poniedziałek, 7 września 2015

Confidence 11 druga połowa

-Przestań!-wydarłam się. Władała mną taka moc, że wykręciłam chłopakowi rękę stawiając go w sytuacji bez wyjścia. W szale dodatkowo ustawiłam swoją nogę na jego plecach przyciskając bruneta do podłoża. Drugą stopą z całych sił kopnęłam ciemnookiego w bok, aż zajęczał. Kiedy to usłyszałam puściłam go wolno. Me oczy zaszły łzami. Cofnęłam się kilka kroków zszokowana swym postępowaniem. Wtem na całą salę rozległy się gromkie brawa. Przeniosłam uwagę na mężczyzn na "parterze". Byli uradowani. Rozglądałam się oszołomiona. Mężczyzna, którego przed sekundą powaliłam powstał z lekkim trudem. O dziwo jego twarz również była rozradowana.
-Widzisz, taka jesteś naprawdę.-Te słowa odbiły się w mojej głowie kilkukrotnie...
***
Wybiegłam z tamtego pomieszczenia. Słyszałam tylko w tle jak mój porywacz wzywa pomoc. Kilka postawnych mężczyzn goniło za mną. Dziękowałam Bogu, że biegałam i chodziłam na siłownie kiedy dane było mi jeszcze trwać w wolności. Przeskoczyłam przez kilka barierek, ominęłam wiele osób. Przewróciłam kilka koszy w celu spowolnienia mojego "ogona". W końcu natrafiłam na drzwi wyjściowe. Znalazłam się na czymś w rodzaju tarasu kilkanaście metrów nad ziemią ze szkła. Podbiegłam do barierki. Pode mną rozciągała się autostrada. Samochody śmigały wręcz pod moimi stopami. Nie mogłam skoczyć. Ujrzałam drabinkę przy wejściu. Automatycznie ruszyłam i zeszłam na trawę za drogą. Już miałam biec kiedy zostałam złapana za biodra i przerzucona przez ramię. Rozpoznawałam tatuaże na rękach napastnika. Był to ten, który mnie tam przywiózł.
-Puszczaj! Słyszysz chory psycholu?!-Naprawdę nie wiem jak to możliwie, że byłam w stanie się tak wydzierać. W chwilę udało mu się wywołać u mnie agresję. W głowie wciąż siedziały mu jego słowa, a im dłużej nad nimi myślałam, tym bardziej w nie wierzyłam. Kopałam go, szarpałam się. Jednak był zbyt silny, a ja zmęczona maratonem. W końcu wpadłam na pomysł. Wiem, może trochę dziecinny, ale zadziałało. Tak...Ugryzłam go. Natychmiast trafiłam na ziemię. Szybko kopnęłam go w czułe miejsce. Już miałam znów uciekać, a jak na złość ktoś inny objął od tyłu mą posturę krępując me ręce. Znów wierzgałam na marne, ale byłam na tyle żwawa, że przybyło jeszcze jednego napastnika, jaki miał za zadanie zatrzymywać moje nogi. Kiedy ciemnooki poszkodowany podniósł się po dłuższej chwili zbolały, zbliżył się do mnie.
-Waleczna bestia. Jeszcze lepiej.-Wręcz dumny rzekł. Chyba wstąpił we mnie jakiś demon, ale splunęłam mu w twarz. Wytarł to i się zaśmiał. Nie otrzymywałam żadnej odpowiedzi, tylko rozbawienie bądź uśmieszek. Ta jego pewność siebie i "cierpliwość" jeszcze bardziej podnosiły mi ciśnienie. Miał rację...Taka byłam naprawdę i potrzebowałam obudzić w sobie tą niebezpieczną Avecra'ę. Mimo, że cały czas byłam wścieka i nabuzowana jak nigdy, to czułam się zdecydowanie lepiej taka agresywna niż kiedy niepewność ze mną wygrywała. Myślę, że ujawniła się we mnie taka wola walki z uwagi na to, że mnie przejrzał...Wiedział jak moja pewność siebie runęła pod nadzorem ojca...Tylko wtedy nie wiedziałam jeszcze jak bardzo mną manipuluje i ile w tym wszystkim prowokacji....






Hej! Dałam radę ;) Mam nadzieję, że się spodoba :3 PISZCIE ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

2 komentarze: