poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Imagin Liam&Harry zamówienie

-Witam. Miło was widzieć. Robin, Anne.-Mój ojciec witał się z potencjalnymi sponsorami.
-Ciebie też. Ty to pewnie Ewa?-Mężczyzna z brodą zwrócił się do mnie.
-Tak. Dzień dobry.-Nie powiem jak bardzo się we mnie gotowało, kiedy musiałam się do niego uśmiechnąć. Nienawidziłam takich akcji. Tata to mój trener. Jestem bokserką, a on zajmuje się moją karierą. Na siłę chciał mojego sukcesu, "spełnić MOJE marzenia". Chociaż kiedy tak naciskał, wcale nie chciałam tego wszystkiego. Trenowałam siedem dni w tygodniu po pięć godzin. Dieta, ćwiczenia-tortura non stop. Do tego jeszcze te spotkania z ludźmi, który mieli wykładać forsę na mnie i moje potrzeby sportowe. Zwyczajnie inwestować z nadzieją na skutek. Zawsze staremu coś nie pasowało, więc mało kto "wystarczał" na standardy przyjęte przez ojca. Starałam się jakoś zachowywać, lecz mój mocny charakter czasami puszczał wodzę. Ogólnie języczek to mam cięty. Ripostę niezłą, a szczera jestem do bólu.
-Dobrze, więc zaczynajmy.-Odezwał się mężczyzna z brodą.
-Córa, dawaj.-Ucałował mnie w czoło i popchnął na ring. Mike ustawił się z rękawicami, a ja zaczęłam walkę. Oczywiście wygrałam, gdyż to tylko ustawiony pokaz, ale zapewne w realu również nie przegrałabym. Zeszłam z pola pomagając wcześniej koledze wstać.
-No, no. Talent z ciebie. Pogratulować. Może omówmy wszystko dzisiaj na ognisku u nas?-zaproponował Robin.
-Tak, to dobry pomysł. Prawda Ewcia?-I tak muszę tam iść, nawet nie obchodzi cię moje zdanie. Po co się głupio pytasz? Kiwnęłam głową na tak godząc się, mimo swojej racji, której i tak nie miałam prawa się przyznać. Para podała ręce najpierw tacie, później mi. Trener poszedł ich odprowadzić. Zajęłam się wyładowaniem emocji na worku. Wrócił.-Kochana, ładnie, ładnie. Posłuchaj. Mają syna trochę starszego od ciebie, chcę, abyś się z nim spotkała. Może to pomoże nam w zdobyciu ich. Oni spełniają wszystkie nasze wymagania, nie chcę ich stracić.-wyrecytował. Ta, nasze wymagania, chyba twoje. 
-Nie będę umawiała się z jakimś przydupasem dla umowy.-parsknęłam pewna siebie.
-Tyle tylko, że ja nie pytałem. Jeżeli tego nie zrobisz znów doczekasz się najgorszego, zero wakacji, null wolnego, nic.-Zagroził. No tak, uderzył w czuły punkt. Doskonale zdawał sobie sprawę, że dwumiesięczny relaks jest dla mnie zbawieniem, więc zawsze szantażował mnie na jego przykładzie.
-Niech będzie.-Już bez zbędnych dyskusji, w których i tak poniosłabym porażkę, zgodziłam się.
-Grzeczna dziewczyna.-Uśmiechnął się triumfalnie. Miałam dość, ale co mogłam zrobić.-Dzisiaj przychodzi nowy. Pamiętaj, żeby być w miarę miłą. Zastąpisz mnie, bo nie mam czasu. Lecę coś załatwić. Będzie za dziesięć minut. Już wszystko wie.-Wymykając się z budynku rzucił. Tak, father miał trenować jeszcze jakiegoś chłopaka. Zaczął kilka dni wcześniej, ale jeszcze nie poznałam tego zawodnika. Powierzył mi swoją rolę. Doskonale, jakbym nie miała innych zajęć jak niańczenie jakiegoś dzieciaka. Na ramiona, gdzie znajdował się tylko czarny stanik sportowy, narzuciłam szarą bluzę. Złapałam za bidon. Upiłam kilka łyków.
-Hej, to ja lecę młoda.-Nagle pojawił się Mike, który wcześniej schował się w szatni.
