili, gdy już opróżniłam kubek, wróciła-Hej. Wiem, że to nie najlepszy moment, ale to może rozpromienić tą buźkę. Moja kumpela pracuje jako projektantka i zostawiła u mnie kilka próbek testowych kolekcji sukien. Pomyślałam, że możemy coś sobie po przymierzać i w ogóle-wzruszyła brwiami. Szczerze nie miałam ochoty, ale ona nie odpuściłaby i to rzeczywiście miało szansę się sprawdzić
-W sumie-wzruszyłam ramionami i pociągnęłam nosem
-Dobra, ale najpierw prysznic kochana, bo jakby ci to powiedzieć delikatnie...Śmierdzisz jak nieprane skarpety po siłowni-te jej określenia
-Spoko-parsknęłam smutno. Umyłam się, wysuszyłam ciało i włosy. Sis mnie pomalowała, nie wiedziałam czemu, ale to zrobiła. Do tego ułożyła mi piękną fryzurę, ale sobie już nie dała. Później poszłyśmy oglądać suknie. Nic szczególnego. Ale nagle znalazłam coś idealnego. Założyłam ją i dobrałam do tego szpilki, torebkę oraz biżuterię. Dopiero wtedy zauważyłam, że moja siostra nic nie ubrała:
-Dlaczego ty nie...?-nie zdążyłam dokończyć, bo ktoś zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć. Przede mną stanął Harry-Co ty tu...?-znów się nie wysłowiłam, gdyż porwał mnie za rękę przed siebie-Co ty wyprawiasz?-biegłam za nim jak oszalała
-Zayn miał wypadek-wyjaśnił wsadzając mnie do auta. Serce stanęło mi na moment. Ocknęłam się dopiero kiedy zajął miejsce obok i ruszył
-Co się stało? Hazz cholera!-warknęłam
-Mówię ci przecież. Proszę. Zaraz będziemy-mówił przejęty. Jeszcze to do mnie nie dochodziło. Pod osłoną nocy mknęliśmy gdzieś, nie wiedziałam gdzie. Już nie kontaktowałam. Pragnęłam tylko zobaczyć mojego Mulata. Mimo, iż byłam na niego wściekła i tak kochałam go nad życie. Zatrzymaliśmy się. Rozbudziło mnie to nieco. Rozejrzałam się. Staliśmy pod jakimś wielkim ogrodzie, gdzie odbywały się wesela i inne bzdety
-Harreh,...-zanim zdążyłam się obejrzeć otwierał mi drzwi od auta-Co to?-marszczyłam czoło. Nie odezwał się tylko uśmiechnął. Złapał mnie pod rękę i podprowadził dalej. Rząd lampek i trawa usłana płatkami róż prowadziła do nakrytego elegancko okrągłego stołu. Nie kumałam o co w tym wszystkim chodzi. Luknęłam w stronę lokatego, który nie wiadomo kiedy mnie puścił. Tym razem ujrzałam tam Zayn'a. Bez słowa ze łzami w oczach dałam poprowadzić się na miejsce. Tam było tak cudownie i pięknie:
-Ewa, wybacz nie powinienem. Jestem idiotą, ale zakochanym idiotą. Jestem najszczęśliwszym idiotą na świecie, mam ciebie i niedługo zostanę ojcem-recytował kiedy łkałam ze wzruszenia-Wyjdziesz za mnie?-uklęknął i otworzył czerwone pudełeczko na, które nawet nie spojrzałam. Nie odpowiedziałam. Jedyne co uczyniłam to pocałowałam go. Jednak miłość ma sens...

Hejka! Oto imagin dla Ewci. Wiem, nie jest jakiś dobry, ale się starałam. Niestety nie mogę zbytnio pisać. Dużo zajęć. Ale don't worry już niedługo będę mieć ferie, wtedy będę sypać postami :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
-Skarbie-głaskała mnie-Spokojnie, będzie dobrze. Ci...-ucałowała moje czoło. Wstała i podała mi chusteczkę-Już okej?-złapała mnie za podbródek. Pokiwałam głową na tak, mimo iż to nie była prawda-Idę zrobić nasze Co-co-kakao-uśmiechnęła się, powtórzyłam to. Zawsze poprawiał mi się humor, gdy tylko usłyszałam tą nazwę. Z Kam piłyśmy ją kiedy miałyśmy doła. Zniknęła z moich oczu. Po chwili wróciła z napojem. Tak naprawdę to tylko ciepłe kakao z cynamonem, wiórkami kokosowymi, bitą śmietaną, karmelem oraz piankami. Słodkości. Upiłam łyk i choć na moment się rozluźniłam. Telefon brunetki zadzwonił. Wyszła by odebrać. Po chwili, gdy już opróżniłam kubek, wróciła-Hej. Wiem, że to nie najlepszy moment, ale to może rozpromienić tą buźkę. Moja kumpela pracuje jako projektantka i zostawiła u mnie kilka próbek testowych kolekcji sukien. Pomyślałam, że możemy coś sobie po przymierzać i w ogóle-wzruszyła brwiami. Szczerze nie miałam ochoty, ale ona nie odpuściłaby i to rzeczywiście miało szansę się sprawdzić
-W sumie-wzruszyłam ramionami i pociągnęłam nosem
-Dobra, ale najpierw prysznic kochana, bo jakby ci to powiedzieć delikatnie...Śmierdzisz jak nieprane skarpety po siłowni-te jej określenia
-Spoko-parsknęłam smutno. Umyłam się, wysuszyłam ciało i włosy. Sis mnie pomalowała, nie wiedziałam czemu, ale to zrobiła. Do tego ułożyła mi piękną fryzurę, ale sobie już nie dała. Później poszłyśmy oglądać suknie. Nic szczególnego. Ale nagle znalazłam coś idealnego. Założyłam ją i dobrałam do tego szpilki, torebkę oraz biżuterię. Dopiero wtedy zauważyłam, że moja siostra nic nie ubrała:
-Dlaczego ty nie...?-nie zdążyłam dokończyć, bo ktoś zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć. Przede mną stanął Harry-Co ty tu...?-znów się nie wysłowiłam, gdyż porwał mnie za rękę przed siebie-Co ty wyprawiasz?-biegłam za nim jak oszalała
-Zayn miał wypadek-wyjaśnił wsadzając mnie do auta. Serce stanęło mi na moment. Ocknęłam się dopiero kiedy zajął miejsce obok i ruszył
-Co się stało? Hazz cholera!-warknęłam
-Mówię ci przecież. Proszę. Zaraz będziemy-mówił przejęty. Jeszcze to do mnie nie dochodziło. Pod osłoną nocy mknęliśmy gdzieś, nie wiedziałam gdzie. Już nie kontaktowałam. Pragnęłam tylko zobaczyć mojego Mulata. Mimo, iż byłam na niego wściekła i tak kochałam go nad życie. Zatrzymaliśmy się. Rozbudziło mnie to nieco. Rozejrzałam się. Staliśmy pod jakimś wielkim ogrodzie, gdzie odbywały się wesela i inne bzdety
-Harreh,...-zanim zdążyłam się obejrzeć otwierał mi drzwi od auta-Co to?-marszczyłam czoło. Nie odezwał się tylko uśmiechnął. Złapał mnie pod rękę i podprowadził dalej. Rząd lampek i trawa usłana płatkami róż prowadziła do nakrytego elegancko okrągłego stołu. Nie kumałam o co w tym wszystkim chodzi. Luknęłam w stronę lokatego, który nie wiadomo kiedy mnie puścił. Tym razem ujrzałam tam Zayn'a. Bez słowa ze łzami w oczach dałam poprowadzić się na miejsce. Tam było tak cudownie i pięknie:
-Ewa, wybacz nie powinienem. Jestem idiotą, ale zakochanym idiotą. Jestem najszczęśliwszym idiotą na świecie, mam ciebie i niedługo zostanę ojcem-recytował kiedy łkałam ze wzruszenia-Wyjdziesz za mnie?-uklęknął i otworzył czerwone pudełeczko na, które nawet nie spojrzałam. Nie odpowiedziałam. Jedyne co uczyniłam to pocałowałam go. Jednak miłość ma sens...

Hejka! Oto imagin dla Ewci. Wiem, nie jest jakiś dobry, ale się starałam. Niestety nie mogę zbytnio pisać. Dużo zajęć. Ale don't worry już niedługo będę mieć ferie, wtedy będę sypać postami :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Imagin Zen
...-Nigdy! Mówię ci, to nie jest możliwe-protestowałem uśmiechnięty-Niby jak można zakochać się od pierwszego wejrzenia. Walnij się w łeb Niall-szydziłem z blondyna, który właśnie opowiadał mi o nowo poznanej dziewczynie. Nie znał jej danych, po prostu ją spotkał i się "zakochał", jasne uwierzę. Przecież to niedorzeczne! Aby poczuć coś do siebie trzeba pogadać, podzielić się zainteresowaniami itd. A on? Głupek-myślałem. Kompletnie nie istniało dla mnie taki pojęcie. Jeszcze moment z nim podyskutowałem i wróciłem do siebie. Wyszykowałem się. Pod wieczór wyjechałem samochodem do domu kumpla. Wysiadłem i wszedłem jak do siebie. W sumie i tak nikt nie otworzyłby, gdyż nie usłyszałby dzwonka przez muzykę. Właśnie wypadały 21 urodziny Harrold'a, tak ostro imprezował. Przywitałem się z przyjaciółmi i zacząłem zabawę. Nie oczekiwałem żadnego podrywu czy spotkania partnerki życia, zwyczajnie się rozglądałem, w końcu nigdy nie wiadomo. Wszędzie pełno pięknych dziewczyn, jednak żadna nie specjalnie przyciągała mój wzrok. Ileż można patrzeć na piersiaste, szczupłe i wysokie lalki wypudrowane, opalone i pomalowane? Nigdy nie interesował mnie taki typ. Wyszedłem na taras nieco odetchnąć. Obserwowałem noc puszczając dym papierosowy z ust. Usłyszałem jak Hazz drze się, więc z ciekawości zwróciłem spojrzenie ku wnętrzu za szybą. Chłopak spoczywał na kolanach na barze przyjmując alkohol z butelki do ust od jakiejś modeliki czy coś. Zaśmiałem się tylko i luknąłem na tło całego wydarzenia. W kącie pod ścianą ujrzałem śliczną drobinkę. Była taka inna. Jej cudowne niebieściutkie oczka, te niesamowicie długie czekoladowe włosy. Zero make-up'u, doczepek, sztuczności. Po prostu naturalność. Na jej szczuplutkim ciałku spoczywała turkusowa sukienka przed kolano, a na stopach widniały białe balerinki. Kompletnie nie pasowała do tego towarzystwa. Od razu domyśliłem się, że to delikatna, czuła, emocjonalna osoba. Mimo, iż nie wiedziałem kim jest, wydawało mi się, że znam ją od zawsze. Jakby była moją przyjaciółką. Uśmiechnęła się słodko w kierunku wariującego Styles'a i zniknęła za ścianą. Oczarowany wyrzuciłem peta i podążyłem ku miejscu gdzie stała. Nie było niej, nigdzie. Musiała wyjść. Szukałem ją bardzo długo. Natknąłem się na Harry'ego:
-Hej stary. Wiesz może kim była ta niebieskooka brunetka?-nachyliłem się nad nim by usłyszał
-Stary pełno tu takich-stwierdził loczek
-Wiem, ale ona była taka inna. Nie miała żadnego makijażu ani nic-próbowałem ją opisać
-Nie, sory, ale nie-pokiwałem głową i odszedłem. Jeszcze kilku osób pytałem o nią, ale nikt jej nie znał. Zrezygnowany postanowiłem wrócić do domu. Zmuszony byłem na pieszo, bo idioci namówili mnie na wódkę. Nie mogłem odwieść od niej myśli. Siedział mi w głowie jej cudny uśmiech, błękitne diamenciki oraz opadające kaskadami włosy. Czułem w sercu takie...Nie to niemożliwe-myślałem. Nagle przed sobą ujrzałem oddalającą się sylwetkę kobiety. Zacząłem biec z nadzieją odszukania jej. Tak, te brązowe fale na plecach się zgadzały. Złapałem ją za ramię. Odwróciła się z zwykłą miną. Ideał. Po prostu czysta perfekcja:
-Coś się stało?-jej anielski głos dotarł do mych uszu
-Ja...Znaczy, bo ty chyba byłaś u Harry'ego i nagle zniknęłaś-sam plątałem się w swojej wypowiedzi. Działała na mnie, cóż powiedzieć
-Tak, nie lubię takich alkoholizacji i w ogóle. Wolę spokój i ciszę. Otoczenie ludzi, ale nie w takim klimacie. A tak właściwie to my się znamy?-zachichotała
-Rozumiem. Nie, jeszcze nie. Zayn-uścisnęła lekko mą dłoń
-Bella-przedstawiła się z uśmiechem. Sprawiła, że uwierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia...
Hejka! Długo nie było Zen'a, więc napisałam imagin'a z nim ^^ Mam nadzieję, że się spodoba :D Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* i dobranoc <3
-Hej stary. Wiesz może kim była ta niebieskooka brunetka?-nachyliłem się nad nim by usłyszał
-Stary pełno tu takich-stwierdził loczek
-Wiem, ale ona była taka inna. Nie miała żadnego makijażu ani nic-próbowałem ją opisać
-Nie, sory, ale nie-pokiwałem głową i odszedłem. Jeszcze kilku osób pytałem o nią, ale nikt jej nie znał. Zrezygnowany postanowiłem wrócić do domu. Zmuszony byłem na pieszo, bo idioci namówili mnie na wódkę. Nie mogłem odwieść od niej myśli. Siedział mi w głowie jej cudny uśmiech, błękitne diamenciki oraz opadające kaskadami włosy. Czułem w sercu takie...Nie to niemożliwe-myślałem. Nagle przed sobą ujrzałem oddalającą się sylwetkę kobiety. Zacząłem biec z nadzieją odszukania jej. Tak, te brązowe fale na plecach się zgadzały. Złapałem ją za ramię. Odwróciła się z zwykłą miną. Ideał. Po prostu czysta perfekcja:
-Coś się stało?-jej anielski głos dotarł do mych uszu
-Ja...Znaczy, bo ty chyba byłaś u Harry'ego i nagle zniknęłaś-sam plątałem się w swojej wypowiedzi. Działała na mnie, cóż powiedzieć
-Tak, nie lubię takich alkoholizacji i w ogóle. Wolę spokój i ciszę. Otoczenie ludzi, ale nie w takim klimacie. A tak właściwie to my się znamy?-zachichotała
-Rozumiem. Nie, jeszcze nie. Zayn-uścisnęła lekko mą dłoń
-Bella-przedstawiła się z uśmiechem. Sprawiła, że uwierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia...
Hejka! Długo nie było Zen'a, więc napisałam imagin'a z nim ^^ Mam nadzieję, że się spodoba :D Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* i dobranoc <3
Imagin Hazz cz.2
Weszłam do domu. Zdjęłam buty i płaszcz. Odwiesiłam nakrycie na hak i już miałam iść dalej, ale...Wszędzie porozwalane były kolejno: szpilki i męskie Nike, na schodach marynarka Emm'y, dalej biała koszulka już nie jej, na piętrze sukienka, spodnie. Przypuszczam, że reszta, czyli bielizna zeszła z pary już w sypialni. Zaśmiałam się pod nosem i ruszyłam do siebie. Wzięłam prysznic i w jakiś dresach położyłam się spać. Łeb mi pękał od głośnej muzyki, której nasłuchałam się poprzedniego wieczoru. Około 20 uchyliłam powieki. O dziwo, nie chciało mi się ani jeść ani pić. Z nudów odpaliłam więc laptop. Otworzyłam jedną z moich ulubionych stron. ZAMARŁAM...
***
Okazało się, że ten z klubu to jakiś gwiazdor. Świetnie, przeleciałam jakiegoś piosenkarzyka-pomyślałam. Pełno moich zdjęć widniało na stronie. Jak wchodzę z nim i jak uciekam bez "Harry'ego Styles'a". To było chore. Od razu poleciałam do pokoju siostry. Wpadłam i trzasnęłam drzwiami. Zapaliłam światło i wskoczyłam na jej łóżko. Podniosła głowę leżąc na brzuchu:
-Czego ty chcesz?-mruknęła-Daj mi spać-obiła twarz o poduszkę niezadowolona i zaspana
-Katy, zamknij mordę. Jestem kuźwa na jakiś portalach plotkarskich. Ja pierdziele! Ten gość z klubu to sława. Jakiś z One Darekszona, czy coś. Boże! Jak matka i ojciec to zobaczą-zaczęłam chodzić po pokoju załamana i wkurzona naraz
-Co ty dajesz?-wstała zszokowana-Poważnie?-stała jak wryta
-Nie kurwa na żarty-warknęłam-Jezu, co ja teraz zrobię-zaczęłam płakać. Opadłam na pościel, siostra objęła mnie
-Przecież media to szuje, a matka i ojciec dobrze o tym wiedzą. Powiemy, że po prostu to twój znajomy i nocowałaś u niego po imprezie. Spokojnie, damy radę. My nie damy? Ich dwa aniołki?-ocierała moje policzki. Miała rację. Uspokoiłam się. Nagle rozbrzmiał dzwonek do drzwi
-Pójdę, widzę, że nie najlepiej się czujesz-wstałam i zeszłam na dół. Obojętnie uchyliłam wrota. Nie zdążyłam nawet nic powiedzieć, a oślepił mnie blask fleszy. Ktoś wepchnął mnie do środka i zatrzasnął za sobą barierę. Nie wiedziałam o co chodzi i co się dzieje. Osoba zdjęła z głowy kaptur. Ukazała mi się ta jego śliczna twarzyczka z okładek. Serce mi stanęło. Byłam w szoku. Nigdy nie spotykałam tego samego chłopaka drugi raz po spędzonej nocy. Nie byłam dziwką, ale nikt nie mógł mi zabronić zabawy. Nie byłam w stanie się odezwać. Zbliżył się, widocznie przejmował się czymś:
-(T.I) jest problem-tymi słowami obudził mnie z transu
-Poczekaj-przerwałam mu-Po pierwsze skąd się tu wziąłeś, po drugie skąd wiesz gdzie mieszkam i co ty nie powiesz, nie wiedziałam-ręce mu opadły, dosłownie
-Manager dał mi adres. Musimy porozmawiać. Uwierz mi to co się stało, może zaszkodzić nam bardziej niż ci się wydaje. Proszę cię-wzięłam głęboki oddech i ruchem ręki zaprosiłam go do środka
-O co chodzi?-zajęłam miejsce naprzeciw niego
-Jak już pewnie wiesz, mam dość nietypową pracę i...
-Nie zauważyłam-parsknęłam
-Przestań-zrobił palm face'a-Nie powinienem tak postępować, wiem to szkodzi zespołowi. Wszędzie mają mnie teraz za dziwkarza i w ogóle. Nie chcę niszczyć roboty moim przyjaciołom i mój manager kazał mi po pokazywać się jeszcze trochę z tobą, żeby pomyśleli, że coś pomiędzy nami jest, a później każde pójdzie swoją drogą. Okej?-chyba nie zauważył nawet, że łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Nie wierzyłam w to co właśnie usłyszałam
-Czyli nie zaszkodziłeś tym mi? Czyli jestem tylko dziwką? Czyli mnie nie zraniłeś i to była tylko zabawa? Więc jestem nikim, zwykłym punktem na liście "Pana Sławnego". Racja, nie ważne moje uczucia, nie ważna osoba, którą gdzieś po części wykorzystałeś. Ważna jest reputacja twojego boysband'u. Prawda-łkałam. Wyszłam i zostawiłam tego idiotę samego w salonie...

