Szczerze to wzięłam tylko kilka rzeczy. W większości była to broń. Ubrałam leginsy, o wiele za dużą szarą bluzę z kapturem i czarno-białe air max'y. Z Niall'em już się pożegnałam. Ryczeliśmy jak dzieci, ale jakoś udało się rozstać. Wyszłam przez okno. Miałam spotkać się z moim chłopakiem na lotnisku. Bez problemy wydostałam się z posiadłości i dotarłam do umówionego miejsca. Udało nam się przejść przez odprawę. O dziwo nie zauważyli broni. Lot mijał szybko. Bardzo szybko. Nagle...
***
Usłyszałam krzyki. Przed nami, pasażerami, stanął mężczyzna w ciemnym ubraniu z bronią w ręku:
-Zamknijcie się wszyscy! Będziecie posłuszni, nic wam nie zrobimy. Szukamy tylko jednej, potrzebnej nam dziewczyny-zaśmiał się pod nosem szyderczo. Przerażeni ludzie zaczęli jęczeć i płakać. Spostrzegłam na jego ręce charakterystyczną dziarę. Wymieniłam znaczące spojrzenia z Liam'em. Wiedziałam, że to o mnie chodzi. Musiałam wymyślić jakiś plan. Nie miałam zamiaru być przyczyną kolejnych zgonów. Już! Wiem. Nie miałam wyboru. Podzieliłam zamiary z chłopakiem i zaczęłam działać. Wstałam i wyszłam z rzędu. Facet zbliżył się o kilka kroków. Miał wredną minę. Lecz dostrzegłam iskrę zadowolenia w jego czekoladowych ślepiach:
-Chyba chodzi o mnie-stwierdziłam
-Tak, o ciebie-złapał mnie za ramię, tak jak myślałam. Kiedy już miał zamiar mnie pociągnąć, tak jakby, tylko troszeczkę, go znokautowałam. Oczywiście jeszcze dziesięciu rzuciło się na mnie, ale pomógł mi Li i jakoś zmieścili się nieprzytomni na pokładzie. Taaak. Doskonale. Wszyscy wlepiali w nas gały
-Spokojnie, już wszystko dobrze, zaraz lądujemy-zajęliśmy miejsca. Po około półgodzinie wysiedliśmy. Jak najszybciej zmyliśmy się. Ukryliśmy się tam gdzie mieliśmy zamiar.
Wszystko szło dobrze. Przez rok byliśmy ze sobą szczęśliwi i bezpieczni. Nie szukano nas. Przynajmniej tak się nam wydawało.
*Narracja trzecioosobowa
Pewnego dnia (T.I) otrzymała list. List zaadresowany z Australii. Przeczytała go. Zgodnie z zawartym w nim nakazem wymknęła się w nocy i wyleciała nie zostawiając żadnej wskazówki ukochanemu. Po kilkunastu godzinach znalazła się na miejscu. Szukała, ale nikogo nie było. Zatrzymała się w ciemnym miejscu. Zapaliło się światło. Dookoła pojawiła się chmara wielkich umięśnionych mężczyzn. Wiedziała już o co chodzi. Zdawała sobie sprawę, że dla niej do już może być konie. Ale nie miała zamiaru poddać się zbyt łatwo...
Hejka! Powoli zbliżamy się do końca :) Mam nadzieję, że nie będziecie bardzo na mnie źli za ten szajs :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Właśnie widzę, że to tak już pod koniec podchodzi.
OdpowiedzUsuńTo nie jest żaden szajs! Masz zakaz ode mnie tak mówić!
No.
A ja spokojnie tu czekam na kolejne!!
<3 :-)
Okej, będę starała się znaleźć synonimy :)
UsuńJuż niedługo :*
POZDRÓWKA :**
To być żart czy
OdpowiedzUsuńEj w takim momencie
Foch na 1 minutę
Czemu jejciu wszystko tylko nie koniec
Cudowny
Mam taką malutką nadzieję,że Ni nieda jej nic zrobić
Czekam na kolejny
Buziaki
Mela
Oh, nie fochaj się :3
UsuńDziękuję :**
Cieszę się, że Ci się podoba :))
Zobaczysz ;)
CAŁUSKI <3