-Jasne, pa stary.-Przybiłam mu naszą "męską" piątkę. Zostałam sama. Po jakimś czasie wszedł wysoki ciemnooki brunet z kilkoma tatuażami.
-Cześć. To ty jesteś Ewa?-zapytał. Nieco się zdziwiłam, bo tak jakby spodziewałam się dwunastolatka, nie dwudziestolatka!
-Ta. Idź się przebierz. Pierwsze drzwi po prawej na końcu sali.-Poinstruowałam go. Kiwnął głową. Zniknął na dłużą chwilę. Wyglądał jak model z gazety. Taki przystojny. Rozmarzyłam się. Jednak nie miałam zamiaru uganiać się za nim jak pusta idiotka. Taka to ja nie jestem. Stawił się po raz drugi w spodenkach do kolan bez koszulki. Doskonale wyrzeźbiony sześciopak rzucał się w oczy. Szczęście, że trochę już tego spotkałam na treningach i nie zapatrzyłam się. Lecz jego klata wydawała się jakaś lepsza.
-Tak w ogóle, to Liam mam na imię.-Uśmiechnął się podchodząc do mnie, co odwzajemniłam. Uścisnęłam jego dłoń.
-Przepraszam, czasami tak mam, że zapominam o takich rzeczach.-Zaśmiałam się sama z siebie. Podałam mu czerwone rękawice, a sama założyłam czarne. Kochałam je-moje szczęśliwe-Rozgrzej się i zaczynamy.-Pogoniłam Li'ego.-Już?-odezwałam się, kiedy poskakał sobie na skakance, pobiegał, poćwiczył.
-Tak.-potwierdził. Dołączył do mnie na ring.-Tylkooo...-Nieco się skrzywił, jakby wstydził się mi coś powiedzieć.
-Tak?-Domagałam się kontynuacji.
-Boję się, że cię uszkodzę.-Myślałam, że się przesłyszałam. Odchyliłam się nieco do tyłu z miną typu "Wanna fight?".
-Ty mnie?-Kpiąco warknęłam.
-Tak.-przytaknął.-Wybacz, ale trochę z ciebie...Chudzielec.-Zmierzył mnie wzrokiem.-A ja jestem taki, no wiesz...Wysoki.-Postanowiłam nie sprzeczać się, ale zadziałać. Rozpięłam bluzę ukazując swój brzuszek. Spojrzał na niego. Uśmiechnęłam się zwycięsko na widok jego zszokowanej miny.
-To jak? Jedziemy?-dopytałam. Przyznam, że był dobry, bardzo dobry. Ogólnie, to najbardziej przeszkadzała mi w walce jego masa. Ja-53 kg, on-jakieś 72, może 73 kg. Więc, niełatwe powalenie takiego przeciwnika. Skończyliśmy na remisie, bo żadne z nas się nie poddawało. Miałam głupie wrażenie, że i tak daje mi fory.
-Dziękuję, to było dobre.-uznał ściągając rękawice z pięści. Zrobiłam to samo. Pomógł mi zejść z podestu, gdzie odbyliśmy starcie.
-Byłoby, gdybyś się nie podstawiał specjalnie.-Z przekonaniem stwierdziłam.
-Aż tak było widać?-Skrzywił się szczerząc białe ząbki.
-Tak.-Zachichotałam klepiąc go w ramię. Minęłam towarzysza łapiąc za butelkę z piciem.
-Następnym razem, zagramy fair.-Puścił mi oczko.
-Czyli liczysz na kolejny raz?-Uniosłam brwi oraz kąciki ust.
-Owszem. Mam nadzieję, że trener będzie zostawiał nas samych częściej, piękna.-Uśmiechnął się tak cudownie, że kolana mi zmiękły.
-Idź lepiej się ogarnąć, napaleńcu.-Zażartowałam popychając go w stronę przebieralni. Usłyszałam jego głośny rechot. Sama wzięłam prysznic i ubrałam się w jeansy, zwykłą, białą bluzę z kapturem oraz krótkie Converse pod kolor top'u. Włosy pozostawiłam związane w koński ogon. Zarzuciłam dużą torbę na ramię. Nie mogłam znaleźć Liam'a. Wydawało mi się, iż jakiś dźwięk dochodzi z magazynku. Weszłam do pomieszczenia rozglądając się. Nadal nie natknęłam się na chłopaka. Opuszczając składzik potknęłam się o matę wystającą z podstawki przeznaczonej na przechowywanie tego sprzętu. Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. Leciałam do przodu, kiedy znikąd pojawił się ciemnooki. Złapał mnie dokładnie jak w filmach. Utonęłam w tych czekoladowych źrenicach na kilka sekund. Postawił mnie.
-Dziękuję. Szukałam cię.-Nieśmiało wymruczałam poprawiając bluzkę.
-Ja ciebie też.-Objął mnie ramieniem. Wspólnie opuściliśmy budynek. Zakluczyłam drzwi. Li odprowadził mnie do domu. Trochę lepiej się poznaliśmy. Nie dość, że łączyły nas hobby, zainteresowania oraz pasje, to okazał się mądrym, rozsądnym chłopakiem. Poczucie humoru, luz, świadomość własnej wartości oraz komunikatywność dodawała przystojniakowi uroku. Zauroczył mnie. Jeszcze żaden chłopak nie pokrywał się bardzo z moim wymarzonym obrazem ideału. Pożegnaliśmy się symboliczną piątką wymieniając się wcześniej numerami. Wparowałam do domu. Oparłam się o wewnętrzną stronę drzwi przygryzając dolną wargę. To będzie ciekawa znajomość. Wlazłam dalej. Tata krzątał się po kuchni próbując odtworzyć jakieś danie z książki kucharskiej. Oparłam się o framugę bokiem i głową. Samoistnie ukazałam swoje dołeczki. Zabawnie wglądał.
-Ewa.-Zatrzymał się po bieganinie. Błagalnie wlepił we mnie swoje ślepia.
-Oj, tatko, tatko.-westchnęłam.-Spoko. Idź, ja dokończę.-Rzuciłam rzeczy na krzesło przy stole. Założyłam fartuch. Mężczyzna opuścił kuchnię rzucając krótkie "dziękuję". Zajęłam się przyrządzaniem obiadu. Kiedy dorsz z warzywami piekł się, postanowiłam przyrządzić szybki deser. Po pysznym posiłku zwróciłam się do swojego pokoju. Zdecydowałam jeszcze raz wziąć długą kąpiel. Po wymoczeniu ciałka, wysuszyłam włosy i uczesałam je w luźny warkocz na bok. Skremowałam twarz moim ulubionym balsamem. Nieco się odświeżyłam. Ubrałam czarne leginsy, białą bokserkę, na to czerwoną koszulę w kratę. Na stopy nasunęłam długie ciemne trampki. Na głowę włożyłam czapkę smerfetkę pod kolor spodni. W moich uszach znalazły się słuchawki podłączone do mego IPhone'a5S. Zeszłam na dół gotowa do wyjścia. Dochodziła 20.30. Akurat czas na ognisko. Podczas jazdy dostałam sms'a:
Liam: "Hej, młoda. Jak tam? Nic nie boli? Dobrze złapałem? ;)"
Uśmiechnęłam się szeroko na widok wiadomości.
Ja: "Cześć, wielkoludzie. Jest okej. Co tam? :)"
Niedługo czekałam na odpowiedź.
Liam: "A nic. Siedzę i delektuję się chwilą odpoczynku. Za trzy godzinki urywam się do kina na noc strachu. :D"
Ja: "Fajnie masz. Ja jadę na spotkanie z potencjalnymi sponsorami :P No nic, kończę, bo chyba jesteśmy :P Miłego seansu :*"
Liam: Powodzenia. Dziękuję <3 Trzymaj się"
Nie odpisałam już. Schowałam komórkę. Wyłączyłam także muzykę. Znaleźliśmy się pod wielkim luksusowym domem. Wysiedliśmy. W drzwiach przywitała nas ta sama para. Oprowadzili nas co nie co. Później wyszliśmy na ogród. Już zdążyło zrobić się ciemno. Ognia pilnował wysoki jak brzoza lokaty brunet o zielonych oczach, które mieniły się w blasku płomieni i księżyca.
-Harry, to Ewa. Ewa-Harry.-Przedstawiła nas sobie pani Cox.
