czwartek, 9 kwietnia 2015

Be my wonder 14

-Co więc dzisiaj robimy?-Starałam się jakoś zachowywać. 
-...Enis...-Zachłysnęłam się wodą.
-Co?!-Z lekkim oburzeniem wypaliłam odstawiając szklankę.
-Tenis.-powtórzył. Naprawdę, tylko mi Nobla dać. 
-No tak, przepraszam.-Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Znów ukrywałam się za blond falami.
-Widzę, że mamy brudne myśli.-Zarechotał. Wtem zauważyłam, że on cały czas próbuje wywołać na mojej twarzy uśmiech. Stara się po prostu mnie rozluźnić i rozweselić. Dopiero wtedy do głupiej mnie to doszło. Kiedy dotarło to do mnie zwyczajnie zachichotałam. Rzeczywiście poczułam się nieco swobodniej z tą myślą.-Później obiad i...O! Dobrze się składa, że masaż.-Odłożył telefon, z którego czytał nasz plan, na stół. 
-A czemu to dobrze?-zapytałam zdziwiona.
-Bo spałaś na dworze i kark może nieco cię boleć od podpierania się na ramie fotela.-odpowiedział. Nie powiem, ale mnie zamurowało.-Ładne rzeczy gadasz przez sen.-Tym tekstem, dobił mnie, kompletnie...
***
-Ymm...Słucham?-jęknęłam. Nie miałam pojęcia jak się zachować. Mogłam wygadywać jakieś głupoty. Przy nim zachowywałam się raz normalnie, innym razem byłam nieśmiała. Jednak miałam jeszcze jedną stronę. A mianowicie tą zboczoną. Często przez głowę przebiegały mi brudne myśli. Nie to, żebym była jakąś nimfomanką. Zwyczajnie stanowiło to dla mnie żarty. Wiem dziwne i głupie poczucie humoru, jeżeli w ogóle można tak to nazwać. 
-Nic, nic. Spokojnie.-Puścił mi oczko. Z zażenowania nie umiałam pociągnąć tematu do końca. Spuściłam głowę wciąż kryjąc się pod osłoną włosów. Szczęściem uratował mnie kierownik hotelu. 
-Dzień dobry, przepraszam, że przeszkadzam. Chciałem tylko poinformować, iż w pokojach czekają stroje do tenisa. Miłego dnia i udanego wypoczynku życzę.-Niestety szybciej zniknął niż się pojawił. 
-Dziękujemy.-Wyluzowany Nialler rzucił. 
-To ja może...-Wstałam wyraźnie zestresowana. Nie dałam nawet rady skończyć zdania, kiedy zwaliłam ze stolika wazon. On oczywiście nie ukrywał rozbawienia, co jeszcze bardziej mnie nakręcało.-Emm...Już pójdę.-Uciekłam stamtąd. Jak ja mogłam się tak zachowywać? Kuźwa! Przecież, to tylko Niall. A może aż Niall. Wiedziałam na pewno, że go kocham. Tyle tylko, że nie chciałam przyznać tego samej sobie. Zwiałam jak najszybciej. Oparłam się o wewnętrzną stronę drzwi swojej "kwatery". Westchnęłam głośno.-Ogarnij się dziewczyno!-Głośno powiedziałam sama do siebie i uderzyłam się kilkukrotnie w czoło. Nie mogłam znieść tego jak idiociałam przy nim. Przebrałam się w kostium do gry. Nasunęłam na stopy sportowe buty. Postanowiłam się zmienić. Już nie chciałam wymiękać przy Horan'ie. Jestem silna! Dam radę! Muszę!-motywowałam się w myślach. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do blondyna. Otworzył lekko zdziwiony. Nie miał na sobie koszulki. Kolana się pode mną ugięły. Zwyczajnie się rozpłynęłam. Te mięśnie, ta klata...Dzięki Bogu, szybko otrząsnęłam się. Nie wiem, ale to moje postanowienie siedziało mi we łbie i trzymało się mocno. Może i zachwycił mnie ten widok, ale nie gapiłam się jak wariatka. Ave Maria!-Hej. To jak? Lecimy?-Oparłam się o framugę. Lekki szok pojawił się na jego twarzy. Ale co się dziwić przy takiej zmienności nastrojów z mojej strony. 
-Ymm...Tak, tak. Już.-Tym razem jego zatkało.
-Świetnie.-Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, co odwzajemnił. Dokończył dressing. Trafiliśmy na kort. Przy tenisie pełno śmiechu zagościło dookoła. Bawiliśmy się doskonale. Poznałam trochę jego poczucie humoru. Uwielbiał żartować, tak samo jak ja. Niestety Bruce nie miał tego w zwyczaju. Dla niego życie to sprawa niezwykle poważna. Niekoniecznie mi to pasowało. Zapoznałam także trochę historii towarzysza. Nieco jego dzieciństwa, czasów nastoletnich itd. Ja także zdradziłam mu kilka szczegółów. Czułam się już swobodnie. Nie wiem czemu wcześniej tak się zachowywałam. 
