-W korytarzu głąbie!-Z innego pokoju na piętrze odkrzyknął Zayn.
-Pytałem mamę!-warknął Lou.
-No i co?!-Ponownie odezwał się Mulat.
-Mamo!-jęknął niebieskooki.
-Czasami mam ich po prostu dość.-westchnęła matka piątki chłopaków podając talerze trójce pozostałych synów.
-Nie ty jedyna.-Liam wypuścił głośno powietrze z płuc.
-Mamuś...-Niall wbijał w rodzicielkę swoje gały prosząc o większą dawkę tostów.
-Nialler! Zostaw trochę dla braci.-pouczyła niska kobietka. Wyglądała komicznie przy tych wysokich, już prawie że, mężczyznach. Tylko z zachowaniem tych samców było gorzej.
-Zostaw trochę dla braci...-Blondyn opadając na krzesło przy okrągłym stole papugował głosem matuli jej słowa.-Oni zawsze mi wszystko zjedzą, a ty nic.-Jak dziecko podparł brodę o pięść.
-Na przykład kiedy? Ty jako pierwszy rzucasz się na lodówkę po zakupach.-wtrącił się Harry mrużąc oczy i kiwając głową.
-Wczoraj?-Jakby odpowiedź stanowiła najprostszą rzecz na świecie rzekł blondas.-Louis wciągnął sok marchewkowy, Zayn czerwone żelki Haribo, Li chipsy paprykowe, a ty wszystkie banany.-Niezadowolony Niall wyrecytował wyliczając wszystko na palcach.
-Po pierwsze, nie lubisz soku marchewkowego ani bananów.-Lokaty zrobił minę pt. "Palm face".-Po drugie Zen innych nie cierpi, więc reszta była dla ciebie. A po trzecie, Liam zawsze dostaje paprykowe, a ty dwie paczki cebulowych.-odpowiedział Hazz.
-Nanana...-Nialler wystawił zielonookiemu język.
-Puszczaj to!-głos Lou słyszalny był z góry.
-To ty puszczaj!-Tym razem Zayn.
-To moje!-Wyraźnie przeciągali coś między sobą.
-Idę to sprawdzić.-Ciemnooki wstał. Opuścił kuchnię i skierował się na piętro.
-Nie bo moje!-Dalszy ciąg kłótni brzmiał tak samo dopóki Li nie dotarł do centrum hałasu.
-Nie bo to jest moja koszulka!-Krzyk Liasia wypełnił cały dom. Wyrwał z rąk braci część odzieży. Mordując ich wzrokiem wrzucił T-shirt do swojego pokoju.-Na dół głupki.-nakazał. Obaj ruszyli za nim.
-Wiecie jak ja kocham poranki z wami.-Szyderczo odezwała się matka chłopców nalewając sobie kawy.
-Dzięki, wiesz?-Zbulwersował się Niall.
-Oj, oj. Już nie wyolbrzymiaj głodomorze.-Poczochrała jego włosy.
-Mamo!-warknął niezadowolony poprawiając fryzurę. Całą piąteczka wyglądała jak stado świnek w chlewie. Jedli bez opamiętania używając wyłącznie rąk. Ketchup, musztarda oraz inne sosy rozlewały się po ich dłoniach, po stole, bądź podłodze. Szkoda patrzeć. Ogółem typowe samce. Rodzicielka nie potrafiła się już gniewać na swoich ukochanych słodziaków. Mimo, że nie każdy z nich był jej rodzonym podopiecznym, to kochała wszystkich jedną miarą. Każdy dzień z nimi sycił radością oraz uśmiechem. Wychowywanie ich, w większości trudne, okazywało się jednak przyjemnym.-Tak właściwie. Czy ty nazwałaś mnie grubym?-Po jakiś dwóch minutach ciszy blondyn przypomniał sobie zwrot matuli. Odwrócił się. Zmierzył kobietkę wzrokiem.
-Zachowujesz się jak dziewczyna.-zachichotała.-Zupełnie jakbym miała córkę.
-No przecież masz. A Louis?-zażartował Zaz.
-Ej!-Niebieskooki brunet trzepnął Mulata w tył głowy.
-Przestańcie!-warknęła rodzicielka.
-Dobra.-Wspólnie mruknęli.
-Mogę jeszcze?-odezwał się Nialler. Wystawił talerz przed mamusię.
-Yhh...Niech będzie.-westchnęła odbierając naczynie. Nałożyła więcej tostów i podała Niall'owi.
-Dziękuję.-Już z pełną buzią wydukał.
-Nie udław się.-Harry zmierzył brata wzrokiem z lekkim niesmakiem.
-No co?-Ten rozłożył ręce, w których trzymał pokarm. Z jego ust nadal wystawała pieczona kanapka z serem.
-Weź. Najpierw może przełknij, co?-zaproponował niechętnie Hazz.
