W kuchni na stole czekała na mnie mała karteczka:
"Zasnęłaś. Ułożyłem cię pod kołdrą. Jutro wpadnę z obiadem ;) Mam nadzieję, że lepiej się czujesz. Około 15.30 będę. Nie otwieraj nikomu ;) Hazz xoxo"
Samowolnie uśmiechnęłam się pod nosem. Zajrzałam do lodówki. Zrobiłam sobie płatki z ciepłym mlekiem. Wypiłam herbatę i zwróciłam się do salonu. Postanowiłam poczytać książkę. Czas szybko leciał. Dochodziła 15.00. Byłam pewna, że to Harry puka do drzwi. Nie pomyślałam o tym, że on przecież ma klucze i nie musi tego robić. Bez sprawdzania kto to, otworzyłam i natychmiast pożałowałam. Dave...
***
Moje serce zaczęło bić mocniej. Oddech przyśpieszył. Moje źrenice się powiększyły. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, on wepchnął mnie do mieszkania. Upadłam.
-Myślałaś, że tak łatwo się mnie pozbędziesz, złotko?!-Tym swoim obleśnym głosem wysyczał. Zaczęłam cofać się po dywanie. David z mocą zatrzasnął drzwi i zaczął kroczyć w moim kierunku z cwaną miną. Już tak miałam, że nie dawałam się bez walki. Jak najszybciej wstałam. Udało mi się przemierzyć połowę schodów, później nachylając się nad topniami napastnik pociągnął mnie za kostkę w dół. Brakowało mi sił przez chorobę, ale nie zamierzałam się nad sobą użalać. Z całych sił kopnęłam go w twarz. Znów przyjęłam pozycję stojącą i korzystając z chwili jego niedyspozycji pobiegłam na górę. Wparowałam do swojego pokoju. Otworzyłam okno. Wlazłam na drabinkę, która zamontowana była w razie pożaru do muru domu. Zauważyłam Dave'a ze złamanym nosem wychylającego się zza mojego parapetu. Szybko zeskoczyłam na ziemię przed ostatnimi szczebelkami nie opuszczając wzroku. Wpadłam na czyjąś posturę. Wystraszyłam się.
-Co jest?-zapytał Hazz.
-Boże to ty.-Popychałam go do tyłu obserwując drzwi wejściowe. Okropnie obawiałam się "gościa", który akurat przebywał na mojej posiadłości.
-Co się dzieje?-Zdezorientowany mnie zatrzymał.
-On...On jest w środku.-W chwili skończenia mojego zdania rozległ się huk bitego szkła. Harold w jednej sekundzie wypuścił to co trzymał. Bardzo szybko znalazł się w progu budynku. Zauważyłam uciekającego boksera bokiem ulicy. Wymknął się. Podniosłam siaty, które przyniósł lokaty i również znalazłam się w środku.-Uciekł.-oznajmiłam Styles'owi wściekle przeszukującemu chatę.
-Zrobił ci coś?-Zaczął oglądać moje nadgarstki. Jego dotychczas spokojnie, piękne zielonki płonęły w złości.
-Nic takiego.-Zabrałam swoje ręce.
-Czemu go wpuściłaś?!-warknął zdenerwowany. Zależy mu? Rzuciłam torby na stół kuchenny.
-Myślałam, że to ty. Przestań się na mnie wydzierać, jest dobrze. Jestem cała. Już więcej nie otworzę, okej?-Nie miałam ochoty na jego wrzaski. Po za tym, od kiedy on się tak przejmuje?
-Nie okej! Mogło ci się coś stać! Nie wybaczyłbym sobie tego-kontynuował.
-No i co?! Miałbyś mnie z głowy! Co ci zależy?!-Także podniosłam głos. Zamilkł na chwilę. Widziałam jak bije się z czymś.
-Bo obiecałem...-Ściszył ton.
-Znasz mojego brata od kilku dni! Czemu aż tak się przejmujesz?!-warknęłam i opuściłam kuchnię.
-...-mruknął coś.
-Co?-Odwróciłam się kiedy stałam już w korytarzu.
-Nic.-Złapał się z głowę i usiadł na krześle. Nie rozumiałam go. Opadłam na sofę i zaczęłam kaszleć jak opętana. Oczywiście nie specjalnie. Często mnie tak napadało, ale wtedy rzeczywiście ostro. Wręcz się dusiłam. Po kilku minutach zza progu wyłonił się zielonooki z garścią tabletek, syropem oraz szklanką wody.-Weź to.-Podał mi białe pastylki. Połknęłam je popijając H2O. Później dał mi syrop, a kaszel ustąpił.
