-Oj, wiem. Jestem mega szczęśliwa.-Szczerzyłam się jak wariatka. Na samą myśl tego pięknego dnia nasuwał mi się doskonały humor. Kochałam mojego wybranka najbardziej na świecie, byłam pewna, że to właśnie z nim chcę spędzić resztę życia.
-Ewa...-Towarzyszka opadła na miejsce obok mnie ze smutnym głosem.-Nie boisz się, że znów wróci do nałogu?-zapytała delikatnie. Wzięłam głęboki wdech.
-Boję się, ale pozostaje mi tylko wierzyć w to, że tak się nie stanie.-odpowiedziałam bezsilnie wzruszając ramionami. Louis-świetny chłopak. Nie widział poza mną świata. Stanowił dla mnie ideał. Jednak pojawiał się poważny problem ciągnący się od długiego czasu jeszcze zanim go poznałam. Tomlinson był uzależniony. Spotkaliśmy się na dyskotece. Wtedy nie wiedziałam, że bierze narkotyki. Kiedy zaczęliśmy widywać się po przyjacielsku, wszystko stało się jasne. Jego nadpobudliwość, wahania nastroi, czerwone oczy. Wyciągałam go z opresji raz za razem, a to tylko dlatego, że zależało mi na nim. Przetrwaliśmy wiele trudnych chwil. Było ciężko, ale trzymałam się z nim i nie pozwoliłam mu się dobić. Zostaliśmy parą. Zmniejszał dawki, dla mnie. Poszedł na odwyk. Zupełnie odzwyczaił się od używek. Mimo to, miałam obawy. Wystarczył by mu jeden głupi raz, aby powrócić do nałogu.
Przyszedł ten wielki dzień. Wszyscy goście już na miejscach, ja w sukni, Lou przed ołtarzem. Ojciec zaprowadził mnie do narzeczonego, któremu łzy stały w oczach odkąd mnie ujrzał na drugim końcu dywanu usłanego z białych róż. Uśmiechy nie schodziły z naszych twarzy podczas składania najpiękniejszych przysiąg jakie mogłam sobie wymarzyć. Było perfekcyjnie, tak jak sobie wyśniłam. Miłość z nas emanowała.Wesele wyszło niesamowicie. Po zabawie do białego rana wyruszyłam z mężem na lotnisko. Nasz miesiąc miodowy miał być niespodzianką.
Kiedy wylądowaliśmy byłam wniebowzięta. Piękne krajobrazy otaczały nas. Nasi rodzice wysłali nas na...Jamajkę. Przyznam, że cudowne widoki nie wynagradzały mi faktu, iż Tommo może wrócić do ćpania. Nie ukrywajmy jakiego typu miejscem jest Jamajka. To nieziemskie miejsce, tak samo jak stan w jaki wprowadzają tamtejsze rośliny. Nie skomentowałam, nie chcąc zdenerwować partnera. Starałam się cieszyć się urlopem i pilnować ukochanego. W końcu obiecałam mu wierność.
Dni mijały jak z bicza. Tomlinson wydawał się...Dziwny. Kiedy tylko pytałam o to czy brał, odpowiadał: "Nie kochanie, już z tym skończyłem". Wierzyłam mu, przecież mnie kochał, nie mógł mnie okłamać. Prawda?
Po wspaniałych czterech tygodniach wróciliśmy do kraju. Ja do pracy, misiek do pracy. Życie toczyło się jak zwykle. Martwiły mnie tylko coraz to częstsze wypady Loui'ego na miasto z "przyjacielem" Zayn'em. Ogółem chodzi o to, iż Mulat także pobierał, właściwie to on wciągnął Lou do tego bagna. Nadal nie reagowałam zbyt ostro.
Nadeszła ta pamiętna noc. Dochodziła już 1.00 w nocy, a Tommo nadal nie wracał. Czekałam niecierpliwie. Robotę skończył o 21.00. Czarne scenariusze układały się w mojej głowie. Nagle usłyszałam trzask. Kiedy postura męża mi się ukazała-zamarłam. Od razu zauważyłam czerwone jak krew białka. Kołysał się we wszystkie strony. Alkohol, papierosy i zioło było czuć na kilometr.
-L..Lou...Louis?-wydukałam czując łzy na policzkach. Wstałam i zbliżyłam się do ukochanego.-Skarbie co ci się stało? Dlaczego?-Ujęłam jego twarz w dłonie. Próbowałam nawiązać z nim jakiś kontakt wzrokowy, przez mętne spojrzenie chłopaka nie udawało mi się to.
-Przestań! Wcale ci na mnie nie zależy! Ja wszystko wiem! Ja wszystko wiem! Nie powinno cię obchodzić co robiłem i gdzie byłem! Nie możesz tego wiedzieć, jesteś nikim!-Wybełkotał podniesionym głosem. Odsunęłam się od niego.
-O czym ty mówisz? Lou...-Nie dał mi dokończyć. Uderzył mnie. Zabolało. Nie wytrzymałam. Uciekłam z mieszkania łapiąc przy tym tylko swoją kurtkę oraz buty. Mój cały świat zawalił się jednego wieczora. Znów narkotyki trafiły do organizmu Tomlinson'a. To było jak cios w serce. Tak wiele poświęciłam, aby wyciągnąć go z tego. Tyle miłości, troski. A to na nic! Uważałam siebie za sprawcę tego wszystkiego. Myślałam, że to moja wina, że nie upilnowałam go. Beczałam kierując się do przyjaciółki. Mogłam się jej wyżalić. Bałam się. Nie wiedziałam jak dalej potoczy się moje życie. Nie byłam pewna co do swojego związku co do zdrowia Loui'ego. Już nic nie było jasne.
