wtorek, 27 stycznia 2015

Girl on the show 10

Brat przyglądał mi się, wiadomo, że zastanawiał się o co mi chodzi. Twarz Mulata, natomiast, wyrażała mieszane emocje. Trochę wściekłości, trochę zdziwienia, ciężko stwierdzić. Szarpnął mnie i zaprowadził do jadalni. Jednego miejsca brakowało, właśnie zielonookiego. Zaniepokoiło mnie to nieco. Zaczęłam w siebie wątpić. Łkałam na pokaz kuląc się na krześle. Musiałam grać skrzywdzoną i poszkodowaną, w pewnym sensie tak było, lecz nie ten kontekst. Liam zniknął za barierą drzewną do kuchni, a Mulat stał nade mną. Po chwili pojawił się "Pan". Bez słowa wściekły wpadł do pomieszczenia, w którym przebywał mój brat. Kilka sekund nie minęło, a ciemnooki wrócił i zabrał siedzenie Nialler'a. Wtedy byłam pewna, że przesadziłam...
***
Nadal ryczałam, musiałam udawać. Chociaż w głowie siedzieli mi blondyn i lokaty. Zastanawiałam się czy nie wymierzyłam im najwyższej kary. Ocierałam poliki bezskutecznie. Zayn dołączył do "Szefa" oraz Li. Wpadłam na pomysł. Niby przejmowałam się losem Niall'a i Harry'ego, ale bardziej interesował mnie mój sam. To wszystko musiało wyglądać realistycznie. Ściskałam swoje ramiona, w taki sposób, aby pozostały na nich ślady. Nagle zza drzwi wyskoczyli chłopcy  zajęli swoje miejsca nawet na mnie nie spoglądając. Zaczęli posiłek. Wiedziałam, że mój plan zaczął skutkować. Tym razem "skusiłam się" na nieco pokarmu. Niewiele jednak. Tym razem po skończonym obiedzie Mulat i Liam opuścili pomieszczenie i zostawili mnie z "Panem" na osobność. Nogi nadal podkulałam do klatki piersiowej i nie unosiłam wzroku na niebieskookiego. Znajdował się tuż naprzeciw. Czułam jego wzrok na sobie. Nie wiem jak to możliwe, że tak dobrze mi to wychodziło, grałam. Przedstawiałam się jako drżącą, przerażoną, smutną, wykorzystaną dziewczynę. Skupiona na jednym punkcie gdzieś w przestrzeni czekałam na jego pierwszy ruch. Mogłam spodziewać się wszystkiego. Była opcja, iż mnie skarci, pogłaska po główce lub czysto zabije za nie posłuszeństwo. Jak mówiłam, występowało kilka propozycji. Usłyszałam jak wstaje i opada na krzesło obok. Lodowata dłoń "Pana" przejechała po moim sinym obojczyku. Wzdrygnęłam na ten gest. Zjechał niżej po całej ręce i z powrotem na ramię. Później wspiął palce na szyję. Delikatnie dotarł do podbródka i polików. Zwrócił moją twarz ku sobie. Uległam i zajrzałam w jego niebieskie oczęta. Jak to wyrazić? Jego mina była taka spokojna. Zwyczajnie oglądał sobie mnie. Ja już sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Tak cholernie się go bałam, ale coś we mnie mówiło mi, że ten facet nie może mi nic zrobić, po prostu nie może. To strasznie dziwne. Zwyczajnie nie spuszczaliśmy z siebie oka. Nadal czułam jego dotyk na twarzy. Odczytałam coś z tego "spokoju" duszy bruneta. Może tylko mi się wydawało, lecz jakby coś go martwiło, nad czymś myślał i się zastanawiał. Pytanie co go trapiło. Nagle naszło mnie. Jasne, jeżeli ja widzę coś w jego zwykłej minie, on może przejrzeć mnie przez jedno fałszywe spojrzenie. Natychmiast odwróciłam głowę. Mocniej oplotłam nogi rękoma. Wtedy zapaliła się we mnie obawa. Napięcie jakby wzrosło, może to spowodowała to jego pozycja stojąca. Kątem oka spostrzegłam, że unosi kończyny. Aż podskoczyłam i zawróciłam  na niego swoje czekoladowe oczy. Lekko zaśmiał się pod nosem i...Ujął mnie jak pannę młodą. Nie chciał kontaktu wzrokowego, obserwował obraz przed sobą. Nie miałam pojęcia jak się zachować. Z niewiedzy wtuliłam się w jego klatkę piersiową i dałam nieść się. Słyszałam jego puls. Serce szalało niebieskookiemu jak szalone. O co mu chodziło? C-H-O-R-E-!-pomyślałam. Przymknęłam powieki, nie wiedziałam czemu. Zmęczenie wszystkim co się działo dawało mi się we znaki. Moje zmysły zarejestrowały, iż weszliśmy do jakiegoś pomieszczenia. Czułam jak delikatnie układa mnie na pościeli ułożonej na łóżku i odchodzi. Trzask drzwi, można powiedzieć, uchylił me ślepia. To nie była moja "kwatera". Spoczywałam na JEGO łóżku. Kompletnie zgłupiałam. Nic nie składało się do kupy. Domyśliłam się, że nie jako jedyna zasiadam do tej planszy. Zdawałam sobie sprawę, iż ucieczka do siebie może nie skończyć się dla mnie miło. Z uwagi na brak zajęcia i wykończenie ciągłymi zagadkami, myślami na temat tego co mnie otaczało oraz ogólne wykończenie, uśpiło mnie. Obudziły mnie jakieś głosy na korytarzu:
-Liam, cholera mówię ci-najwyraźniej głos Zayn'a dobiegał zaraz zza drzwi-Nie wchodź do Louis'a, jak się dowie to skończysz jak Niall i Hazz-zatrzymywał mojego brata. Nadstawiłam uszu
-On gdzieś pojechał, a ja muszę z nią pogadać, stary-tym razem Li się odezwał
-Po co?-pretensjonalnie zapytał
-To moja siostra. Po za tym dobrze wiesz, że Lou nigdy się tak nie zachowywał. Od kiedy niby do niego może wchodzić "lala"? Czemu dla, ponoć, tylko kolejnej załatwił swoich dwóch najlepszych ludzi? Czemu do kurwy ona może swobodnie robić co się jej podoba bez kary? I czemu jeszcze ani razu nie oberwała? Cholera Malik, doskonale wiesz, że to nie jest norma tutaj. Boję się o nią i nie chcę krzywdy małej...-dalej już nie słuchałam. Ogrom informacji do mnie dotarł. Okazało się, iż "PAN SZEF" ma na imię Louis. Rzeczywiście, nie wydawało mi się, naprawdę traktował mnie inaczej. Tylko czemu?-pytałam sama siebie. Przy okazji doszło do mnie, że "Malik", jeżeli dobrze do mnie dotarło, nie zawsze zachowuje się jak bezduszny dupek. Ale najbardziej uderzyło we mnie to, że poważnie z mojego powodu dwie osoby straciły życie. Nie zdążyłam nawet tego wszystkiego przeanalizować, a rozległ się znajomy ton...













Hejka! Oto kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni :3 Jakieś nowe przypuszczenia? Pisać proszę ;) Uwielbiam was <<3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* i dobranoc <3




4 komentarze:

  1. PAN SZEF ma na imę Louis
    No swietne po proatu!
    Nie mogę doczekac sie next!
    <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale serio uśmierciłaś Ni i Hazzę
    Owww wowciu
    Czyżby pan Lou się zakochał heh
    Jestem strasznie ciekawa co dalej
    Ściskam
    Mela:*

    OdpowiedzUsuń