-Dziękuję.-wymruczałam.
-Przepraszam. Nie wiem co we mnie wstąpiło.-Usiał obok.
-Tylko błagam już nie krzycz.-poprosiłam.
-Dobrze. Głodna? Mam jedzenie.-oznajmił.
-Yhym.-potwierdziłam. Miałam mieszane uczucia w stosunku do niego. Niby okazywał się być w porządku, ale to zaraz takie wybuchy, to jakiś głupi tekst. Po za tym nie umiałam zapomnieć o tym jego głupkowatym uśmieszku i pewności siebie. Nadal dostrzegałam w nim narcyza. Z drugiej zaś strony był opiekuńczy, troskliwy, miły, ciepły. Nie wiedziałam co myśleć. Zjedliśmy tajskie. Nawet mi smakowało. Jakoś brakowało mi apetytu, więc szybko skończyłam. Później rozłożyliśmy się w salonie. Odpoczywałam sobie pod kocykiem, kiedy ten wpadł na pomysł w pewną grę. Nie mam pojęcia jak fachowo się ona nazywa, ale polega na tym, że proponujemy dwie rzeczy do wyboru i jednocześnie wybieramy jedną (np. kawa vs. herbata--> herbata).
-Śpiew czy taniec?-zaczął.
-Śpiew.-oboje odpowiedzieliśmy.
-Cola czy Pepsi?-Moja kolei.
-Pepsi.
-...-Ogólnie wydało się, iż lubimy w większości to samo. Ze śmiechem przyjęłam informację, że Harry ogląda z zamiłowaniem "Salon sukien ślubnych". Całkiem miło mijał wieczór. Sporo się o sobie dowiedzieliśmy. A ja nie myślałam cały czas o chorobie. Wydawało się, że mija mi powoli. Dochodziła 20.00. Miałam zamiar iść pod prysznic, a później pooglądać z loczkiem jakiś film. Kiedy wstałam poczułam ostry ból w prawej kostce. Syknęłam i z powrotem zajęłam miejsce siedzące.
-Co się dzieje?-Nawet nie zdążyłam odezwać się, a już odsłonił miejsce udręki. Widniał na niej siny ślad odciśniętej dłoni, a wyżej pełno sińców. Spojrzał na mnie wymownie.-Mówiłaś, że nic ci nie zrobił.-Przez zęby rzekł.
-Powiedziałam cytuję: "Nic takiego". To nic.-Zakryłam kończynę. Znów próbowałam wstać na znak protestu, ale nie udało się i tym razem.-Ał ał ał ał...-Szybko powtórzyłam kilka razy. Do tego strasznie pulsowało mi w brzuchu kiedy się prostowałam. Postanowiłam to sprawdzić. Głupia zrobiłam to przy nim. Mogłam tylko sobie pogratulować...
Hejka! Jak tam? Oto kolejny rozdział Hatin' Syndrome :) Jak myślicie, co Harry tam wymruczał pod nosem? Jak zareaguje na siniaki Vivien? Jak to właściwie z nimi jest? Lubią się czy nie? Piszcie ;) A! No i serdecznie zapraszam do składania zamówień, które uwielbiam :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
***
Moje serce zaczęło bić mocniej. Oddech przyśpieszył. Moje źrenice się powiększyły. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, on wepchnął mnie do mieszkania. Upadłam.
-Myślałaś, że tak łatwo się mnie pozbędziesz, złotko?!-Tym swoim obleśnym głosem wysyczał. Zaczęłam cofać się po dywanie. David z mocą zatrzasnął drzwi i zaczął kroczyć w moim kierunku z cwaną miną. Już tak miałam, że nie dawałam się bez walki. Jak najszybciej wstałam. Udało mi się przemierzyć połowę schodów, później nachylając się nad topniami napastnik pociągnął mnie za kostkę w dół. Brakowało mi sił przez chorobę, ale nie zamierzałam się nad sobą użalać. Z całych sił kopnęłam go w twarz. Znów przyjęłam pozycję stojącą i korzystając z chwili jego niedyspozycji pobiegłam na górę. Wparowałam do swojego pokoju. Otworzyłam okno. Wlazłam na drabinkę, która zamontowana była w razie pożaru do muru domu. Zauważyłam Dave'a ze złamanym nosem wychylającego się zza mojego parapetu. Szybko zeskoczyłam na ziemię przed ostatnimi szczebelkami nie opuszczając wzroku. Wpadłam na czyjąś posturę. Wystraszyłam się.
