- Jak na razie to nic o tym nie wiem - zaśmiałam się nerwowo. Nie mogłam zaprzeczyć, bo mogłaby źle o mnie pomyśleć, ale nie mogłam także potwierdzić i dawać jej, tym samym, nadziei.
- Na razie - podkreśliła uśmiechając się znacząco. Jednakże, ja nie wiedziałam o co chodzi...
***
Pozostało mi jedynie się uśmiechać. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, aby nie być niegrzeczna. Zapadła chwila ciszy. którą wolałam od niezręcznych pytań. - Gdyby cokolwiek miało się wydarzyć to pamiętaj, że zawsze jestem do twojej dyspozycji kochana i służę pomocą - ułożyła dłoń na moim udzie.
- Dobrze, dziękuję - skinęłam głową.
- Michell! - do pomieszczania wparowała uradowana Gemma ~ siostra Hazz'y.
- Hej Gem - przywitałam ją uściskiem.
- Dawno cię nie widziałam - rzekła zduszonym,przez przytulenie,głosem.
- Tęskniłaś? - zachichotałam.
- Bardzo - wspólnie wybuchnęłyśmy śmiechem. - Opowiadaj jak się czujesz - nakazała siadając na krześle obok swojej mamy. Również posiadłam swoje wcześniejsze miejsce.
- Lepiej, dobrze - odparłam spokojnie.
- Mam ci bardzo dużo do powiedzenia - podekscytowana ujęła moje ręce. W tamtym momencie dołączył do nas mój chłopak.
- Cześć siostra - cmoknął Gemm'ę w polik.
- Siema brat - odrzekła.
- O czym tak sobie,trzy najważniejsze kobiety w moimi życiu,rozmawiają? - ciekaw zapytał wtulając się w moje plecy. Wymieniłam niepewne spojrzenie z Anne.
- O wszystkim i niczym - surowo odpowiedziała, dając mu tym do zrozumienia, żeby nie kontynuował dochodzenia.
- Tajemniczo - podsumował prostując się. - Głodny jestem - poinformował.
- Tak? To świetnie, akurat zrobisz kolację - oznajmiła matka Styles'a. Uwielbiałam to, jaki wpływ miała na syna. Nie oszczędzała go. Nie mógł pozwolić sobie na lenistwo, czego w sumie przeważnie nie robił, ale jednak w domu rodzinnym miał rygor. Podziwiałam Anne, że potrafi tak zmusztrować faceta. który jest typem wolnego ptaka i "niezależność" to jego motto. Mi nie udawało się tak zwerbować ukochanego.
- Emm... Dobrze mamuś - skruszonym tonem zgodził się, co wydawało mi się niesamowicie urocze.
- A my przejdziemy się na małe zakupy - zaproponowała brunetka. Zerknęłam na loczka.
- Nie wiem czy to dobry pomysł - odezwałam się niepewnie.
- Dlaczego? - wtrąciła się Gemma.
- Media nas śledzą, fanki, pytania... Miejsca publiczne są na tą chwilę nie najlepszą opcją, jeżeli chodzi o naszą dwójkę - wyjaśnił zwięźle Harold.
- Jest 19.30, do tego to Holmes Chapel, tu mało kto kręci się o tej porze po galeriach - powiedziała Anne.
- Mamo...
- Nie - przerwałam zielonookiemu. - Pójdę, muszę w końcu stawić temu czoła. Po za tym nie będę sama - stwierdziłam. Wstałam i złapałam za chłopaka za łokcie, aby go przekonać.
- Pewna jesteś?
- Tak, kochanie jestem pewna - uśmiechnęłam się delikatnie.
- No dobrze - pocałował mnie namiętnie.
