poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Be my wonder 15

Podniosłam wzrok, żeby spojrzeć w jego oczy. Utonęłam. Nasze usta złączyły się w delikatnym pocałunku. Jednak zostawał on pogłębiany przez nas oboje. Skończyłam przodem na jego kolanach nie przestając muskać jego warg. Powoli jeździliśmy dłońmi po swoich ciałach. Czułam się niesamowicie. Jak nigdy wcześniej przy nikim. Nie pragnęłam niczego więcej jak jego. Wiedziałam na sto procent, że to ten jedyny. 
-Christina...-Na sekundę się ode mnie odsunął.-Jesteś pewna, że chcesz? To...
-Tak. Jestem pewna.-odpowiedziałam. Już nie mieliśmy zawahań. Zrobiliśmy to. I tak, zdecydowanie lepiej było mi z nim. Tak bardzo tego chciałam. Nie zawiodłam się. To był dowód naszej miłości. Kochaliśmy się. Zasypiałam w ramionach Horan'a, lecz jeszcze nie odleciałam. Usłyszałam jak szepcze do mojego ucha.
-Kocham cię. Cieszę się, że pojawiłaś się w moim życiu. Nie żałuję niczego.-Uśmiechnęłam się. Zwyczajnie zasnęłam, nie bojąc się co przyniesie jutro...
***
Obudziłam się nadal w jego objęciach. Czułam jak bawi się moimi lekko falowanymi włosami. Podniosłam głowę i nałożyłam dwie dłonie na siebie opierając na nich później brodę. Oboje obdarowaliśmy się uśmiechami. 
-Dzień dobry, królewno.-Swoim melodyjnym głosem przywitał mnie.
-Witam, pana.-Zachichotałam. 
-Boisz się?-Po chwili ciszy zapytał. Powiem szczerze, nie będę owijała w bawełnę. Tak naprawdę przed tym jak o tym wspomniał, nawet nie myślałam o tym. 
-Trochę.-wypuściłam powietrze z płuc.-Nie jego. Tego, że skrzywdzę Bruce'a, ale co poradzę. Nic do niego nie czuję. Mimo to, zawsze będzie dla mnie przyjacielem, nawet kiedy nie będzie chciał. Zależy mi na nim. W końcu tyle dla mnie zrobił. Tylko, że nie kocham go.-wyrecytowałam. Zauważyłam, że przygląda się z podziwem każdemu calu mej twarzy.
-Jeszcze nigdy nie spotkałem osoby z tak wielkim sercem, takiej troskliwej, miłej, szczerej...Jesteś niesamowita.-Pełen pasji powiedział.
-Taaak...A najlepszym dowodem na to jest to, że leżę tu teraz z kumplem mojego narzeczonego, czyli zdradzam go po prostu.-Sceptycznie zaprzeczyłam. 
-Nie mówię o tym. Widzisz, przejmujesz się nim. Uratowałaś tą małą wtedy mimo, że brakowało ci sił. Wtedy, trzy dni temu, kiedy wlazłem w jakieś szkło, natychmiast mi pomogłaś. Jesteś tak delikatna, że żal ci po trawie słońce chodzić.-Szczerze? To prawda. Specjalnie omijałam zielone miejsca, aby nie zniszczyć tego daru natury. Tak samo nie potrafiłam uśmiercić choćby muchy. Nie umiałam. 
-Ale...
-Przestań. Uszanuj moje zdanie. Dobrze?-Był taki uroczy. Leżeliśmy jeszcze tak przez jakiś czas. Później poszłam wziąć prysznic. Zabawne jak w jednej chwili, w jednej sekundzie życia wszystko może ci się zawalić. Kiedy już myślisz, że będzie dobrze, że nic już cię nie zatrzyma na tej wyboistej drodze do upragnionego szczęścia. Słyszałam dźwięk swojej komórki. Oczywiście musiałam to zignorować, gdyż nadal się kąpałam. Sygnał ucichł po, właściwie, kilku sekundach. Kto puszczałby mi strzałkę wiedząc, iż jestem na Hawajach? Raczej nikt normalny. Gdzieś tam na myśl przyszedł mi mój starszy brat, ale on nigdy nie dzwonił, zawsze wolał pisać. Zdziwiona zakręciłam wodę i wyszłam z kabiny owijając się białym ręcznikiem. Zbliżyłam się do drzwi. Usłyszałam głos Horan'a.
-Hej B.-Bruce?! Dlaczego Niall odebrał to połączenie?! Dlaczego w ogóle ruszył mój telefon?! Miałam zamiar przerwać ich rozmowę lecz coś mnie zatrzymało.-Nie wiedziałeś?! A no tak! Zapomniałem wspomnieć. Przepraszam. Nie, gdzie tam. Nie nic nie robimy. Ej, stary. Nie ufasz mi? Bruce ja bym Christiny kijem przez szmatę nie ruszył! Daj spokój stary...