-Co jest?-zapytał Hazz.
-Boże to ty.-Popychałam go do tyłu obserwując drzwi wejściowe. Okropnie obawiałam się "gościa", który akurat przebywał na mojej posiadłości.
-Co się dzieje?-Zdezorientowany mnie zatrzymał.
-On...On jest w środku.-W chwili skończenia mojego zdania rozległ się huk bitego szkła. Harold w jednej sekundzie wypuścił to co trzymał. Bardzo szybko znalazł się w progu budynku. Zauważyłam uciekającego boksera bokiem ulicy. Wymknął się. Podniosłam siaty, które przyniósł lokaty i również znalazłam się w środku.-Uciekł.-oznajmiłam Styles'owi wściekle przeszukującemu chatę.
-Zrobił ci coś?-Zaczął oglądać moje nadgarstki. Jego dotychczas spokojnie, piękne zielonki płonęły w złości.
-Nic takiego.-Zabrałam swoje ręce.
-Czemu go wpuściłaś?!-warknął zdenerwowany. Zależy mu? Rzuciłam torby na stół kuchenny.
-Myślałam, że to ty. Przestań się na mnie wydzierać, jest dobrze. Jestem cała. Już więcej nie otworzę, okej?-Nie miałam ochoty na jego wrzaski. Po za tym, od kiedy on się tak przejmuje?
-Nie okej! Mogło ci się coś stać! Nie wybaczyłbym sobie tego-kontynuował.
-No i co?! Miałbyś mnie z głowy! Co ci zależy?!-Także podniosłam głos. Zamilkł na chwilę. Widziałam jak bije się z czymś.
-Bo obiecałem...-Ściszył ton.
-Znasz mojego brata od kilku dni! Czemu aż tak się przejmujesz?!-warknęłam i opuściłam kuchnię.
-...-mruknął coś.
-Co?-Odwróciłam się kiedy stałam już w korytarzu.
-Nic.-Złapał się z głowę i usiadł na krześle. Nie rozumiałam go. Opadłam na sofę i zaczęłam kaszleć jak opętana. Oczywiście nie specjalnie. Często mnie tak napadało, ale wtedy rzeczywiście ostro. Wręcz się dusiłam. Po kilku minutach zza progu wyłonił się zielonooki z garścią tabletek, syropem oraz szklanką wody.-Weź to.-Podał mi białe pastylki. Połknęłam je popijając H2O. Później dał mi syrop, a kaszel ustąpił.
-Dziękuję.-wymruczałam.
-Przepraszam. Nie wiem co we mnie wstąpiło.-Usiał obok.
-Tylko błagam już nie krzycz.-poprosiłam.
-Dobrze. Głodna? Mam jedzenie.-oznajmił.
-Yhym.-potwierdziłam. Miałam mieszane uczucia w stosunku do niego. Niby okazywał się być w porządku, ale to zaraz takie wybuchy, to jakiś głupi tekst. Po za tym nie umiałam zapomnieć o tym jego głupkowatym uśmieszku i pewności siebie. Nadal dostrzegałam w nim narcyza. Z drugiej zaś strony był opiekuńczy, troskliwy, miły, ciepły. Nie wiedziałam co myśleć. Zjedliśmy tajskie. Nawet mi smakowało. Jakoś brakowało mi apetytu, więc szybko skończyłam. Później rozłożyliśmy się w salonie. Odpoczywałam sobie pod kocykiem, kiedy ten wpadł na pomysł w pewną grę. Nie mam pojęcia jak fachowo się ona nazywa, ale polega na tym, że proponujemy dwie rzeczy do wyboru i jednocześnie wybieramy jedną (np. kawa vs. herbata--> herbata).
-Śpiew czy taniec?-zaczął.
-Śpiew.-oboje odpowiedzieliśmy.
-Cola czy Pepsi?-Moja kolei.
-Pepsi.
-...-Ogólnie wydało się, iż lubimy w większości to samo. Ze śmiechem przyjęłam informację, że Harry ogląda z zamiłowaniem "Salon sukien ślubnych". Całkiem miło mijał wieczór. Sporo się o sobie dowiedzieliśmy. A ja nie myślałam cały czas o chorobie. Wydawało się, że mija mi powoli. Dochodziła 20.00. Miałam zamiar iść pod prysznic, a później pooglądać z loczkiem jakiś film. Kiedy wstałam poczułam ostry ból w prawej kostce. Syknęłam i z powrotem zajęłam miejsce siedzące.
