Wszystkie kobiety, ponoć, walczą o równouprawnienie. Kiedyś, bardzo dawno, byłam jedną z nich. Jednak po kilku złych doświadczeniach zmieniłam zdanie i pożałowałam swoich wcześniejszych poglądów. Większość, że się tak wyrażę, samic pragnie, aby uważano je za równie silne, sprawne ruchowo, zdolne do sportu, naprawiania np. samochodów itp. Jednak żadna nie zastanawia się co to po za tym niesie równouprawnienie. Nie zdają sobie sprawy, że to niesie więcej negatywów niż pozytywów. Zapewne przy tych słowach pojawi się w waszych myślach głośne: "Co?!". Dlatego opowiem wam wszystko od początku.
Miałam lat dziewiętnaście. Moje życie tak naprawdę dopiero się zaczynało. Wyprowadziłam się do LA ze swojego rodzinnego miasta. Mieszkanie, praca, wszystko jak się należy. Po jakimś czasie poznałam Harry'ego. Jak to się mówi: ideał. Nie rozdrabniając się. Kiedy tak o tym mówię nasuwa mi się przysłowie "Nie oceniaj książki po okładce". Bardzo trafne przytoczenie. Jego czterej przyjaciele wydawali, a nawet byli chamscy. Kompletnie brakowało im obycia, szacunku do kobiet, manier. Wiele razy wynikały z tego powodu kłótnie pomiędzy mną a kumplami zielonookiego. Można stwierdzić, iż walczyłam z dyskryminacją wszystkich przedstawicielek mojej płci. Harold świadczył przy tych ostrych wymianach zdań. Lecz nie kiwnął nawet palcem. Uważałam, że umniejszanie damskich umiejętności jest niepoprawne w stu procentach. Ale się wtedy myliłam. Wszystko wydawało się iść zgodnie z planem, jaki obrałam sobie na życie. Miałam robotę, dzieliłam mieszkanie z narzeczonym, niczego mi nie brakowało jeżeli chodzi o finanse. Lecz wystarczy jedno mrugnięcie, a świat się zmienia. Tak było i z moim. Po ślubie cywilnym wszystko runęło. Minęły może dwa, trzy tygodnie od ceremonii, a mój "ukochany" zaczął się zmieniać. Język mu się wyostrzył. Krzyczał, denerwował się, kompletnie nie ten sam Styles.
Wróciłam wtedy późno z salonu kosmetycznego, w którym przebywałam od ośmiu do dziesięciu godzin dziennie. Akurat tamtego dnia przedłużyło się do 12h. Dochodziła 23.00. Światła były pogaszone. Zrzuciłam z siebie okrycie. Na palcach zwróciłam się do salonu, po omacku. Nagle zapaliła się lampa. Zauważyłam posturę lokacza na fotelu pod nią.
-Nie śpisz?-Lekko zdziwiona zapytałam delikatnie.
-Gdzie tyle czasu byłaś?-warknął nieprzyjemnie. Nigdy mi się to nie podobało.
-W pracy. Jedna z pracownic miała...-Miałam zamiar pokornie odpowiedzieć, lecz mi przerwał.
-Kłamiesz!-Wstał chaotycznie. Mocno stąpając zbliżył się do mnie szybko. Wręcz na mnie wszedł.-Nie zadzwoniłaś, nie napisałaś! Tak nie będzie, o nie. Nie będziesz mnie tak traktować! Nie będę twoim pieskiem, żeby czekać tyle czasu!-Zacisnął dłoń na moim gardle. Me serce szalało. Bałam się go. Dotychczas łagodne źrenice, zastąpiły czerwone soczewki płonące w wściekłości. Nie mogłam się odezwać. Już brakowało mi oddechu.-Chciałaś, aby mężczyźni traktowali kobiety na równi z nimi. Proszę bardzo.-Szyderczo wycedził przez zęby. Jeszcze mocniej ścisnął moją szyję unosząc mnie. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Odleciałam. Zbudziłam się przywiązana do krzesła w naszej łazience. Zamknął mnie w dźwiękoszczelnym pomieszczeniu, na nic były mi wrzaski czy wołania o pomoc. Brak okien jeszcze bardziej uniemożliwiał wydostanie się z "więzienia". Czułam się słabo jak nigdy wcześniej. Nie dochodziło do mnie wszystko co miało miejsce. Co się stało z Harold'em? Dlaczego tak bardzo zdenerwowało go moje spóźnienie? Czemu wyglądał jakby mnie nienawidził? Z jakiego powodu się tak zachował? Prawie mnie zabił. Cała drżałam na myśl o kolejnej konfrontacji z zielonookim. Po jakimś czasie wszedł do mnie. Widać było, że dopiero co wstał. Czyli jak ja tu zakneblowana nie budziłam się, on sobie smacznie spał w naszym łóżku. Tak zwyczajnie wkroczył i przeciągnął się z lekkim uśmiechem zbliżając się do mnie. Jak jakiś psychopata zaśmiał się mierząc mnie wzrokiem. Zapewne wyglądałam na wystraszoną, tak było. Delikatnie nachylił się i musnął moje usta zachłannie. Normalnie odepchnęłabym go, uderzyła lub zaprotestowała w inny sposób, lecz lina zaciśnięta na kończynach uniemożliwiała jakikolwiek ruch. Szok mnie przepełniał. Kompletnie nie wiedziałam o co chodzi.
