środa, 16 września 2015

Confidence 13


PROSZĘ O KOMENTARZE! MOTYWACJA!!!



 Opanowało mnie coś, czego jeszcze nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Nie zadowalało mnie to, ale i nie smuciło. Mimo wszystko, mimo to, że nie wiedziałam do czego jestem zdolna, to chciałam kontynuować i przekonać się która z moich nieodkrytych twarzy jest bardziej przydatna z moim nazwiskiem. Obie strony mogły okazać się skuteczne. Granie sieroty mogło mnie ocalić, lecz także ciemna Av mogła wyciągnąć mnie z najgorszego bagna. Obie 'ja' się zgadzały: "Trzeba to sprawdzić". Z każdym momentem zdawałam sobie sprawę z tego, że dusiłam się w sobie samej tylko dlatego, że bałam się reakcji pokrywającej się z jaką konfrontowałam się w dzieciństwie. Że odgrywałam rolę swojego życia przed sobą samą. Tak bardzo się w nią wczułam, że nareszcie we mnie 'wrosła'. Przyczepiła się mnie i raczej nie było opcji, aby kiedykolwiek odeszła. Mogłam ją jedynie zdominować. Pozostało tylko pytanie: Jak?...
***
    Tak to się zaczęło. Jeszcze wiele krętactw przewinęło się przez mój początkowy pobyt tam. Byli bardzo dobrze zorganizowani. Moje studia, praca i znajomi zostali przez nich "zawieszeni". Wszystko poukładali w jedną stałą całość, do jakiej prawdziwego źródła nikt nie miał szans dotrzeć. Byłam w Nowym Jorku na praktykach, taką mi dopisali historię.
    Miałam swój luksusowy kąt, jakim królowa by nie pogardziła. Treningi były wyczerpujące, lecz motywujące. Z każdym kolejnym wydawałam się lepsza, przynajmniej przed samą sobą. Lecz im zawsze było za mało. To mój porywacz, który, jak się okazało, miał na imię Liam, prowadził większość moich szkoleń. Miałam też coś w rodzaju "lekcji". Pokazywano mi jak rozplanować akcję, co to strategia, jak zbudowana jest broń i w jakie miejsca uderzać jest najskuteczniej. W tamtym czasie jeszcze wiele o sobie nie wiedziałam. Słuchałam tych wszystkich wywodów, jakby po raz kolejny. Znałam na pamięć te wykłady zanim jeszcze weszłam na pierwsze "zajęcia". Sztuki walki także przychodziły mi z łatwością. Może i byłam córką gangstera i miałam minimalne nauki jako dziewczynka, ale mój mózg nie był jeszcze w stanie tyle pojąć i fizycznie nie było to możliwe.
    Coś dziwnego się ze mną działo. Każdej nocy miałam koszmary. Pojawiały się w nich chore sceny Te zawiłe korytarze z mojego pierwszego domu "rodzinnego", wiecznie unoszący się dym papierosowy oraz swąd alkoholu. Te pokoje...Wszystko było na wzór właśnie budynku w którym mnie "wychowywano". Każdy jeden pachoł mojego ojca grał nieodstępną rolę w moich snach. Pamiętałam ich twarze jakby to było wczoraj. Co noc koszmar jednak przedstawiał inną scenę.
                                                                     Noc pierwsza
Posadzono mnie na wysokim krześle. Widziałam strzykawkę. Kilkukrotnie wstrzyknięto mi coś kolorowego w żyły. Bolało. Kilku mężczyzn trzymało mnie podczas moich pisków. Substancja rozpościerała się po moim ciele. Przez chwile obraz stał się zamazany. Kolejno trafiłam do swojego starego łóżeczka...                                        
                                                                             ***
                                                                     Noc piąta
jako ośmiolatka uderzam w worek treningowy z impetem, jakbym robiła to co dzień. Stał nade mną największy masowo podwładny mojego taty. Wykrzykiwał mi polecenia. Dostawałam nóż do ręki, trafiałam nim w manekiny. Strzelałam do tarczy niezmiernie celnie. Niczego się nie bałam. Nic nie stanowiło dla mnie nowości.
                                                                            ***
                                                                     Noc jedynasta
 Dalsze treningi, lecz nie tylko fizyczne. Siedziałam przy ogromnym stole, ciągnącym się przez całą długość jadalni. Obok mnie przebywał kolejny z pracowników. Ten nosił okulary. Przyglądałam się jakimś planom rozmieszczenia budynku z uwagą, a ten tłumaczył mi coś. Byłam bardzo skupioną kilkulatką, nie nudziłam się. Wydawało mi się to niezmiernie interesujące.
                                                                           ***
                                                                      Noc szesnasta 
