Nadszedł ten długo oczekiwany dzień, bałem się go, ale z drugiej strony nie mogłem wymarzyć sobie piękniejszego...
***
Michell miała wyjść ze szpitala. Wszystko było dokładnie zaplanowane. Niestety niefartem media dowiedziały się o tym. Cała chmara fotoreporterów zebrała się przed budynkiem. Przedarłem się przez ścianę paparazzi. Usłyszałem mnóstwo tyle samych pytań. Nie miałem zamiaru odpowiedzieć na choćby jedno. Kiedy znalazłem się przy recepcji podeszła do mnie mała blondyneczka o brązowych jak czekolada oczętach. Miała może z dziesięć lat.
-Przepraszam pana bardzo, ale chciałam coś panu powiedzieć.-odezwała się zadzierając głowę wysoko. Uklęknąłem, aby jej to ułatwić. Ściskała swojego pluszowego misia do klatki piersiowej.
-Tak? Słucham cię.-Uśmiechnąłem się. Nie traciliśmy kontaktu wzrokowego, co było dla mnie zadziwiające. Zwykle dzieci nie są na tyle śmiałe.
-Wierzę, że to nie pana wina. Ja jestem po pana stronie i nie chcę, żeby się pan smucił. Niech pan się częściej uśmiecha, ma pan wspaniały uśmiech. Wiem, że jest pan dobrym człowiekiem.-Uniosła kąciki swych ust. Nie wierzyłem w to co właśnie usłyszałem. Oczywiście, ludzie dzielili się na dwie grupy: nienawidzących mnie oraz twierdzących, iż jestem niewinny całemu zajściu z trafieniem Michi do szpitala. Jednakże, nigdy ktoś obcy i to w tym wieku nie wyrecytował mi tego prosto w twarz. Serce zabiło mi mocniej. Zamilkłem na dłuższą chwilę.-Do widzenia, powodzenia.-zachichotała. Przytuliła się do mnie. Wręczyła mi misia i odbiegła w nieznanym mi kierunku. Nie mogłem się otrząsnąć. Byłem w pozytywnym szoku. Słowa nieznajomej dziewczynki podniosły mnie na duchu.
-Harry! Wszystko okej?-Ujrzałem Elkę stojącą nieopodal. Wstałem jak na zawołanie.
-Emm...Tak, tak. Już idę.-Ruszyłem za nią. Starałem się na moment wyrzucić wydarzenie sprzed minuty z pamięci. Kilka pięter wzwyż, parę korytarzy i miniętych sal i trafiliśmy do właściwej. Michell siedziała ubrana w przewiewną sukienkę na boku łóżka, rozmawiając z przyjaciółmi zebranymi w wianuszku dookoła. Włosy miała rozpuszczone, chyba pierwszy raz od trafienia do szpitala. Na twarzy miała wymalowaną radość. Nie dziwiłem się jej, czekała na to bardzo długo. Odłożyłem pluszaka na szafkę. Zbliżyłem się do dziewczyny i musnąłem jej usta delikatnie, lecz namiętnie.
-Hej, skarbie.-Podałem jej bukiet kwiatów, który kupiłem wcześniej.
-Cześć. Dziękuję, są piękne.-Rozpromieniła się jeszcze bardziej. Zmieniła się, zdecydowanie. Nie tylko fizycznie, ale i duchowo. Stała cierpliwsza, co wcześniej zdawało się niemożliwe, wesoła, zabawna, współczująca. Wiele pozytywnych cech nabrała podczas pobytu w placówce. Jednak martwiłem się o nią mimo wszystko. Przez prawie dwa miesiące nie miała styczności ze światem zewnętrznym, bądź mediami. Byłem przekonany, iż odzwyczaiła się od wywiadów, fotografów, pytań, tabunów ludzi wokół. Miałem podejrzenia, że może się tym wystraszyć i znów stanie się coś niechcianego. Przyznam, że niemiernie stresowałem się tamtym dniem.
-Gotowa?-zapytał Louis. Rozejrzała się po naszych twarzach szczęśliwa.
-Tak, zdecydowanie.-Brzmiała niezwykle pozytywnie. Nie było się co jej dziwić. Starałem się cieszyć jej reakcją, lecz nadal tkwiła we mnie ta nieprzyjemna obawa.
-To chodźmy.-Zachęcił Luke.
-Tak.-zgodziła się. Cal oraz brat Chelly zabrali się za torby niebieskookiej. Objąłem ukochaną. El, Lou, Niall, Tatiana ruszyli przodem. Kolejno Calum i Lu. Na samym końcu Michi ze mną. Podziękowaliśmy jeszcze kilku lekarzom i pielęgniarką. Zbliżaliśmy się do wyjścia. Na szczęście mieliśmy kilku ochroniarzy, którzy odpychali dziennikarzy na bok. Zerknąłem na Michell, jej mina nie zmieniała się. Nadal była pozytywna. Zaskoczyła mnie tym. Kiedy wyszliśmy nie wydawała się przytłoczona, wręcz przeciwnie wyglądała jak ryba w wodzie. Zgrabnie minęła wszystkie przeszkody.
-Jak się pani czuje?-Padło pytanie.
-Dobrze, dziękuję.-Wsiadając do samochodu odpowiedziała. Pomachała jeszcze ludziom i odjechaliśmy. George podwiózł nas pod sam dom. Tym razem blondyneczka wysiadła pierwsza, ja za nią i reszta. Nabrała powietrza i wypuściła je powoli. Widać było, iż delektuje się piękną letnią pogodą. Weszła do salonu. Natychmiast usłyszałem jej radosny pisk. Kiedy zajrzałem do środka zobaczyłem jak rzuca się na szyję Ahton'owi.
-Ash! Michael!-Później przytuliła Mi.-Daisy! Cindy!-Następne w kolejce były dwie siostry. Przywitała jeszcze Liam'a, Soph, Zayn, Perrie oraz Emily.
-Rebecca.-przedstawiła się niska kobietka o różowych włosach.
-Michell, miło mi cię poznać.
-Niespodzianka.-Objąłem ją i pocałowałem w głowę.
-Najlepsza na świecie. Dziękuję ci.-Obdarowała mnie słodkim całusem. Zapowiadało się dobrze, szkoda, że nie do końca tak było...




Hej! Dzisiaj zaczynam o tak! :) Mam nadzieję, że rozdział się spodoba i nie jest taki najgorszy! :3 Tyle, że jak na złość znów mnie choroba rozbraja :'( A wczoraj jeszcze było okej, a przez krótkie spodenki wszystko szlak jasny trafił :/! Już chcę wyjść z tego durnego łóżka :(! Życzcie mi zdrowia :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz