poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Imagin Liam oraz Lou zamówienie

Wyszykowałam się. Byłam gotowa na drugie spotkanie z chłopakiem-Liam'em-poznanym w internecie. Wydawał się całkiem przyjazny i nie miałam co do niego żadnych podejrzeń. Umówiliśmy się w klubie.
Zajęłam miejsce przy barze i zamówiłam Whisky. Czekałam i czekałam, a on się nie pojawiał. Po godzinie stwierdziłam, że ten dupek mnie wystawił, więc wpadłam w mały wir alkoholowy. Nie chciałam wyglądać na desperatkę, ale chyba mi nie wychodziło.
-Hej.-Nagle na mojej tali ułożyła się czyjaś dłoń. Spojrzałam na chłopaka. Ujrzałam te czekoladowe oczęta oraz piękny uśmiech.
-Cześć.-mruknęłam.
-Wiem. Przepraszam, ale moi kumple mnie zatrzymali. Po za tym spóźniłem się tylko dziesięć minut.-Zajął miejsce obok i odgarnął włosy z mojej twarzy, aby dokładniej przyjrzeć się moim źrenicom.
-Godzinę dziesięć. Byliśmy umówieni na 20.00-warknęłam.
-21.00 słonko.-Zaśmiał się i pokazał mi naszą ostatnią rozmowę. O Boże! Zrobiłam z siebie idiotkę. Do tego byłam już tak wstawiona, że ledwo dochodziły do mnie jego słowa.
-Ups! Chyba się pomyliłam.-Wzruszyłam ramionami.
-Frank! Podaj pani specjał.-zawołał do barmana. Zna go? O co chodzi? Podał mi kolorowy, aż przesycony barwami drink. Smakował...Dziwnie, ale niczego nie podejrzewałam. Przecież od kiedy w takiego typu lokalach pracownicy dodają jakiś substancji odurzających do zamówień? Jaką ja byłam wtedy idiotką. Tak szły szklanki. Jedna za drugą, a mi urwał się film.
Ocknęłam się. Głowa mi pękała. Nie pamiętałam nic. Ledwo się podniosłam. Byłam w jakimś opuszczonym magazynie. Nie miałam na sobie skrawka materiału. Na moim całym ciele widniały sińce, zadrapania i...Ślady gwałtu na udach. Łzy same spływały strumieniami po moich policzkach. Nie wiedziałam co robić. Znalazłam gdzieś w kącie starą, poszarpaną, męską koszulę roboczą. Ubrałam ją. Z ogromnym trudem się poruszałam. Wszystko mnie bolało. Obijałam się o ściany wychodząc stamtąd. Kręciło mi się w głowie. Wyszłam na zatłoczoną ulicę. Wszyscy zaczęli się na mnie patrzeć. Ciemność przed oczami. Upadłam. W szpitalu potwierdzili gwałt. Chcieli, abym to zgłosiła. Ja nie miałam zamiaru tego robić. Czułam się poniżona, taka brudna, nic nie warta, jak dziwka. Uważałam, że rozpamiętywanie tego i szukanie tego drania tylko pogorszy mój stan psychiczny. Dniami i nocami płakałam. Nie potrafiłam sobie poradzić. Usunęłam konto na portalu społecznościowym na, którym poznałam Liam'a. Skrzywdził mnie jak nikt inny. Czułam, że nie będę w stanie nikomu zaufać. Pragnęłam obudzić się z tego snu. Niestety, na domiar złego z czasem zaczęłam sobie wszystko przypominać. On...Upił mnie. Później zabrał tam. Opierałam się, mimo, że ledwie stałam. Rzucał mną o ściany, zrywał ze mnie ubrania. Nie miałam siły, aby sobie pomóc. Nie umiałam wydać z siebie okrzyku. Moje wszystkie mięśnie jakby zastygły. Nie mając na to wpływu dałam mu się zgwałcić. Poznałam wszystkie jego słowa skierowane do mnie kiedy to robił, jego szyderczy śmiech, wyzwiska. To tylko pogłębiało moją rozpacz. Umierałam od środka. Od zawsze byłam samotnikiem, więc nie musiałam nikomu się spowiadać, a chyba to byłoby dobre. Miałam szczerą ochotę się zabić. Cięłam się. Na mojej skórze wiecznie pojawiały się nowe rany. Nadzieja o tym, że kolejna stanie się tą końcową, przepełniała mnie za każdym razem. Jednak coś mnie powstrzymało. Coś nie pozwoliło mi odejść. To zarazem dobiło mnie do końca i utrzymało przy życiu. Ja...zaszłam w ciążę. Wtedy mój cały świat skończył się i zaczął jednocześnie. Miałam w sobie małego chłopczyka. Nie chciałam tego dziecka, nienawidziłam go. Mimo wszystko, postanowiłam dać mu życie. Nie wiem czemu. Chyba po prostu miałam za dobre serce. Ale kiedy już podali mi małego na ręce, wszystko uległo zmianie. Zakochałam się w nim. Dotarło do mnie, że to nie jego ani moja wina jakiego ma ojca. Postanowiłam wychować malca. Na szczęście wcale nie był podobny do Liam'a. Miał niebieściutkie oczęta. Taki malutki. Jednak nadal przypominał mi o całym zdarzeniu. Blizny nigdy nie znikają, ale Louis pomógł mi trzymać się mocno tego co tu i teraz. Tyle tylko, że zachorowałam.