Tym razem sen był inny...Doszłam już w nim do wieku nastoletniego. Panował zmrok. Zerwano mnie z łóżka i zabrano do tego samego pokoju, w którym przyjmowałam zastrzyki. Znów nieznany produkt trafił do mojego organizmu. Wszyscy byli jakby w panice. Przywiązali mnie do fotela. Nie wiedziałam co się dzieje. Zobaczyłam nóż. Krzyczałam i wierzgałam, łzy ciekły po moich policzkach. Zatkano mi usta szmatką. Dół mojego brzucha, przy lewym boku został nacięty. Włożono mi tam coś blaszanego, coś na krój karty pamięci, ale to nie to. Obserwowałam jak z uwagą wczepiają to coś do mojego organizmu. Nic nie rozumiałam. Uciszano mnie na siłę, ale to stanowiło dla mnie ogromny szok, co było naczelnym powodem mojego przerażenia. Czułam się bezbronna. Krew się lała po rękach facetów, którzy mnie "operowali". Schodziła ze mnie siła. Brakło mi mocy do dalszych protestów. Mgła ponownie zamazywała mi obraz. Nagle rozległ się huk. Natychmiast zaczęli zaszywać otwarcie w moim ciele. Zamknęli mnie i ubrali. Przeniesiono mnie na strych. Kazali mi być cicho. Ostatnie co pamiętam to okrzyki proceduralne policji, huki i strzały. Wszystko stało się czarne i zemdlałam...
                                                               ***
Obudziłam się z krzykiem i potem na czole. Rozejrzałam się po pokoju. Odetchnęłam z ulgą. Powstałam. Wszystkie te mary nachodzące mnie co noc były tak bardzo realistyczne. Nie oddziaływały na mnie jak sny, bardziej jak....Wspomnienia. Jakby coś przepłynęło mi pomiędzy palcami podczas mojego dzieciństwa i czasu dojrzewania. Jakby ktoś wcześniej wymazał mi to z pamięci. Wszystko wydawało mi się znajome. Znałam te sceny, ale nie przypominałam sobie, aby kiedykolwiek miały miejsce. Cała dygotałam. Nic nie było dla mnie zrozumiałe. Tyle pytań bez odpowiedzi krążyło po mojej głowie. Co koszmar, to występowałam w nim starsza. Oglądałam te slajdy jakby z perspektywy obserwatora. Z jednej strony kilka czynników łączyło się z rzeczywistością i miało powiązania z tym co przeszłam, lecz nadal dalekie było mi to od tego co znałam ze swojej przeszłości. Pragnęłam poznać prawdę o swoim życiu. Rzeczywiście nie za wiele wiedziałam o samej sobie w okresie małoletnim. Wszystko to co znałam z młodzieńczych lat było owocem opowiadań brata, zanim jeszcze nas rozdzielono, gdyż po tym jak złapali mojego tatę, ponoć, chciałam się zabić i skoczyłam z budynku. Jakimś cudem przeżyłam. Trafiłam do poradni lekarskiej z amnezją. Pamiętałam osoby, swoje imię oraz dane, mieszkanie, lecz fakty o działalności były dla mnie jedną wielką nieznaną. Było coś jeszcze co zapadło mi na stałe, a mianowicie to, iż ojciec "znęcał się nade mną fizycznie, jaki i psychicznie". Miałam, jakby wbite w głowę te obrazy. Jakby było to zakodowane w mojej czaszce. Czułam jak jest to odtwarzane przez całe życie. Jakby było to celowo przypominane mi z nadzieją na efekt. Nigdy nie udało mi się tego pozbyć. Skutkowało to moimi zachowaniami typu chowanie się przed ludźmi, aby z nimi nie rozmawiać, gdyż czułam się gorsza, a i nienawiścią jaką żywiłam do ojca. W mózgu krążył mi strach przed własnym tatą.
Cała akcja ze "szpitalem" toczyła się jakby napisana ze scenariuszem. Nie miałam żadnych szczególnych obrażeń i nie otrzymałam swoich wyników ani wypisów. Przyjmowałam to wszystko z obojętnością. Dopiero tamtej nocy zaczęłam układać te puzzle. Wcześniej nawet nie przeszło mi przez myśl, aby kiedykolwiek ktoś ze mną eksperymentował i chciał oszukać lub całkowicie ustawić moje życie po swojemu. Byłam zbyt naiwna.
 Zastanawiało mnie co za substancja została mi wstrzyknięta we śnie, a czym była ta płytka wszczepiona mi do ciała. Pobiegłam do łazienki. Podciągnęłam koszulkę i spojrzałam na miejsce, które w moim śnie zostało nacięte. Kiedy tylko na nie zerknęłam, jakby mnie oświeciło...





Hello! No i jestem! Późno, bo późno ale jestem :D Hmmm...Trochę to wszystko poplątane! xD A może jednak domyślacie się co będzie dalej i o co tu chodzi? Piszcie Kochani :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
PROSZĘ O KOMENTARZE! :3 TO MOTYWUJE <3


2 komentarze:

  1. Wow,jestem pod mega wrażeniem!
    Że też ona coś takiego przeżyła i nie pamięta. Te sny to jak jakaś retrospekcja, albo co...
    Super: )
    Czekam na nexcik i lece się uczyć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe :D Hmmm...Wszystko ma swoją przyczynę ;)
      Jesteś blisko ;3
      Dziękuję <3
      Powodzenia w nauce xx

      Usuń