-Hej.-Podaliśmy sobie ręce. Nasi rodzice zajęli się rozmowami.
-Przejdziemy się?-zaproponował.
-Tak, jasne.-Bez zawahania odrzekłam. Kolejny Adonis stał przede mną. Idealne rysy twarzy, dołeczki, ślepia, wszystko perfekcyjne. 
-To trenujesz boks? Od kiedy?-Postanowił zacząć rozmowę.
-Tak, od czwartego roku życia kiedy moja mama zmarła.-odpowiedziałam.
-Przykro mi.-Zbliżył się.
-Nie. Spoko. A ty czym się interesujesz?-Tym razem ja zainteresowałam się nim.
-Jeżdżę na krosie. No i piłka nożna.-Rozbawił mnie.-No co?-Już sam rechotał.
-Nic, po prostu nie widać po tobie. Jesteś taki...Bez skazy.-Uniósł komicznie jedną z brwi.
-Tego jeszcze nie słyszałem.-Podzielił mój chichot.-Mimo wszystko, lubię się ubrudzić.-Minimalnie poważniej dodał.
-Rozumiem. Usiądziemy tu sobie?-Wskazałam na ławkę na łańcuchach.
-No problem.-Pozwolił mi zając miejsce pierwszej. Tak uczyniłam. Po kilkunastu minutach rozmowy uznałam, że jest równym gościem. Najpierw myślałam, że będzie to snobistyczny synalek mamusi, ale pomyliłam się. Tak samo jak Li przyprawił mnie o motylki w brzuchu. Lokaty podarował mi bluzę. Po długiej konwersacji dołączyliśmy do rodziców i upiekliśmy pianki. Po dwóch godzinach Harry ulotnił się na jakieś spotkanie. Po północy wróciłam z tatą do domu. Obudziłam się o dziesiątej. Nudził mnie poranek przed telewizorem, więc napisałam do Li.
Ja: "Hej, jak tam w kinie?"
Po jakimś czasie otrzymałam sms.
Liam: "Cześć słodka..."-Serce zaczęło bić mi mocniej, ale kiedy przeczytałam dalej zatrzymało się na chwilę-"...Wspaniale. Randka się udała ^^. Poczekaj, wyślę ci zdjęcie."
Możecie sobie wyobrazić mój szok. Otworzyłam szeroko oczy. Oddech automatycznie mi się zatrzymał. Liam:"  To ja i mój chłopak-Harry :)"
Wtedy to normalnie umarłam. Moje zaskoczenie przebiło wszystko. A oni mi się obaj podobali! Po dłuuuugich momentach bez powrotu do rzeczywistości zaczęłam się głośno śmiać z samej siebie. Boże jaka ja jestem głupia! Haha :D
Ja: "Tworzycie ładną parę :*"...





Hejka! No to jestem z zamówieniem dla Ewci <3 Hej kochana, pewnie czegoś takiego się nie spodziewałaś XD Nie mam pojęcia skąd coś takiego się u mnie narodziło XD Jestem kompletną wariatką XD Nie wiem czy Ci się spodoba czy też nie, mam nadzieję, bo długo nad nim pracowałam (dzisiaj 15.30-19.55) :) Obym nie zawiodła :) Dałaś mi wolną rękę, a ja chciałam coś oryginalnego :) Mam nadzieję, że wyszło i będziesz zadowolona :33
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

4 komentarze:

  1. Genialny
    Ta końcówka wręcz powala
    Hazza i Liaś
    Hehehe
    dzisiejszy dzień jest zwariowany
    teraz przeżyć tylko te trzy i będzie ok :)
    buziaki
    Mela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3
      Na tym szczególnie mi zależało :)
      Hehe :D
      Prawda ;)
      Na pewno będzie ;)
      Całuski <3
      Wytrwałości i powodzonka kochana :**

      Usuń
  2. No
    Wow
    No naprawdę się czegoś takiego nie spodziewałam!
    Bardzo oryginalne!
    Dziękuję!!!
    I tak, koniec przebił wszystko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha XD Taki był zamiar <3
      Dziękuję, bardzo mnie to cieszy :**
      Nie ma za co, mam nadzieję, że nie zawiodłam <3
      Haha XD Prawda :33
      Całuski <3

      Usuń