-Dalej nie byłam już w stanie słuchać. Zakuło mnie w sercu. Te słowa bolały. On dosłownie się ze mnie nabijał. Szydził z mej postaci. Nie mogłam tego znieść. Ja...Ja dałam się mu omotać, a on mnie wykorzystał. Czekałam już tylko na moment kiedy wyrzuci mnie z pokoju i każe wypierdzielać z jego życia. Łzy zebrały się w moich oczach i zaczęły je opuszczać. Nadal nasłuchiwałam Nialler'a. Wciąż mnie wyzywał, obgadywał, wymyślał niestworzone historie jaką to nie jestem. Nie wytrzymałam. Wybiegłam z toalety w samym ręczniku. Z żalem spojrzałam na niego i wstrzeliłam od niego do siebie. Zatrzasnęłam drzwi. Zsunęłam się po nich na ziemię. Beczałam jak opętana. Wszystko już miało być dobrze! Miałam wyjaśnić to Brucer'owi! Przecież to miała być miłość mojego życia! Jakiego życia? Ja jestem nikim. Zwykłym nieudacznikiem życiowym! Powinni zabrać mi przywilej żywota! Zabijcie mnie! I tak już jestem po nic!-Rozprawiałam w myślach. Rzeczywiście. Stałam na skraju. Nie znałam dalszego ciągu. Tak naprawdę nie chciałam go poznawać. Miałam najszczerszą ochotę wyskoczyć przez okno. Słyszałam krzyki, dobijanie się blondyna do drzwi. To tylko pogłębiało moją rozpacz. Nie oczekiwałam tego co zrobił. Wrzaski ucichły. Stwierdziłam, że zrezygnował. No tak, przecież jestem tylko zwykłą dziwką, której by kijem przez szmatę nie ruszył! Jednak, pomyliłam się. Ubrałam się z wielkim trudem nadal płacząc. Mokre włosy pozostawiłam rozpuszczone. Stanęłam sobie przy łóżku. Nie miałam pojęcia co ze sobą zrobić. Zakryłam twarz dłońmi i łkałam. Nagle rozległ się trzask. Podniosłam głowę. Odwróciłam się. Spostrzegłam posturę Horan'a. Drzwi balkonowe wcześniej były uchylone. On tak po prostu je wyważył. Nie wiedziałam jak w ogóle znalazł się na moim balkonie. Przecież mieszkaliśmy cholernie wysoko! Zdezorientowana zmierzyłam go wzrokiem. Czemu do jasnej on musi być taki idealny?! Wpadłam na coś. Zaczęłam uciekać w kierunku drzwi. Jednak on był szybszy. Kiedy już je otwierałam popchnął je ręką tak, abym nie mogła już ich otworzyć.
-Zostaw mnie jasne?!-warknęłam.
-Nie. Nie zostawię cię. Wysłuchaj mnie.-Złapał mnie za dłonie.
-Chyba wystarczająco już usłyszałam.-Wyrwałam się mu. Nie odpuszczał. Nadal ściskał me nadgarstki. 
-Kochanie...
-Nie mów tak do mnie.-warknęłam. 
-Przecież nie mówiłem prawdy. Wiesz, że tak nie jest. Mi na tobie zależy. Musiałem go okłamać. Nie chciałem wyznawać prawdy za ciebie. Nie mam pojęcia czy wolisz sama mu to powiedzieć, kiedy i czy w ogóle...-Zdecydowanie wyglądał na przejętego. Lecz ja nie uginałam się. Musiałam być silna. Jakoś ostatnio mi tego zabrakło. 
-To po cholerę odbierałeś moją komórkę?-zapytałam.
-Mam identyczną. Odruchowo złapałem za telefon. Kiedy już się odezwałem było za późno, a on zorientował by się. Musiałem nazmyślać. Bruce normalnie cały czas miał wątpliwości. Brakowało mi pomysłu na jakiekolwiek przekonanie go o tym, iż nie łączy nas nic. Podkręcałem temperaturę z każdym jego kolejnym pytaniem. Błagam, błagam. Wybacz mi. Nie wiesz nawet ile bólu sprawiło mi wymyślanie tego wszystkiego...-Padł przede mną na kolana ze łzami w oczach.
-Nie brzmiałeś na zakłopotanego.-Sceptycznie podeszłam do jego wyjaśnień, mimo że w głębi duszy gdzieś tam mu wierzyłam.
-Nie mogłem. Zorientowałby się. Chtisti, przepraszam. To nie była prawda. Przysięgam. Nie chcę cię tracić. Wybacz mi.-łkał.-Wybaczysz?-...







Hejoł! Witam! Oto kolejny rozdział :) No to tak jakby sprawa szybko się skomplikowała ;o A mogę zapewnić, że to nie koniec wrażeń tego typu :00 Jak myślicie, co będzie dalej? Czy Christina wybaczy? Czy Bruce się dowie? Czy Nialler rzeczywiście jest takim ideałem? Piszcie :>
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 

4 komentarze:

  1. Oooo wow ile się dzieje uuuu
    Nialler ale żeś powiedział ojoj
    Nadal nie mogę uwierzyć że Bruce jest idealny coś musi być z nim nie tak tylko co hmnn
    Jestem ciekawa jego reakcji na to co się stało
    Buziaki
    Ściskam
    Mela
    Czekam na kolejny:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :D
      Hmmm...Ciekawe ;)
      Niedługo wszystkiego się dowiesz :*
      Całuski <3

      Usuń
  2. Wybacz!
    Wybacz!
    Świetny rozdział!
    Bruce!
    Po coś ty zadzwonił?!
    Czekam na kolejny i to czy mu wybaczy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3 #Motywacja <3
      Hehe ;)
      Niedługo :*
      Całuski Kochana <3

      Usuń