-Mała, musisz pogadać z Kit, tak samo jak z Tomlinson'em.-Poradził patrząc mi prosto w ślepia. Westchnęłam tylko. Zdawałam sobie sprawę, iż ma rację...
***
-Wiem, Gebbie, wiem.-Przetarłam twarz dłońmi. Ruszyłam się przebrać w coś bardziej wyjściowego, abym nie trafiła do jakiejś gazety ze zdjęciem alla "potwór z bajora". Pomalowałam nieco rzęsy i mogłam iść. Pożegnałam brata, gdyż Lou zaszył się w swoim pokoju. Najpierw chciałam porozmawiać z Kitty. Zapukałam do drzwi jej mieszkania.
-No hej.-przywitała mnie ze zdziwieniem.-Coś się stało? Dziwnie brzmiałaś przez telefon.-Wpuściła mnie do środka.
-Możemy przejść do salonu?-zapytałam.
-Jasne, proszę.-Obie rozsiadłyśmy się naprzeciwko siebie. Stresowałam się. Nie miałam pojęcia jak zareaguje, gdyż była to świeża sprawa. Wiem, że to może nie mieć nic do rzeczy, że nowa czy stara, ale kurde zależało mi na znajomości z Louis'em.
-Kit, mam ci coś do powiedzenia.-odezwałam się.
-To już wiem. Nie trudno się domyślić.-rzekła.
-No w sumie racja. Em...No, bo ja wczoraj byłam na tej imprezie u Gebe'a i poznałam tam Lou. No i w sumie to bardzo go polubiłam, chyba z wzajemnością. Nawet przez myśl mi przeszło, że może być z tego coś więcej. A, gdy tylko dowiedziałam się, że to ten, który cię "zdradził"...-Namalowałam cudzysłów w powietrzu, ponieważ wiedziałam, że wcale tak nie było.-Serce mi pękło. A teraz ja kompletnie nie wiem co mam czuć, a co robić i w ogóle. Jestem załamana. No bo on mi się podoba, ale z drugiej strony nie chcę cię ranić i zaprzepaszczać naszej przyjaźni i...-Zaczęłam nawijać jak katarynka. Nie umiałam zatrzymać fali słów, jaka zaczęła ze mnie wypływać. Na szczęście Kitty zdołała mnie zatrzymać.
-Stój.-przerwała.-Rozumiem.-uśmiechnęła się do mnie. Pomrugałam kilka razy, aby upewnić się, że nie mam zwidów. Byłam zszokowana.-I doceniam to, że masz odwagę mówić mi o tym otwarcie. Spokojnie, daję ci wolną rękę. Uwierz mi, mnie to nie boli. Ale jego zaboli, jeżeli potraktuje cię jak mnie. Chcę twojego szczęścia, a po raz pierwszy od dawna, widzę iskierki w twoich oczach. Mała, ja chcę dla ciebie jak najlepiej. I naprawdę, jeśli dzięki niemu staniesz się weselszą wersją siebie...Weźcie ślub i miejsce gromadkę dzieci i psa, no i piękny dom nad oceanem na Florydzie.-zażartowała przytulając mnie.
-Jesteś najukochańszą najlepszą przyjaciółką na całym świecie.-wymruczałam jej do ucha. Serce łomotało mi z uwagi na to jakie miałam szczęście trafiając na taką dziewczynę. -Dziękuję. Ale czy jesteś pewna, że będziesz znosiła jego obecność obok?-Spojrzałam jej w oczy. Nie zauważyłam tam żadnego żalu.
-Chyba, wiesz, że w moim morzu pływa dużo rybek i chyba niekoniecznie przejmuje się przeszłością. A to, że wczoraj płakałam było efektem zbliżających się kobiecych dni i wspomnień, które może wcale aż mnie tak nie dotknęły. Chyba po prostu miałam gorszy dzień. Misiek, serio macie moje błogosławieństwo.-Pogłaskała mnie.-No. A teraz leć do niego i flirtuj, jakby miał to być twój ostatni dzień twojego życia.-Pocałowała mnie w policzek.
-Dziękuję.-Odwzajemniłam jej gest i ruszyłam do wyjścia.-Kocham cię!-krzyknęłam już w progu.
-A ja ciebie!-chichocząc odpowiedziała. Po jakimś czasie znalazłam się pod apartamentowcem brackiego. Już miałam wchodzić do budynku, kiedy zderzyłam się z kimś. Oboje upadliśmy na ziemię.
-(T.I), przepraszam cię bardzo. Nie zauważyłem cię.-Usłyszałam przerażony ton Lou. Powstał i pociągnął mnie do góry jedynym sprawnym ruchem.
-Nic się nie stało, ja też nie uważałam.-Otrzepałam swoje ubrania z kurzu.-Wow, silny jesteś.-przyznałam.
-Dzięki.-zaśmiał się. Ah, jak ja uwielbiam jego rechot. A ten uśmiech...-Rozmarzyłam się w myślach.-Chyba musimy pogadać.-rzekł.
-Chyba tak.-zgodziłam się.
-Chodź, niedaleko jest mała kafejka.-Objął mnie. Przyznam, że było za szybko na takie gesty, ale nie umiałam zaprotestować. Ciągnęłam do bruneta jak magnez, nawet nad tym nie panowałam. Bardzo, ale to bardzo mi się podobał. Zamówiliśmy ciepłe napoje.-(T.I), wiem, że Kitty to twoja przyjaciółka i jeżeli ty nie...-zaczął.
-Lou.-przerwałam mu.-Rozmawiałam z nią. Jest okej. Obie nie mamy nic przeciwko temu co się własnie dzieje.-Jego twarz rozpromieniła się na moje słowa. Nie byłam w stanie nie odwzajemnić tego gestu.
-Poważnie?-uradowany upewniał się.
-Tak.-zachichotałam. Powstał. Dołączyłam do chłopaka, gdyż widziałam co zamierza. Przytulił mnie. Nawet nie wiem kiedy straciłam grunt pod nogami. Niespodziewanie wpił się w moje usta. Poczułam motyle w brzuchu.
Wiecie co? Jesteśmy ze sobą już osiem lat, jesteśmy po ślubie, mamy dwójkę dzieci i wspólny dom, a ja nadal czuję to za każdym razem, kiedy łączy nasze usta w jedno. Kocham go...
Hej! Dzisiaj tak zaczynam :) Mam nadzieję, że się spodoba :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Hej, czemu nie napisałaś, że mają pięknego domu na Florydzie?????
OdpowiedzUsuńHeh
Świetne zakończenie!
Czekam na next
Ale niech będzie piękny dom:)
UsuńNa niańce nowy rozdział<3
Haha :D No nie wiem jakoś tak ;) Jasne, mają piękny domek na Florydzie, nawet z basenem :D
UsuńStaram się dokończyć twojego imagina, ale zaraz wychodzę, więc może pojawić się stosunkowo późno ;)
Wow, wyleciało mi z głowy żeby skomentować a czytałam :P Przepraszam, już tam lecę :*
xx
Ooooo cudowny. Jak ja kocham happy end'y :-)
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci <3 Bardzo się cieszę :*
UsuńJa też lubię happy end'y :) Ale smutne koffam chyba bardziej, no cóż taka moja natura :))
Buziaki xoxo