Mijały dni. Z każdym kolejnym zbliżałam się do Nialler'a. Zakochałam się bez opamiętania. Zabawne jest to jak swobodnie się integrowaliśmy ze świadomością swoich uczuć do siebie. Mimo wszystko, jednak nie doszło do żadnych konfrontacji bliższych niż przytulenie czy całus w polik. Była sobota drugiego tygodnia pobytu. Ściemniało się. Przebywaliśmy w jego pokoju na mini tarasie delektując się piwem z butelki, prawie jak co wieczór. Nigdy wcześniej nie mogłam tak żyć. Mój narzeczony nie pozwalał mi na takie "szaleństwa". Wcześniej nie wspomniałam wam o jednej z jego ukrytych wad. Może i dbał, troszczył się i rozpieszczał, ale tak naprawdę głównie ograniczał. Jednak przed wyjazdem tego nie zauważałam. Chyba po prostu nie wiedziałam jak to jest trwać w innych warunkach. Prawdopodobnie przyzwyczaiłam się do takich zasad. Nie miałam możliwości obejrzenia z Brucerem fajnego filmu, zjedzenia czegoś na mieście po 22.00, wyjścia na imprezę, wypicia alkoholu w jego towarzystwie tak bez okazji, przeklnąć czy uczynić cokolwiek spoza jego "ram", jak on to nazywał. Niall to zupełnie inny świat. Z mojej perspektywy zdecydowanie lepszy. Szczerze, nie chcę wychodzić na sukę, ale już nie myślałam o narzeczonym. Nie specjalnie obchodziło mnie co z nim. Ja po prostu wolałam być szczęśliwa z innym blondynem i tyle. Żartowaliśmy, ogólnie spędzaliśmy miło czas. Stało się tak, że siedzieliśmy blisko siebie. Chłód przebiegł po moich ramionach. Nieważne, że nie znajdowaliśmy się daleko od swoich rzeczy. On tak po prostu podarował mi swoją bluzę obejmując mnie mocno. Oparłam głowę o jego ramię. Wyciągnęłam jego lewą rękę, którą miał wolną. Złączyłam jego dłoń z moją przed naszymi twarzami. Moja wyglądała wtedy na tak małą.
-Your hand fits to mine, like it's made just for me...-wyszeptałam tak, aby tego nie słyszał. Moje kąciki ust same uniosły się ku górze. Wtedy moje serce dawało o sobie wyraźny znak. Lecz wcale nie waliło jak oszalałe, po prostu zdawało mi się, iż rośnie. Podniosłam wzrok, żeby spojrzeć w jego oczy. Utonęłam. Nasze usta złączyły się w delikatnym pocałunku. Jednak zostawał on pogłębiany przez nas oboje. Skończyłam przodem na jego kolanach nie przestając muskać jego warg. Powoli jeździliśmy dłońmi po swoich ciałach. Czułam się niesamowicie. Jak nigdy wcześniej przy nikim. Nie pragnęłam niczego więcej jak jego. Wiedziałam na sto procent, że to ten jedyny. 
-Christina...-Na sekundę się ode mnie odsunął.-Jesteś pewna, że chcesz? To...
-Tak. Jestem pewna.-odpowiedziałam. Już nie mieliśmy zawahań. Zrobiliśmy to. I tak, zdecydowanie lepiej było mi z nim. Tak bardzo tego chciałam. Nie zawiodłam się. To był dowód naszej miłości. Kochaliśmy się. Zasypiałam w ramionach Horan'a, lecz jeszcze nie odleciałam. Usłyszałam jak szepcze do mojego ucha.
-Kocham cię. Cieszę się, że pojawiłaś się w moim życiu. Nie żałuję niczego.-Uśmiechnęłam się. Zwyczajnie zasnęłam, nie bojąc się co przyniesie jutro...



I know you want it
I know you feel it too
Let’s stop pretending
That you don’t know what I don’t know
Just what we came to do
If this room was burning
I wouldn’t even notice
'Cause you've been taking up my mind
With your little white lies, little white lies




Hejka! Jednak się udało :D Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie. Co myślicie o dalszym ciągu? Jak to wszystko się potoczy? Piszcie ;) 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 






3 komentarze:

  1. No no moje gratulacje wyszło wspaniale zresztą jak zawsze ;)
    W końcu się doczekałam ich pierwszego pocałunku i razu lel ciekawe co się stanie z Bruce jak zareaguje na zdradę narzeczonej I kolegi
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3 Cieszę się, że Ci się podoba ^^ #Motywacja <3
      Wkrótce się dowiesz ;**
      Całuski c:

      Usuń
  2. Hej, hej! U mnie juz nowy rozdział. Serdecznie zapraszam! + Proszę odwiedź zakładkę informowani na moim blogu, wtedy będę wiedziała, gdzie dokładnie cie informować i czy w ogóle tego chcesz :)
    http://www.hard-harry-styles-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń