niedziela, 27 września 2015

Uninhabited 3

 Zerknęłam w jego kierunku.
-Nie prawda.-wypierałam jego słowa.


-Prawda. Do tego te delikatne rysy, oczy, włosy...Ideał.-Myślałam, że sobie ze mnie żartuje. Lecz zrozumiałam, iż jest w stu procentach poważny. Nie odpowiedziałam już nic. Po prostu oglądałam jak płomienie rytmicznie skaczą przede mną. Nawet nie wiem jak i kiedy zapadłam w głęboki sen...
***
Obudziło mnie dziwne stukanie i hałasy. Otworzyłam niepewnie oczy. Zauważyłam na sobie koszulę Harry'ego. Przykrył mnie nią kiedy spałam. Ognisko wygasło. Dzień był słoneczny, ptaszki śpiewały. Głośne odgłosy dobiegały z dalszego odcinka lasu. Zdjęłam z nadgarstka gumkę i spięłam włosy w kucyk. Odzież jaka przed sekundą na mnie leżała, narzuciłam na siebie. Ruszyłam. Po niecałej minucie dotarłam na miejsce. Ujrzałam Harolda zmagającego się z wiązaniem jakiś kawałków drewna. Zrozumiałam, że próbuje zbudować schronienie. Nadepnęłam na jakiś patyk, który się połamał. Dałam więc znak o swojej obecności. Lokaty zwrócił na mnie uwagę.
-Dzień dobry.- odezwałam się lekko uśmiechając. 
-Hej.- przywitał się radośnie. Zmierzył mnie wzrokiem.- Ładnie ci w mojej koszuli.-przyznał.
-Dziękuję, że mnie nią przykryłeś.- Jakby zignorowałam komplement.
-Nie dziękuj, to normalne, że się o ciebie boję.- Wrócił do wcześniejszego zajęcia. Zbliżyłam się.
-Jak ci idzie?- zapytałam.- Pomóc coś?
-Jak chcesz możesz znaleźć jakieś gałęzie na dach.- odparł. Natychmiast wzięłam się do pracy. Oddaliłam się. Kiedy stwierdziłam, iż więcej drzewa nie uniosę postanowiłam wrócić. Kiedy stąpałam pomiędzy korzeniami drzew usłyszałam syk i ukłucie w lewej łydce. Krzyknęłam z bólu i upuściłam wszystko co miałam w rękach. Spojrzałam pod nogi i ujrzałam węża. Odruchowo nadepnęłam na jego głowę. Cofnęłam się kilka kroków i opadłam na ziemię. Po krótkiej chwili pojawił się przy mnie zielonooki.
-Co się stało?- Spanikowany zapytał.
-Wąż mnie ukąsił.- wydukałam zbolała. Natychmiast zaczął szukać śladu, kiedy natrafił na właściwe miejsce niespodziewanie podniósł moją kończynę i bez zastanowienia przystawił do niej usta. Wyssał jad z mojego organizmu. Byłam pod wrażeniem jego umiejętności. Niespodziewanie złapał mnie jak pannę młodą i zaczął biec w kierunku plaży. Wyglądał na tak skupionego i przejętego. Delikatnie ułożył mnie przy samym brzegu, a sam wszedł po kostki do wody. Zimną H2O przemył moją ranę. Ulżyło mi, udręka ustąpiła w pewnym stopniu. 
-Lepiej?- odezwał się głębokim głosem. Za moment zapatrzyłam się na twarz Harold'a. Ocknęłam się po kilku sekundach.
-Ttak.- jęknęłam zerkając na ślad po ukąszeniu. -Dziękuję Harry.- Znów zatraciłam się w ślepiach chłopaka. 
-Ile razy mam to powtarzać...- Ze śmiechem zaczął.
-Nie dziękuj, to normalne, że się o ciebie boję.- Na raz dokończyliśmy. Kolejno wybuchnęliśmy śmiechem.
-Dokładnie.- potwierdził. -A teraz zabieram cię i więcej nie ruszasz się nigdzie, bo robisz sobie tylko krzywdę kruszynko.- zaszydził.
-Ha ha.- powiedziałam. -Uważasz mnie za niedojdę?- Gdy znów wracałam do lasu na rękach Hazz'y zapytałam. 
-Nie.- odparł.-Uważam, że jesteś...Za delikatna do pracy.- wyjaśnił. Myślę, że próbował być delikatny, ale raczej mu się to nie udało. Poczułam się urażona, ale nie miałam zamiaru tego okazywać. Postanowiłam przekonać go jak waleczną jestem osobą w przyszłości, aby zwyczajnie go zaskoczyć. On uczynił to ze mną już za wiele razy...
*Oczami Taylor. 
Pół nocy spędziłam na grze w bilard z Niall'em. Kolejne pół przespałam w swojej kajucie. Brakowało mi w pomieszczeniu Julii. Byłam niemal pewna, że spędziła czas do rana z Harry'm. Obudziłam się około godziny 11.00. Odświeżyłam się i przygotowałam do kolejnego dnia. Niespodziewanie rozległo się pukanie do drzwi. Otworzyłam.
-Hej Tay.- Blondyn przywitał mnie buziakiem w policzek. -Czy jest Julia?- Z przejętą miną zapytał. 
-Cześć, nie ma jej od wczoraj.- odpowiedziałam. -A dlaczego?- Nie miałam pojęcia o co chodzi. Wyglądał na wystraszonego. 
-Nie mogę znaleźć Harold'a, myślałem, że może Juls wie co z nim. Cały statek przeszukałem, dosłownie. A nie ma po nim śladu.- wyjaśnił chodząc nerwowo po dywanie. 
-Tyle tylko, że Jula też się rozpłynęła bez znaku życia.- Moje serce zaczęło bić szybciej.- A jak się utopili albo ich rekiny zeżarły?- Spanikowana dukałam. 
-Nie to niemożliwe...- Zaprotestował Nialler.
-Tak? A masz inne wyjaśnienie jeżeli nigdzie ich nie ma?- Niemal wykrzyczałam mu to w twarz.
-Nie wiem, nie wiem. Jetem zdenerwowany, nie myślę.- wyrecytował. Nie miałam pojęcia co robić ani co myśleć. Byłam przerażona, musieliśmy zadziałać...
*Oczami Julii
Hazz ułożył mnie na grubej gałęzi drzewa i zajął się pracą. Obserwowałam poczynania bruneta z uwagą. Wyglądał tak bardzo...Stop! Przestań!~ karciłam się w myślach. Mimo moich licznych protestów, podświadomie pożądałam seksownego ciała Harold'a. Był niewiarygodnie seksowny. Ciało miał wyrzeźbione idealnie, niemal jak Adonis. Tatuaże dodawały mu zadziorności. Podobał mi się fizycznie i moralnie, martwiło mnie to. Nie wiedziałam jak skończy się nasz pobyt na bezludnej wyspie we dwoje. Nie chciałam mu ulegnąć, lecz wiedziałam, że nie mam silnej woli, zwłaszcza kiedy czegoś bardzo chcę...




Hejka! Mam nadzieję, ze spodoba się wam rozdziałek ;) Życzę wam miłego dnia, później powinnam się jeszcze pojawić, nic nie obiecuję ;3 Będę się starała <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 

5 komentarzy:

  1. No kurczę!
    Nie wiedziałam, że Harry taki opiekuńczy tu jest!
    Kochany!
    I to jak wyssał jej ten jad...
    Hahaah
    Skapnęli się że nie ma Hazzy I Juls...
    Ciekawe co dalej
    Czekam na next<3

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko! Za każdym razem zaskakujesz mnie jeszcze bardziej! Z niecierpliwością czekam na nexta ;-)

    OdpowiedzUsuń