-Co się dzieje?-Nawet nie zdążyłam odezwać się, a już odsłonił miejsce udręki. Widniał na niej siny ślad odciśniętej dłoni, a wyżej pełno sińców. Spojrzał na mnie wymownie.-Mówiłaś, że nic ci nie zrobił.-Przez zęby rzekł.
-Powiedziałam cytuję: "Nic takiego". To nic.-Zakryłam kończynę. Znów próbowałam wstać na znak protestu, ale nie udało się i tym razem.-Ał ał ał ał...-Szybko powtórzyłam kilka razy. Do tego strasznie pulsowało mi w brzuchu kiedy się prostowałam. Postanowiłam to sprawdzić. Głupia zrobiłam to przy nim. Mogłam tylko sobie pogratulować...
Hejka! Jak tam? Oto kolejny rozdział Hatin' Syndrome :) Jak myślicie, co Harry tam wymruczał pod nosem? Jak zareaguje na siniaki Vivien? Jak to właściwie z nimi jest? Lubią się czy nie? Piszcie ;) A! No i serdecznie zapraszam do składania zamówień, które uwielbiam :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

No to się lokaty wściekł ':o
OdpowiedzUsuńMoim zdaniem oni będą razem to widać po Harrym jak traktuje Vivien I jak Vivien zmienia zdanie o Harrym
A propos zamówień moge złożyć zamówienie na imagin z Horanem ?
Nom XD
UsuńHmmm...Zobaczymy ;DD
Oczywiście, że tak :) A może tematyka? :) Romantyczny? Smutny? Jakiś inny? Podpowiedz ;*
Całuski :3
Hmm mógłby być typu bad boy Niall ?
UsuńJasne <3
UsuńDziękuję ;*
UsuńJa już nic wiem na temat ich zachowań w stosunku do siebie i wolę nic nie wymyślać.
OdpowiedzUsuńPoczekam aż sama mi powiesz w rozdziałach!
Świetny rozdział
A co do zamówień, które kochasz, to ja znów poproszę dwa.
Jeden z Harrym a drugi z Niallem.
Aha no i żeby był taki połączony jak te wczorajsze!
;)
Tematyka jest mk objętna, przyjmę wszystko co napiszesz!
KC!!
<3
Hehe :D Też czasami gubię się w historii bohaterów kiedy coś czytam XD
UsuńDziękuję <3
Oczywiście, jak sobie życzysz tak będzie :))
KC <3
Owww
OdpowiedzUsuńAle mnie wystraszyłaś z tym Davem
Hazz jak zwykle obok mmm
Poożera mnie ciekawość co takiego wymruczał pod nosem
Nadal nie mogę z tego jaki on opiekuńczy
A co do tej gry "Salon sukien ślubnych" ??? O.O
No Hazz oooo ciekawie,ciekawie
I to zdenerwowanie o kostkę achhh kochany Styles
Już nie mogę się doczekać reakcji Hazzy na brzuszek Viv
Genialnie kochana
Hmmm skoro chce Ci się pisać to jeśli mogę prosić, proszę o pana Malika :* :)
Tematykę pozostawiam do wyboru Tobie kochana :)
Buziaki
Trzymaj się :*
<333
Jesteś :DD
UsuńTęskniłam <3
Wkrótce wszystkiego się dowiesz <<3
Oczywiście <33
Ale teraz mi dałyście z tym "Wybór pozostawiam tobie", załatwiłyście mnie XD Nie wiem jak was zadowolić, ale się postaram :))
Całuski <<3 Dziękuję za cud komentarz :*
"-Cola czy pepsi?
OdpowiedzUsuń-Pepsi"
Uff, ja też wolę pepsi <:
Czytając twoje opowiadanie przeszkadza mi trochę czcionka, która nie ma polskich znaków. Jest ładna, ale jednak te wszystkie "ą" "ł" itp. bardzo odstają.
W wolnych chwilach zapraszam do siebie only-one-is-brave.blogspot.com
Pozdrawiam!
Ja również ;)
UsuńRozumiem :) Przykro mi, że niewygodnie Ci się czyta. Postaram się zmienić czcionkę w wolnym czasie.