sobota, 25 kwietnia 2015

Little Sweet Angel 60

 Ponownie wtuliłam twarz w poduszkę oglądając zdjęcie moje i Styles'a. Takich uśmiechniętych, radosnych...We dwoje. Właśnie jego obecności brakowało mi najbardziej. Lecz echo jego słów nadal odbijało się w mojej czaszce. Wciąż pamiętałam to jak mnie uderzył w furii przez przypadek. Ogólnie mieszane uczucia władały mną całą. Chociaż jednak głównie tęsknota. Czy tylko mi wszystko musi walić się naraz? Mam wrażenie, że już nic nie ma sensu...
***
Zasnęłam. Dzień rozpoczął się chaosem. Z samego rana szybka kąpiel, kok na głowę, dres na ciało. Później przejazd do miejsca sesji. Make'up, fryzura, dressing. Kompletnie nie potrafiłam się skupić. Okazało się, że sesja jest z partnerem. Ja w pięknej białej sukni z koronki, a obok przystojny francuz w garniturze. Musiałam się ogarnąć. Mieliśmy grać zakochanych, wyobraziłam sobie Harry'ego. Tylko to mi pomagało. Wyszło całkiem nieźle. Przez siedem godzin zrobiłam 20 kompletów. Niby zajęłam się czymś, lecz z tyłu głowy nadal plątały mi się smutne wątki. Uwolniłam się sprzed obiektywu na rzecz wywiadu. Przebrałam się. Kierowca podwiózł mnie do studia gdzie nagrać miałam rozmowę. Przysłowiowo "przypudrowano mi nosek". Zdawałam sobie sprawę, że muszę uśmiechać się i udawać, iż wszystko gra. Przykleiłam sobie na twarz uśmiech. Usiadłam przed kamerą, a wywiad się rozpoczął. Miałam pewną nadzieję, która szybko została rozmyta przez reporterkę.
-Witaj, Michell.-przywitała się ze mną.
-Witam, Hannah.-Równie miło odezwałam się.
-Jesteś teraz tutaj w Paryżu, robisz wiele sesji, pokazy przed tobą. Na pewno to ciężkie skupić się na pracy, kiedy ma się takie problemy osobiste. Wszyscy wiemy co dzieje się pomiędzy tobą, a twoim partnerem-Harry'm Styles'ie. Od anonimowych informatorów, wiadomo, iż uderzył cię. Czy to prawda?-Nie umiem wyrazić słowami jak ciężko było mi tego słuchać. Czułam jak łzy napływają mi do oczu. Kiedy usłyszałam to nazwisko, znów zaczęłam dygotać.
-Przepraszam...-Wstałam i po prostu wyszłam. Bezskutecznie ocierałam nieodpuszczające krople słonej cieczy. Uciekłam, tak uciekłam. Miałam nadzieję, że wytrzymam, jednak się nie udało. Wsiadłam do auta. Odjechałam.
Każdy dzień stawał się coraz gorszy. Tęskniłam coraz bardziej. Został jeszcze jeden do wyjazdu. Tamten jednak wydawał się najgorszym ze wszystkich. Nie wytrzymywałam. Presja, telefony od Tatiana'y, mała chora, ja załamana. Nie dawałam rady. Kiedy wychodziłam na kolejną sesję pod hotelem zebrała się chmara fotografów. 
-Michi, Michi! Powiedz. Jesteś ze Styles'em? Czy on cię skrzywdził? Czy się kochacie?-usłyszałam. Wtem coś we mnie pękło. Wróciłam do środka. Spakowałam wszystkie swoje rzeczy. Cindy nie była w stanie mnie zatrzymać. Dała mi wolną rękę. Zrozumiała. Wyszłam tyłem. Taksówką pojechałam na lotnisko rycząc jak dziecko. Po czterech godzinach rozpaczania czekając na samolot, mogłam wejść do maszyny. Całą drogę trzęsłam się. Umierałam psychicznie. Już nie dostrzegałam nikogo. Ogólnie to rzeczywistość jakoś odeszła. Wcześniej zadzwoniłam po szofera. Zawiózł mnie do Tati. Zapukałam kilka razy. Otworzyła mi siostra.
-Miśka?! Co ty tu robisz?-Wciągnęła mnie do mieszkania i mocno przytuliła.
-Cześć. Skrócili mi robotę.-skłamałam niemrawo.
-Boże, kochanie. Wiem, że to nie pomoże, ale wyglądasz jak...
-Wrak człowieka?-dokończyłam.
-Tak, dokładnie.-Posadziła mnie na sofie.-Nawet nie pytam jak się czujesz. Skarbie, ty musisz z nim porozmawiać. Ty dosłownie giniesz w oczach.-Słyszałam w jej głosie niepokój.
-Jak to?-Zagubiona wydukałam.
-Kiedy ostatnio jadłaś?-Zrozumiałam aluzję. Właśnie. Nie pamiętałam takiego wydarzenia. 
-Mówili, że zgubiłam 4 kilogramy.-odrzekłam bezsilnie.
-Mała, znów popadasz w chorobę.-Miała rację. Brakowało mi sił na zaprzeczanie czy dyskusję.
-Powiedziałaś Niall'owi?-Chciałam zmienić temat, tyle jeszcze zdolna byłam wykrztusić.  Spuściła głowę. Już znałam odpowiedź.-Dlaczego nie?-jęknęłam słabo.
-Chciałam poczekać na ciebie i się bałam.-odpowiedziała. 
-Musisz mu wyznać prawdę.-Złapałam bliźniaczkę za nogę.
-Ty również masz coś do zrobienia.-Przytaknęłam. Nagle pojawili się Luke z Calum'em. Jak przez mgłę pamiętam co do mnie mówili i jak wyglądało przywitanie. Wiem tylko, że właśnie wychodziliśmy, aby spotkała Harold'a, kiedy zakręciło mi się w głowie i ciemność stanęła mi przed oczami...










Hejka! Oto rozdział #60 :D Przepraszam, że tak późno. Wcześniej brakło mi czasu. Po za tym znów mam problemy z internetem i prawdopodobnie nie uda mi się dodać nowego rozdziału na drugim blog'u co mnie zasmuca, gdyż obiecałam :( Przepraszam jestem do bani :P 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*



4 komentarze:

  1. Jak ty mi tak w takim momencie mogłaś skończyć?!
    Pytam się ciebie?
    Jeśli ona trafi do szpitala to Harry za nią, co?
    Fajnieby było.
    Oni w końcu muszą wrócić do siebie!
    Świetny rozdział
    Czekam na nexta
    <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heuheu :3
      Przepraszam c:
      Nie mam pojęcia :o Może... Może nie ;) Zaskoczę, mam nadzieję :)
      Zgadzam się :*
      Muszą! To ja rozumiem ;D
      Dziękuję <3 Bardzo się cieszę, zwłaszcza że uważałam go za nieudany ;p Dziękuję Ci, to wiele dla mnie znaczy :)
      Całuski ;*

      Usuń
  2. Wcale nie ma drugiej w nocy, wcale.
    Jak ty to wszystko wymyślasz?!
    Jestem pod wielkim wrażeniem.
    Oby tak dalej.
    Sorki, że tak krótko, ale jest dość późno, a jutro muszę wstać na dziewiątą. Ehhh.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha XD Wcale XD
      Nie wiem, tak jakoś :33
      wOw! Dziękuję <3
      Spk <3 Rozumiem ;* Też wstać muszę rano ><
      Całuski :*

      Usuń