- To ruszajmy - G klasnęła w dłonie. Po kilkunastu minutach jechałyśmy samochodem siostry Hazz'y, kierując się do centrum. Stresowałam się, lecz nie chciałam dawać tego po sobie poznać. Znalazłyśmy się w pierwszym sklepie. Nic się nie wydarzyło, kasjerka rozpoznała mnie, ale zachowywała się normalnie i traktowała jak zwykłą klientkę z czym niektórzy sprzedawcy miewali problemy. Wszystko szło dobrze. Znalazłyśmy się w butiku. Przed wejściem nie zauważyłam nazwy, ale kiedy zrozumiałam, że moja twarz reklamuje tam markę, pożałowałam odwiedzin sklepu. Pracownice obskakwiały mnie komplementując i odpowiadając jaką jestem dla nich inspiracją, czego nigdy nie rozumiałam, ale cóż. Przedstawiały mi przeróżne ubrania i nie dawały spokoju. Czułam się osaczona. Nie było mi z tym dobrze, co chyba jasne. W pomieszczeniu zaczęło przybywać osób. Wszyscy wchodzili tylko dlatego, że ja tam byłam. Przekrzykiwali się nawzajem w zadawaniu mi pytań, których nawet nie słyszałam. W tłumie zgubiłam Anne i Gem. Kompletnie nie wiedziałam gdzie jestem. Na szczęście po jakimś czasie, zainterweniowała ochrona i odpędziła ode mnie stado fanów. Zrobiło mi się słabo. Usiadłam na sofie przy przymierzalniach.
- Czy mogłaby pani podać mi wodę? - zapytałam jedynej spokojnej ekspedientki. Po chwili zjawiła się z butelką lodowatej H2O. Pomogło.
- Mogę coś jeszcze dla pani zrobić, panno Robinson? - odezwała się przejęta moim stanem.
- Znalazłaby pani mamę i siostrę mojego partnera? - niepewnie zapytałam.
- Te dwie panie z którymi pani tu... ?
- Dokładnie - przytaknęłam. Skinęła głową i zniknęła z mojego pola widzenia. Do sklepu nie mieli wstępu ludzie, których zatrzymywała ochrona, a ja słyszałam jedynie pisk i płacz, co wynikało z braku możliwości poznania mnie. Oczywiście, że nie czułam się z tym dobrze, ale nie mogłam nic wskurać, gdyż taka ilość osób to dla mnie za dużo. Po jakichś dwudziestu minutach ujrzałam przed sobą An oraz Gem. Wydawały się przerażone.
- Nic ci nie jest? - zapytały wspólnie.
- Nie. Chcę już wracać - oznajmiłam.
- Jasne - zgodziły się.
- O tym więc mówiłaś? - zapytała blondynka prowadząc, już, auto.
- Mniej więcej, bywało gorzej - stwierdziłam bezsilnie.
- Chryste - westchnęła przejęta.
- Właśnie, a teraz pod domem będą sterczeli paparazzi każdego dnia, czekając tylko na zdjęcie ze mną - złapałam się za głowę.
- Przepraszam. Mogłyśmy nie wyciągać cię na te zakupy na siłę - wtrąciła się Anne.
- Spokojnie, to nie wasza wina. Sama chciałam tam iść - odparłam. Pod budynkiem zamieszkałym przez Styles'ów rzeczywiście czekali już foto reporterzy. Sprawnie ich ominęłyśmy i wparowałyśmy do środka.
- Chcecie mi coś powiedzieć? - w korytarzu natrafiłyśmy na wściekłego Hazz'ę.
- Harry... - zaczęłam. Nie zapowiadało się wesoło...
Hej! No to jestem :) Mam nadzieję, że rozdział się spodoba :) Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
A mogły go posłuchać..
OdpowiedzUsuńNo cóż przekonaly się,
Super rozdział
Czekam na next
Mogły :*
UsuńDziękuję :)
Niebawem :3
xoxo
Uuuuu to się porobiło :-P A trzeba się było słuchać Harry'ego. Ciekawe co zrobi? Czekamy na dalsze losy. :-)
OdpowiedzUsuńCzekamy :)
Usuńxoxo