Hejka! Wiem, ten gentelman Harry :D Jak myślicie co w kolejnej części? Piszcie ;) Zapowiadam przynajmniej jedną część. Nie wiem jeszcze czy nie podzielę jej na dwie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
***
Okazało się, że ten z klubu to jakiś gwiazdor. Świetnie, przeleciałam jakiegoś piosenkarzyka-pomyślałam. Pełno moich zdjęć widniało na stronie. Jak wchodzę z nim i jak uciekam bez "Harry'ego Styles'a". To było chore. Od razu poleciałam do pokoju siostry. Wpadłam i trzasnęłam drzwiami. Zapaliłam światło i wskoczyłam na jej łóżko. Podniosła głowę leżąc na brzuchu:
-Czego ty chcesz?-mruknęła-Daj mi spać-obiła twarz o poduszkę niezadowolona i zaspana
-Katy, zamknij mordę. Jestem kuźwa na jakiś portalach plotkarskich. Ja pierdziele! Ten gość z klubu to sława. Jakiś z One Darekszona, czy coś. Boże! Jak matka i ojciec to zobaczą-zaczęłam chodzić po pokoju załamana i wkurzona naraz
-Co ty dajesz?-wstała zszokowana-Poważnie?-stała jak wryta
-Nie kurwa na żarty-warknęłam-Jezu, co ja teraz zrobię-zaczęłam płakać. Opadłam na pościel, siostra objęła mnie
-Przecież media to szuje, a matka i ojciec dobrze o tym wiedzą. Powiemy, że po prostu to twój znajomy i nocowałaś u niego po imprezie. Spokojnie, damy radę. My nie damy? Ich dwa aniołki?-ocierała moje policzki. Miała rację. Uspokoiłam się. Nagle rozbrzmiał dzwonek do drzwi
-Pójdę, widzę, że nie najlepiej się czujesz-wstałam i zeszłam na dół. Obojętnie uchyliłam wrota. Nie zdążyłam nawet nic powiedzieć, a oślepił mnie blask fleszy. Ktoś wepchnął mnie do środka i zatrzasnął za sobą barierę. Nie wiedziałam o co chodzi i co się dzieje. Osoba zdjęła z głowy kaptur. Ukazała mi się ta jego śliczna twarzyczka z okładek. Serce mi stanęło. Byłam w szoku. Nigdy nie spotykałam tego samego chłopaka drugi raz po spędzonej nocy. Nie byłam dziwką, ale nikt nie mógł mi zabronić zabawy. Nie byłam w stanie się odezwać. Zbliżył się, widocznie przejmował się czymś:
-(T.I) jest problem-tymi słowami obudził mnie z transu
-Poczekaj-przerwałam mu-Po pierwsze skąd się tu wziąłeś, po drugie skąd wiesz gdzie mieszkam i co ty nie powiesz, nie wiedziałam-ręce mu opadły, dosłownie
-Manager dał mi adres. Musimy porozmawiać. Uwierz mi to co się stało, może zaszkodzić nam bardziej niż ci się wydaje. Proszę cię-wzięłam głęboki oddech i ruchem ręki zaprosiłam go do środka
-O co chodzi?-zajęłam miejsce naprzeciw niego
-Jak już pewnie wiesz, mam dość nietypową pracę i...
-Nie zauważyłam-parsknęłam
-Przestań-zrobił palm face'a-Nie powinienem tak postępować, wiem to szkodzi zespołowi. Wszędzie mają mnie teraz za dziwkarza i w ogóle. Nie chcę niszczyć roboty moim przyjaciołom i mój manager kazał mi po pokazywać się jeszcze trochę z tobą, żeby pomyśleli, że coś pomiędzy nami jest, a później każde pójdzie swoją drogą. Okej?-chyba nie zauważył nawet, że łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Nie wierzyłam w to co właśnie usłyszałam
-Czyli nie zaszkodziłeś tym mi? Czyli jestem tylko dziwką? Czyli mnie nie zraniłeś i to była tylko zabawa? Więc jestem nikim, zwykłym punktem na liście "Pana Sławnego". Racja, nie ważne moje uczucia, nie ważna osoba, którą gdzieś po części wykorzystałeś. Ważna jest reputacja twojego boysband'u. Prawda-łkałam. Wyszłam i zostawiłam tego idiotę samego w salonie...

Hejka! Wiem, ten gentelman Harry :D Jak myślicie co w kolejnej części? Piszcie ;) Zapowiadam przynajmniej jedną część. Nie wiem jeszcze czy nie podzielę jej na dwie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
niedziela, 25 stycznia 2015
Girl on the show 9
Czułam coraz bardziej ostre spojrzenia na sobie. Nie ruszałam się. "Przypadkiem" odgarniając włosy, rękaw mojego swetra się obsunął ukazując mą pociętą skórę. Nagle stuk widelców oraz noży ucichł. "Zakłopotana" i "zawstydzona" naciągnęłam bluzę na miejsce. Z miną zbitego psiaka i łzami w oczach podniosłam wzrok. Jeździłam oczami po ich twarzach. Jednak jedna interesowała mnie najbardziej, to właśnie ona wyrażała najnegatywniejsze emocje. Działało. W myślach uśmiechnęłam się zadowolona. Nie wiedziałam, że jestem aż tak dobrą aktorką...
***
Spuściłam wzrok i przyłożyłam rękę do czoła. Ciekawiła mnie reakcja chłopaków. Nie odezwali się. Nagle ktoś złapał mnie za łokieć i pociągnął za sobą. Patrząc na stolik, wywnioskowałam, że to "Pan". Łzy lały się po moich polikach. Sama zastanawiałam się skąd u mnie takie umiejętności. Tym razem nie zaciągnął mnie do pomieszczenia tortur. Nie znałam jeszcze tego pomieszczenia. Domyśliłam się, że to jego sypialnia. Zamknął za nami drzwi i popchnął mnie tak, abym usiadła. Chwilę chodził po pokoju składając dłonie na karku. Nareszcie zatrzymał się i zerknął na mnie. Cicho łkałam, nie wydawałam z siebie żadnych dźwięków. Uklęknął przede mną i złapał na nadgarstek. Nie spuszczał ze mnie tych niebieściutkich kryształków podczas zadzierania ku górze mojego rękawa. Na moment zaprzestałam płaczu. Spuścił wzrok na świeżo zaschniętą krew. Myślałam, że wydrze się na mnie, pobije lub nawet i zabije, a tu:
-Co to ma być?-spokojnie zapytał. Nawet nie drgnęłam. Czekał cierpliwie, ja wciąż nic-Dlaczego to zrobiłaś?-już bardziej zdecydowany ton. Zero odpowiedzi, gul już mu skakał-Po co kurwa to zrobiłaś?! Źle ci tutaj?! Czego ci jeszcze brakuje?!-wstał i zaczął wrzeszczeć na mnie. Obserwowałam tylko jak macha rękoma. Szybko oddychał po tych krzykach. Podniosłam się lekko i zbliżyłam na kilku milimetrową odległość. Usta zbliżyłam do jego ucha i postanowiłam zrealizować zamiary nie zważając na konsekwencje czy straty:
-Nie. Ja po prostu boję się lokatego-wyszeptałam drżącym głosem i powolutku wyszłam obejmując sama siebie. O dziwo nawet mnie nie zatrzymał. Nie kazał nikomu po mnie przychodzić, nic robić. Samodzielnie wróciłam do siebie. Oparłam się o wewnętrzną stronę drzwi i otarłam łzy. Uśmiechnęłam się triumfalnie. Zrobiłam to. Wtedy czekałam tylko na działania "Pana szefa". To musiało się udać. Opadłam na łóżko i zaczęłam rozmyślać. Postanowiłam zacząć obierać nowy cel. Wybrałam. Duma mnie przepełniła. Zastanawiałam się tylko jak sprowokować. Jest! Mam to!-olśniło mnie.
Dzień mijał mi szybko, bardzo. Z tego urządzenia na ścianie rozległ się głos Zayn'a:
-Na dół, już. Niall pod drzwiami-rozłączył się. Pojawiłam się przed schodami przy Nialler'rze, który akurat tam czekał. Doskonała okazja-pomyślałam. Postanowiłam zadziałać w trybie natychmiastowym. Chyba chciał mnie poprowadzić, ale nie pozwoliłam mu na to. Zbliżyłam się znacznie. Już zbierałam łzy. Złapałam go w pasie. Oszołomiony nawet nie drgnął, świetnie. Obsunęłam sweter w taki sposób, aby wyglądało to jednoznacznie. Ułożyłam jego ręce na sobie i zaczęłam krzyczeć. Nie wiedział o co mi chodzi. Tylko mi pomagał nic nie robiąc. Do pomieszczenia wpadł Zayn oraz Li. W tle "Pan". Kiedy blondyn zauważył szefa natychmiast się ode mnie oderwał. Ten tylko gestem go przywołał. Udawałam, że płaczę. Niall ruszył w głąb domu wraz z boss'em. Brat przyglądał mi się, wiadomo, że zastanawiał się o co mi chodzi. Twarz Mulata, natomiast, wyrażała mieszane emocje. Trochę wściekłości, trochę zdziwienia, ciężko stwierdzić. Szarpnął mnie i zaprowadził do jadalni. Jednego miejsca brakowało, właśnie zielonookiego. Zaniepokoiło mnie to nieco. Zaczęłam w siebie wątpić. Łkałam na pokaz kuląc się na krześle. Musiałam grać skrzywdzoną i poszkodowaną, w pewnym sensie tak było, lecz nie ten kontekst. Liam zniknął za barierą drzewną do kuchni, a Mulat stał nade mną. Po chwili pojawił się "Pan". Bez słowa wściekły wpadł do pomieszczenia, w którym przebywał mój brat. Kilka sekund nie minęło, a ciemnooki wrócił i zabrał siedzenie Nialler'a. Wtedy byłam pewna, że przesadziłam...

Witam! Jak myślicie, o co w tym wszystkim chodzi? Piszcie ;) Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni z mojej pracy :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Na mystery1directionff.blogspot.com nowy rozdział ^^
-Co to ma być?-spokojnie zapytał. Nawet nie drgnęłam. Czekał cierpliwie, ja wciąż nic-Dlaczego to zrobiłaś?-już bardziej zdecydowany ton. Zero odpowiedzi, gul już mu skakał-Po co kurwa to zrobiłaś?! Źle ci tutaj?! Czego ci jeszcze brakuje?!-wstał i zaczął wrzeszczeć na mnie. Obserwowałam tylko jak macha rękoma. Szybko oddychał po tych krzykach. Podniosłam się lekko i zbliżyłam na kilku milimetrową odległość. Usta zbliżyłam do jego ucha i postanowiłam zrealizować zamiary nie zważając na konsekwencje czy straty:
-Nie. Ja po prostu boję się lokatego-wyszeptałam drżącym głosem i powolutku wyszłam obejmując sama siebie. O dziwo nawet mnie nie zatrzymał. Nie kazał nikomu po mnie przychodzić, nic robić. Samodzielnie wróciłam do siebie. Oparłam się o wewnętrzną stronę drzwi i otarłam łzy. Uśmiechnęłam się triumfalnie. Zrobiłam to. Wtedy czekałam tylko na działania "Pana szefa". To musiało się udać. Opadłam na łóżko i zaczęłam rozmyślać. Postanowiłam zacząć obierać nowy cel. Wybrałam. Duma mnie przepełniła. Zastanawiałam się tylko jak sprowokować. Jest! Mam to!-olśniło mnie.
Dzień mijał mi szybko, bardzo. Z tego urządzenia na ścianie rozległ się głos Zayn'a:
-Na dół, już. Niall pod drzwiami-rozłączył się. Pojawiłam się przed schodami przy Nialler'rze, który akurat tam czekał. Doskonała okazja-pomyślałam. Postanowiłam zadziałać w trybie natychmiastowym. Chyba chciał mnie poprowadzić, ale nie pozwoliłam mu na to. Zbliżyłam się znacznie. Już zbierałam łzy. Złapałam go w pasie. Oszołomiony nawet nie drgnął, świetnie. Obsunęłam sweter w taki sposób, aby wyglądało to jednoznacznie. Ułożyłam jego ręce na sobie i zaczęłam krzyczeć. Nie wiedział o co mi chodzi. Tylko mi pomagał nic nie robiąc. Do pomieszczenia wpadł Zayn oraz Li. W tle "Pan". Kiedy blondyn zauważył szefa natychmiast się ode mnie oderwał. Ten tylko gestem go przywołał. Udawałam, że płaczę. Niall ruszył w głąb domu wraz z boss'em. Brat przyglądał mi się, wiadomo, że zastanawiał się o co mi chodzi. Twarz Mulata, natomiast, wyrażała mieszane emocje. Trochę wściekłości, trochę zdziwienia, ciężko stwierdzić. Szarpnął mnie i zaprowadził do jadalni. Jednego miejsca brakowało, właśnie zielonookiego. Zaniepokoiło mnie to nieco. Zaczęłam w siebie wątpić. Łkałam na pokaz kuląc się na krześle. Musiałam grać skrzywdzoną i poszkodowaną, w pewnym sensie tak było, lecz nie ten kontekst. Liam zniknął za barierą drzewną do kuchni, a Mulat stał nade mną. Po chwili pojawił się "Pan". Bez słowa wściekły wpadł do pomieszczenia, w którym przebywał mój brat. Kilka sekund nie minęło, a ciemnooki wrócił i zabrał siedzenie Nialler'a. Wtedy byłam pewna, że przesadziłam...

