-Hej. Skończyłam z Bruce'm. Teraz jestem z Niall'em. Okazało się, że on też mnie zdradzał. Z jednej strony się cieszę, z drugiej jest mi przykro, że nie był ze mną tak szczery jak ja w stosunku do niego. No cóż...Nie chcę o tym rozprawiać. Pragnęłam tylko przenocować u ciebie. Jutro już "wyprowadzam się".-wyjaśniłam jej wszystko, aby nie ciągnęła wywiadu dalej. Zauważyłam wyraźne zaskoczenie na jej twarzy, lecz to nie dziwne po takiej ilości świeżych informacji w tak krótkim czasie.
-Wow.-westchnęła.-Okej. Chcę wiedzieć jeszcze tylko jedną rzecz.-Nadstawiłam uszu.-Jesteś szczęśliwa z Horan'em?-Na to uśmiechnęłam się jak najszerzej potrafiłam. Tak po prostu.
-Jak nigdy wcześniej.-Przygryzłam dolną wargę.
-Widzę, że jesteś cała w skowronkach.-Zaczęłyśmy piszczeć i skakać dookoła.-Oby się wam dobrze wiodło...-Tych słów nie zapomnę nigdy...
***
Z samego rana zwlekłam się z łóżka w mieszkaniu Chloe. Wzięłam prysznic i wyszykowałam się. Uśmiechnięta zwróciłam się do kuchni w celu napicia się soku pomarańczowego.
-Dobry. Co ty w takim dobrym humorze?-Zaspana przyjaciółka wkroczyła. Znacie to?: Kiedy masz dobry humor, zawsze znajdzie się coś, aby to zepsuć.
-Hejka, a tak po prostu. Wiesz, w końcu jestem z kimś kogo naprawdę kocham.-Aż serce zaczęło mi bić mocniej. Cieszyłam się. Nie ważne, że straciłam narzeczonego. Liczyło się tylko to, że mam mojego Niall'a dla siebie.-Szkoda tylko, że tak daleko. Ale już niedługo będę mogła go uściskać i ahh...-Pełna emocji wyrecytowałam.
-Ta. Już nie mogę się doczekać, aż zobaczę was tak razem.-rzekła ciemnoskóra popijając mleko z kartonu, jak facet.
-Yhym. Widzę jak brakuje ci romansu. Jesteś bardzo kobieca i romantyczna, wiesz?-zaszydziłam.
-Ha ha.-powiedziała mrużąc na mnie oczy.
-Dobra. Ja lecę. Pa.-Musnęłam jej polik i zniknęłam łapiąc tylko swoją torebkę. Po półgodzinnym marszu dotarłam do hotelu. Przywitałam znajomych. Skierowałam się do biura. Brakowało mi tego zapachu. Nie wiem jak go określić. Po prostu pachniało papierami, oficjalnymi klimatami itd. W końcu dołączył do mnie kierownik.
-Witam, bardzo się cieszę, że widzę tu panią.-Poważnym tonem się przywitał. Nie wyglądał na zadowolonego. Rzucił przede mnie segregator.
-Dzień dobry. Czy coś się stało?-Ogólnie już wtedy spodziewałam się, że nie jest dobrze. Nerwowo chodził po pokoju.
-W systemie są poważne błędy. Przekierowała pani pieniądze płacących kartą na konto bankowe hotelu w Dublin'ie. Jest źle, gdyż transakcja została wpisana w taki sposób, że wygląda to jakby to nie były nasze pieniądze, a ich. Zgodnie z prawem straciliśmy ponad pięćdziesiąt tysięcy. Dzięki Bogu, zadzwoniono do nas i poinformowano o tym. Zamknęliśmy możliwość płatności sprawiającej problem. Przez panią straciliśmy mnóstwo zarobków.-Oparł się na rękach o blat. Nie wierzyłam w to co powiedział. Ja? Jak mogłam aż tak bardzo się pomylić? Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. Przeraziła mnie zła wieść. Poczułam się winna, w sumie to taka byłam. Serce waliło mi jak szalone. Denerwowałam się dalszym rozwojem tematu.-...Tak więc jak się pani domyśla zostaje pani zwolniona ze swojego stanowiska bez możliwości powrotu do naszej firmy. Wynagrodzenie z tego miesiąca jest również pani odebrane.-Bezdusznie wycedził. Łzy zebrały się w moich oczach. Bardzo zależało mi na tej pracy. Schrzaniłam na całej linii.-Ma pani godzinę na zebranie swoich rzeczy. W teczce znajduje się dokument zwolnienia, proszę oddać go podpisanego do mnie wychodząc.-warknął na wychodne. Schowałam twarz w dłoniach. Bezsilnie wszystko co moje włożyłam do kartonu. Płacząc podpisałam kartę. Pociągając nosem zapukałam do pokoju kierownika. Odłożyłam papier na stole.
-Do widzenia.-Tylko tyle wykrztusiłam.
-Żegnam.-Bardzo szorstko odezwał się. Łkając wyszłam z budynku. Nie potrafiłam się uspokoić. Żałowałam. Nadal nie wiedziałam jak to się stało. Weszłam do mieszkania kumpeli. Opadłam załamana na sofę. Przecież jak się ma się walić, to wszystko, prawda? Postanowiłam zadzwonić do Nialler'a. Z głosu w słuchawce dowiedziałam się, iż komórka blondasa jest wyłączona lub poza zasięgiem. Podkuliłam nogi pod klatkę piersiową. Nagle rozległ się dzwonek. Nie spojrzałam nawet na ekran, zwyczajnie przeciągnęłam palcem po jego powierzchni.
