Pod budynkiem zamieszkałym przez Styles'ów rzeczywiście czekali już foto reporterzy. Sprawnie ich ominęłyśmy i wparowałyśmy do środka.
- Chcecie mi coś powiedzieć? - w korytarzu natrafiłyśmy na wściekłego Hazz'ę.
- Harry... - zaczęłam. Nie zapowiadało się wesoło...
***
- Mogło się wam coś stać, zwłaszcza tobie - oschle rzekł.
- Przepraszam - spuściłam głowę.
- To nasza wina - wtrąciła się Gemma.
- Nie prawda - zaprotestowałam.
- Michell ... - zaczęła Anne.
- Nie, sama się na to zdecydowałam - nie pozwoliłam jej, aby się obwiniała. Spojrzałam na Harold'a, który nadal nie tracił powagi. W jego źrenicach mieszało się kilka emocji. Złość, strach, zawód, miłość, troska, ale żadna z nich szczególnie nie przeważała.
- Masz zakaz wychodzenia samotnie z domu - oznajmił surowo. Myślałam, że się przesłyszałam. Wtedy mnie coś trafiło.
- Słucham? - jęknęłam nie dowierzając. - Nie pozwolisz? Harry, kocham cię i chcę z tobą być, ale nie możesz dyktować mi jak, kiedy i z kim, rozumiesz? Już to przerabiałam i dziękuję za powtórkę. Nie możesz mi niczego zakazywać, nie jesteś moim panem, a ja nie jestem twoją podwładną i nigdy ją nie będę. Myślałam, że jesteśmy na zupełnie innym etapie... Najwyraźniej się pomyliłam. Przepraszam, że chcę funkcjonować jak normalny człowiek i wychodzić z domu, a nie tak jak mój szef mi każe - zakończyłam recytowanie z nutką sarkazmu. Nie przeszkadzał mi fakt, iż jego matka i siostra stoją obok, po prostu wdeptałam go w ziemię. Chociaż to może zbyt brutalne stwierdzenie... W każdym razie, odpowiedziałam mu tak, aby poczuł, że popełnił błąd mówiąc to. Szybkim krokiem ruszyłam na górę i złapałam za komórkę. Zamknęłam się w łazience i wybrałam numer do siostry.
- Tak? - po drugiej stronie usłyszałam głos Niall'a.
- Emm... Nialler? Możesz dać mi do telefonu Tats? - zapytałam zdziwiona.
- Jesteśmy na USG, więc nie bardzo - odparł ze skruchą.
- Ah, rozumiem. I jak dzidzia? - uśmiechnęłam się sama do siebie na myśl o tym, że niebawem zostanę ciocią.
- Bardzo dobrze, maluch zdrowy - zarechotał blondyn.
- To wspaniale, pozdrów ich. Powiedz Tatian'ie, żeby oddzwoniła do mnie w wolnej chwili - poprosiłam.
- Dzięki, przekażę. Pa - pożegnał mnie radośnie cmokając na koniec.
- Cześć Horan - zachichotałam. Strasznie chciałam pogadać z kimś bliskim, potrzebowałam rozmowy. Padło na Luke'a.
- Jak tam? - odebrał.
- Ahh... - westchnęłam. Jak zwykle minęły dwie godziny zanim wymieniliśmy się swoimi żalami i pocieszaliśmy się nawzajem. Pomogło mi to. Postanowiłam wziąć prysznic i przebrać się w piżamę, gdyż i tak nastała godzina 20.00. Kiedy byłam już gotowa i wyszłam z toalety, w sypialni zastałam Harold'a. Siedział na łóżku wpatrując się w podłoże. Nie zwracając uwagi na chłopaka odłożyłam swoje ubrania do walizki. Już miałam wychodzić, kiedy ujął mój nadgarstek. Odwróciłam się i spotkałam z jego przepełnionym poczuciem winy spojrzeniem.
- Michi, wybacz. Źle to zabrzmiało - przyznał. - Nie chciałem tego tak ująć. Przepraszam. Zachowałem się jak kretyn. Nie jesteś moją własnością, wiem to. Po prostu strasznie się o ciebie boję po tym wszystkim i dzisiejszy dzień wzbudził we mnie tyle emocji, że ... Nie umiem nawet tego zobrazować. Przepraszam, nie chcę się już kłócić - nie umiałam nie wybaczyć zielonookiemu.
