wtorek, 7 kwietnia 2015

Little Sweet Angel 56

-Tak. Ciii...-Uspokajała mnie. Zapadła cisza. Nagle przerwał ją dźwięk otwieranych drzwi wejściowych. Podniosłam głowę z ramienia Daisy i spojrzałam w kierunku przedpokoju. Najpierw ukazała się Cindy.
-Michell, masz gościa.-Niemrawo rzekła. Serce na sekundę mi się zatrzymało na samą myśl o kim mówi ciemnoskóra. Wystraszyłam się, to mało powiedziane.
-Hej...-Usłyszałam zza przyjaciółki. Spojrzałam na tą doskonale znaną mi posturę...
***
-Tatiana?-wstałam. Znów się rozkleiłam.
-Siostruś.-rzuciła się na mnie z uściskami. Mogłam bez problemu wypłakać się jej w ramię. Przy niej zawsze mogłam się wypłakać. Ona nie kazała mi się uspokoić, nie prosiła, nie mówiła, że to bez sensu. Cierpliwie czekała na to, aż sama wyładuję z siebie wszystkie emocje. Byłam niej za to niezmiernie wdzięczna. Nie wiem ile tak ryczałam. Pół godziny? Godzinę? Wiem tylko, że w między czasie Tat musiała przenieść się ze mną na sofę, bo zbyt długo stałyśmy. Nareszcie, kiedy brakowało mi już łez oraz sił, przestałam.-Skarbie, może chcesz zamieszkać u mnie i Niall'a? Co?-Nadal mnie tuliła.
-Nie chcę na razie widzieć Hazz'y, więc...-zaczęłam.
-Nie pozwolimy mu przekroczyć progu naszego nowego mieszkania, obiecuję. Po prostu chcę być przy tobie.-Ucałowała moje czoło.
-Dobrze.-zgodziłam się. Ufałam Tati, przecież jest moją bliźniaczką. Podniosłam się.-Cindy, Daisy dziękuję wam za to jak bardzo mi pomogłyście. Przepraszam, że...
-Ej, mała. Przestań. Jesteś moją przyjaciółką. Nie zostawiłabym cię samej w takiej sytuacji. Nie masz za co dziękować. Leć z siostrą, jakby co to dzwoń.-Przytuliła mnie Cin.
-Dziękuję.-wyszeptałam do jej ucha. Pożegnałyśmy się. Opuściłam ich posesję z Tatianą. W samochodzie panowała kompletna cisza. Droga wydawała dłużyć się w nieskończoność. Powoli się rozpogadzało, gdyż był już kwiecień. Ptaki śpiewały, kwiaty rozkwitały, drzewa zieleniały, a słońce pieściło swoimi promieniami. Jednak mnie to wszystko dobijało. Uśmiechy ludzi mnie irytowały, zazdrościłam im. Mieli szczęście, ja nie. Dlaczego nigdy nie może mi się powieść? Czemu nie mogę być szczęśliwa? Nareszcie trafiłyśmy pod nowe miejsce zamieszkania mojej siostry. Nie mam pojęcia skąd wzięli się tam paparazzi. Spojrzałam pytająco na Tat. Wzruszyła ramionami obojętnie.
-Od tamtego incydentu w klubie prasa nie pisze o niczym innym jak o was. Waruje pod moim, twoim domem. Nawet u Li, Zen'a czy Lou. Nic tylko czekają na ciebie. Najgorzej jest kiedy chcemy wyjść albo wejść.-Ceniłam jej szczerość. Ktoś zapewne kłamałby mnie, aby mnie nie zmartwić. Mnie media już ni ruszały. Bolało mnie tylko to, że nie dają spokoju moim przyjaciołom i rodzinie.-No i u rodziców są.-dodała.
-Oni wiedzą?-wydukałam.
-Tak samo jak cały świat.-odrzekła i wjechała do podziemnego garażu. Wysiadłyśmy i weszłyśmy do windy.-Nie martw się, będzie dobrze. Musi być.-Złapała mnie za rękę. A jak nie będzie? Przekroczyłyśmy próg jej nowego miejsca zamieszkania. Właściwie to w starej willi mieszkał tylko Louis z El oraz Emily. Pozostali uwili sobie nowe gniazdka. Postawiłam kilka kroków przed siebie. Na sofie siedziały trzy znane mi postaci. Cała trójka wstała i zwróciła na mnie wzrok. Spuściłam głowę. Podeszłam do nich. Natychmiast Luke ujął mnie i mocno przycisnął do siebie. Panowała zupełna cisza. Usiadłam pomiędzy bratem, a Niall'em.
-Wiem, że oczekujecie, że opowiem wam wszystko, ale nie chcę. Nie mam ochoty. To zbyt boli, a ja mam już dość cierpienia. Proszę dajcie mi to samej przemyśleć. Chcę choć na sekundę o tym nie myśleć i nie mówić.-wyrecytowałam ledwo słyszalnie. Zgodzili się. Rozmowa kompletnie się nie kleiła. Panowała kłopotliwa i niezręczna atmosfera. Miałam wielką ochotę o coś zapytać. Tyle tylko, że się bałam. W końcu nie wytrzymałam i pomknęłam za Luki'm do kuchni.
-Powiedz mi jak on się trzyma.-odezwałam się. Wypuścił ciężko powietrze z płuc.
-Chodzi o to, że Harry się nie trzyma. Nie wychodzi z pokoju, z nikim nie rozmawia, nie je, nie pije. Leży na twoim miejscu na waszym łóżku i rozpacza. On nic nie pamięta i nie może sobie wybaczyć tego wszystkiego co się stało...-Chyba mój towarzysz się rozkręcał, ale przerwał nam dzwonek telefonu blondyna. Musiał odebrać. Wróciłam do salonu.
-Tati?-poprosiłam ją na bok.-Chciałabym się w coś przebrać i pójść pobyć trochę sama. Możesz dać mi coś i pokazać gdzie mogę no wiesz?-zapytałam.
-Tak, jasne.-Zabrała mnie na górę. Dała mi czarne leginsy oraz zwykłą szarą bluzę. Włosy związałam w niedbały kok. Bliźniaczka wprowadziła mnie do małego pokoiku  na poddaszu.
-Dzięki.-Posłałam jej blady uśmiech. Kiwnęła głową. Zniknęła mi z oczu. Zastanowień nastał ciąg dalszy.
On tego nie pamięta, czyli  był piany...






Hej! Oto kolejny rozdział. Mam nadzieję, że nie jest taki zły ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

2 komentarze:

  1. Świetny jest!
    Kurczę, czy ona mu wybaczy??
    Zaczynam się poważnie nad tym zastanawiać.
    Czekam na next

    OdpowiedzUsuń