-Dzień dobry, kochanie.-Wyszeptał mi prosto w twarz nadal trzymając mój podbródek. Posłałam mu mordercze spojrzenie.-To słońce będzie twój nowy pokój.-oznajmił. Ja najzwyczajniej w świecie nie potrafiłam się odezwać. W przełyku stała mi gula, której nie umiałam zlikwidować.-Teraz już nigdy się nie spóźnisz, bo nigdy stąd nie wyjdziesz. Będziesz tylko i wyłącznie moja.-Przy goleniu zarechotał jak kompletny szajbus. Trzęsłam się. Rzeczywiście, nie dał mi wyjść. Każdego dnia wracał i zwyczajnie opowiadał jak tam u innych, co w świecie itd. Czasami dawał mi porozmawiać przez telefon z mamą trzymając nóż przy mej szyi. Pilnował mnie. Spałam w wannie, całe dnie przesiadywałam w toalecie. Prawie nie jadłam. Znęcał się nade mną psychicznie. Grał w jakieś chore gierki, których nie rozumiałam. Podchodził do mnie drogą psychologiczną. Doprowadzał mnie do szału. Do tego lał mnie kiedy tylko nie spodobała mu się odpowiedź, jakiej udzieliłam. Ciągał mnie za włosy, kopał, uderzał, wyzywał, krzyczał, ciął moją skórę nożem. Gdy miał ochotę na stosunek, zasłaniał mi usta, przerzucał mnie sobie przez ramię, zanosił do sypialni, przywiązywał do łóżka, rozbierał i wyżywał się ile mu się spodobało. Później wrzucał mnie jak zużytą szmatę znów na zimne kafelki. Niszczył moją psychikę. Stałam się wrakiem. Nie żyłam. Ja zwyczajnie stałam się szmacianą lalką. Minęło pół roku od kiedy się to zaczęło, a interwencja policji za handel narkotykami na Harry'ego mnie uratowała. Reszta historii, to tylko długa terapia i powolny powrót do rzeczywistości.
Teraz można zapytać: "Jak to się ima do równouprawnienia?". Otóż to ma wiele wspólnego. Do równości w sporcie czy innych dziedzinach dochodzi jeszcze droga słowna, zezwolenie na uderzenie, wyzwisko, traktowanie jak facet faceta. Mężczyźni nie boją się pobić, zranić, wyzwać, torturować ani znęcać. Skro chcemy, aby traktowano nas tak jak nich zwracajmy też na to uwagę. Przeszłam przez prawdziwe piekło przez takie niby małe przeoczenie. Teraz wiem, że to był WIELKI błąd. Najpierw zastanówmy się, następnie ustalajmy wartości jakie wyznajemy...
Hejka! Tak szczerze, nie mam pojęcia skąd u mnie pomysł na taki imagin. Tak jakoś mnie wzięło. Nie wiem jaki jest. Sami oceńcie, tylko szczerze ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Jeat naprawdę świetny!
OdpowiedzUsuńCzekam.na koljeny!
Ja bym chciała zamówienie złożyć, jeśli mogę.
Z Lou, coś na kształt pana szefa, który przechodzi wewnętrzną przemianę
KC
Oj, dziękuję :) Bardzo się cieszę, że nie jest taki zły :33
UsuńOczywiście :3 Mam nadzieję, że uda mi się dodać jeszcze dzisiaj :D Już się za niego biorę ^^
KC <3 Całuski :**
O masakra!!
OdpowiedzUsuńTaki inny i niesamowity :O
Życzę jeszcze więcej takich imaginów.
xx
Zapraszam do mnie, na nowy post
http://hopelessdreamalmostlover.blogspot.com/2015/04/little-story-of-us.html
H.
Dziękuję <3
UsuńWpadnę :*