poniedziałek, 5 października 2015

Imagin Harry

- Pięć, sześć, siedem i...- po raz kolejny usłyszałam odliczanie dające znak, aby znów powtórzyć układ. Dawałam z siebie wszystko, a nawet więcej. Muzyka docierała do moich uszu nadając tempo ruchom mego ciała. Kompletnie zatraciłam się w tańcu i skupiłam się tylko na dokładności. Czułam, że żyję, że to życie ma sens. Tyle emocji mnie przepełniało. Było cudownie.- Dobrze! Tak, właśnie tak! - krzyczał trener. Godzinami ćwiczyliśmy tą samą choreografię. Dochodziła osiemnasta, więc wszyscy, łącznie z trenerem, po pracy udali się do swoich domów. Zostałam zupełnie sama na sali, z resztą jak zawsze. Co dzień przynajmniej trzydzieści minut dłużej dodatkowo ćwiczyłam. Wtedy kompletnie mnie ponosiło. Nogi same sunęły mi po parkiecie. Nie liczyło się nic po za tym co czyniłam. Kiedy już skończyłam mogłam dumnie się uśmiechnąć. Zachichotałam szczęśliwa. Zbliżyłam się do lustra, poprawiłam włosy i złapałam za torbę leżącą obok. Zgasiłam światło. Przy wyjściu sięgnęłam po płaszcz, który zaraz trafił na moje ramiona. Zakluczyłam wejście i ruszyłam w kierunku swojego bloku. Liście co moment przebiegały moją drogę. Pewna siebie kroczyłam w doskonałym humorze.
- Laleczko! - usłyszałam za sobą. Kąciki moich usta automatycznie opadły. Znałam ten głos. Nie miałam zamiaru się odwracać. Byłam już tak blisko domu. Przyspieszyłam kroku. Biegł za mną, poczęłam uciekać. Czułam, że nie mam szans. Zatrzymałam się i zwróciłam twarzą do chłopaka. Dzieliło nas może z pięćdziesiąt centymetrów. Bałam się go, ale miałam odwagę aby spojrzeć w te kłamliwe ciemne oczy.
- Czego ty wciąż ode mnie chcesz, Zayn? - z wyrzutem zapytałam.
- Ciebie - szyderczo wydusił. Swąd alkoholu oraz papierosów bił od Mulata. Ujął moją dłoń, wyrwałam ją z mocnego ścisku Malik'a. To tylko nasiliło agresję chłopaka. Złapał mnie za ramiona.
- Przestań! - próbowałam jakoś się uratować, lecz przegrywałam tą walkę.
- Gdy tylko z tobą skończę - wymruczał w znaczący sposób. Szarpałam się z Zayn'em, ale marne moje starania. Nie był to pierwszy raz, mimo, to tamten wydawał się mieć tragiczny dla mnie koniec. Nigdy nie dochodziło do takiego etapu.
- Puść ją! - męski głos dobiegł zza pleców Mulata. Ten wykonał nakaz, by przekonać się kto śmie się do niego odzywać. Cofnęłam się kilka kroków oddychając przyśpieszenie. Ujrzałam wysokiego bruneta z burzą loków na głowie. Światło padające z latarni ulicznej nie obejmowało nieznajomego, więc nie mogłam go rozpoznać. Czekałam na rozwój sytuacji. Widziałam wściekłość rozpierającą Malik'a po jego postawie.
- Kim ty jesteś, żeby mówić mi co mówić?! - zabełkotał. Mój wybawca stanął w świetle. Pierwsze co ujrzałam to, wyraźne rysy twarzy. Przypomniał mi kogoś, tyle, że nie mogłam rozgryźć kogo. Z poważną miną wpatrywał się w ciemnookiego. Wyglądał spokojnie, ale bardzo stanowczo.
- A kim ty jesteś, żeby tak traktować kobietę? Jesteś z tego dumny człowieku? Jesteś nawalony jak beka i myślisz, że możesz wszystko? Lepiej odejdź z pokorą przepraszając piękną panią, zanim zainterweniuję - ostrzegł. Serce mi łomotało. Kompletnie nie znałam dalszego scenariusza i szczerze nie miałam ochoty go poznawać.
- Wal się pseudo kozaku - prychnął Mulat. Wiedziałam, że nie będzie dla niego happy end'u.  Lokaty zbliżył się do Zayn'a. Zanim Malik zdążył zareagować, ten złapał go za kark i rzucił na ziemię. Wyglądało to jakby mój wybawca ucisnął jedną z żył napastnika, co sprawiło, że ten zemdlał. Z rozszerzonymi oczami obserwowałam zajście. Stałam jak wryta obserwując spoczywającego na trawie ciemnookiego.
- Nic ci nie jest (T.I)? - usłyszałam. Ocknęłam się. Spojrzałam w oczy nieznajomego. Chłopak przeważał wzrostem o jakieś dziesięć centymetrów, a ja nadal nie byłam pewna co do jego twarzy. Trwaliśmy na lekkim dystansie od lamp, więc ciemność nie ułatwiała sprawy.
- Skąd znasz moje imię? - oszołomiona wydukałam. Znów zaczęłam się bać.
- Znam cię od dziecka, jakbym mógł je zapomnieć? - prychnął.
- Co? - jęknęłam. Nic z tego nie rozumiałam. Niespodziewanie podwinął swój rękaw i przystawił do światła jakie jeszcze docierało do jego pleców. Ujrzałam wytatuowany znak przypominający mi dzieciństwo. Oczy natychmiast zaszły mi łzami.
