W tym zawodzie ciężko jest nie przejmować się opinią innych, taka jest prawda.
Sława to twardy orzech do zgryzienia. Trzeba mieć mocną psychikę. Niektórzy sobie radzą, inni nie do końca. Ja należę do tej drugiej grupy osób.
Otrzymałem los na loterii, nie da się ukryć. Trafiłem do zespołu. Pokochałem chłopaków jak braci, directioners jakbym znał ich wszystkich od małego. Zacząłem życie o jakim marzyłem. Mnóstwo pięknych chwil przeżyłem. Robiłem to co zawsze siedziało mi w głowie. Jednak wszystko zaczęło się psuć. Prywatność, na której tak bardzo mi zależy uciekła. Wszystko co moje było komentowane przez media. Cały świat wiedział o mnie wszystko. Nie dawałem rady psychicznie. Ta wieczna smycz mnie podduszała. Traciłem bliskich, kobietę oraz rodzinę. Zmuszony byłem wybrać. Nie wiem ile łez wylałem, jak wiele nocy nie przespałem. Wiem tylko, że podjąłem najtrudniejszą decyzję w moim życiu jak dotąd. Odszedłem od One Direction. Zdawałem sobie sprawę jaką to wywoła kontrowersję. Ile komentarzy pojawi się pod moim zachowaniem. Świdom tego, iż moja twarz trafi na pierwsze strony gazet opuściłem boysband. Może i figurowałem w brukowcach, ale tylko przez jakiś czas. Gdybym został, powtarzałoby się to jeszcze wiele razy. Nie dość, że ja, chłopcy, to jeszcze fani się załamali. Stłamsiły mnie ich pomysły. Okaleczali się, płakali, lamentowali przed długi czas, z tego co wiem to pojawiły się nawet samobójstwa. Łamało mi to serce. Jednak na marne moje jakiekolwiek poczynania. Cóż mogłem uczynić? Przeprosić? Chciałem. Lecz nie znalazłem słów na swoją rozpacz. Nie miałem na celu unieszczęśliwienie wielbicieli. Ja pragnąłem tylko krzty normalnego życia. Nie umarłem, zaginąłem. Jestem. Wciąż jestem i będę. Może już nie jako 1/5 zespołu. Postanowiłem nie schodzić z rynku muzycznego. Nie. Tak samo nie zamierzam nagrywać i koncertować na umór. Potrzebuję tylko spokoju na jakiś czas. Wierzę, że wszyscy to zrozumieją. Nie będą już wyśmiewali mnie za to, że odszedłem w ramach odzyskania normalności, a nadal śpiewam. Jednak ludzie są okrutni, o tym przekonałem się już nie raz. Że zrozumieją, iż chcę zostać w branży muzycznej, jednakże nie rozwiniętej na taką skalę. Trochę spokojniejszą, cichszą, nie tak rozdmuchaną. Nie umiem znaleźć poprawnych określeń na to jak bardzo pragnę szczęścia directioners i fanów, cieszę się, że wiele z nich nadal zostało z 1D. Smutno mi z powodu tych, którzy odeszli, ale tego naprawić już nie uda mi się. W mojej głowie pali się pewien pomysł, mieści się mała nadzieja na powrót. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę miał okazję stanąć obok Niall'a, Liam'a, Louis'a oraz Harry'ego na scenie i zaśpiewać te wszystkie piosenki. Przypomnieć sobie wszystkie te lata. Przeżyć to jeszcze raz, tą cudowną, magiczną przygodę jak ze snów. Przyznam, że to najbardziej niesamowite, zarazem przerażające doświadczenie w moim życiu. Łza mi się w oku kręci, gdy pomyślę o tym co wydarzyło się przez ten czas w One Direction. Serce wali mi jak oszalałe. Kochałem i będę kochał to co związane z tymi momentami. Nie wiem jak to będzie. Nie wiem co przyniesie przyszłość. Tylko, mnie nadal przeraża ta "łatwa" sława...
Hejka! Witam! Oto taki sobie imagin, który siedział mi w głowie już od dawna :) Mam nadzieję, że się spodoba :3 Pisałam do z perspektywy Zayn'a, ale to takie moje małe, wiecie, no te...Poglądy czy jakoś tak ;) Przepraszam, jeżeli ktoś nie zgadza się z treścią, to tylko takie moje jak to nazwałam "przemyślenia".
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Ej no
OdpowiedzUsuńJa płaczę
To takie smutne...
No piękne!
Napiszesz dla mnie smutaska z panem szefem w wolnej chwili? ??
<3
Przepraszam jeszcze raz ;o
UsuńDziękuję Ci <3 Bardzo się cieszę :))
Jasne ;* Bardzo chętnie <3 Brakuje mi zamówień ^^ No po prostu kocham je pisać :))
Całuski <3
KC <3