***
Ułożyłam palce na tym właśnie miejscu. Zawsze myślałam, że to blizna po wycięciu wyrostka, jakie ponoć miałam za malucha. Wcisnęłam dłoń w skórę. Zabolało. Syknęłam. Wydawało mi się, że coś się we mnie porusza, właśnie w rejonach zastygłej rany. Niespodziewanie doznałam olśnienia.
Wszystkie te obrazy pojawiające się podczas mojego snu śmignęły mi przez głowę po raz kolejny. Całe życie przebiegło mi przed oczami. Nigdy się nade mną fizycznie ani psychicznie. Moja matka wcale nie była prostytutką. Ojciec mnie kochał. Tata nigdy nie chciał dla mnie źle. Zawsze byłam blisko brata. Ci wszyscy mężczyźni mieli tylko nas ochraniać i uczyć nas tego. Cała działalność taty nie miała na celu zabijania. To wszystkie sny były jedną wielką retrospekcją. Łzy stanęły mi w oczach. Zrozumiałam, że byłam szkolona nie do zabijania, lecz do samoobrony. Że byłam kochana przez moją chorą, ale rodzinę. Że w ogóle ją miałam.
Jednak nie rozumiałam dlaczego to co znałam musiało być jednym wielkim kłamstwem. Dlaczego mnie oszukiwali. Czemu nic z tego nie pamiętałam, a miałam obrazy tego co mi wmówili. Nic z tego co było mi opowiadane nie stanowiło już dla mnie prawdy.
Doszło do mnie, iż to gdzie się wtedy znajdowałam to wcale nie żadna agencja mająca za zadanie pomagać. To właśnie była szkoła zabijania, a ja miałam być kolejnym ich celem. Chcieli mnie wykorzystać. Uważali mnie za maszynę do unicestwiania innych. Okłamywali mnie. Lecz mieli o mnie zbyt wiele informacji. Najgorsze, że znali mnie lepiej niż ja samą siebie. Byli świadomi faktów oraz fałszu jaki wgrano mi w głowę. Wspominali o tym jak "katował" mnie tato, więc mieli coś wspólnego z przeszłością jaką stworzono dla mnie. Pragnęłam dowiedzieć się czego tak naprawdę ode mnie oczekują.
Nie miałam zamiaru marnować ani sekundy. Otarłam poliki. Czułam się gotowa na wszystkie ewentualności. Ubrałam czarne spodnie oraz bokserkę. Na stopy nasunęłam botki pod kolor, a na ramiona zarzuciłam skórzaną kurtkę nie wyróżniającą się barwą od reszty kompletu. Związałam włosy w kucyk. Złapałam za kilka narzędzi niezbędnych mi do działań i schowałam je szczelnie pod ubiorem. Otworzyłam okno. Umknęłam niezauważona do piwnicy. Wybrałam jeden z samochodów. Przypuszczam, że wiedzę o tym jak kraść auta nabyłam w młodości, gdyż poszło mi niezmiernie szybko. Ruszyłam. O dziwo nikt się nie zorientował. Sama nie do końca byłam pewna tego co czyniłam.
Powiedzmy sobie, że wcześniej włamywałam się do systemu miejsca, w którym się znajdowałam. Informatyka akurat sprawiała mi łatwość dzięki czasowi, jaki spędzałam na studiach przy systemach komputerowego podobnego typu. Znałam adres Ernesta. Przejechałam około 50 kilometrów. Byłam bardzo skupiona. Ta "retrospekcja" przedstawiła mi prawdziwą mnie. Jakbym nieśmiała ja zemdlała tam gdzieś w środku zostawiając miejsce dla pewnej siebie Avecra'y. Dotarłam. Zaparkowałam z dala od budynku. Jednak poznawałam go. To właśnie tamto miejsce. Stara siedziba ojca. Dookoła krążyło wielu mężczyzn. Musiałam wślizgnąć się jakoś do środka bez problemów. Intuicja mówiła mi gdzie przebywał własnie mój brat. Znałam plan budowli na pamięć, jaka niedawno się "zaktualizowała". Wyczekałam dobry moment i wlazłam do piwnicy przez uchylone okienko. W półmroku dotarłam do schodów. Kiedy już wspięłam się na ostatni stopień otworzyłam lekko drzwi. Natychmiast zauważyli mnie dwaj faceci. Mieli zamiar się na mnie rzucić, to niewątpliwe. Nie miałam wyboru. Odruchowo już zawiesiłam się na szyi bruneta. Szybko kopnęłam drugiego w twarz z impetem. Od razu padł na ziemię nieprzytomny. Kolejno poddusiłam swój "wieszak" i mogłam udać się na górę. Bez większych przeszkód znalazłam się przed znajomymi mi z dzieciństwa dębowymi wrotami. Wzięłam głęboki oddech. Weszłam do pomieszczenia. Ciemną czuprynę brata odwróconą do mnie tyłem widziałam już z daleka. Wystawała zza białego skórzanego fotela.
-Mówiłem, że nie mam czasu, do cholery!-krzyknął. Zamknęłam za sobą drzwi, a ten powstał. Zwrócił się twarzą w mym kierunku. Mina chłopaka przeistoczyła się z wściekłej na wzruszoną.
-Chyba będziesz musiał go znaleźć.-odezwałam się.
-Avecra?-Zbliżył się do mnie.
-Czyli na pewno mam tak na imię?-zapytałam ze łzami w oczach. Zauważyłam, że iskra w źrenicach Ernest'a zmarła na moje słowa. Dobrze wiedział o co chodzi.-Powiedz mi...Dlaczego mnie okłamałeś? Po co to?-wydukałam.-Zrujnowaliście mi życie.-rzekłam.
-Vecra, to nie tak. Ty nic nie rozumiesz.-Spokojnym tonem zaczął.
-No jasne! Jak mam rozumieć cokolwiek, jeżeli te wszystkie lata były jakąś stworzoną przez was fikcją?!-darłam się. Do pomieszczenia wparowało kilku łysych goryli brata. Ze wściekłości na wejściu położyłam pierwszą trójkę, później zainterweniował Er. Złapał mnie i zblokował każdy z moich ruchów.
-Uspokój się.-wyszeptał mi do ucha. Płakałam jak dziecko. Ta cała sytuacja była nie do zniesienia.-A wy wynocha, zabrać ich!-polecił z marszu stojącym w progu. Znów zostaliśmy sami. Posadził mnie na sofie. Oparłam się o jego ramie i starałam zaprzestać łzom. Głaskał mnie i uciszał. Chyba był w szoku po tym co zobaczył. Wcale się mu nie dziwiłam. Ja też się zdążyłam pogubić.
-Błagam cię. Wytłumacz mi to teraz.-poprosiłam.
-Dobrze, powiem ci wszystko. Lecz nie tutaj i nie dzisiejszej nocy.-Spojrzał mi prosto w oczy.
-Dlaczego?-Nie zrozumiałam.
-Bo zapewne już jesteś poszukiwana, a tu jest zbyt wielu zwiadowców.-wyjaśnił po krótce. Wyjął z szafki dwie spluwy i kilka nabojów. Schował sprzęt w przeznaczone na nie saszetki przy ubraniach. Narzucił na siebie kurtkę i pociągnął mnie za rękę.
-Ale Ernest...-Znów nie wiedziałam co się dzieje.
-Spokojnie. Liam nic ci tutaj nie zrobi, ale znam bezpieczniejsze miejsca.-rzekł nawet na mnie nie zerkając.
-Czyli ty o nim wiesz? O co chodzi?-Aż dygotałam. Prowadził mnie na strych. Znowu na niego trafiłam.
-Proszę cię. Musisz być cierpliwa. Wszystko opowiem ci na miejscu.-nakazał. Postanowiłam poddać się jego prośbom. Posadził mnie na skraju jakiegoś zsypu, który krył się pod drewnianą klapą.-Złaź po tej drabinie.-nakazał. Nie odezwałam się tylko to uczyniłam. Zeszliśmy z dwadzieścia metrów w dół. Rozejrzałam się. Przyznam szczerze, że tego się nie spodziewałam...

Ernest
Hej! Uff...Napisałam :) Dzisiaj się już lepiej czuję, więc łatwiej mi to przychodzi :3 Dużo tutaj się dzieje! :D Domyślacie się przynajmniej o co może chodzić?! :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Okej....
OdpowiedzUsuńJa nic nie wiem...
Czekam na next!
To jest takie zagmatwane, ze aż smutne: )
<3
Heh :)
UsuńTeż bym się pogubiła <3
Niedługo :)
xx