Witam! Jak myślicie, o co w tym wszystkim chodzi? Piszcie ;) Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni z mojej pracy :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Na mystery1directionff.blogspot.com nowy rozdział ^^
Imagin Harry zamówienie
Panował głęboki mrok. Wracałam z klubu,w którym pracowałam jako kelnerka. Jakiego? Go-go. Tak. W krótkiej spódniczce, na szpilkach i w obcisłym topie paradowałam pomiędzy stolikami oblężonymi napalonymi klientami, czekającymi na usługę ze strony "pań do towarzystwa" tańczących nad głowami. Musiałam znosić ich kiczowate teksty, gwizdy na mój widok, a nawet klapsy czy macanki. Nienawidziłam tej fuchy, ale kasy było mi brak.
Środek nocy, kroczyłam pustą ulicą pozostawiając za sobą stuk obcasów. Miałam wrażenie, że ktoś za mną idzie. Przyśpieszyłam. Znajdowałam się już niedaleko mojej kamienicy, kiedy ktoś złapał mnie za nadgarstek i obrócił ku sobie. Cofnęłam się kilka kroków wyrywając kończynę z objęć. Przede mną stała znajoma twarz. Ten zielonooki, lokaty brunet z klubu zbliżał się do mnie z miną zabójcy. Od zawsze był dziwny. On jako jedyny stały klient nie odezwał się do mnie nawet słowem. Nie próbował mnie dotknąć. Wiedziałam, że mi się przygląda za każdym razem, ale samo miejsce mojej pracy wyjaśniało to. W życiu nie skorzystał z czegoś więcej niż pokaz i drink. Wyglądało to jakby na coś czekał, przygotowywał się. Bałam się:
-Czego chcesz?-jęknęłam. Zetknęłam się ze ścianą starego bloku. Zdałam sobie sprawę, że nie mam gdzie uciec. Nikt nie mieszkał w tej okolicy. Uliczka zbrodniarzy. Czułam jego oddech na twarzy. Dokładnie mi się przyglądał
-Ciebie-wyszeptał prosto do mojego ucha przygryzając jego płatek
-Zostaw mnie!-starałam się go odepchnąć. Na marne. Nawet nie drgnął. Moja torebka już dawno leżała gdzieś na poboczu. Nie wiem jak to się stało, ale ścięło mnie z nóg. Ciemność przed moimi oczami ogarnęła mnie całą. Obudziłam się przywiązana do jakiegoś łóżka. Przyznam, pokój był ładny. Nie miałam jednak głowy do zachwycania się otoczeniem. Metalowe łańcuchy wpijały się w moje kostki i nadgarstki. Zwróciłam głowę ku lustrze. Ubrana byłam w czarny, lateksowy gorset z srebrnymi ćwiekami na staniku. Do tego miałam na sobie stringi do kompletu. Na mojej twarzy widniał ostry makijaż. Wyglądałam i czułam się jak dziwka z mojej pracy. Wiedziałam po co to wszystko. Zauważyłam na mojej ręce liczne dziury po strzykawce. Obok lampki leżały zużyte "narzędzia" i jakieś rozsypane pigułki. Wyglądało to na jakieś narkotyki, nawet tak pachniało. Ogółem czułam się dziwnie. Niby się bałam, ale coś we mnie pulsowało. Odczucie rozluźnienia gdzieś się przewinęło. Z każdą chwilą przestawałam panować nad swoim ciałem. Przerażenie kompletnie ze mnie spłynęło. Potrzebowałam czegoś. Zachowywałam się jak jakaś dzikuska. Unosiłam klatkę piersiową i wierzgałam nogami. Oblizywałam i przygryzałam wagi. Mózg rejestrował wszystko, a reszta robiła swoje. Nie panowałam nad sobą. Usłyszałam jakieś dźwięki z głębi mieszkania. Nawet nie pomyślałam:
-Jestem gotowa! Skarbie! Gdzie jesteś?! Misia chce się pobawić!-samoistnie przywoływałam porywacza. Chichotałam jak jakaś idiotka. W progu pojawił się ten sam chłopak z cwaniackim uśmiechem na twarzy. Był tylko w bokserkach. Jego ciało pokrywały liczne tatuaże. Na widok zielonookiego jeszcze bardziej się śmiałam-No chodź, czekam-językiem przejechałam po mojej górnej wardze. Zbliżył się i odwiązał mnie. Usiadłam na łóżku i palcem "zapraszałam go" z uśmiechem napaleńca. Bez namysłu się na mnie rzucił. Oddawałam każdy jego gest. Czułam nasze połączenie, które pod wpływem drag, sprawiało mi ogromną przyjemność, którą mu okazywałam. Odurzona spełniałam każde jego życzenie. Był niezmiernie zadowolony. Zachowywał się brutalnie. Wiem, że po "zabawach" ubrał mnie w swoją koszulę i wsadził do samochodu. Wszystko się kręciło, cały obraz jakby przez mgłę. Pamiętam, że zatrzymał się gdzieś w środku lasu, wytargał mnie za włosy z auta i zadał mi kilka dźgnięć w brzuch nożem. Ległam na jakiś mech nieprzytomna. Ocknęłam się dopiero w szpitalu. Okazało się, że brakuje mi nerki. Nie dość, że mnie wykorzystał seksualnie, to jeszcze pozbawił organu. Ogółem cudem udało mi się przeżyć. Przez jego "wynalazki" pozbawiona zostałam możliwości posiadania potomstwa. Odebrał mi dziewictwo, godność, dumę, poczucie własnej wartości, organu oraz sensu życia. Już nigdy go nie zobaczyłam...

Witam! Oto zamówienie mojej Kochanej Ewci <3 Może nie należy do jakiś MEGA HORROR'ÓW jak prosiłaś, ale tylko to przychodziło mi do głowy. Mam nadzieję, że Ci się spodoba ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Środek nocy, kroczyłam pustą ulicą pozostawiając za sobą stuk obcasów. Miałam wrażenie, że ktoś za mną idzie. Przyśpieszyłam. Znajdowałam się już niedaleko mojej kamienicy, kiedy ktoś złapał mnie za nadgarstek i obrócił ku sobie. Cofnęłam się kilka kroków wyrywając kończynę z objęć. Przede mną stała znajoma twarz. Ten zielonooki, lokaty brunet z klubu zbliżał się do mnie z miną zabójcy. Od zawsze był dziwny. On jako jedyny stały klient nie odezwał się do mnie nawet słowem. Nie próbował mnie dotknąć. Wiedziałam, że mi się przygląda za każdym razem, ale samo miejsce mojej pracy wyjaśniało to. W życiu nie skorzystał z czegoś więcej niż pokaz i drink. Wyglądało to jakby na coś czekał, przygotowywał się. Bałam się:
-Czego chcesz?-jęknęłam. Zetknęłam się ze ścianą starego bloku. Zdałam sobie sprawę, że nie mam gdzie uciec. Nikt nie mieszkał w tej okolicy. Uliczka zbrodniarzy. Czułam jego oddech na twarzy. Dokładnie mi się przyglądał
-Ciebie-wyszeptał prosto do mojego ucha przygryzając jego płatek
-Zostaw mnie!-starałam się go odepchnąć. Na marne. Nawet nie drgnął. Moja torebka już dawno leżała gdzieś na poboczu. Nie wiem jak to się stało, ale ścięło mnie z nóg. Ciemność przed moimi oczami ogarnęła mnie całą. Obudziłam się przywiązana do jakiegoś łóżka. Przyznam, pokój był ładny. Nie miałam jednak głowy do zachwycania się otoczeniem. Metalowe łańcuchy wpijały się w moje kostki i nadgarstki. Zwróciłam głowę ku lustrze. Ubrana byłam w czarny, lateksowy gorset z srebrnymi ćwiekami na staniku. Do tego miałam na sobie stringi do kompletu. Na mojej twarzy widniał ostry makijaż. Wyglądałam i czułam się jak dziwka z mojej pracy. Wiedziałam po co to wszystko. Zauważyłam na mojej ręce liczne dziury po strzykawce. Obok lampki leżały zużyte "narzędzia" i jakieś rozsypane pigułki. Wyglądało to na jakieś narkotyki, nawet tak pachniało. Ogółem czułam się dziwnie. Niby się bałam, ale coś we mnie pulsowało. Odczucie rozluźnienia gdzieś się przewinęło. Z każdą chwilą przestawałam panować nad swoim ciałem. Przerażenie kompletnie ze mnie spłynęło. Potrzebowałam czegoś. Zachowywałam się jak jakaś dzikuska. Unosiłam klatkę piersiową i wierzgałam nogami. Oblizywałam i przygryzałam wagi. Mózg rejestrował wszystko, a reszta robiła swoje. Nie panowałam nad sobą. Usłyszałam jakieś dźwięki z głębi mieszkania. Nawet nie pomyślałam:
-Jestem gotowa! Skarbie! Gdzie jesteś?! Misia chce się pobawić!-samoistnie przywoływałam porywacza. Chichotałam jak jakaś idiotka. W progu pojawił się ten sam chłopak z cwaniackim uśmiechem na twarzy. Był tylko w bokserkach. Jego ciało pokrywały liczne tatuaże. Na widok zielonookiego jeszcze bardziej się śmiałam-No chodź, czekam-językiem przejechałam po mojej górnej wardze. Zbliżył się i odwiązał mnie. Usiadłam na łóżku i palcem "zapraszałam go" z uśmiechem napaleńca. Bez namysłu się na mnie rzucił. Oddawałam każdy jego gest. Czułam nasze połączenie, które pod wpływem drag, sprawiało mi ogromną przyjemność, którą mu okazywałam. Odurzona spełniałam każde jego życzenie. Był niezmiernie zadowolony. Zachowywał się brutalnie. Wiem, że po "zabawach" ubrał mnie w swoją koszulę i wsadził do samochodu. Wszystko się kręciło, cały obraz jakby przez mgłę. Pamiętam, że zatrzymał się gdzieś w środku lasu, wytargał mnie za włosy z auta i zadał mi kilka dźgnięć w brzuch nożem. Ległam na jakiś mech nieprzytomna. Ocknęłam się dopiero w szpitalu. Okazało się, że brakuje mi nerki. Nie dość, że mnie wykorzystał seksualnie, to jeszcze pozbawił organu. Ogółem cudem udało mi się przeżyć. Przez jego "wynalazki" pozbawiona zostałam możliwości posiadania potomstwa. Odebrał mi dziewictwo, godność, dumę, poczucie własnej wartości, organu oraz sensu życia. Już nigdy go nie zobaczyłam...

Witam! Oto zamówienie mojej Kochanej Ewci <3 Może nie należy do jakiś MEGA HORROR'ÓW jak prosiłaś, ale tylko to przychodziło mi do głowy. Mam nadzieję, że Ci się spodoba ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Imagin Louis zamówienie
-Shar, proszę cię zostaw mnie samą. Nie mam ochoty na rozmowy, namawiania o w ogóle. Błagam, zostaw mnie samą-po raz setny powtarzałam przyjaciółce, która na siłę próbowała wyciągnąć mnie z dołka
-Ewa...
-Nie! Do cholery jasnej wyjdź!-podnosząc głowę z poduszki wydarłam się na nią. Unosząc ręce w geście obronnym zniknęła mi z oczu. Wtuliłam twarz znów w pierze. Nie mogłam już znieść tej rozłąki. Nie widziałam mojego ukochanego Lou od trzech miesięcy. Trasa, wywiady, koncerty, nowa płyta itd. To nie do pomyślenia jak ciężkie jest bycie w związku z kimś kto ma taką pracę. Wakacje mnie dobijały, dookoła pełno szczęśliwych parek, a ja sama, bez mojego Louis'ka. Połowa sierpnia, a ja nadal nie ruszyłam się nigdzie. Nie miałam ochoty. Całe lato przeleżałam w miejscu, na chwilę nawet nie odwodząc myśli od niebieskookiego. Tyle osób próbowało wyciągnąć mnie spod pościeli, ale tylko jedna osoba mogłaby zakończyć "misje" sukcesem, wiadomo kto. Tęsknota mnie pochłonęła. Filmiki, sms'y, rozmowy przez telefon czy Skype już mi nie wystarczały. To nie to samo, co te silne ramiona kurczowo trzymające mnie przy sobie. Musiałam czekać jeszcze miesiąc. Miesiąc na mojego księcia. Przyznam każda godzina dłużyła się w nieskończoność. Miałam wrażenie, że czas specjalnie spowalnia swój bieg.
Tego dnia zmuszona byłam ruszyć się z domu. Urodziny przyjaciółki, tej samej która mnie wyciągała z pokoju, nie mogły mnie ominąć. Niechętnie wyszykowałam się i ruszyłam ku posesji Sharon. Na szczęście ona mnie rozumiała i nie miała mi za złe moich "humorków". Bez pukania wkroczyłam do środka. Jak myślałam cała willa aż trzęsła się od muzyki. Pełno osób, to ubranych, to w strojach kąpielowych. Tańczący, wygłupiający bądź liżący się ludzie łańcuszkiem prowadzili do wnętrza. Co powiedzieć, solenizantka należała do BARDZO popularnych. Nareszcie odnalazłam ją ocierającą się o jakiegoś gościa, wyglądało to nie najlepiej. Ogółem było obrzydliwie. Szczerze powiedziawszy to, nigdy nie kojarzyłam Shar z takim hardkorem. Nigdy nie lubiłam czegoś takiego, zdecydowanie bardziej odpowiadał mi spokój. Nie podobało mi się tam, kompletnie. Normalnie uciekłabym, ale to w końcu była jej dwudziestka. Pociągnęłam ją za rękę tak, aby mnie zauważyła. Zbliżyła twarz do mojego ucha:
-Cześć. Co tam?-ledwo usłyszałam przez huk muzyki
-Skąd tu tyle osób?-wolałam się dowiedzieć
-Sporo się zmieniło od twojego pobytu w "grocie" słoneczko-zaśmiała się lekko-W ogóle dziwię się, że tu jesteś, a nie ryczysz w tych swoich czterech ścianach, ofiaro. Po co przylazłaś pokrako? Idź zadzwonić do swojego Lojosa, czy jak on tam ma, bo zabawę psujesz-zaszydziła i powróciła do "tańca" z, przypuszczam, w sumie jestem pewna, przypadkowym gościem. Zabolało. Bardzo mnie zraniła. Nigdy nie należałam do silnych psychicznie. Nie wiele trzeba mi było do złamania serca. Wybiegłam stamtąd jak najszybciej. Nie chciałam znać tej "przyjaciółki". Doskonale zdawała sobie sprawę jaki jest mój czuły punkt. Trafiła w dziesiątkę. Zaczęłam cicho płakać. Powoli nogi niosły mnie do miejsca gdzie poznałam Tomlinson'a. Przez łzy w ciemności nocy ujrzałam ogień w oddali, dokładnie tam. Zbliżyłam się. Wyjrzałam zza wysokiego, grubego dębu. Przy rzeczce paliło się ognisko. Koszyczek piknikowy oraz gitara opierały się o belkę, która zapewne miała robić za siedzenie. Pierwsza moja myśl: "Ale ta dziewczyna musi być szczęściarą". Na mojej twarzy zagościł lekki uśmiech. Nagle ktoś zasłonił mi oczy:
-Zgadnij kto to-usłyszałam ten anielski głos. Zerwałam dłonie z swojej buzi i odwróciłam się już z zeszklonymi ślepiami. Ukazał mi się mój kochany Louis. Rzuciłam mu się na szyję. Nie wierzyłam jeszcze w to co się działo. Zakręcił nami kilkukrotnie. Beczałam jak dziecko
-Nie wiesz jak bardzo tęskniłam-wydukałam kiedy postawił mnie przed sobą
-Ja bardziej, uwierz mi. Dlatego tu jestem, dla ciebie-pocałował mnie delikatnie. Rozpływałam się w jego ramionach
-Skąd wiedziałeś, że tu będę?-nie odrywałam się od niego
-Powiedzmy, że Shar mi pomogła-uśmiechnął się cwaniacko. Wszystko się wyjaśniło
-Ale z was...!-uderzyłam go lekko w klatkę piersiową. Zajęłam miejsce w ramionach ukochanego. Okrył mnie swoją bluzą. Mieliśmy tyle tematów. To niesamowite jak długo wytrzymałam bez tego nieziemskiego chłopaka. Tak bardzo mi go brakowało. Byłam szczęśliwa. Nareszcie go zobaczyłam. Jednak jedna rzecz nie dawała mi spokoju-Kiedy będziemy musieli znów się rozstać?-smutno zapytałam opierając głowę na jego barku
-Już nigdy nie będziemy musieli-uniósł mój podbródek
-Jak to?-nie rozumiałam
-Częściowo zrezygnowałem z kariery, dla mnie to za wiele. Nie mogę poświęcać mojej miłości, mojego całego świata dla kariery-moje serce zaczęło szaleć-Jesteś dla mnie wszystkim. Gdziekolwiek nie będę się wybierał, ty będziesz ze mną-lekko musnął moje wargi-Zawsze-wyszeptał i rzeczywiście dotrzymał obietnicy...