*22 lata później, oczami Lou
Moja matka zmarła kiedy miałem osiemnaście lat. To ona nauczyła mnie życia. Wpoiła mi, że trzeba być silnym, że nic nie jest łatwe. Że trzeba coś przeżyć, aby to zrozumieć. Wychowała mnie najlepiej jak potrafiła i za to jestem jej wdzięczny. Nie bez powodu przybrałem jej nazwisko. Nie chciałem być taki jak ojciec, którego nigdy nie poznałem. Jednak wiedziałem co zrobił mamie. Skrzywdził ją. Znam całą ich, właściwie jej, historię. Nawet kiedy chodziłem jeszcze do podstawówki wspierałem ją, gdyż załamywała się tym. Zwyczajnie nadal chodziło jej to po głowie. Trwałem przy niej do końca, według mnie to jest powód do dumy. Kochałem ją całym sercem i będę ją kochał zawsze. Zostałem sam. Matula nie miała żadnej rodziny. Dziadkowie, dwaj wujkowie i ciotka zginęli w katastrofie lotniczej, a co z tatą chyba nie jest tajemnicą. Długo zmagałem się z odejściem najbliższej mi. Nie radziłem sobie. Z dołka wyciągnęła mnie pewna niewielka osóbka. Zamieszkałem w Londynie. Tam moją sąsiadką okazała się Ewa. Mądra, zabawna, urocza, delikatna, opiekuńcza, piękna-ideał. Bardzo przypominała mi mamę. Szybko nawiązaliśmy relację. Niestety tylko koleżeńską. Nie umiałem powiedzieć jej jak wiele dla mnie znaczy. Jak bardzo ją kocham. Postanowiłem zaryzykować i narazić naszą przyjaźń na próbę. Wyjechaliśmy do Paryża w ramach wakacji. Wszystko wydawało się przygotowane.
*Oczami Ewy.
Lou zaprosił mnie na kolację. Zgodziłam się, mimo, że wydało mi się to dziwne skoro i tak co wieczór chodziliśmy na kolację. Powiem szczerze, że od kilku dni wydawał się taki rozkojarzony i zestresowany. Nie pytałam, bo wiedziałam, że zbliża się czwarta rocznica śmierci jego matki. Byłam pewna, że to dlatego chciał wyjechać z kraju, co skusiło mnie na wspólny wyjazd. Po spacerze kiedy weszłam do pokoju hotelowego na moim łóżku czekał piękny zestaw, a na nim karteczka: 
"To na wieczór. L xoxo" .
Uśmiechnęłam się. Moje serce zaczęło bić mocniej. Od dłuższego czasu ten chłopak mnie do tego doprowadzał, ale to przecież on powinien wykonać pierwszy ruch. Prawda? Odświeżyłam się, ubrałam, uczesałam i pomalowałam. Ogólnie byłam zwarta, gotowa i lekko podenerwowana (czyt. zestresowana). 
Nagle usłyszałam ciche, nieśmiałe pukanie do drzwi. Aż podskoczyłam. Poważnie siedziałam jak na szpilkach. Otworzyłam. Ukazał mi się obraz bruneta w garniturze z piękną białą różą w dłoni.
-Witaj. To dla ciebie.-Podał mi kwiat i ucałował mój polik.
-Dziękuję.-Zamknęłam drzwi za sobą. Wziął mnie pod rękę.-Nie wiedziałam, że to randka.-Wypaliłam. Uniósł delikatnie kącki ust, zrobiłam to samo.
-Miało to stanowić coś na wzór niespodzianki, ale chyba nie wyszło.-Zachichotał. Szliśmy po schodach, tyle, że zamiast jak zwykle w dół, to w górę. Nie odezwałam się. No, bo przecież nie wiedziałam co on wymyślił. Puścił mnie pierwszą w wejściu. Oniemiałam na ten widok. Uchyliłam usta z wrażenia. Przyjrzałam się temu wszystkiemu, później zwróciłam wzrok na Tommo. 
-Louis, to jest piękne.-Rzuciłam się mu na szyję.
-Ewa, muszę ci coś wyznać. Duszę to w sobie długo, zbyt długo.-Padł przede mną na kolana trzymając mnie za dłonie.-Kocham cię. Pragnę, abyś stałą się kimś więcej niż tylko przyjaciółką. Chociaż w moim sercu od zawsze jesteś kimś więcej.-Widziałam łzy w jego oczach. Nie mogłam uwierzyć, że mi to mówi. Nie miałam pojęcia co zrobić najpierw. Także się popłakałam z szczerym uśmiechem.
-Lou, ja...Wstań.-nakazałam. Tak zrobił. Nie wiedziałam jakich słów użyć. Po prostu wpiłam się w jego usta pogłębiając pocałunek z każdą chwilą. Nareszcie to się stało.-Ja ciebie też.-wyszeptałam kiedy się od siebie odsunęliśmy.
*Oczami Louis'a
Nie spodziewałem się. Stałem się najszczęśliwszym mężczyzną świata. Miałem zamiar spędzić z nią resztę życia. Szanować ją, opiekować się, kochać, całować, okazywać czułość, być przy niej w dobrych i lepszych chwilach. Po prostu pragnąłem być taki jaki nigdy nie był mój ojciec. Nie chciałem skrzywdzić mojej Ewy...