-Daj spokój. Nie warto.-odezwał się Liam.-Teraz już wiemy czemu nie ma dziewczyny.-Lokaty, ciemnoocy oraz niebieskooki zaśmiali się z miny blondasa.
-Nienawidzę was.-wycedził przez zęby. W końcu skończyli śniadanie. Matka już czekała na chłopaków w przedpokoju. Dołączyli do niej ubierając nakrycia. Każdemu z osobna podała plecak otrzymując za to całus w polik.
-Dzięki, mamuś.-Słyszała za każdym razem. W rzędzie opuścili dom, a później ganek. Gdy już stali na ulicy:
-Tylko nie zdemolujcie szkoły!-wrzasnęła żartobliwie mamuśka.
-Nie obiecujemy!-Pięcioosobowym chórem odrzekli idąc dalej.
-Ach co ja się z nimi mam.-Pod nosem dodała kobieta kiwając głową z uśmiechem i założonymi rękami na piersiach...

Hejka! Oto takie sobie, mam nadzieję, śmieszne zamówienie od Karoli <3 Kochana, nie mam pojęcia jak napisałam to w przeciągu 20 minut, ale się udało :D Mam nadzieję, że nie jest zły pomimo krótkiego czasu twórczego ;) Och, lepiej jest mi na sercu kiedy wstawiam coś wesołego, przynajmniej wiem, że mi się moje aniołki popłaczą, jak to ostatnio bywa ;) Jestem otwarta na romantyczne i zabawne zamówienia, jakbyście chcieli odciąć się od ostatnich smutasków ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Heh
OdpowiedzUsuńŚwietny
Jak ja bym miala tyle dzieciaków i do teho tak zwariowanych, to chyba sama bym zwariowała...
Super!
To ja w takim razie poprosze romantyka!
Z...
....
....
Niallem poproszę ;) mega słodko?
Dziękuję :D Bardzo się cieszę ^^
UsuńJa też XD Hahaha XD
Oczywiście <3
Mam nadzieję, że jutro :**
Dla ciebie wszystko słodziutka xx
Całuski xoxo
Uuu, słodko.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się.
Pozdrawiam i weny życzę!
Dziękuję <3
UsuńCałuski xx
Och Dziękuję jesteś idealny
OdpowiedzUsuńHaha mam teraz wielkiego banana na twarzy
Podczas czytania wyobraziam sobie że jestem matką tych pięciu glupkow po 5 sekundach doszłam do wniosku ze chyba bym osiwiala przy nich w wieku 30 lat
Jeszcze raz dziękuję
Jesteś wielka
Ależ, nie ma za co <3
UsuńCieszę się :D
Hehe ;* Ja również ;)
Dziękuję <3
P.S. Przepraszam, że mnie dzisiaj nie było. Miałam wyczerpujący trening i masę nauki na chemię :P
Całuski xx
Hej! Świetny blog! Już dawno nie trafiłam na takiego z imaginami, cieszę się, że go prowadzisz :D Zapraszam do siebie:
OdpowiedzUsuńW życiu bywa czasami strasznie ciężko i każdy doświadczył kiedyś takiej chwili, kiedy nie mógł znieść już niczego, nawet siebie. Ale co jeśli w życiu jest tak przez cały czas? Z czasem po prostu przestaje się żyć, bo przecież zwykłego oddychania, włóczenia nogami do szkoły, jedzenia posiłków, a następnie zasypiania ze zmęczenia na poduszce mokrej od łez nie można tak nazwać. Pieprzenie ludzi, że będzie dobrze też nie- nigdy nie dajcie się zwieść tym słowom, to tylko ciągle wpajana nam bujda. Słowa pocieszenia w niczym nie pomogą.
W życiu bywa też, że mamy ogromne szczęście. Że zjawia się ktoś, kto zamiast gadania będzie dobrze zrobi wszystko, żeby tak było- nawet, jeśli sam coś skrywa.
W życiu bywa czasami, że się strasznie boimy zaprzepaścić danej nam szansy- że coś zepsujemy, że skończymy jak niektóre przypadki, które straciły to światło w swoim życiu.
W życiu bywa wreszcie, że nie umiemy okazać swoich uczuć ani powiedzieć wprost. Że nie ufamy nigdy nikomu, a tu wreszcie zjawia się wyjątek. Że z początku może wydawać się, że coś zaczyna się podnosić… A potem nagle upadać. Że nasze kiedyś poważne problemy mogą stać się zwykłą błahostką i w końcu może okazać się, że jedynymi, jakie pozostały, to problemy tej drugiej osoby.
Albo w życiu bywa, że ktoś ma więcej tajemnic, niż przypuszczaliśmy. A kiedy w końcu je odkrywamy, może być już za późno.
Serdecznie zapraszam http://angels-to-fly-fanfiction.blogspot.com/, byłabym naprawdę wdzięczna i szczęśliwa jeśli chociaż przeczytałabyś prolog lub obejrzała zwiastun i zostawiłaby jeden mały komentarz, to dla mnie wiele znaczy xx.