Witam! Oto zamówienie mojej Ewci :* Skarbie starałam się z całych sił, ale nie wiem czy wyszło. Oceń sama. Mam nadzieję, że Cię zadowolę :) Już niedługo Hazz :D Mrocznie :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
-Ewa...
-Nie! Do cholery jasnej wyjdź!-podnosząc głowę z poduszki wydarłam się na nią. Unosząc ręce w geście obronnym zniknęła mi z oczu. Wtuliłam twarz znów w pierze. Nie mogłam już znieść tej rozłąki. Nie widziałam mojego ukochanego Lou od trzech miesięcy. Trasa, wywiady, koncerty, nowa płyta itd. To nie do pomyślenia jak ciężkie jest bycie w związku z kimś kto ma taką pracę. Wakacje mnie dobijały, dookoła pełno szczęśliwych parek, a ja sama, bez mojego Louis'ka. Połowa sierpnia, a ja nadal nie ruszyłam się nigdzie. Nie miałam ochoty. Całe lato przeleżałam w miejscu, na chwilę nawet nie odwodząc myśli od niebieskookiego. Tyle osób próbowało wyciągnąć mnie spod pościeli, ale tylko jedna osoba mogłaby zakończyć "misje" sukcesem, wiadomo kto. Tęsknota mnie pochłonęła. Filmiki, sms'y, rozmowy przez telefon czy Skype już mi nie wystarczały. To nie to samo, co te silne ramiona kurczowo trzymające mnie przy sobie. Musiałam czekać jeszcze miesiąc. Miesiąc na mojego księcia. Przyznam każda godzina dłużyła się w nieskończoność. Miałam wrażenie, że czas specjalnie spowalnia swój bieg.
Tego dnia zmuszona byłam ruszyć się z domu. Urodziny przyjaciółki, tej samej która mnie wyciągała z pokoju, nie mogły mnie ominąć. Niechętnie wyszykowałam się i ruszyłam ku posesji Sharon. Na szczęście ona mnie rozumiała i nie miała mi za złe moich "humorków". Bez pukania wkroczyłam do środka. Jak myślałam cała willa aż trzęsła się od muzyki. Pełno osób, to ubranych, to w strojach kąpielowych. Tańczący, wygłupiający bądź liżący się ludzie łańcuszkiem prowadzili do wnętrza. Co powiedzieć, solenizantka należała do BARDZO popularnych. Nareszcie odnalazłam ją ocierającą się o jakiegoś gościa, wyglądało to nie najlepiej. Ogółem było obrzydliwie. Szczerze powiedziawszy to, nigdy nie kojarzyłam Shar z takim hardkorem. Nigdy nie lubiłam czegoś takiego, zdecydowanie bardziej odpowiadał mi spokój. Nie podobało mi się tam, kompletnie. Normalnie uciekłabym, ale to w końcu była jej dwudziestka. Pociągnęłam ją za rękę tak, aby mnie zauważyła. Zbliżyła twarz do mojego ucha:
-Cześć. Co tam?-ledwo usłyszałam przez huk muzyki
-Skąd tu tyle osób?-wolałam się dowiedzieć
-Sporo się zmieniło od twojego pobytu w "grocie" słoneczko-zaśmiała się lekko-W ogóle dziwię się, że tu jesteś, a nie ryczysz w tych swoich czterech ścianach, ofiaro. Po co przylazłaś pokrako? Idź zadzwonić do swojego Lojosa, czy jak on tam ma, bo zabawę psujesz-zaszydziła i powróciła do "tańca" z, przypuszczam, w sumie jestem pewna, przypadkowym gościem. Zabolało. Bardzo mnie zraniła. Nigdy nie należałam do silnych psychicznie. Nie wiele trzeba mi było do złamania serca. Wybiegłam stamtąd jak najszybciej. Nie chciałam znać tej "przyjaciółki". Doskonale zdawała sobie sprawę jaki jest mój czuły punkt. Trafiła w dziesiątkę. Zaczęłam cicho płakać. Powoli nogi niosły mnie do miejsca gdzie poznałam Tomlinson'a. Przez łzy w ciemności nocy ujrzałam ogień w oddali, dokładnie tam. Zbliżyłam się. Wyjrzałam zza wysokiego, grubego dębu. Przy rzeczce paliło się ognisko. Koszyczek piknikowy oraz gitara opierały się o belkę, która zapewne miała robić za siedzenie. Pierwsza moja myśl: "Ale ta dziewczyna musi być szczęściarą". Na mojej twarzy zagościł lekki uśmiech. Nagle ktoś zasłonił mi oczy:
-Zgadnij kto to-usłyszałam ten anielski głos. Zerwałam dłonie z swojej buzi i odwróciłam się już z zeszklonymi ślepiami. Ukazał mi się mój kochany Louis. Rzuciłam mu się na szyję. Nie wierzyłam jeszcze w to co się działo. Zakręcił nami kilkukrotnie. Beczałam jak dziecko
-Nie wiesz jak bardzo tęskniłam-wydukałam kiedy postawił mnie przed sobą
-Ja bardziej, uwierz mi. Dlatego tu jestem, dla ciebie-pocałował mnie delikatnie. Rozpływałam się w jego ramionach
-Skąd wiedziałeś, że tu będę?-nie odrywałam się od niego
-Powiedzmy, że Shar mi pomogła-uśmiechnął się cwaniacko. Wszystko się wyjaśniło
-Ale z was...!-uderzyłam go lekko w klatkę piersiową. Zajęłam miejsce w ramionach ukochanego. Okrył mnie swoją bluzą. Mieliśmy tyle tematów. To niesamowite jak długo wytrzymałam bez tego nieziemskiego chłopaka. Tak bardzo mi go brakowało. Byłam szczęśliwa. Nareszcie go zobaczyłam. Jednak jedna rzecz nie dawała mi spokoju-Kiedy będziemy musieli znów się rozstać?-smutno zapytałam opierając głowę na jego barku
-Już nigdy nie będziemy musieli-uniósł mój podbródek
-Jak to?-nie rozumiałam
-Częściowo zrezygnowałem z kariery, dla mnie to za wiele. Nie mogę poświęcać mojej miłości, mojego całego świata dla kariery-moje serce zaczęło szaleć-Jesteś dla mnie wszystkim. Gdziekolwiek nie będę się wybierał, ty będziesz ze mną-lekko musnął moje wargi-Zawsze-wyszeptał i rzeczywiście dotrzymał obietnicy...

Witam! Oto zamówienie mojej Ewci :* Skarbie starałam się z całych sił, ale nie wiem czy wyszło. Oceń sama. Mam nadzieję, że Cię zadowolę :) Już niedługo Hazz :D Mrocznie :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
sobota, 24 stycznia 2015
Wybaczcie!
Hejka Kochani!
Wiem, że obiecałam post w granicach 20.00. Wybaczcie, ale wszystko się opóźniło, przejazd z miasta do miasta itd. Jestem na max'a wypompowana po warsztatach tanecznych i nie dałam rady napisać coś tu. Przepraszam, wiem, zawiodłam. Mam nadzieję, że wybaczycie mi ten raz. Postaram się tego nie powtarzać. Jeszcze raz WYBACZCIE!
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Na mystery1directionff.blogspot.com nowy rozdział ;)
Wiem, że obiecałam post w granicach 20.00. Wybaczcie, ale wszystko się opóźniło, przejazd z miasta do miasta itd. Jestem na max'a wypompowana po warsztatach tanecznych i nie dałam rady napisać coś tu. Przepraszam, wiem, zawiodłam. Mam nadzieję, że wybaczycie mi ten raz. Postaram się tego nie powtarzać. Jeszcze raz WYBACZCIE!
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Na mystery1directionff.blogspot.com nowy rozdział ;)
Imagin Hazz cz.1
PRZED PRZECZYTANIEM TEGO POSTU!!!
Uprzedzam, zawarte są w nim małe sceny +18! Czytacie na własną odpowiedzialność ;)
***
-Emma!-darłam się
-Już idę, idę-schodząc po schodach parsknęła
-Czy ty kuźwa za każdym razem musisz się tak długo szykować?-zapytałam obserwując jak zakłada szpilki oraz płaszcz
-Tak-chrząknęła z wyrzutem
-Dobra chodź, bo jeszcze starzy wrócą-zaśmiałam się
-Ok-zgodziła się i ruszyłyśmy-To będzie najlepsza noc EVER! Nareszcie koniec szkoły, matka i ojciec na wyjeździe, a my wolne!-cieszyła się idąc-Mam nadzieję, że poznamy kogoś dzisiaj-poprawiła włosy
-Em, przestań. Nie trzeba nam facetów do zabawy-poważnie rzekłam, na co po chwili ciszy wybuchnęłyśmy śmiechem
-Taaa-rechocząc wydusiła. Trafiłyśmy do klubu. Oczywiście jacyś goście zapłacili nam za wstęp, a dla nich zabrakło miejsca, szczęściarze, haha. W szatni zostawiłyśmy okrycia i natychmiast pomknęłyśmy do baru. Usiadłyśmy na wysokich obrotowych krzesłach. Zamówiłyśmy kolorowe drinki, które sączyłyśmy, a właściwie ja, powoli. Moja siostra szybko zniknęła w tłumie. Jak zwykle tańczyła, a z kim to już nie moja broszka. Zaczęłam wczuwać się w klimat, ale nie chciałam być sama na parkiecie. Musiałam coś wyrwać. Jestem takim typem, co cóż. Właśnie rozglądałam się za kolejną na liście zdobyczą, kiedy "świeże mięso" samo podeszło mi przed nos. Wysoki brunet, burza loków, przystojny, ładne oczy, tatuaże, to co pierwsze trafiło do mnie. Właśnie w tej kolejności. Oparł się o blat obok i luknął na mnie. Nie śmierdział dragami, fajkami czy alkoholem. Czysty-stwierdziłam w myślach:
-Cześć, Harry jestem-wyciągnął do mnie dłoń
-(T.I)-pocałował mnie w nią, gdy go ściskałam
-Dlaczego siedzisz sama?-zapytał. Tak, to było to. Wiedziałam, że takiego ciasteczka nie mogę odpuścić. Ideał. Zauważyłam, że gierki to także jego konik, więc mogłam się nieźle zabawić. Z drugiej strony jednak mogła to być mieszanka wybuchowa. Ryzyk fizyk
-Czekam na ciebie-przygryzłam dolną wargę. Zaśmiał się uroczo
-Chodź-zabrał mnie na parkiet. Oczywiście, moje stałe ruchy nie ominęły chłopaka. Nie wiele mu trzeba było do zadowolenia. Serio, ja tylko tańczyłam tyłem do niego, nic wielkiego. Chyba jakbym się rozkręciła, to zawału by dostał biedak. No, ale to jeszcze nie był mój poziom wstawienia. Poocieraliśmy się o siebie jeszcze chwilę, no i wyszliśmy wspólnie z klubu. Skończyliśmy u niego. Przyznam, talent to ma ten facet. Z nikim nigdy nie było mi tak dobrze. Rano obudził mnie trzask za oknem. Leżałam obok niego. Lekko się uśmiechnęłam. Spał. Doskonała okazja. Cicho wstałam i ubrałam się. Wzięłam swoje rzeczy i zniknęłam z jego posiadłości. Czy zawsze tak robiłam? Nie, ale wolałam uniknąć konfrontacji z takim podrywaczem, co wywnioskowałam po spędzonej wspólnie nocy. Weszłam do domu. Zdjęłam buty i płaszcz. Odwiesiłam nakrycie na hak i już miałam iść dalej, ale...Wszędzie porozwalane były kolejno: szpilki i męskie Nike, na schodach marynarka Emm'y, dalej biała koszulka już nie jej, na piętrze sukienka, spodnie. Przypuszczam, że reszta, czyli bielizna zeszła z pary już w sypialni. Zaśmiałam się pod nosem i ruszyłam do siebie. Wzięłam prysznic i w jakiś dresach położyłam się spać. Łeb mi pękał od głośnej muzyki, której nasłuchałam się poprzedniego wieczoru. Około 20 uchyliłam powieki. O dziwo, nie chciało mi się ani jeść ani pić. Z nudów odpaliłam więc laptop. Otworzyłam jedną z moich ulubionych stron. ZAMARŁAM...

Witam! Jednak udało mi się coś dodać przed wyjazdem. Mam nadzieję, że spodoba się :) Będą dwie, góra trzy części :3 Dodam coś około 20 ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
piątek, 23 stycznia 2015
Girl on the show 8
-Miałaś być grzeczna-złapał mnie za podbródek-I gdzie trafiłaś?-odepchnął moją twarz-Zastanawiam się na, który poziom zasługujesz za tą akcję w samochodzie...-rozglądał się po ścianie z różnymi narzędziami. Wstałam. Przejrzałam tą jego całą strategię. Wiedziałam dlaczego nie pokarał mnie od razu
-Może być nawet najwyższa, nie wiem tylko jak pokażesz się później z uszkodzonym dodatkiem-zebrałam grzywkę z twarzy. Odwrócił się do mnie przodem i powoli zbliżył. Nie obawiałam się go, coś mi mówiło, że mogę czuć się bezpiecznie. Czułam jego oddech na twarzy. Widziałam jak chce to zrobić, jak bardzo się powstrzymuje. Wkurzony wycofał się i wyszedł.Odprowadziłam go wzrokiem. Coś tu w środku mi nie pasowało...
***
Szybko wstąpił Zayn i bez słowa wytargał mnie z pomieszczenia. Zerkałam na niego, to na podłogę szybko krocząc. Nie ogarniałam co się dzieje. Wrzucił mnie do pokoju. Upadłam i trafiłam ręką w kant małego stoliczka. Czułam jak robi się siniak. Strasznie dziwnie się czułam. Musiałam zebrać myśli. Koniecznie. Ledwo co udało mi się wstać. Poszłam do łazienki. Zrzuciłam z ciała materiał i zmyłam makijaż. Weszłam pod prysznic. Po krótkiej kąpieli owinęłam się ręcznikiem i zbliżyłam do lustra. W odbiciu ujrzałam liczne okaleczenia. Ale jak to się stało?-pomyślałam. Na oby ramionach pełno fioletowej barwy, na lewym policzku duża rysa, na nadgarstkach ślady rąk. Nie wyglądało to dobrze, bolało jeszcze bardziej. Założyłam piżamę i wysuszyłam włosy. Na czubku mej głowy powstał niechlujny koczek. Zatrzymałam się i wpatrywałam w zwierciadło. Już mogłam dostrzec obojczyk, mostek, żebra, nawet przez koszulkę. Moja twarz straciła koloryt, ściana była przy mnie śniada. Opuściły mnie kształty. Byłam słaba. Nie wytrzymałam. Zgasiłam światło i rzuciłam się na łóżko. Owinęłam się kurczowo kołdrą i zaczęłam łkać. Siła ze mnie zeszła. Stałam się słaba. Nagle emocje mną zawładnęły, nie bez przyczyny. Miałam czas na myślenie. Za wszelką cenę pragnęłam się wydostać z tamtego miejsca, zapomnieć o tych torturach, życiu marionetki oraz o...Tych oczach, idealnie ułożonych włosach, spokojnych, ale ostrych ruchach, cudownym uśmiechu i głosie, który sprawiał, że miękną mi kolana. Nie wierzyłam, przecież to paradoks. Czysty paradoks. Nie dawałam temu do siebie dojść. Nie, nie, nie, to niemożliwe-powtarzałam sobie w myślach. Nagle się ocknęłam. Zrozumiałam, że aby wygrać, trzeba walczyć. Nie potrafię poddać się tak łatwo. Ta moja przebiegła strona kazała realizować plan, kontynuować. Miałam zamiar posłuchać swojej własnej rady. Wymyśliłam już nawet kolejną intrygę, oby się udała. Musiałam wierzyć, w to, że okażą się naiwni i ich reakcja będzie pokrywać się z oczekiwaną-To faceci, to powinno liczyć się dla nich liczyć najbardziej-szeptem mówiłam sama do siebie-To nie może zawieść, nie mam nic innego w zanadrzu-westchnęłam i przymknęłam powieki. Obudziłam się przed czasem. Szybko zwlekłam się spod pościeli i ruszyłam do łazienki-Cholera, jeszcze nigdy tego nie...Ice! To może być klucz do sukcesu-pouczałam sama siebie. Wzięłam ją i uczyniłam. Ostatecznie stwierdzam, że nigdy więcej, to nie należy do przyjemności. Zaciskając zęby weszłam do kabiny. Nieco czerwonej cieczy spłynęło po moich rękach z wodą. Wytarłam się i owinęłam nadgarstek kawałkiem bandażu. Wysuszyłam włosy i dałam im trochę luzu. Oczy podkreśliłam tuszem do rzęs, a usta musnęłam bezbarwnym błyszczykiem. Nowa strategia=zmiany. Wybrałam coś bardziej krytego na tamten dzień. Ubrałam się i zdjęłam "opatrunek", aby było widać świeże strupy. Syknęłam z bólu. Opadłam na łóżko i czekałam. Nareszcie ujrzałam Niall'a. "Smutna" i "przygnębiona" spuściłam głowę i ruszyłam z nim. Zajęłam stałe miejsce. Pojawiła się reszta. Nie oglądałam ich twarzy, traktowałam włosy jako coś w rodzaju zasłony. Ślepo obserwowałam talerz, nadal nie tykając zawartości. Czułam coraz bardziej ostre spojrzenia na sobie. Nie ruszałam się. "Przypadkiem" odgarniając włosy, rękaw mojego swetra się obsunął ukazując mą pociętą skórę. Nagle stuk widelców oraz noży ucichł. "Zakłopotana" i "zawstydzona" naciągnęłam bluzę na miejsce. Z miną zbitego psiaka i łzami w oczach podniosłam wzrok. Jeździłam oczami po ich twarzach. Jednak jedna interesowała mnie najbardziej, to właśnie ona wyrażała najnegatywniejsze emocje. Działało. W myślach uśmiechnęłam się zadowolona. Nie wiedziałam, że jestem aż tak dobrą aktorką...