Hej! Yyyy...Także tego...No ja tak jakby połączyłam dwa zamówienia w jedno i nie wiem czy jest to dobry pomysł, nie wiem czy dobre wykonanie czy nie do końca. Zostawiam to wam oraz Ewie, na której zlecenie powstało to powyżej. Mam nadzieję, że nie zawiodłam i choć trochę ci się spodoba, no i, że choć trochę się odwdzięczyłam. Czekam na komentarze. 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 

2 komentarze:

  1. Więc tak...
    ....
    Najpierw przeczytałam sobie notkę, żeby mniej więcej przygotować się na to co mi zaserwujesz.
    Połączenie dwóch zamówień?
    No ok, pomyślałam sobie i zaczęłam czytać.
    Czytam, czytam.
    Pierwsze co,randka i już się spóźnił?!
    Już wtedy mi podpadł! Ugh...
    No i te drinki...
    Coś to podejrzane było...
    Po czym wiadomo jak się skończyło....
    Depresja i ciąża
    Louis jaki kochany
    Romantyczny...
    Jak czytałam ten moment w którym trzymała małego Louisa i potem resztę. ..
    Po prostu ryczałam

    Podsumowywując:
    Spodobało mi się to połączenie dwóch imaginów, więc bądź pewna, że jak będę zamawiać dwa to właśnie w ten sposób zrobione! <3
    No aż tak niegrzecznego Liama to się nie spodziewałam, ale i tak fajnie napisany imagin z nim.
    Dzięki
    No i Louis...
    No chłopak taki zestresowany, że myślałam, że zejdzie na zawał!
    Super
    Super
    Śliczny!!
    Dzięki! !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ufff...Tak bardzo się bałam...Ale mi "ulżyłaś" :D
      Bardzo się cieszę, że się nie zawiodłaś <3
      Bardzo się starałam i nie wiedziałam czy mogę to zrobić, ale jak to się mówi-ryzyk-fizyk ;)
      Cieszę się bardzo, bardzo <3
      Dziękuję za piękny komentarz :))
      Całuski <3
      MOTYWACJA <<3

      Usuń