-Ewa...
-Nie! Do cholery jasnej wyjdź!-podnosząc głowę z poduszki wydarłam się na nią. Unosząc ręce w geście obronnym zniknęła mi z oczu. Wtuliłam twarz znów w pierze. Nie mogłam już znieść tej rozłąki. Nie widziałam mojego ukochanego Lou od trzech miesięcy. Trasa, wywiady, koncerty, nowa płyta itd. To nie do pomyślenia jak ciężkie jest bycie w związku z kimś kto ma taką pracę. Wakacje mnie dobijały, dookoła pełno szczęśliwych parek, a ja sama, bez mojego Louis'ka. Połowa sierpnia, a ja nadal nie ruszyłam się nigdzie. Nie miałam ochoty. Całe lato przeleżałam w miejscu, na chwilę nawet nie odwodząc myśli od niebieskookiego. Tyle osób próbowało wyciągnąć mnie spod pościeli, ale tylko jedna osoba mogłaby zakończyć "misje" sukcesem, wiadomo kto. Tęsknota mnie pochłonęła. Filmiki, sms'y, rozmowy przez telefon czy Skype już mi nie wystarczały. To nie to samo, co te silne ramiona kurczowo trzymające mnie przy sobie. Musiałam czekać jeszcze miesiąc. Miesiąc na mojego księcia. Przyznam każda godzina dłużyła się w nieskończoność. Miałam wrażenie, że czas specjalnie spowalnia swój bieg.
Tego dnia zmuszona byłam ruszyć się z domu. Urodziny przyjaciółki, tej samej która mnie wyciągała z pokoju, nie mogły mnie ominąć. Niechętnie wyszykowałam się i ruszyłam ku posesji Sharon. Na szczęście ona mnie rozumiała i nie miała mi za złe moich "humorków". Bez pukania wkroczyłam do środka. Jak myślałam cała willa aż trzęsła się od muzyki. Pełno osób, to ubranych, to w strojach kąpielowych. Tańczący, wygłupiający bądź liżący się ludzie łańcuszkiem prowadzili do wnętrza. Co powiedzieć, solenizantka należała do BARDZO popularnych. Nareszcie odnalazłam ją ocierającą się o jakiegoś gościa, wyglądało to nie najlepiej. Ogółem było obrzydliwie. Szczerze powiedziawszy to, nigdy nie kojarzyłam Shar z takim hardkorem. Nigdy nie lubiłam czegoś takiego, zdecydowanie bardziej odpowiadał mi spokój. Nie podobało mi się tam, kompletnie. Normalnie uciekłabym, ale to w końcu była jej dwudziestka. Pociągnęłam ją za rękę tak, aby mnie zauważyła. Zbliżyła twarz do mojego ucha:
-Cześć. Co tam?-ledwo usłyszałam przez huk muzyki
-Skąd tu tyle osób?-wolałam się dowiedzieć
-Sporo się zmieniło od twojego pobytu w "grocie" słoneczko-zaśmiała się lekko-W ogóle dziwię się, że tu jesteś, a nie ryczysz w tych swoich czterech ścianach, ofiaro. Po co przylazłaś pokrako? Idź zadzwonić do swojego Lojosa, czy jak on tam ma, bo zabawę psujesz-zaszydziła i powróciła do "tańca" z, przypuszczam, w sumie jestem pewna, przypadkowym gościem. Zabolało. Bardzo mnie zraniła. Nigdy nie należałam do silnych psychicznie. Nie wiele trzeba mi było do złamania serca. Wybiegłam stamtąd jak najszybciej. Nie chciałam znać tej "przyjaciółki". Doskonale zdawała sobie sprawę jaki jest mój czuły punkt. Trafiła w dziesiątkę. Zaczęłam cicho płakać. Powoli nogi niosły mnie do miejsca gdzie poznałam Tomlinson'a. Przez łzy w ciemności nocy ujrzałam ogień w oddali, dokładnie tam. Zbliżyłam się. Wyjrzałam zza wysokiego, grubego dębu. Przy rzeczce paliło się ognisko. Koszyczek piknikowy oraz gitara opierały się o belkę, która zapewne miała robić za siedzenie. Pierwsza moja myśl: "Ale ta dziewczyna musi być szczęściarą". Na mojej twarzy zagościł lekki uśmiech. Nagle ktoś zasłonił mi oczy:
-Zgadnij kto to-usłyszałam ten anielski głos. Zerwałam dłonie z swojej buzi i odwróciłam się już z zeszklonymi ślepiami. Ukazał mi się mój kochany Louis. Rzuciłam mu się na szyję. Nie wierzyłam jeszcze w to co się działo. Zakręcił nami kilkukrotnie. Beczałam jak dziecko
-Nie wiesz jak bardzo tęskniłam-wydukałam kiedy postawił mnie przed sobą
-Ja bardziej, uwierz mi. Dlatego tu jestem, dla ciebie-pocałował mnie delikatnie. Rozpływałam się w jego ramionach
-Skąd wiedziałeś, że tu będę?-nie odrywałam się od niego
-Powiedzmy, że Shar mi pomogła-uśmiechnął się cwaniacko. Wszystko się wyjaśniło
-Ale z was...!-uderzyłam go lekko w klatkę piersiową. Zajęłam miejsce w ramionach ukochanego. Okrył mnie swoją bluzą. Mieliśmy tyle tematów. To niesamowite jak długo wytrzymałam bez tego nieziemskiego chłopaka. Tak bardzo mi go brakowało. Byłam szczęśliwa. Nareszcie go zobaczyłam. Jednak jedna rzecz nie dawała mi spokoju-Kiedy będziemy musieli znów się rozstać?-smutno zapytałam opierając głowę na jego barku
-Już nigdy nie będziemy musieli-uniósł mój podbródek
-Jak to?-nie rozumiałam
-Częściowo zrezygnowałem z kariery, dla mnie to za wiele. Nie mogę poświęcać mojej miłości, mojego całego świata dla kariery-moje serce zaczęło szaleć-Jesteś dla mnie wszystkim. Gdziekolwiek nie będę się wybierał, ty będziesz ze mną-lekko musnął moje wargi-Zawsze-wyszeptał i rzeczywiście dotrzymał obietnicy...

Witam! Oto zamówienie mojej Ewci :* Skarbie starałam się z całych sił, ale nie wiem czy wyszło. Oceń sama. Mam nadzieję, że Cię zadowolę :) Już niedługo Hazz :D Mrocznie :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Jak to nie wiesz czy wyszło?!
OdpowiedzUsuńPrzecież to jrst mega przecudowne!
Poprawiłaś mi humor bo byłam wściekła na siostrę s tu sobie wchodzę i takie przyjemnie zaskoczenie!
Ale to zaplanowali cwaniaczki jedne no!
Ale i tak świerne!!
Mogłabym czytac i czytać...
Aż się Hazzunia doczekać nie mogem!
<3
Bardzo się cieszę, że jesteś zadowolona :D
UsuńUff...Kamień spadł mi z serducha <3
Już niedługo :*
Całuski <3