Hejka! Oto rozdział ósmy, mam nadzieję, że się spodoba ^^ Wiem, że wiele opowiadań się skończyło. Na tą chwilę nie planuję nic nowego. Na razie mam zamiar kontynuować to opowiadanie i nadal pisać LSA :) Nie miejcie mi tego za złe. Chodzi o to, że ja pisząc kilka ff na raz gubię wątki, tracę pomysły, nie wyrabiam. Do tego wam miesza się w głowie. Wolę napisać coś lepiej, niż kilka gorzej :3 Mam nadzieję, że rozumiecie :) Dobra okej, już nie przynudzam ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Jutro mam warsztaty za miastem, więc nie wiem o której i czy pojawi się cokolwiek. Jeżeli tak, to gdzieś w granicach 18-19, a może i 20. Nie bądźcie źli :> Kocham was <3
-Może być nawet najwyższa, nie wiem tylko jak pokażesz się później z uszkodzonym dodatkiem-zebrałam grzywkę z twarzy. Odwrócił się do mnie przodem i powoli zbliżył. Nie obawiałam się go, coś mi mówiło, że mogę czuć się bezpiecznie. Czułam jego oddech na twarzy. Widziałam jak chce to zrobić, jak bardzo się powstrzymuje. Wkurzony wycofał się i wyszedł.Odprowadziłam go wzrokiem. Coś tu w środku mi nie pasowało...
***
Szybko wstąpił Zayn i bez słowa wytargał mnie z pomieszczenia. Zerkałam na niego, to na podłogę szybko krocząc. Nie ogarniałam co się dzieje. Wrzucił mnie do pokoju. Upadłam i trafiłam ręką w kant małego stoliczka. Czułam jak robi się siniak. Strasznie dziwnie się czułam. Musiałam zebrać myśli. Koniecznie. Ledwo co udało mi się wstać. Poszłam do łazienki. Zrzuciłam z ciała materiał i zmyłam makijaż. Weszłam pod prysznic. Po krótkiej kąpieli owinęłam się ręcznikiem i zbliżyłam do lustra. W odbiciu ujrzałam liczne okaleczenia. Ale jak to się stało?-pomyślałam. Na oby ramionach pełno fioletowej barwy, na lewym policzku duża rysa, na nadgarstkach ślady rąk. Nie wyglądało to dobrze, bolało jeszcze bardziej. Założyłam piżamę i wysuszyłam włosy. Na czubku mej głowy powstał niechlujny koczek. Zatrzymałam się i wpatrywałam w zwierciadło. Już mogłam dostrzec obojczyk, mostek, żebra, nawet przez koszulkę. Moja twarz straciła koloryt, ściana była przy mnie śniada. Opuściły mnie kształty. Byłam słaba. Nie wytrzymałam. Zgasiłam światło i rzuciłam się na łóżko. Owinęłam się kurczowo kołdrą i zaczęłam łkać. Siła ze mnie zeszła. Stałam się słaba. Nagle emocje mną zawładnęły, nie bez przyczyny. Miałam czas na myślenie. Za wszelką cenę pragnęłam się wydostać z tamtego miejsca, zapomnieć o tych torturach, życiu marionetki oraz o...Tych oczach, idealnie ułożonych włosach, spokojnych, ale ostrych ruchach, cudownym uśmiechu i głosie, który sprawiał, że miękną mi kolana. Nie wierzyłam, przecież to paradoks. Czysty paradoks. Nie dawałam temu do siebie dojść. Nie, nie, nie, to niemożliwe-powtarzałam sobie w myślach. Nagle się ocknęłam. Zrozumiałam, że aby wygrać, trzeba walczyć. Nie potrafię poddać się tak łatwo. Ta moja przebiegła strona kazała realizować plan, kontynuować. Miałam zamiar posłuchać swojej własnej rady. Wymyśliłam już nawet kolejną intrygę, oby się udała. Musiałam wierzyć, w to, że okażą się naiwni i ich reakcja będzie pokrywać się z oczekiwaną-To faceci, to powinno liczyć się dla nich liczyć najbardziej-szeptem mówiłam sama do siebie-To nie może zawieść, nie mam nic innego w zanadrzu-westchnęłam i przymknęłam powieki. Obudziłam się przed czasem. Szybko zwlekłam się spod pościeli i ruszyłam do łazienki-Cholera, jeszcze nigdy tego nie...Ice! To może być klucz do sukcesu-pouczałam sama siebie. Wzięłam ją i uczyniłam. Ostatecznie stwierdzam, że nigdy więcej, to nie należy do przyjemności. Zaciskając zęby weszłam do kabiny. Nieco czerwonej cieczy spłynęło po moich rękach z wodą. Wytarłam się i owinęłam nadgarstek kawałkiem bandażu. Wysuszyłam włosy i dałam im trochę luzu. Oczy podkreśliłam tuszem do rzęs, a usta musnęłam bezbarwnym błyszczykiem. Nowa strategia=zmiany. Wybrałam coś bardziej krytego na tamten dzień. Ubrałam się i zdjęłam "opatrunek", aby było widać świeże strupy. Syknęłam z bólu. Opadłam na łóżko i czekałam. Nareszcie ujrzałam Niall'a. "Smutna" i "przygnębiona" spuściłam głowę i ruszyłam z nim. Zajęłam stałe miejsce. Pojawiła się reszta. Nie oglądałam ich twarzy, traktowałam włosy jako coś w rodzaju zasłony. Ślepo obserwowałam talerz, nadal nie tykając zawartości. Czułam coraz bardziej ostre spojrzenia na sobie. Nie ruszałam się. "Przypadkiem" odgarniając włosy, rękaw mojego swetra się obsunął ukazując mą pociętą skórę. Nagle stuk widelców oraz noży ucichł. "Zakłopotana" i "zawstydzona" naciągnęłam bluzę na miejsce. Z miną zbitego psiaka i łzami w oczach podniosłam wzrok. Jeździłam oczami po ich twarzach. Jednak jedna interesowała mnie najbardziej, to właśnie ona wyrażała najnegatywniejsze emocje. Działało. W myślach uśmiechnęłam się zadowolona. Nie wiedziałam, że jestem aż tak dobrą aktorką...

