sobota, 4 kwietnia 2015

Hatin' Syndrome druga część rozdziału 7

-Nic, nic...To mówisz wnusio babuni?-Szydziłam z niego.
-Co siostrzyczka braciszka?-Tym samym tonem odgryzł się.
-Ostry języczek mamy, co?-Uniosłam brwi. Coś nadal mnie w nim tam podświadomie wkurzało, pewnie ta pewność siebie. Jednak z drugiej strony, nie był taki zły.
-Nie lubimy jak ktoś odpowie równie dobrze, co?-Nieco mnie zamurowało. Myślałam, że to taki bardziej wiecie dżentelmen, który nigdy nie warknąłby na kobietę. Taki, który uważa mężczyzn za lepszych i silniejszych. A tu proszę. Jednak nie taki podrywacz, nie taki mięczak. Przekonałam się, że niekoniecznie musi zachowywać się jak taka ciota, która myśli, że może mieć każdą. Jak chce to potrafi przygadać...
***
-Nie wiedziałam, że taki wygadany jesteś.-odezwałam się po chwili śmiechu. Mimo, że kaszel, katar i ból tak właściwie to wszystkiego, nie dawał mi spokoju to nie przeszkadzało mi to kiedy z nim rozmawiałam.
-Nie mogę powiedzieć tego o tobie. Dobra, jedz.-Pogonił mnie.
-Nie mam apetytu.-Odchyliłam głowę do tyłu.-Jest pyszne, ale po prostu nie mam sił jeść.-Wymruczałam.
-Okej. Może potrzebujesz czegoś jeszcze?-zapytał. Jej! Jaki on jest uro... Zaraz! Co?!
-Nie. Dziękuję.-Odstawiłam tackę na bok. Poprawiłam się tak, abyśmy boje siedzieli opierając się o ścianę. Włączył telewizor. Ominął kanał z boksem.-Co robisz?!-Zbulwersowana warknęłam.
-No wiesz, dziewczyny raczej nie lubią takich rzeczy.-Zaszydził.
-Wyobraź sobie, że ja lubię.-Wyrwałam mu pilot i powróciłam na kanał sportowy.-Nie jestem feministką, ale nie mierz wszystkich jedną miarą.-Zupełnie poważnie powiedziałam, a on parsknął.-O co ci chodzi?-Zmieszana zwróciłam się do chłopaka.
-Sama nie słuchasz swoich rad.-Nasze oczy się spotkały. Moje serce zaczęło bić mocniej, ale tylko i wyłącznie dlatego, że zrobiło mi się głupio. Rzeczywiście, źle go potraktowałam i nie dałam mu szansy...Ale zasłużył sobie na to! No, mimo to i tak nie powinnam być taka. Czułam jak krwisty rumieniec napływa na moje poliki. Zrobiło mi się totalnie głupio. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Zakłopotanie dało mi się we znaki. W sumie to popadłam w taką rozterkę, że łzy zebrały mi się w oczach. Przykro mi się zrobiło na myśl jaką zimną suką jestem. Kiedy jedna kropla słonej cieszy spłynęła po moim policzku dołeczki lokatego jakby się wchłonęły. Spuściłam głowę i wstałam. Potrzebowałam chwili. Weszłam do łazienki i nieco popłakałam. Musiałam przemyśleć sobie wszystko. Postanowiłam dać mu szansę. W sumie, to tak naprawdę już dawno przedtem dałam ją Harold'owi. Otarłam twarz i wyłoniłam się zza drzwi. Stał oparty o ścianę obok. Jedna z jego nóg uginała się przywierając co czerwono-białej tapety, a druga pozostawała na panelach. Ręce bruneta krzyżowały się na jego klatce piersiowej, a wzrok zatonął w podłodze. Wyglądał na przejętego i zamyślonego. Podeszłam bliżej.
-Harry, przepraszam.-Nadal na mnie nie patrzał.-Wiem, że zachowałam się jak skończona idiotka kiedy tak pochopnie cię oceniłam i nie mam nic na swoją obronę. Przepraszam.-Wydukałam drżącym głosem. Zerknął na mnie.
-Nie. Przestań. Oceniłaś mnie, bo to ja wyróżniłem się chamstwem. Nie powinienem. I w ogóle teraz niepotrzebnie o tym wspomniałem.-Przetarł twarz dłońmi.
-Może lepiej już o tym nie rozmawiajmy?-zaproponowałam. Przytaknął mi. Reszta wieczoru minęła spokojnie. Nie pamiętam kiedy i jak zasnęłam. Ocknęłam się w swoim łóżku. Na początek sprawdziłam godzinę: 10.45. Trochę się zaspałam. Zwlekłam się spod  kołdry. Wzięłam długi, odprężający prysznic. Tamtego dnia czułam już się nieco lepiej. Ubrałam się, a włosy spięłam w wysoki koński ogon. Zeszłam na dół. W kuchni na stole czekała na mnie mała karteczka: 


"Zasnęłaś. Ułożyłem cię pod kołdrą. Jutro wpadnę z obiadem ;) Mam nadzieję, że lepiej się czujesz. Około 15.30 będę. Nie otwieraj nikomu ;) Hazz xoxo"


Samowolnie uśmiechnęłam się pod nosem. Zajrzałam do lodówki. Zrobiłam sobie płatki z ciepłym mlekiem. Wypiłam herbatę i zwróciłam się do salonu. Postanowiłam poczytać książkę. Czas szybko leciał. Dochodziła 15.00. Byłam pewna, że to Harry puka do drzwi. Nie pomyślałam o tym, że on przecież ma klucze i nie musi tego robić. Bez sprawdzania kto to, otworzyłam i natychmiast pożałowałam. Dave...




Hejoł! Jestem! Oto druga część rozdziału, która, mam nadzieję, się spodoba ;) Jak myślicie co Dave zrobi Vvien? Czy spór pomiędzy H i Viv się skończy? Jeżeli tak, to dlaczego? Piszcie ;) Czekam ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

2 komentarze:

  1. Dave
    No miło nie będzie
    Oby Hazz zdążył!
    Spór już się skończył!
    No tak myślę...
    Czekam na nexcik!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie ;)
      Oby, oby <3
      Hmmm...No nie wiem ;)
      Niedługo <3

      Usuń