-Halo?-odebrałam w nadziei usłyszenia ukochanego.
-...Christina?-Jednak to Chloe.-Jesteś w domu?-W jej głosie wyróżniała się panika oraz przerażenie.
-Tak.-jęknęłam.
-Zaraz będę. Trzymaj się i nie rób nic głupiego.-wydukała.
-Co? Skąd wiesz, że mnie wyrzucili?-zdziwiłam się. O co do cholery chodzi?!
-...Co? O czym ty mówisz?-Także wyraziła szok.
-O czym TY mówisz?-Podkreśliłam słowo "TY".
-Czyli jeszcze nic nie wiesz. Włączy tv na kanał czwarty. Minuta jestem.-I się rozłączyła. Ręce zaczęły mi się trząść. Przewidywałam najgorsze. Nie pomyliłam się. Mój puls wzrósł jeszcze bardziej. Bałam się. Jak cholera. W końcu moja przyjaciółka to na co dzień to niezwykle opanowana osoba, a wtedy brzmiała na bardzo zaniepokojoną, BARDZO. Niepewnie włączyłam odbiornik.
"-To jedna z największych katastrof lotniczych ostatnich lat. Zginęło ponad 100 osób wracających z Hawai. Do maszyny została podłożona bomba. W połowie podróży samolot wybuchł. Obecnie badane są części..."
Nie. Nie. Nie. To nie może być prawda. Niall? Nie. Przecież on miał wrócić za kilka dni. To nie dzieje się naprawdę. Nie. Nie ma mowy.
Wstałam. Moja rozpacz się pogłębiła. Znów zadzwonił mój dzwonek.
-Halo?-jęknęłam do słuchawki.
-Christina? Tu mama Niall'a Horan'a. Dostałam twój numer, chciałam cię tylko poinformować, iż mój syn zginął w katastrofie lotniczej, ponoć bardzo się kochaliście...-Dalej już nie słuchałam. Rzuciłam urządzeniem o ścianę. Opadłam na ziemię. Beczałam jak dziecko. Nie mogłam uwierzyć, że taki piękny dzień przeistoczył się w najgorszy w moim życiu. Nic już nie miało sensu. Straciłam pracę, miłość. Nie mogłam siedzieć na głowie Chloe lub komukolwiek innemu. Rodziny nie miałam. Do Brucer'a też brakowało możliwości powrotu. Nie chciałabym nawet tego. Cały mój świat runął. Ledwo dochodząc do drzwi zamknęłam je, aby nikt nie przeszkodził mi w moim zamiarze. Zdjęłam buty. Starałam się już uspokoić.-Dziękuję ci Chole, za to, że zawsze przy mnie byłaś i mnie rozumiałaś.
Dziękuję ci Vicki, że stanowiłaś najbardziej zwariowaną osobę w moim życiu i dawałaś mi tym masę uśmiechu.
Dziękuję ci Josh za to, że po prostu byłeś miły.
Dziękuję ci Bruce, że dbałeś jak tylko mogłeś. Odpuszczam ci, że mnie skrzywdziłeś, w końcu zrobiłam to samo. Przepraszam.
Dziękuję ci Niall, za to, że...Wiesz co? Podziękuję ci niedługo. Już idę, kochanie. Na zawsze bądź moim cudem...-Przechyliłam swoje ciało za balkon. Później nie czułam już nic. Tylko ulgę...

Hejoł! Oto taki sobie koniec naszego BMW :) Wiem, że to smutny koniec, ale w końcu to dramat na jaki zagłosowała Ewa. Przepraszam, że ostatnio tyle smutku u mnie, ale jakoś tak samo wychodzi i w sumie takie lubię pisać najbardziej ^^ Spodziewaliście się? Ogólnie to większość osób uważa, że dramaty charakteryzują się głównie dramaturgią w całości, lecz czasami (jak w "Be my wonder") po prostu kończą się smutno. Mam nadzieję, że mimo wszystko się spodoba i, że trochę was zaskoczyłam. W końcu wszystko już miało być dobrze, prawda?
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Okrutna jesteś powiem Ci tylko tyle:*
OdpowiedzUsuńAż mi się smutno zrb
A rozdział jak zawsze perfect :D
Have a nice day !
Ej!...No wiem ^^
UsuńPrzepraszam ;*
Dziękuję, bardzo się cieszę <3
Thanks, you too xoxo
Całuski :D
Nie jesteś okrutna...
OdpowiedzUsuńKoniec smutny
Myślałam, że zdąży z nim jeszcze przed tym wszystkim pogadac...
Cudo
Czekam na nexta
<3
OJ, przeprasam :3
UsuńZgadzam się.
No niestety :(
Dziękuję bardzo się cieszę, że jesteś zadowolona ^^
Całuski <3
KC xx
Jesteś niepoważna. Jak mogłaś?! Ugh.
OdpowiedzUsuńMuszę przełknąć łzy, jeśli się da.
To jest piękne, jak wszystko co napiszesz.
Pozdrawiam i weny życzę! :*
Ej! No wiem **
UsuńPrzepraszam ;*
Dziękuję <3
Całuski xx