Niemrawo skierowałam się do mieszkania. Weszłam. To co zobaczyłam...Padłam na kolana przed zwłokami męża. Leżał tam tak po prostu. W miejscu gdzie ostatni raz go widziałam.
-Louis! Louis! Obudź się! Słyszysz?! Wstawaj! Nie żartuj sobie ze mnie!-lamentowałam szarpiąc go. Nie wierzyłam. Kochany niebieskooki wyzionął ducha. Już go nie ma. Odszedł. Nigdy więcej nie usłyszę jego śmiechu. Nie zobaczę jak szczerzy się do mnie. Nie poczuję jego ust na swoich. Nigdy nie przytulę się do ukochanego. Więcej nie obudzę się w jego ramionach. Nie będę miała okazji pokłócić się z nim o głupotę. Nie powiem prosto w twarz "Kocham cię". Nic już nie będzie takie samo. Bez mojego całego świata. Wszystko co radosne, sens życia ze mnie upłynął. Mój puls zwolnił. Zrobiło mi się słabo. W rozpaczy udało mi się wstać. Świadoma jestem tylko tego, że sąsiadka akurat wychodziła od siebie i mi pomogła. Tamte dni pozostają dla mnie jedną wielką czarną plamą. Nie pamiętam pogrzebu, stypy, kondolencji, zupełnie nic. Pustka tkwi w mojej głowie po dzień dzisiejszy.
Wiem tylko, z "zeznań" lekarza, iż Louis przedawkował. Doszły mnie słuchy, że na naszym miesiącu miodowym zaczął swoją "przygodę" na nowo. Jaka ja byłam głupia, nic nie zauważyłam. To moja wina. Może jakbym wtedy nie wyszła, może by jeszcze żył. Gdybym go upilnowała. Może uratowałabym mu życie. Może teraz stałby tu obok mnie. Obejmowałby, całował patrząc w tej chwili na naszą małą niespodziankę-Loui'ego juniora. Jest do niego taki podobny. Szkoda, że nigdy nie pozna swojego ojca...
Czasami kiedy siedzę sama w pokoju małego Louis'a i przyglądam mu się przez mur łez, wydaje mi się, że słyszę takie zachrypnięte, ciche "Przepraszam"...

Witam państwo! :D Dzisiaj moja Kochana, Najukochańsza Ewcia zamówiła smutaska z Lou :) Mam nadzieję skarbie, że nie zawiodłam i jest dostatecznie wzruszający :) Starałam się :) Tak mnie natchnęło z tymi narkotykami, nie wiem czemu.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH ;*
O Boże...
OdpowiedzUsuńGdybyś mnie teraz zobaczyła...
Nie wiem jaka byłaby twoja reakcja!
Znowu się popłakałam
Boże...
Wiedziałam, że zrobisz coś świetnego!
Cudo
Rycze jak dziecko, no.
To straszne, że wrócił do tego.
To straszne,że przedawkował
To straszne że umarł
Rany, nie wiem jak ja bym sobie po czymś takim poradzila...
I Louis junior...
I znowu łzy
Dzięki, że moglam sobie popłakać w słusznej sprawie!
Jesteś wielka kochanie!
KC <3
<3
Wiesz co :O Jakoś ostatnio tak wszystkich przyprawiam o płacz :o Nie wiem czemu :O
UsuńNie jestem pewna czy to dobrze czy źle... -.-
Jak coś to ten tego...No...Przepraszam :)
Tak, masz rację-To wszystko jest straszne :(
To ja dziękuję :D
Boziu! Dziękuję Ci skarbie <3
KC NAJMOCNIEJ :*
;* <<3
Nie masz za co, bo chciałam takiego, więc zadanie wykonane na 10!
UsuńCudny!
Zabolało mnie serce. Kurcze.
OdpowiedzUsuńTo piękne.:((
Ehhn, no nic.
Czekam na kolejne imaginy. :*
Ojoj, przepraszam.
UsuńDziękuję <3
Niebawem ;*
Całuski <3
Jej jej jej jej
OdpowiedzUsuńChwila na ogarnięcie....
....
...
..
Aaaa Jakie to piękne aaa
Bosz takie smutne ,że aż ryczałam
Aaa genialna jesteś
To przepraszam aaaa po prostu myślałam ,że się nie ogarnę
Coraz częściej się tu wzruszam :*
Cudownie :)
Mela
Jej! Nie spodziewałam się :3
UsuńDziękuję bardzo <3 Ciesze się niezmiernie *.*
Miło mi strasznie c:
Dziękuję raz jeszcze :D
Całuski xx
;-; ;-; ;-; ;-;
OdpowiedzUsuńZnowu rycze
Co wejde na twojego bloga to się po płaczę
Nie no musisz mi napisać coś wesołego
Składam zamówienie na bardzo a to bardzo radosnego imagina
Z Całym 1D w roli głównej oczywiście Niall Horan
No przepraszam :3
UsuńMuszę, masz rację :D
Oczywiście, postaram się jeszcze dziś <3
Oczywiście, że Nialler a kto inny :**
KC <3
Całuski xx