- Dobrze Harry, ale nigdy więcej - pogroziłam mu palcem.
- Obiecuję, kochanie - ucałował mój policzek. - A teraz zapraszam na kolację! - przerzucił mnie sobie przez ramię i zniósł na dół.
- Nie lubię jak nosisz mnie jak worek ziemniaków - prychnęłam.
- Noszę cię jak worek z milionem dolarów słoneczko - zażartował.
- Zabawne - parsknęłam. Na stole pojawiły się same smakołyki. Oczywiście, starałam się zjeść jak najwięcej i zdecydowanie szło mi coraz lepiej. Kolacja we czwórkę minęła przyjemnie, choć na początku panowała lekko niezręczna atmosfera. Kolejno udałam się z Hazz'ą do pokoju na piętrze, gdzie obejrzeliśmy film i zasnęliśmy.
Późniejsze dni zapowiadały się ciężko, przez huczące o mnie media. Wypisywali przeróżne głupoty. Kilka razy przyczyną mojego zasłabnięcia było poronienie, choć nawet nie byłam w ciąży. Poważnie, to co podawali niczego nieświadomym ludziom było niedorzeczne. Jednak starałam się żyć jak najnormalniej. Wszystko stopniowo cichło.
Po tygodniu spędzonym w Holmes Chapel mieliśmy wylecieć do Mullingar, lecz postanowiliśmy zostać przez jeszcze trzy dni. Właśnie wybrałam się z Harry'm na spacer, kiedy zadzwonił mój telefon. Odebrałam, a kiedy dotarło do mnie to co usłyszałam, urządzenie roztrzaskało się o beton pode mną. To niemożliwe! - krzyknęłam w myślach...
Hejka! Wybaczcie, że wczoraj nic nie było, a dzisiaj tak krótko i późno, ale wczoraj trening, dzisiaj pogrzeb mojej wychowawczyni z podstawówki i tak o :'( Mam nadzieję, że rozdział bardzo nie rozczaruje ;) Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Zapraszam do składania zamówień! :D
To...
OdpowiedzUsuńNaprawdę okropne. Mam na myśli to co on zrobił.
Świetnie wszystko opisałaś, musiałam przeczytać to w dzień, bo w nocy zapewne bym nie zasnęła, to dziwne, bo po horrorze nie mam z tym probelmu:)
Zdecydownie bardzo drastyczne..,
Nie wiem czemu, ale wyobraziłam sobie, że tym szaleńcem jest Harry. Nie pytaj czemu. Tak po prostu: )
Lecę dalej!<3
PS. TO WYŻEJ, to kom do poprzedniego postu, gdyż nie chciało się tam opublikować. Noe wiem czemu...
UsuńOk. Teraz tutaj.
Wcale nie dziwię się zachowania Hazzy. Ani trochę. Ale trochę źle zabrzmialo to masz zakaz. I Mich też się nie dziwię.
Ale dobrze, że się pogodzili:)
Ale co znaczy to niemożliwe? ;)
U mnie na no control nowy rozdział! <3
No to skoro tak zachęcasz, to ja składam zamówienie!:)
UsuńŻyczę sobie Lou i Li taki połączony, ale Lou na pierwszym miejscu oczywiście. Może być jakiś gang, albo bad boy, czy coś takiego.
W sumie przeczytam wszystko co napiszesz!<3
Jezeli chodzi o pierwszy komentarz to dziekuje Ci bardzo, przyznam ze tez wyobrazilam sobie tam Harold'a :)
OdpowiedzUsuńCo do LSA... Dziekuje Ci bardzo i zgadzam sie z Toba ;3 A to "niemozliwe" - na razie nie moge zdradzac ale nie bedzie wesolo :*
Zamowienie przyjmuje z checia i postaram sie napisac je jak najszybciej ;))
Sciskam xoxo
No domyślam się, że nie będzie wesoło...
UsuńBędę czekać: )