Hejka! Oto rozdział ósmy, mam nadzieję, że się spodoba ^^ Wiem, że wiele opowiadań się skończyło. Na tą chwilę nie planuję nic nowego. Na razie mam zamiar kontynuować to opowiadanie i nadal pisać LSA :) Nie miejcie mi tego za złe. Chodzi o to, że ja pisząc kilka ff na raz gubię wątki, tracę pomysły, nie wyrabiam. Do tego wam miesza się w głowie. Wolę napisać coś lepiej, niż kilka gorzej :3 Mam nadzieję, że rozumiecie :) Dobra okej, już nie przynudzam ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Jutro mam warsztaty za miastem, więc nie wiem o której i czy pojawi się cokolwiek. Jeżeli tak, to gdzieś w granicach 18-19, a może i 20. Nie bądźcie źli :> Kocham was <3
I will teach you life 16 (THE END)
Pewnego dnia (T.I) otrzymała list. List zaadresowany z Australii. Przeczytała go. Zgodnie z zawartym w nim nakazem wymknęła się w nocy i wyleciała nie zostawiając żadnej wskazówki ukochanemu. Po kilkunastu godzinach znalazła się na miejscu. Szukała, ale nikogo nie było. Zatrzymała się w ciemnym miejscu. Zapaliło się światło. Dookoła pojawiła się chmara wielkich umięśnionych mężczyzn. Wiedziała już o co chodzi. Zdawała sobie sprawę, że dla niej do już może być koniec. Ale nie miała zamiaru poddać się zbyt łatwo...
***
Znów ta twarz. Ten sam napastnik z samolotu stał naprzeciw niej. Czekała na ich pierwszy ruch. Można powiedzieć, że miała już mały plan działania. Zbliżył się do (T.I) Otworzył usta:
-No, no, no. Kogo my tu mamy?-swoim głębokim głosem zaśmiał się w twarz dziewczyny
-Czego chcesz?-mruknęła
-Odwdzięczyć się za to co mi odebrałaś-już wściekły wysyczał ze słowiańskim akcentem
-Nie rozumiem-odrzekła tym samym tonem. Szyderczo zachichotał
-Twoi ludzie na zlecenie śledzili przyjaciółkę mojej żony, przez "przypadek" moja ukochana poległa zamiast niej-złapał ją za szyję. Nie wiedziała o czym on mówił. Odkąd zaczęła pracować w interesie nie poległa żadna kobieta, wiedziała na pewno. To musiała być sprawa ojca, a że nikt nie wiedział, że on nie żyje...Nie miała zamiaru się tłumaczyć. Wiedziała, że da radę się im postawić. Nie należała do miękkich osób
-Jesteś tchórzem-wręcz splunęła mu w twarz-Nie potrafisz sam zadziałać. Po co oni?-wskazywała na otoczenie-Boisz się małej gówniary?-cwana sztuka, można powiedzieć. Doskonale sprowokowała Europejczyka, który i tak już był zły. Nakazał coś wszystkim w swoim ojczystym języku na co oni niechętnie wyszli. On miał nóż, ona nie miała "nic".
*Oczami Niall'a
Szybko doszła mnie informacja. Bałem się mimo to. Nie wybaczyłbym sobie gdybym nie zadziałał na czas. Jechałem jak najszybciej. Zdawałem sobie sprawę jak to będzie wyglądało. Zmuszony byłem zakraść się od tyłu. Sergiej nigdy nie działał w pojedynkę, gruba ryba z branży. Nie jednokrotnie miałem z nim do czynienia. Świetnie także wiedziałem, że to nie są żarty. Nie przeżyłbym gdyby zrobił coś mojej siostrze. Podjechałem do tylnego wejścia. Już miałem wysiadać kiedy na moją maskę spadło, najwyraźniej, ciało. Na początku nieźle się wystraszyłem. Jednak po sekundzie okazało się, że to żywa (T.I), nieźle. Moja krew. Szybko weszła do środka i zajęła miejsce pasażera:
-Jedź-wrzasnęła. Zgodnie z nakazem ruszyłem. Łatwo poszło-pomyślałem wzruszając ramionami
-Mi też miło cię widzieć-zaśmiałem się
-Cześć bracki, stęskniłam się-przytuliła mnie, ale nie mogłem tego odwzajemnić (prowadziłem)
-Jak ty...?
-W końcu jesteśmy rodziną, powinieneś wiedzieć na co mnie stać-zachichotała
-Okeej-przeciągnąłem.
*Oczami (T.I)
Udało mi się. Już nigdy więcej się nie nabiorę. Zrozumiałam, że od tego życia już nie ucieknę. Musiałam wrócić. Zmieniłam się. Nie wiem czy na lepsze. Jestem z Li, kochamy się. Nie powiem, że jestem niesamowicie szczęśliwa, ale niczego więcej mi nie trzeba. Jestem zmuszona zaakceptować to co mnie otacza. Wiem, że miłość jest najważniejsza. Bezpieczeństwo mniej mnie obchodzi, życie jest na to zbyt krótkie. Zajęłam się szkoleniem, tak dla większego spokoju, nie lubiłam zarządzać. W sumie cieszę się, że jestem tu gdzie jestem. Już nikt nie będzie musiał powtarzać słów ojca: "...Ja cię tego życia nauczę", teraz sama to zrobię.
Hejka! Oto koniec :D Wiem, że nie jest to dobre, ale nie miałam pomysłu. No nic, mam nadzieję, że nie zawiedziecie się bardzo ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
***
Znów ta twarz. Ten sam napastnik z samolotu stał naprzeciw niej. Czekała na ich pierwszy ruch. Można powiedzieć, że miała już mały plan działania. Zbliżył się do (T.I) Otworzył usta:
-No, no, no. Kogo my tu mamy?-swoim głębokim głosem zaśmiał się w twarz dziewczyny
-Czego chcesz?-mruknęła
-Odwdzięczyć się za to co mi odebrałaś-już wściekły wysyczał ze słowiańskim akcentem
-Nie rozumiem-odrzekła tym samym tonem. Szyderczo zachichotał
-Twoi ludzie na zlecenie śledzili przyjaciółkę mojej żony, przez "przypadek" moja ukochana poległa zamiast niej-złapał ją za szyję. Nie wiedziała o czym on mówił. Odkąd zaczęła pracować w interesie nie poległa żadna kobieta, wiedziała na pewno. To musiała być sprawa ojca, a że nikt nie wiedział, że on nie żyje...Nie miała zamiaru się tłumaczyć. Wiedziała, że da radę się im postawić. Nie należała do miękkich osób
-Jesteś tchórzem-wręcz splunęła mu w twarz-Nie potrafisz sam zadziałać. Po co oni?-wskazywała na otoczenie-Boisz się małej gówniary?-cwana sztuka, można powiedzieć. Doskonale sprowokowała Europejczyka, który i tak już był zły. Nakazał coś wszystkim w swoim ojczystym języku na co oni niechętnie wyszli. On miał nóż, ona nie miała "nic".
*Oczami Niall'a
Szybko doszła mnie informacja. Bałem się mimo to. Nie wybaczyłbym sobie gdybym nie zadziałał na czas. Jechałem jak najszybciej. Zdawałem sobie sprawę jak to będzie wyglądało. Zmuszony byłem zakraść się od tyłu. Sergiej nigdy nie działał w pojedynkę, gruba ryba z branży. Nie jednokrotnie miałem z nim do czynienia. Świetnie także wiedziałem, że to nie są żarty. Nie przeżyłbym gdyby zrobił coś mojej siostrze. Podjechałem do tylnego wejścia. Już miałem wysiadać kiedy na moją maskę spadło, najwyraźniej, ciało. Na początku nieźle się wystraszyłem. Jednak po sekundzie okazało się, że to żywa (T.I), nieźle. Moja krew. Szybko weszła do środka i zajęła miejsce pasażera:
-Jedź-wrzasnęła. Zgodnie z nakazem ruszyłem. Łatwo poszło-pomyślałem wzruszając ramionami
-Mi też miło cię widzieć-zaśmiałem się
-Cześć bracki, stęskniłam się-przytuliła mnie, ale nie mogłem tego odwzajemnić (prowadziłem)
-Jak ty...?
-W końcu jesteśmy rodziną, powinieneś wiedzieć na co mnie stać-zachichotała
-Okeej-przeciągnąłem.
*Oczami (T.I)
Udało mi się. Już nigdy więcej się nie nabiorę. Zrozumiałam, że od tego życia już nie ucieknę. Musiałam wrócić. Zmieniłam się. Nie wiem czy na lepsze. Jestem z Li, kochamy się. Nie powiem, że jestem niesamowicie szczęśliwa, ale niczego więcej mi nie trzeba. Jestem zmuszona zaakceptować to co mnie otacza. Wiem, że miłość jest najważniejsza. Bezpieczeństwo mniej mnie obchodzi, życie jest na to zbyt krótkie. Zajęłam się szkoleniem, tak dla większego spokoju, nie lubiłam zarządzać. W sumie cieszę się, że jestem tu gdzie jestem. Już nikt nie będzie musiał powtarzać słów ojca: "...Ja cię tego życia nauczę", teraz sama to zrobię.
Hejka! Oto koniec :D Wiem, że nie jest to dobre, ale nie miałam pomysłu. No nic, mam nadzieję, że nie zawiedziecie się bardzo ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
czwartek, 22 stycznia 2015
Little Sweet Angel 34
Słyszałam te charakterystyczne stąpanie. Powoli kroki zwalniały, a mój puls przyśpieszał. Klamka powędrowała w dół, następnie w górę. Ukazała mi się, jakby, starszej mnie. Wysoka, szczupła. Blondynka, wielkie niebieskie oczy. Cud, nie kobieta. Dla mnie była wzorem. Ideałem. Zawsze marzyłam, aby być taką jak ona. Spojrzała na mnie. Może to dziwne, ale tylko ona z rodziny mogła rozróżnić mnie z siostrą. Zmierzyła mnie wzrokiem. Widziałam jej niepowstrzymany szok. I mi, i jej lały się łzy. Zasłoniła usta dłonią. Po chwili ją zabrała, aby odezwać się:
-Mi...Michell?-jęknęła przez płacz
-Mama?-...
***
Stałyśmy tak i po prostu się w siebie wpatrywałyśmy. Obie łkałyśmy przez moment osłupiałe. Nogi mi się trzęsły, bałam się czy nie upadnę. Wpadłam w jej ramiona. Obawiałam się, o to czy odwzajemni uścisk. Przycisnęła mnie do siebie jeszcze mocniej. Kamień spadł mi z serca. Udało mi się. Jednak nie znienawidzili mnie doszczętnie. Histeryzowałyśmy jak małe dziewczynki. Tak bardzo się stęskniłam. Nie widziałam matki od kilku lat. Nie usłyszałam jej głosu przez bardzo długi czas. A to przecież więź pomiędzy mamą, a córką jest należy do najsilniejszych. Radość, rozczulenie, wiele emocji nami władało:
-Kochanie, nareszcie-wydukała szeptem
-Przepraszam, wybacz ja...-trzymałam ją za dłonie
-Już dziecko, już-gładziła mój polik z uśmiechem przez łzy. Zapadła chwila ciszy, nie odrywałyśmy od siebie oczu unosząc kąciki ust. Nie trzeba było nam słów. Nagle przypomniałam sobie o Harry'm. Dopiero wtedy zrozumiałam, że muszę wyjaśnić im wszystko co zaszło w Londynie. O tym co przeżyłam z Rich'em. No tak, wyjechałam z nim, wróciłam z kimś zupełnie innym, na szczęście. Odwróciłam się i spojrzałam na lokatego przywołując go ruchem ręki
-Mamuś, to mój chłopak Harry-przedstawiłam go kiedy stał obok. Na początku była lekko zdziwiona lecz później podała mu rękę
-Wchodźcie, wchodźcie-ocknęła się. Nie dziwić się, pojawiłam się znikąd, więc miała prawo być w szoku. Wprowadziła nas. Rozebraliśmy się i odstawiliśmy torby. Już nie mogłam doczekać się konfrontacji z osobami, kiedyś, mi najbliższymi. Zajrzałam do salonu. Jakby zastygli od ostatniego razu. Siedzieli dokładnie na swoich miejscach. Powoli wkroczyłam do środka z zeszklonymi ślepiami:
-Michell?-babcia nie dowierzając zbliżyła się-Dziecko, to ty-rzuciła mi się na szyję, tak samo jak i dziadek
-Tak bardzo mi was brakowało-nie wypuszczałam ich z uścisku-Przepraszam was,tak bardzo was przepraszam-łamiącym się głosem wyznałam...
Hejka! Wiem, krótki, ale mam dużo pracy i myślę, że nic więcej nie uda mi się dzisiaj dodać. Mam nadzieję, że się spodoba i nie będziecie źli.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
***
Stałyśmy tak i po prostu się w siebie wpatrywałyśmy. Obie łkałyśmy przez moment osłupiałe. Nogi mi się trzęsły, bałam się czy nie upadnę. Wpadłam w jej ramiona. Obawiałam się, o to czy odwzajemni uścisk. Przycisnęła mnie do siebie jeszcze mocniej. Kamień spadł mi z serca. Udało mi się. Jednak nie znienawidzili mnie doszczętnie. Histeryzowałyśmy jak małe dziewczynki. Tak bardzo się stęskniłam. Nie widziałam matki od kilku lat. Nie usłyszałam jej głosu przez bardzo długi czas. A to przecież więź pomiędzy mamą, a córką jest należy do najsilniejszych. Radość, rozczulenie, wiele emocji nami władało:
-Kochanie, nareszcie-wydukała szeptem
-Przepraszam, wybacz ja...-trzymałam ją za dłonie
-Już dziecko, już-gładziła mój polik z uśmiechem przez łzy. Zapadła chwila ciszy, nie odrywałyśmy od siebie oczu unosząc kąciki ust. Nie trzeba było nam słów. Nagle przypomniałam sobie o Harry'm. Dopiero wtedy zrozumiałam, że muszę wyjaśnić im wszystko co zaszło w Londynie. O tym co przeżyłam z Rich'em. No tak, wyjechałam z nim, wróciłam z kimś zupełnie innym, na szczęście. Odwróciłam się i spojrzałam na lokatego przywołując go ruchem ręki
-Mamuś, to mój chłopak Harry-przedstawiłam go kiedy stał obok. Na początku była lekko zdziwiona lecz później podała mu rękę
-Wchodźcie, wchodźcie-ocknęła się. Nie dziwić się, pojawiłam się znikąd, więc miała prawo być w szoku. Wprowadziła nas. Rozebraliśmy się i odstawiliśmy torby. Już nie mogłam doczekać się konfrontacji z osobami, kiedyś, mi najbliższymi. Zajrzałam do salonu. Jakby zastygli od ostatniego razu. Siedzieli dokładnie na swoich miejscach. Powoli wkroczyłam do środka z zeszklonymi ślepiami:
-Michell?-babcia nie dowierzając zbliżyła się-Dziecko, to ty-rzuciła mi się na szyję, tak samo jak i dziadek
-Tak bardzo mi was brakowało-nie wypuszczałam ich z uścisku-Przepraszam was,tak bardzo was przepraszam-łamiącym się głosem wyznałam...
Hejka! Wiem, krótki, ale mam dużo pracy i myślę, że nic więcej nie uda mi się dzisiaj dodać. Mam nadzieję, że się spodoba i nie będziecie źli.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
środa, 21 stycznia 2015
Girl on the show 7 druga część rozdziału
Znalazłam się przed budynkiem. Wyglądał strasznie. Lecz przed nim stało piękne czerwone, niskie, sportowe auto. Nie dostrzegłam marki przez ciemność. Dopiero, gdy mój braciszek WEPCHNĄŁ mnie na miejsce światła samochodu zapaliły się. Obok siedział "Pan". Nie miał żadnego wyrazu twarzy po prostu ruszył. Chyba nie spodziewał się tego co zrobiłam...
**
-Jak masz na imię?-odezwałam się. Spojrzał na mnie lekko zdziwiony i znów skupił uwagę na jezdni. Nie odpowiedział. Czekałam i czekałam nie spuszczając z niego oka. No niestety, nie znoszę kiedy ktoś mnie olewa, więc-Wiesz co to maniery?-warknęłam. Myślałam, ze oczy mu wyjdą-No co?-mruknęłam-Jak kobieta do ciebie mówi to się odpowiada-stwierdziłam. Nie zareagował. Zdziwiło mnie to. Po prostu zajął się swoim zajęciem. Mimo to czułam panującą napiętą atmosferę. Zatrzymaliśmy się pod piękną restauracją. O dziwo zanim zdążyłam złapać za torebkę, "Pan" okrążył samochód i otworzył przede mną drzwi. WZIĄŁ MNIE POD RĘKĘ i wprowadził do środka. Najbardziej irytowało mnie to, że nie zamienił ze mną nawet słowa. Przed nami ujrzałam cudowną salę. Porozstawiane okrągłe czteroosobowe lub pięcioosobowe stoły. Podłoga w ślicznych kafelkach o cielistej barwie. Ściany utrzymane w kolorze kawy z mlekiem oraz ogromne okna przyozdobione długimi zasłonami z materiały dobrego gatunku w kolorach podłoża. Nastrojowa muzyka dodawała klimatu. Ogółem klasa i maniera w jednej pigułce. Zaprowadził mnie do stołu, jakby, w loży odizolowanej od głównej hali. Tam było zdecydowanie bardziej ustronnie. Na krzesłach siedział mężczyzna po trzydziestce, a u jego boków dwie, może, dwudziestopięcioletnie dziewczyny. Brunetka w czerwonej sukni po prawej i blondynka w chabrze po lewej. Obie były piękne, zgrabne, lecz widać było, że intelektem nie świeciły. Mimo to czułam się gorsza gatunkiem (?). Robiłam to co miałam. Uśmiechałam się i stanowiłam coś na kształt ramy obrazu "Szefa". Zwyczajnie siedziałam i "słuchałam". Tak samo jak te dwie puste lale, które wciąż macały tego gościa, już nie wspomnę w jakich obrębach. Widocznie tak miało być. Skoro on grał ze mną przez milczenie, ja postanowiłam zagrać w jego gierkę na własnych zasadach. Oplotłam jego rękę i zbliżałam twarz w okolicach jego ucha, policzka i szyi. Przyznam czułam się jak tania dziwka. Ale mój plan wymagał poświęceń. Widziałam jak...Po prostu dużo nie trzeba było do podniecenia go. Zdecydowanie podobało mu się to co robiłam. Mężczyzna także bacznie mnie obserwował z chytrym uśmiechem przyklejonym do tej zaćpanej twarzy. Wyglądało to jak scena z kryminału. Tak, to dobre określenie. Pożegnał się z facetem i po, około, dwóch godzinach ruszyliśmy do samochodu. Pomógł mi wsiąść i sam zajął miejsce obok. Na jego twarzy malowało się zero wyrazu. Ciężko było ją odczytać. Dzięki Bogu, otrzymałam ten dar rozpracowywania ludzi. Czułam jak się denerwuje i próbuje ostudzić emocje. Ciekawiło mnie o co mu chodzi. Zrobiłam coś nie tak? Oby. Dlaczego oby? Musiałam dowiedzieć się co wywołuje w nim jakie uczucia. Część moich zamiarów. Trafiliśmy pod "dom", jeżeli można to tak nazwać. No tym razem to manierami nie zabłysnął. Wytargał mnie za włosy, tak, że torebka i buty trafiły na kafelki przed budynkiem. Wciągnął mnie do środka. Bolało jak cholera. Mimo, iż cierpiałam nie żałowałam wszystkiego co zrobiłam. Rzucił mną o podłogę w tym całym pokoju tortur. Podniosłam się nieco. Spojrzałam na niego wściekle przez małą kępę włosów. Zatrzasnął drzwi. Zdjął kurtkę i odrzucił za krzesło zbliżył się kilka kroków i uklęknął przede mną:
-Miałaś być grzeczna-złapał mnie za podbródek-I gdzie trafiłaś?-odepchnął moją twarz-Zastanawiam się na, który poziom zasługujesz za tą akcję w samochodzie...-rozglądał się po ścianie z różnymi narzędziami. Wstałam. Przejrzałam tą jego całą strategię. Wiedziałam dlaczego nie pokarał mnie od razu
-Może być nawet najwyższa, nie wiem tylko jak pokażesz się później z uszkodzonym dodatkiem-zebrałam grzywkę z twarzy. Odwrócił się do mnie przodem i powoli zbliżył. Nie obawiałam się go, coś mi mówiło, że mogę czuć się bezpiecznie. Czułam jego oddech na twarzy. Widziałam jak chce to zrobić, jak bardzo się powstrzymuje. Wkurzony wycofał się i wyszedł.Odprowadziłam go wzrokiem. Coś tu w środku mi nie pasowało...

Hejka! Oto druga część rozdziału, mam nadzieję, że się spodoba :3
Jak myślicie co to za plan? Na czym polega? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
**
-Jak masz na imię?-odezwałam się. Spojrzał na mnie lekko zdziwiony i znów skupił uwagę na jezdni. Nie odpowiedział. Czekałam i czekałam nie spuszczając z niego oka. No niestety, nie znoszę kiedy ktoś mnie olewa, więc-Wiesz co to maniery?-warknęłam. Myślałam, ze oczy mu wyjdą-No co?-mruknęłam-Jak kobieta do ciebie mówi to się odpowiada-stwierdziłam. Nie zareagował. Zdziwiło mnie to. Po prostu zajął się swoim zajęciem. Mimo to czułam panującą napiętą atmosferę. Zatrzymaliśmy się pod piękną restauracją. O dziwo zanim zdążyłam złapać za torebkę, "Pan" okrążył samochód i otworzył przede mną drzwi. WZIĄŁ MNIE POD RĘKĘ i wprowadził do środka. Najbardziej irytowało mnie to, że nie zamienił ze mną nawet słowa. Przed nami ujrzałam cudowną salę. Porozstawiane okrągłe czteroosobowe lub pięcioosobowe stoły. Podłoga w ślicznych kafelkach o cielistej barwie. Ściany utrzymane w kolorze kawy z mlekiem oraz ogromne okna przyozdobione długimi zasłonami z materiały dobrego gatunku w kolorach podłoża. Nastrojowa muzyka dodawała klimatu. Ogółem klasa i maniera w jednej pigułce. Zaprowadził mnie do stołu, jakby, w loży odizolowanej od głównej hali. Tam było zdecydowanie bardziej ustronnie. Na krzesłach siedział mężczyzna po trzydziestce, a u jego boków dwie, może, dwudziestopięcioletnie dziewczyny. Brunetka w czerwonej sukni po prawej i blondynka w chabrze po lewej. Obie były piękne, zgrabne, lecz widać było, że intelektem nie świeciły. Mimo to czułam się gorsza gatunkiem (?). Robiłam to co miałam. Uśmiechałam się i stanowiłam coś na kształt ramy obrazu "Szefa". Zwyczajnie siedziałam i "słuchałam". Tak samo jak te dwie puste lale, które wciąż macały tego gościa, już nie wspomnę w jakich obrębach. Widocznie tak miało być. Skoro on grał ze mną przez milczenie, ja postanowiłam zagrać w jego gierkę na własnych zasadach. Oplotłam jego rękę i zbliżałam twarz w okolicach jego ucha, policzka i szyi. Przyznam czułam się jak tania dziwka. Ale mój plan wymagał poświęceń. Widziałam jak...Po prostu dużo nie trzeba było do podniecenia go. Zdecydowanie podobało mu się to co robiłam. Mężczyzna także bacznie mnie obserwował z chytrym uśmiechem przyklejonym do tej zaćpanej twarzy. Wyglądało to jak scena z kryminału. Tak, to dobre określenie. Pożegnał się z facetem i po, około, dwóch godzinach ruszyliśmy do samochodu. Pomógł mi wsiąść i sam zajął miejsce obok. Na jego twarzy malowało się zero wyrazu. Ciężko było ją odczytać. Dzięki Bogu, otrzymałam ten dar rozpracowywania ludzi. Czułam jak się denerwuje i próbuje ostudzić emocje. Ciekawiło mnie o co mu chodzi. Zrobiłam coś nie tak? Oby. Dlaczego oby? Musiałam dowiedzieć się co wywołuje w nim jakie uczucia. Część moich zamiarów. Trafiliśmy pod "dom", jeżeli można to tak nazwać. No tym razem to manierami nie zabłysnął. Wytargał mnie za włosy, tak, że torebka i buty trafiły na kafelki przed budynkiem. Wciągnął mnie do środka. Bolało jak cholera. Mimo, iż cierpiałam nie żałowałam wszystkiego co zrobiłam. Rzucił mną o podłogę w tym całym pokoju tortur. Podniosłam się nieco. Spojrzałam na niego wściekle przez małą kępę włosów. Zatrzasnął drzwi. Zdjął kurtkę i odrzucił za krzesło zbliżył się kilka kroków i uklęknął przede mną:
-Miałaś być grzeczna-złapał mnie za podbródek-I gdzie trafiłaś?-odepchnął moją twarz-Zastanawiam się na, który poziom zasługujesz za tą akcję w samochodzie...-rozglądał się po ścianie z różnymi narzędziami. Wstałam. Przejrzałam tą jego całą strategię. Wiedziałam dlaczego nie pokarał mnie od razu
-Może być nawet najwyższa, nie wiem tylko jak pokażesz się później z uszkodzonym dodatkiem-zebrałam grzywkę z twarzy. Odwrócił się do mnie przodem i powoli zbliżył. Nie obawiałam się go, coś mi mówiło, że mogę czuć się bezpiecznie. Czułam jego oddech na twarzy. Widziałam jak chce to zrobić, jak bardzo się powstrzymuje. Wkurzony wycofał się i wyszedł.Odprowadziłam go wzrokiem. Coś tu w środku mi nie pasowało...

