czwartek, 15 października 2015

Uninhabited 7

- Myślisz, że nas znajdą? - zmieniłam temat. 
- Na pewno - pomasował dłonią moje ramie. 
- Nie wiem czy chcę wracać do rzeczywistości, tu jest tak magicznie - spojrzałam na niebo. 


- Tak, to prawda - czułam jak wpija wzrok w moją postać. - Tu jest magicznie - powtórzył szeptem...
***
Obudziłam się tuż obok Hazz'y w szałasie, który zbudował rano. Bezszelestnie wstałam i wyszłam poza teren naszego "obozowiska". Poprawiłam kucyk na głowie i westchnęłam. Uśmiechnęłam się na widok otoczenia. Zielone rośliny, słońce, ptaki śpiewały, cykady cykały, wszystko wydawało się idealne, takie beztroskie i łatwe, Chciałam przygotować coś na śniadanie, więc wybrałam się na poszukiwania czegokolwiek do zjedzenia. Udałam się na plażę. Do dzisiaj nie mam pojęcia jak to się stało, ale dałam radę samodzielnie złowić rybę. Złapałam za ostry kamień i rzuciłam w jedną z pływających blisko mnie. Przygniotło ją i zdechła. Kiedy wracałam obok mnie z palmy zleciał kokos, więc w wolą dłoń zabrałam i jego. Czułam, że to mój szczęśliwy dzień. Rozpaliłam ogień, co stanowiło nie lada niespodziankę, i upiekłam zdobycz z oceanu. Starałam się otworzyć kokos, ale nie udało mi się. Zabrakło sił. Nie należałam do obdarzonych mocnymi kończynami, więc nie do końca miałam predyspozycje, aby poradzić sobie z owocem drzewa palmowego. 
- Harry! - krzyknęłam opadając na niego. Powieki chłopaka zadrżały, aż spojrzał mi w oczy. - Dzień dobry! - wesoła przywitałam go. 
- Jesteś szalona - zaśmiał się. 
- Wiem - przytaknęłam. - i do tego zdolna - dokończyłam chichocząc. Usiadłam obok podekscytowana. 
- Co masz na myśli? - zapytał zaciekawiony. 
- Chodź i sprawdź - pociągnęłam go za rękę. 
- Wow, no nieźle. Nie spodziewałem się - wydał się bardzo zaskoczony. 
- Mam nadzieję, że nic nie sknociłam i nie jest surowe - przyznałam. 
- Jest okej - pochwalił po zjedzeniu swojej porcji. 
- To się cieszę - puściłam mu oczko. 
- Czarne chmury idą - zamruczał zaraz. Spojrzałam w górę. Miał rację, słonko zniknęło za ponurymi kłębiastymi chmurami na niebie. W tym samym momencie zagrzmiało tak potężnie, że myślałam, iż ziemia zaczęła drżeć. Moje źrenice natychmiast się rozszerzyły. 
- O nie, nie, nie, nie ... - zaczęłam się jąkać. 
- Co jest ? - zapytał niepewnie. 
- Bo ja potwornie boję się burzy - wyjaśniłam. 
- Poważnie? - zarechotał. 
- To nie jest zabawne - warknęłam. 
- Trochę jest - nie przestawał się śmiać. 
- Nie prawda - tupnęłam nogą. 
- Prawda - przekomarzał się ze mną. 
- Ehhh - wściekła wydusiłam. Zapewne musiało to wyglądać komicznie - blondynka w poszarpanych ubraniach, z wilgotnymi włosami, denerwująca się jak małe dziecko. Weszłam do szałasu i skuliłam się. Po kilku minutach zaczął padać deszcz. Na szczęście "dach" nie przeciekał, więc pozostawałam w pół mokra, nie całkowicie. Tak wiem, to głupie, ale niestety prawdziwe. Harold robił coś na zewnątrz, ale nie interesowało mnie z czym się zmaga. Po jakimś czasie znalazł się obok mnie i podał mi otwarty kokos. 
- Przepraszam - odezwał się. Nie należę do pamiętliwych osób, ale na pewno muszę coś przetrawić, żeby wybaczyć. Tamtym razem było inaczej. Nie umiałam gniewać się na niego, kiedy wpatrywał się czule w moje oczy. 
- Nigdy więcej - nakazałam i napiłam się mleka kokosowego, które smakowało wybornie. 
- Podaj mi rękę - poprosił. Zerknęłam na Styles'a niepewnie. Jednak ufałam mu, gdyż po tym co dla mnie zrobił nie mogłam wątpić w jego dobre intencje. Ujął moją drżącą ze strachu dłoń i pociągnął. Znaleźliśmy się pod ulewą. 
- Co ty robisz? - przerażona jęknęłam. 
- Pomagam ci przezwyciężyć strach, zaufaj mi - przyciągnął mnie bliżej siebie. - No chodź - prosił. - Pokażę ci jakie to piękne zjawisko - choć pioruny nad nami biły to on nie okazywał wzruszenia. Ja, szczerze, myślałam, że za moment zejdę z tego świata, ale obecność Hazz'y podtrzymywała mnie na duchu. Nie mam pojęcia gdzie dokładnie się znaleźliśmy, ale otoczenie wyglądało jeszcze piękniej w deszczu. Po długich namowach zaczęłam wspinać się na ogromne, rozłożyste drzewo. Chłopak dążył tuż za mną i pomagał mi, kiedy dalsza droga wydawała mi się niemożliwa do pokonania. Znalazłam się na szczycie. Zielonooki tuż obok. - Spójrz tylko - rzekł. Rozejrzałam się po krajobrazie rozciągającym się pod nami. Wszystko wyglądało pięknie. Kompletnie zapomniałam o burzy. Jeszcze nigdy nie widziałam czegoś tak zniewalającego. Zieleń pokrywająca wyspę bujała się we wszystkie strony synchronicznie, ocean szumiał głośno przy rozbijaniu się o brzeg. Nie przejmowałam się tym, że zaraz mogę zginąć. Mogłam umrzeć, bo byłam szczęśliwa. Uśmiechałam się tak szeroko, że zabolała mnie twarz. 
- Niesamowite - przyznałam. 
- Kiedy nabierzesz dobrych wspomnień z czymś, czego się boisz, automatycznie zaczyna się to stawać normalne i nie należy już do grupy fobii, zawiązanych w twojej głowie - odezwał się. 
- To wspomnienie, na pewno mi pomoże - mój wzrok ponownie spotkał się z jego zielonymi źrenicami. Nie mogłam uwierzyć jak świetnego człowieka miałam szczęście spotkać...


Hejka! Dzisiaj nawet wcześnie, bo nie wytrzymałam do końca w szkole i wróciłam do domu :/ Strasznie boli mnie brzuszek :( Nie wiem co się dzieje, ale mam nadzieję, że nic poważnego :( Mam nadzieję, że rozdział nie taki zły ;) Piszcie ;) 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 

5 komentarzy:

  1. Boli?:(
    Mam nadzieję, że już przeszło???

    Kolejny świetny rozdział!
    Fajnie, że Harry pomógł jej przezwyciężyć tą fobię o przeprosił.
    Super
    Czekam na kolejny<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety :/ Powoli przechodzi, ale ból nadal jest okropny :/
      Dziękuję :D
      Niebawem xx

      Usuń
    2. Oj, to niedobrze... Oby szybko ci w końcu przeszło! :(

      Usuń
  2. Extra cześć! Czekam na nowe części ;-)

    OdpowiedzUsuń