- H...Harry? - nie dowierzałam. Zakryłam usta dłonią. Nie mogłam uwierzyć.
- We własnej osobie - dopiero wtedy zrozumiałam z kim rozmawiam.
- Ale... - zająknęłam się. Szybko wpadłam w ramiona Styles'a.
- Niespodzianka maluchu - zaśmiał się.
- Tak bardzo za tobą tęskniłam - przyznałam płacząc ze szczęścia. - Ale co ty tu robisz? - wyszeptałam smutno.
-Wróciłem - oznajmił. Uwolniłam nas od uścisku i cofnęłam się dwa kroki.
- Dlaczego? - jęknęłam.
- Skończyłem dziewiętnaście lat, (T.I). Skończyłem tą szkołę i teraz wszystko zależy ode mnie. Postanowiłem tu wrócić - wyznał.
- Nie - zaprotestowałam cicho. - Nie możesz. Nie możesz tak po prostu porzucić marzeń dla mieszkania w Londynie. Tam masz więcej możliwości... - płakałam, sama nie wiedziałam czy ze szczęścia, czy ze smutku.
- (T.I), to moja decyzja i długo nad tym myślałem. Uwierz, nie znasz wszystkiego co spotyka ludzi tam. To niebezpieczne i niepewne niczego miejsce. Nie chcę tam wracać tylko dla czegoś, co robi miliony ludzi, do tego sto razy lepiej. Chciałem tu wrócić, więc jestem i nie wyjadę. Musisz to zaakceptować, bo ty też się tutaj nie spełniasz- rzekł. Miał rację, to niewątpliwe. Spuściłam głowę i znów wtuliłam się w przyjaciela. To nieprawdopodobne jak bardzo tęskniłam. Objął mnie i ruszyliśmy w kierunku mojego domu rozprawiając o wszystkim i niczym, zupełnie jak za dawnych czasów. Znów czułam się jak mała dziewczynka z piaskownicy szalejąca z chłopczykiem z klasy na placu zabaw. Znaleźliśmy się w moim mieszkaniu, które było wolne odkąd rodzice przeprowadzili się na drugi koniec miasta, tuż po moich osiemnastych urodzinach. Na tamtą, więc chwilę żyłam samotnie od niemal roku. Hazz dobrze znał tamto miejsce, niegdyś spędzaliśmy tam większość czasu. Usiedliśmy na sofie i przy ciepłych napojach wymienialiśmy zdania na różne tematy. Serce biło mi jak oszalałe podczas konwersacji, brakowało mi naszych pogaduszek od serca. Siedzieliśmy pod jednym kocem bardzo blisko siebie, co wcale nas nie krępowało. Znaliśmy się na tyle, że mogliśmy ufać sobie nawzajem. Nastała chwila ciszy. Nasze spojrzenia się spotkały. Czułam jak dystans pomiędzy naszymi twarzami maleje. Harry wplótł dłoń w moje włosy, a nasze usta się spotkały. Motyle w moim brzuchu mnie rozpierały. W tamtej chwili zrozumiałam, że nasza wieloletnia znajomość była czymś więcej niż tylko przyjaźnią, że już dawno przerodziło się to w miłość. Z każdą chwilą nasze pocałunki nabierały na namiętności. Żadne z nas nie chciało przestawać. Oboje pragnęliśmy uczucia.
Obudziłam się obok Harolda przykutego do moich pleców. Uśmiechnęłam się do samej siebie. Nie mam pojęcia skąd wiedziałam, że nie śpi.
- Harry co teraz będzie? - odezwałam się.
- Zależy co masz na myśli - odparł drocząc się ze mną.
- O nas, o naszą wspólną przyszłość. Czy będziemy razem? - zapytałam niepewnie.
- Chciałbym, bardzo bym chciał. Reszta zależy od ciebie - odpowiedział pewnie. Szybko zwróciłam się twarzą do zielonookiego.
- Nawet sobie tak nie żartuj - zachichotałam całując go.
- Czyli oficjalnie jesteśmy parą? - upewnił się.
- Tak - zgodziłam się.
- Wiele razy wyobrażałem sobie ten moment, aż w końcu, po piętnastu latach nastał i wiesz co? Nie mógłbym być bardziej szczęśliwy - ucałował czubek mojej głowy. - (T.I) kocham cię - wyznał.
-Też cię kocham Harry- odpowiedziałam spokojnie układając głowę na jego nagiej klatce piersiowej. Dumnie mogłam powiedzieć, że po raz pierwszy pokochałam kogoś bardziej niż taniec, że znalazłam drugi i chyba ważniejszy sens życia. Hazz miał rację ~ nie mogłabym być bardziej szczęśliwa...



Hejka! Oto taki imagin na luzie ;) Mam nadzieję, że się spodoba :3  Nienwiem czy dzisiaj się jeszcze coś pojawi :/ Jestem w szkole i wstawiam tak na szybko Kochani, oby dało się przeczytać :^^

Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

3 komentarze:

  1. Awww, dzielny Hazzu!
    Taki kochany.
    Spotkanie po latach musiało się jakoś skończyć.
    Cieszę się, że są razem, taki happy end!:)
    Powodzenia w szkole <3

    OdpowiedzUsuń