Hejka! Oto druga część rozdziału, mam nadzieję, że się spodoba :3
Jak myślicie co to za plan? Na czym polega? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Epilog I didn't forget where I belong
-Mamo! Mamusiu! Muszę napisać pracę o moim dziadku i buni. O rodzicach tatusia już skończyłam. A jacy są twoi?-pyta Darcy. Bałam się tego momentu. Przez te kilka lat moja córka nie dowiedziała się nic na temat mojego pochodzenia. Można powiedzieć, iż z Lou odseparowaliśmy ją od otoczenia mediów i nie miała żadnych źródeł. Zatrzymuję się na moment. Odkładam nóż, wycieram dłonie o ścierkę. Zajmuję miejsce naprzeciw niej. Biorę głęboki oddech:
-Córciu, babcia i dziadziuś to bardzo eleganckie osoby, wiesz? Lubią świecidełka, złoto, drogie rzeczy. Widzisz, kiedy byłam mała oni kazali robić mi wszystko jak dama. Musiałam trzymać filiżankę w ten sposób-Demonstruję jak unoszę mały palec przy łykaniu napoju, na co brunetka chichocze-Ubierać się i zachowywać jak księżniczka...
-Naprawdę? O jejku! Jak fajnie, też chciałabym być królewną-podekscytowana przerywa mi
-Jesteś królewną moją i taty-odpowiadam-Dar, oni...-zacinam się-Są bardzo zapracowani, zawsze byli. Nie mieli nigdy dla mnie czasu. Pochłonął ich demon pracy i majątku. Musiałam odejść...-recytuję. Staram się wytłumaczyć jej to jak najlepiej i najzrozumialej
-A dlaczego?-wchodzi mi w słowo po raz drugi
-Ponieważ, to nie takie bajkowe życie jak może się wydawać. Wczoraj byliśmy w zoo, widziałaś te wszystkie zwierzątka, piękne ptaszki pozamykane w klatkach-Przytakuje mi ruchem głowy-To podobne uczucie. Nie można podjąć samodzielnie żadnej decyzji. Nie chciałam takiego żywota, więc znalazłam się tutaj i z własnymi zasadami trwam tu z wami. Pamiętaj, że wolność i prawo do własnego zdania to przywilej życia i nikt nie może ci tego odebrać, musisz o to walczyć z całych sił-Łapię córkę za dłonie-Kochanie, nie pomyśl, że dziadkowie to źli ludzie, oni po prostu się zagubili i nie możemy ich o to winić. Pamiętaj, że chociaż nie znają ciebie oraz Louis'a kochają was-Biorę maleństwo na kolana-To trudne, ale obiecuję ci, że kiedyś opowiem ci wszystko i jeżeli będziesz chciała to poznasz babcię i dziadka. Dobrze?-Kiwa głową na tak. Całuję jej czoło i pozwalam jej zejść na ziemię. Ona w podskokach oddala się, a ja powracam do wcześniejszej czynności
-Mamo?-Odrywa mój wzrok od deski do krojenia warzyw
-Tak skarbie?-Z uśmiechem odwracam się do stojącej w progu brunetki o niebieskich oczkach
-Czy ty ich kochasz?-Z zaciekawieniem w głosie pyta
-Nigdy o nich nie zapomniałam-Przytakuje i znika mi z oczu. Śmieję się pod nosem. Cieszę się, że odbyłam tą rozmowę z ośmioletnią Darcy. Kocham ją nad życie i chcę, aby nigdy nie musiała przechodzić tego co ja. Dbam o to wraz z mężem. Nagle czuję na biodrach dłonie, a na szyi ciepły oddech
-Jak poszło?-Słyszę zadowolony ton Tommo
-Dobrze, całkiem nieźle. Jest mądra, chyba zrozumiała-stwierdzam uradowana
-Po mamusi-Całuje mnie delikatnie w policzek
-Panie Tomlinson, czy udało się Panu ululać Louis'a?-Chichocząc pytam i odwracam się do niego przodem
-A i owszem Pani Tomlinson, wujkowie śpiewają mu kołysanki. Mamy więc czas na...-Pomiędzy słowami muska moje usta. Od pierwszego pocałunku każdy kolejny był jeszcze lepszy
-Nie dzisiaj proszę Pana-Odsuwam go nieco od siebie-Darcy jest u siebie, ja muszę zrobić obiad, a poza tym muszę ci coś powiedzieć-Uśmiecham się jak wtedy. Jego źrenice się powiększają
-Znowu? Jezu, przecież Lou ma dopiero dwa latka, a ja nie spałem odkąd urodziła się Dar-westchnął z pół-śmiechem w głosie
-Nie przesadzaj-Bawił mnie-A no i zapomniałabym, będzie podwójny kłopot-przygryzam dolną wargę
-Poważnie?-Trzyma ręce na mojej talii
-Yhym-przytakuję
-No to chyba Demi i chłopcy będą musieli się tu wprowadzić, żeby nam pomagać-Z szerokim uśmiechem stwierdza i mnie całuje-Strasznie się cieszę. Kocham cię-wpija się w moje usta coraz zachłanniej
-Ja ciebie też-Pomiędzy całusami odpowiadam. No cóż, nie mam wątpliwości, że wybrałam dobrze i, że to jest to moje idealne życie...

Hejka! Oto mój pierwszy w życiu epilog :D Nie wiem czy jest dobry, ale mam nadzieję, że się spodoba ;) Nie zapomnijcie dzisiaj o swoich babciach ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
wtorek, 20 stycznia 2015
Odpowiedzi na pytania od ViCki
Hejka!
Dzisiaj otrzymałam kilka pytań od czytelniczki-ViCki ^^ Cieszę się, że ktoś zainteresował się nową zakładką ^^ Jestem również zaszczycona tym, że ViCki po raz pierwszy skomentowała i to MÓJ post! :D Dziękuję Kochana :*
Oto pytania, które mi zadano:
1. Ile zwykle czasu zajmuje Ci pisanie rozdziału?
2. Skąd bierzesz tyle fantastycznych pomysłów?
3. Masz marzenia? Jeżeli tak, wymień proszę.
4. To pytanie może być niezbyt subtelne, ale czytając zakończenie "Rain of scars" dowiedziałam się, że opowiadanie to miało związek z tobą. Jaki?
5. Kim chciałabyś zostać w przyszłości?
6. W skali od jednego do dziesięciu na ile wyceniłabyś swoje umiejętności pisarskie?
7. Czego nie tolerujesz i nie lubisz w ludziach?
8. Co cię relaksuje?
Odpowiedzi na pytania:
1. Około 30minut, czasami dłużej, czasami krócej, zależy od natchnienia :3
2. Haha,"fantastycznych pomysłów", pomyślmy...Nie wiem. Po prostu mam bujną wyobraźnię i wymyślam wszystko tak znikąd :) Szczerze powiedziawszy, to piszę zawsze na bieżąco. W głowie mam tylko zarys, czyli o czym ma być opowiadanie, a resztę wymyślam w czasie pisania :)
3. Mam, ale wolę nie mówić o nich, chcę zachować je dla siebie. Powiem tylko, iż uważam, że każdy powinien mieć marzenia i człowiek bez marzeń nie istnieje.
4. Nie chcę o tym rozprawiać, pozwolę sobie tylko przytoczyć słowa nieznanego mi autora: "Najładniej uśmiechają się Ci, którzy najbardziej cierpią. Najładniejsze oczy mają Ci, którzy najwięcej płaczą. Najlepiej słuchają Ci, których nikt nie słucha. Najwięcej marzą Ci, którzy najwięcej stracili. Najlepiej przytulają Ci, którzy za kimś tęsknią" Powiem tyle, cytat ten mówi o mnie wiele, prawie wszystko.
5. Hmm...Mam wiele propozycji. Na początek marzę o studiowaniu filologii angielskiej. Później może tłumacz, pisarka lub dziennikarka. Jestem zainteresowana także aktorstwem :)
6. Jej, nie wiem. Nie chcę tego robić. Nie uważam się za wybitnie utalentowaną, może 3, może 4...
7. Nie cierpię w ludziach kłamliwości, szyderstwa, braku determinacji, udawania, sztuczności, pesymistycznego nastawienia oraz nietrwałości. Lecz jest taka cecha, która uderza mnie wyjątkowo, jest to NIETOLERANCJA (!!!). Uważam, że to jedna z głównych przyczyn konfliktów wśród ludzi. Jestem bardzo tolerancyjna, nie oceniam ludzi. Dla mnie nie ma znaczenia kolor skóry, narodowość, różność poglądów czy inne bzdety. Wszyscy jesteśmy tacy sami, o to co myślę.
8. Muzyka, to jest to. Przy tym taniec i pisanie. To co kocham i to co sprawia mi przyjemność mnie rozluźnia, zdecydowanie ;)
Dziękuję za pytania jeszcze raz. Oby usatysfakcjonowały Cię odpowiedzi ViCki :D Mam nadzieję, że będziecie częściej zaglądać to zakładki "Pytania do autorki" ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Dzisiaj otrzymałam kilka pytań od czytelniczki-ViCki ^^ Cieszę się, że ktoś zainteresował się nową zakładką ^^ Jestem również zaszczycona tym, że ViCki po raz pierwszy skomentowała i to MÓJ post! :D Dziękuję Kochana :*
Oto pytania, które mi zadano:
1. Ile zwykle czasu zajmuje Ci pisanie rozdziału?
2. Skąd bierzesz tyle fantastycznych pomysłów?
3. Masz marzenia? Jeżeli tak, wymień proszę.
4. To pytanie może być niezbyt subtelne, ale czytając zakończenie "Rain of scars" dowiedziałam się, że opowiadanie to miało związek z tobą. Jaki?
5. Kim chciałabyś zostać w przyszłości?
6. W skali od jednego do dziesięciu na ile wyceniłabyś swoje umiejętności pisarskie?
7. Czego nie tolerujesz i nie lubisz w ludziach?
8. Co cię relaksuje?
Odpowiedzi na pytania:
1. Około 30minut, czasami dłużej, czasami krócej, zależy od natchnienia :3
2. Haha,"fantastycznych pomysłów", pomyślmy...Nie wiem. Po prostu mam bujną wyobraźnię i wymyślam wszystko tak znikąd :) Szczerze powiedziawszy, to piszę zawsze na bieżąco. W głowie mam tylko zarys, czyli o czym ma być opowiadanie, a resztę wymyślam w czasie pisania :)
3. Mam, ale wolę nie mówić o nich, chcę zachować je dla siebie. Powiem tylko, iż uważam, że każdy powinien mieć marzenia i człowiek bez marzeń nie istnieje.
4. Nie chcę o tym rozprawiać, pozwolę sobie tylko przytoczyć słowa nieznanego mi autora: "Najładniej uśmiechają się Ci, którzy najbardziej cierpią. Najładniejsze oczy mają Ci, którzy najwięcej płaczą. Najlepiej słuchają Ci, których nikt nie słucha. Najwięcej marzą Ci, którzy najwięcej stracili. Najlepiej przytulają Ci, którzy za kimś tęsknią" Powiem tyle, cytat ten mówi o mnie wiele, prawie wszystko.
5. Hmm...Mam wiele propozycji. Na początek marzę o studiowaniu filologii angielskiej. Później może tłumacz, pisarka lub dziennikarka. Jestem zainteresowana także aktorstwem :)
6. Jej, nie wiem. Nie chcę tego robić. Nie uważam się za wybitnie utalentowaną, może 3, może 4...
7. Nie cierpię w ludziach kłamliwości, szyderstwa, braku determinacji, udawania, sztuczności, pesymistycznego nastawienia oraz nietrwałości. Lecz jest taka cecha, która uderza mnie wyjątkowo, jest to NIETOLERANCJA (!!!). Uważam, że to jedna z głównych przyczyn konfliktów wśród ludzi. Jestem bardzo tolerancyjna, nie oceniam ludzi. Dla mnie nie ma znaczenia kolor skóry, narodowość, różność poglądów czy inne bzdety. Wszyscy jesteśmy tacy sami, o to co myślę.
8. Muzyka, to jest to. Przy tym taniec i pisanie. To co kocham i to co sprawia mi przyjemność mnie rozluźnia, zdecydowanie ;)
Dziękuję za pytania jeszcze raz. Oby usatysfakcjonowały Cię odpowiedzi ViCki :D Mam nadzieję, że będziecie częściej zaglądać to zakładki "Pytania do autorki" ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
I will teach you life 15
Szczerze to wzięłam tylko kilka rzeczy. W większości była to broń. Ubrałam leginsy, o wiele za dużą szarą bluzę z kapturem i czarno-białe air max'y. Z Niall'em już się pożegnałam. Ryczeliśmy jak dzieci, ale jakoś udało się rozstać. Wyszłam przez okno. Miałam spotkać się z moim chłopakiem na lotnisku. Bez problemy wydostałam się z posiadłości i dotarłam do umówionego miejsca. Udało nam się przejść przez odprawę. O dziwo nie zauważyli broni. Lot mijał szybko. Bardzo szybko. Nagle...
***
Usłyszałam krzyki. Przed nami, pasażerami, stanął mężczyzna w ciemnym ubraniu z bronią w ręku:
-Zamknijcie się wszyscy! Będziecie posłuszni, nic wam nie zrobimy. Szukamy tylko jednej, potrzebnej nam dziewczyny-zaśmiał się pod nosem szyderczo. Przerażeni ludzie zaczęli jęczeć i płakać. Spostrzegłam na jego ręce charakterystyczną dziarę. Wymieniłam znaczące spojrzenia z Liam'em. Wiedziałam, że to o mnie chodzi. Musiałam wymyślić jakiś plan. Nie miałam zamiaru być przyczyną kolejnych zgonów. Już! Wiem. Nie miałam wyboru. Podzieliłam zamiary z chłopakiem i zaczęłam działać. Wstałam i wyszłam z rzędu. Facet zbliżył się o kilka kroków. Miał wredną minę. Lecz dostrzegłam iskrę zadowolenia w jego czekoladowych ślepiach:
-Chyba chodzi o mnie-stwierdziłam
-Tak, o ciebie-złapał mnie za ramię, tak jak myślałam. Kiedy już miał zamiar mnie pociągnąć, tak jakby, tylko troszeczkę, go znokautowałam. Oczywiście jeszcze dziesięciu rzuciło się na mnie, ale pomógł mi Li i jakoś zmieścili się nieprzytomni na pokładzie. Taaak. Doskonale. Wszyscy wlepiali w nas gały
-Spokojnie, już wszystko dobrze, zaraz lądujemy-zajęliśmy miejsca. Po około półgodzinie wysiedliśmy. Jak najszybciej zmyliśmy się. Ukryliśmy się tam gdzie mieliśmy zamiar.
Wszystko szło dobrze. Przez rok byliśmy ze sobą szczęśliwi i bezpieczni. Nie szukano nas. Przynajmniej tak się nam wydawało.
*Narracja trzecioosobowa
Pewnego dnia (T.I) otrzymała list. List zaadresowany z Australii. Przeczytała go. Zgodnie z zawartym w nim nakazem wymknęła się w nocy i wyleciała nie zostawiając żadnej wskazówki ukochanemu. Po kilkunastu godzinach znalazła się na miejscu. Szukała, ale nikogo nie było. Zatrzymała się w ciemnym miejscu. Zapaliło się światło. Dookoła pojawiła się chmara wielkich umięśnionych mężczyzn. Wiedziała już o co chodzi. Zdawała sobie sprawę, że dla niej do już może być konie. Ale nie miała zamiaru poddać się zbyt łatwo...
Hejka! Powoli zbliżamy się do końca :) Mam nadzieję, że nie będziecie bardzo na mnie źli za ten szajs :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
***
Usłyszałam krzyki. Przed nami, pasażerami, stanął mężczyzna w ciemnym ubraniu z bronią w ręku:
-Zamknijcie się wszyscy! Będziecie posłuszni, nic wam nie zrobimy. Szukamy tylko jednej, potrzebnej nam dziewczyny-zaśmiał się pod nosem szyderczo. Przerażeni ludzie zaczęli jęczeć i płakać. Spostrzegłam na jego ręce charakterystyczną dziarę. Wymieniłam znaczące spojrzenia z Liam'em. Wiedziałam, że to o mnie chodzi. Musiałam wymyślić jakiś plan. Nie miałam zamiaru być przyczyną kolejnych zgonów. Już! Wiem. Nie miałam wyboru. Podzieliłam zamiary z chłopakiem i zaczęłam działać. Wstałam i wyszłam z rzędu. Facet zbliżył się o kilka kroków. Miał wredną minę. Lecz dostrzegłam iskrę zadowolenia w jego czekoladowych ślepiach:
-Chyba chodzi o mnie-stwierdziłam
-Tak, o ciebie-złapał mnie za ramię, tak jak myślałam. Kiedy już miał zamiar mnie pociągnąć, tak jakby, tylko troszeczkę, go znokautowałam. Oczywiście jeszcze dziesięciu rzuciło się na mnie, ale pomógł mi Li i jakoś zmieścili się nieprzytomni na pokładzie. Taaak. Doskonale. Wszyscy wlepiali w nas gały
-Spokojnie, już wszystko dobrze, zaraz lądujemy-zajęliśmy miejsca. Po około półgodzinie wysiedliśmy. Jak najszybciej zmyliśmy się. Ukryliśmy się tam gdzie mieliśmy zamiar.
Wszystko szło dobrze. Przez rok byliśmy ze sobą szczęśliwi i bezpieczni. Nie szukano nas. Przynajmniej tak się nam wydawało.
*Narracja trzecioosobowa
Pewnego dnia (T.I) otrzymała list. List zaadresowany z Australii. Przeczytała go. Zgodnie z zawartym w nim nakazem wymknęła się w nocy i wyleciała nie zostawiając żadnej wskazówki ukochanemu. Po kilkunastu godzinach znalazła się na miejscu. Szukała, ale nikogo nie było. Zatrzymała się w ciemnym miejscu. Zapaliło się światło. Dookoła pojawiła się chmara wielkich umięśnionych mężczyzn. Wiedziała już o co chodzi. Zdawała sobie sprawę, że dla niej do już może być konie. Ale nie miała zamiaru poddać się zbyt łatwo...
Hejka! Powoli zbliżamy się do końca :) Mam nadzieję, że nie będziecie bardzo na mnie źli za ten szajs :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
poniedziałek, 19 stycznia 2015
Girl on the show 7 część pierwsza rozdziału
-Tchórz-wrogo na mnie zerknął-Boisz się tego całego "szefa"-namalowałam cudzysłów w powietrzu-Co on ci może. Pff...Baba z ciebie-zaobserwowałam już jak podwyższyć mu ciśnienie
-Zamknij się-przez zęby wysyczał
-A co? Przede mną też nie umiesz się obronić?-z sarkazmem podkręcałam temperaturę
-Przestań!-krzyknął
-Nie!-tym samym tonem odrzekłam i stanęłam mu naprzeciw
-Przestań! Bo...-jego palec zatrzymał się przed moją twarzą
-Bo co?! Bo zrobisz mi krzywdę?! Nie możesz! Przecież trzęsiesz gaciami na widok "Pana", a jak tylko mnie dotkniesz załatwi cię cienka fajo-wściekłość rosła w jego oczach
-Zamknij mordę i siadaj, bo cię kurwa zatłukę-popchnął mnie na miejsce. Udało się. Mogłam odhaczyć etap pierwszy mojego jakże doskonałego planu. Zaczęło działać...
***
Skończył i bez słowa wyszedł. Oj miał do tego dryg, ślicznie prostował włosy. Czekałam już tylko na ten moment, gdy będę mogła zacząć kisić "Pana", oj tak. Ubrałam się i przejrzałam w lustrze
-Całkiem nieźle-stwierdziłam sama do siebie. Czekałam stojąc. O dziwo pojawił się mój brat
-Ice-zmierzył mnie wzrokiem. Oczy mu wyszły-Od kiedy ty...?
-Nie ważne-przerwałam mu-Gdzie ten wasz szef?-zapytałam
-Mam najpierw przypomnieć kilka spraw, których musisz przestrzegać-zamknął za sobą drzwi i zbliżył się
-Wiem, jak mam się zachowywać. Już wszystko wiem-poprawiałam włosy z powagą
-Błagam cię, nie próbuj tych swoich gierek. Ice...-z przejęciem w głosie zwracał się do mnie
-Liam-odwróciłam się do niego-Nie jestem małą dziewczynką. Słucham się ciebie i spokojnie czekam, ale zwyczajnie nie mam zamiaru płakać i użalać się nad sobą. Ja nic nie robię-okłamałam go. Od dawana nie sprawiało mi to problemu. No cóż, nie byłam dobra
-To po co ta akcja z jedzeniem?-bałam się, że o to zapyta
-Skończyłeś? Chcę już iść-złapałam za torebkę
-Ice...
-Liam! Cholera przestań!-warknęłam. Wiedział, że ze mną nie ma co, więc odpuścił. Zabrał mnie na dół. Minęliśmy Mulata, wrogo na mnie patrzał. Więc z łobuzerskim uśmieszkiem puściłam mu oko. A na blondyna i Harry'ego luknęłam atrakcyjnie przygryzając dolną wargę. Znalazłam się przed budynkiem. Wyglądał strasznie. Lecz przed nim stało piękne czerwone, niskie, sportowe auto. Nie dostrzegłam marki przez ciemność. Dopiero, gdy mój braciszek WEPCHNĄŁ mnie na miejsce światła samochodu zapaliły się. Obok siedział "Pan". Nie miał żadnego wyrazu twarzy po prostu ruszył. Chyba nie spodziewał się tego co zrobiłam...

Hejka! Wiem, krótki i niezbyt udany, ale Ewcia poprosiła mnie o rozdział, więc napisałam połówkę tak na szybko, żeby jej nie zawieść :) Dla Ciebie Ewi :3 Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni :>
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
-Zamknij się-przez zęby wysyczał
-A co? Przede mną też nie umiesz się obronić?-z sarkazmem podkręcałam temperaturę
-Przestań!-krzyknął
-Nie!-tym samym tonem odrzekłam i stanęłam mu naprzeciw
-Przestań! Bo...-jego palec zatrzymał się przed moją twarzą
-Bo co?! Bo zrobisz mi krzywdę?! Nie możesz! Przecież trzęsiesz gaciami na widok "Pana", a jak tylko mnie dotkniesz załatwi cię cienka fajo-wściekłość rosła w jego oczach
-Zamknij mordę i siadaj, bo cię kurwa zatłukę-popchnął mnie na miejsce. Udało się. Mogłam odhaczyć etap pierwszy mojego jakże doskonałego planu. Zaczęło działać...
***
Skończył i bez słowa wyszedł. Oj miał do tego dryg, ślicznie prostował włosy. Czekałam już tylko na ten moment, gdy będę mogła zacząć kisić "Pana", oj tak. Ubrałam się i przejrzałam w lustrze
-Całkiem nieźle-stwierdziłam sama do siebie. Czekałam stojąc. O dziwo pojawił się mój brat
-Ice-zmierzył mnie wzrokiem. Oczy mu wyszły-Od kiedy ty...?
-Nie ważne-przerwałam mu-Gdzie ten wasz szef?-zapytałam
-Mam najpierw przypomnieć kilka spraw, których musisz przestrzegać-zamknął za sobą drzwi i zbliżył się
-Wiem, jak mam się zachowywać. Już wszystko wiem-poprawiałam włosy z powagą
-Błagam cię, nie próbuj tych swoich gierek. Ice...-z przejęciem w głosie zwracał się do mnie
-Liam-odwróciłam się do niego-Nie jestem małą dziewczynką. Słucham się ciebie i spokojnie czekam, ale zwyczajnie nie mam zamiaru płakać i użalać się nad sobą. Ja nic nie robię-okłamałam go. Od dawana nie sprawiało mi to problemu. No cóż, nie byłam dobra
-To po co ta akcja z jedzeniem?-bałam się, że o to zapyta
-Skończyłeś? Chcę już iść-złapałam za torebkę
-Ice...
-Liam! Cholera przestań!-warknęłam. Wiedział, że ze mną nie ma co, więc odpuścił. Zabrał mnie na dół. Minęliśmy Mulata, wrogo na mnie patrzał. Więc z łobuzerskim uśmieszkiem puściłam mu oko. A na blondyna i Harry'ego luknęłam atrakcyjnie przygryzając dolną wargę. Znalazłam się przed budynkiem. Wyglądał strasznie. Lecz przed nim stało piękne czerwone, niskie, sportowe auto. Nie dostrzegłam marki przez ciemność. Dopiero, gdy mój braciszek WEPCHNĄŁ mnie na miejsce światła samochodu zapaliły się. Obok siedział "Pan". Nie miał żadnego wyrazu twarzy po prostu ruszył. Chyba nie spodziewał się tego co zrobiłam...

Hejka! Wiem, krótki i niezbyt udany, ale Ewcia poprosiła mnie o rozdział, więc napisałam połówkę tak na szybko, żeby jej nie zawieść :) Dla Ciebie Ewi :3 Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni :>
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
I didn't forget where I belong 16 (the end)
Rechotaliśmy bez opamiętania. Nagle oni przestali, a słychać było tylko mnie. Spojrzałam tam gdzie skierowany był ich wzrok. Zamarłam. Oni także. Moje serce prawie wyskoczyło z mojej piersi. Tego bałam się najbardziej:
-Mama? Tata?-wydukałam...
***
Podeszłam nieco bliżej ze łzami w oczach. Jedak moja nadzieja umarła-Co wy tu robicie?-przez zęby wysyczałam
-Przybyliśmy po ciebie dziecko. Wiemy, że źle się zachowaliśmy nie pamiętając o tobie czasami-parsknęłam śmiechem na słowa matki-Ale chcemy to naprawić. Jeżeli wrócisz znów będziesz chodzić na gale, bankiety i inne imprezy. Damy ci wszystko, co będziesz chciała-mówiła zupełnie poważnie
-Wszystko, tylko nie siebie-stwierdziłam już z podniesionym ciśnieniem
-O czy ty mówisz dziecko?-oburzył się ojciec
-O czym ja mówię?-sarkastycznie powtórzyłam wskazując na siebie-O tym, że zawsze miałam wszystko, bogactwo, złoto i inne bzdety. Wszystko, tylko nie was. W najważniejszych momentach życia nie brakowało mi gadżetów tylko rodziców-tego się bałam. Łzy zebrały się w moich oczach. Wiedziałam, że jak powiedziałam już a, to muszę powiedzieć i b-Nigdy nie doświadczyłam życia, normalnego życia, swojego życia. To wy napisaliście mój scenariusz. Wydeptaliście mi drogę. Na starcie postanowiliście zrobić ze mnie lalkę na sznurkach bez prawa do wyboru!-nareszcie-pomyślałam-Nie zaznałam tylu rzeczy, tylko przez was. Nie wiedziałam co to szkoła, przyjaciele, miłość, ktoś kto nie udaje, że lubi cię , tylko dlatego, że jesteś bogaty. Ale wiecie co?-ledwo przez łzy dukałam-Ci o tu-wskazałam na chłopców-Pokazali mi to wszystko. Mimo, iż sami nie mają zwyczajnego żywota nauczyli mnie tego wszystkiego. Wiem, zawsze widziałam, że to nie pieniądz liczy się najbardziej. Przynajmniej nie dla mnie-łkałam-Nie chcę trwać w waszym świecie, pragnę zostać tutaj z nimi. Być normalną. Być zwyczajnie sobą. Nie potrzebuję waszej kasy, ale waszej miłości tak-traciłam już siły. Ich miny były bezcenne. Szok, zdenerwowanie, smutek, żal, przygnębienie, poczucie winy, oto malowało się na ich twarzach. W końcu nie wiedziałam co. Przyznam to nieprzewidywalni ludzie. Mogło zdarzyć się wszystko. Mogli mnie przytulić, uderzyć lub wcale się nie odezwać. Nareszcie, kiedy nieco się uspokoiłam odezwali się
-Jak mogłaś się tak zmienić?-zmierzyli mnie pogardliwie wzrokiem-Nie tak cię wychowaliśmy-stwierdzili z minami obrzydzenia
-Wy mnie wychowaliście? Chyba raczej niańki i służba-prychnęłam
-Popatrz na siebie. Jak ty wyglądasz? Czy ty wiesz do czego zobowiązuje cię nazwisko, ród? Czy pamiętasz jeszcze kim jesteś?-zapytali
-Nie zapomniałam skąd pochodzę-odpowiedziałam z dumą-Lecz wiem, iż to nie moja droga i wybieram taką. Taką do, której czuję, że należę-z lekkim uśmiechem stwierdziłam-Jeżeli chcecie możecie się mnie wyrzec, ale ja już na zawszę będę nazywać się Dimond, Diana Dimmond córka William'a oraz Robin, na zawsze. Mimo, iż nigdy mnie nie kochaliście, ja zawsze będę kochała was. A teraz odejdźcie i zajmijcie się swoim życiem, ale beze mnie. Nie mam zamiaru przestrzegać waszych zasad. Powodzenia. Ja zostaję tutaj z nimi-szczerzyłam się do chłopaków ze łzami w oczach-Żegnajcie-złapałam Lou za rękę i weszłam do środka. Nareszcie uwolniłam się z tej klatki i otworzyłam nowy rozdział mojej księgi. Teraz będę zapisywać ją własnym atramentem. W końcu wydusiłam to z siebie. Wielki ciężar opuścił moje barki. Już nigdy nie pozwolę zawładnąć komuś moim światem, no może z miłości ( ;) ). Wolności, witaj. Niepotrzebnie się ciebie bałam. Wiedziałam, że to życie będzie lepsze. Poznałam chłopców, zdobyłam Louis'a, utrzymywałam kontakt z Dem. Wszystko czego pragnęłam miałam w zasięgu. Do szczęścia nie trzeba było mi przepychu. Odsuwam się od moich rodzinnych granic, ale jak mówiłam, mimo nowego życia, nie zapomnę do skąd pochodzę...

Hejka! Oto koniec :D Jak się podoba? :3 Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni :) Mam mały pomysł c:
Chcecie epilog? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
-Mama? Tata?-wydukałam...
***
Podeszłam nieco bliżej ze łzami w oczach. Jedak moja nadzieja umarła-Co wy tu robicie?-przez zęby wysyczałam-Przybyliśmy po ciebie dziecko. Wiemy, że źle się zachowaliśmy nie pamiętając o tobie czasami-parsknęłam śmiechem na słowa matki-Ale chcemy to naprawić. Jeżeli wrócisz znów będziesz chodzić na gale, bankiety i inne imprezy. Damy ci wszystko, co będziesz chciała-mówiła zupełnie poważnie
-Wszystko, tylko nie siebie-stwierdziłam już z podniesionym ciśnieniem
-O czy ty mówisz dziecko?-oburzył się ojciec
-O czym ja mówię?-sarkastycznie powtórzyłam wskazując na siebie-O tym, że zawsze miałam wszystko, bogactwo, złoto i inne bzdety. Wszystko, tylko nie was. W najważniejszych momentach życia nie brakowało mi gadżetów tylko rodziców-tego się bałam. Łzy zebrały się w moich oczach. Wiedziałam, że jak powiedziałam już a, to muszę powiedzieć i b-Nigdy nie doświadczyłam życia, normalnego życia, swojego życia. To wy napisaliście mój scenariusz. Wydeptaliście mi drogę. Na starcie postanowiliście zrobić ze mnie lalkę na sznurkach bez prawa do wyboru!-nareszcie-pomyślałam-Nie zaznałam tylu rzeczy, tylko przez was. Nie wiedziałam co to szkoła, przyjaciele, miłość, ktoś kto nie udaje, że lubi cię , tylko dlatego, że jesteś bogaty. Ale wiecie co?-ledwo przez łzy dukałam-Ci o tu-wskazałam na chłopców-Pokazali mi to wszystko. Mimo, iż sami nie mają zwyczajnego żywota nauczyli mnie tego wszystkiego. Wiem, zawsze widziałam, że to nie pieniądz liczy się najbardziej. Przynajmniej nie dla mnie-łkałam-Nie chcę trwać w waszym świecie, pragnę zostać tutaj z nimi. Być normalną. Być zwyczajnie sobą. Nie potrzebuję waszej kasy, ale waszej miłości tak-traciłam już siły. Ich miny były bezcenne. Szok, zdenerwowanie, smutek, żal, przygnębienie, poczucie winy, oto malowało się na ich twarzach. W końcu nie wiedziałam co. Przyznam to nieprzewidywalni ludzie. Mogło zdarzyć się wszystko. Mogli mnie przytulić, uderzyć lub wcale się nie odezwać. Nareszcie, kiedy nieco się uspokoiłam odezwali się
-Jak mogłaś się tak zmienić?-zmierzyli mnie pogardliwie wzrokiem-Nie tak cię wychowaliśmy-stwierdzili z minami obrzydzenia
-Wy mnie wychowaliście? Chyba raczej niańki i służba-prychnęłam
-Popatrz na siebie. Jak ty wyglądasz? Czy ty wiesz do czego zobowiązuje cię nazwisko, ród? Czy pamiętasz jeszcze kim jesteś?-zapytali
-Nie zapomniałam skąd pochodzę-odpowiedziałam z dumą-Lecz wiem, iż to nie moja droga i wybieram taką. Taką do, której czuję, że należę-z lekkim uśmiechem stwierdziłam-Jeżeli chcecie możecie się mnie wyrzec, ale ja już na zawszę będę nazywać się Dimond, Diana Dimmond córka William'a oraz Robin, na zawsze. Mimo, iż nigdy mnie nie kochaliście, ja zawsze będę kochała was. A teraz odejdźcie i zajmijcie się swoim życiem, ale beze mnie. Nie mam zamiaru przestrzegać waszych zasad. Powodzenia. Ja zostaję tutaj z nimi-szczerzyłam się do chłopaków ze łzami w oczach-Żegnajcie-złapałam Lou za rękę i weszłam do środka. Nareszcie uwolniłam się z tej klatki i otworzyłam nowy rozdział mojej księgi. Teraz będę zapisywać ją własnym atramentem. W końcu wydusiłam to z siebie. Wielki ciężar opuścił moje barki. Już nigdy nie pozwolę zawładnąć komuś moim światem, no może z miłości ( ;) ). Wolności, witaj. Niepotrzebnie się ciebie bałam. Wiedziałam, że to życie będzie lepsze. Poznałam chłopców, zdobyłam Louis'a, utrzymywałam kontakt z Dem. Wszystko czego pragnęłam miałam w zasięgu. Do szczęścia nie trzeba było mi przepychu. Odsuwam się od moich rodzinnych granic, ale jak mówiłam, mimo nowego życia, nie zapomnę do skąd pochodzę...

Hejka! Oto koniec :D Jak się podoba? :3 Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni :) Mam mały pomysł c:
Chcecie epilog? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)

