wtorek, 1 września 2015

Confidence 9

***


Zahaczyłyśmy jeszcze o biuro klienta Mirell. Zostawiła mnie samą w samochodzie. Z przyzwyczajenia obserwowałam przechodzących ludzi. W tłumie naprzeciw dostrzegłam parę, na której widok oczy wyszły mi na wierzch. Aż zaparło mi dech. Savannah i Harry?! Nie to, niemożliwe...
***
Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Nie mogli mnie zobaczyć. Zsunęłam się nieco w dół. Wyglądali na szczęśliwych. Śmiali się i trzymali za ręce. Wiosenny watr rozwiewał loki chłopaka i proste włosy Sav. Na początku jeszcze trzymałam się nadziei, iż to tylko przyjaźń. Później jednak zwątpiłam w to kompletnie. Dlaczego? Złączyli swoje usta w namiętnym pocałunku. Moją twarz zaczęła pokrywać wiśniowa barwa. Sama nie wiem dlaczego. Niespodziewanie telefon Savannah'y zadzwonił.  Po której rozmowie ruszyła z lokowatym w przeciwnym kierunku. Odetchnęłam z ulgą.  Nie musiałam brać udziału w konwersacji,  jaka zapewne nie należałaby do luźnych. Niezręcznie byłoby i mi i im. Po pierwsze Sav nie zdradziła nikomu, iż spotyka się z kimkolwiek. Po drugie, wmawiała, że nie jest gotowa na związek po ostatnim nie zbyt szczęśliwym. Po za tym wstydziłam się i nie do końca śmiało rozmawiałam z Harold'em. Nareszcie dołączyła do mnie Mirell. Nie wiedziałam czy wspominać jej o sytuacji jakiej byłam świadkiem minutę wcześniej, gdyż swego czasu podkochiwała się w Haroldzie, lecz nigdy nie ujawniła tego przed nikim prócz mnie. Nawet ja zostałam poinformowana o tym przez przypadek, lecz to już oddzielna historia.
-Załatwione.-oznajmiła wsiadając do auta. Zapinając pas zerknęła na mnie.-Coś nie tak?-zapytała przejęta. Jej ręka spoczęła na moim prawym ramieniu. Czyli nie udało mi się udać obojętnej.
-Em...-zająknęłam się.-Wszystko w porządku, tylko się tak zastanawiam czy nie będę wam przeszkadzała. Mieszkacie z Chace'm ze sobą stosunkowo niedługo i nie wiem czy nie naruszę waszej przestrzeni osobistej, w rozwojowym etapie związku, czyli tym najbardziej istotnym.-Na poczekaniu udało mi się wymyślić zgrabną historyjkę. Miri uśmiechnęła się pocieszająco.
-No co ty? Nie będziesz żadną przeszkodą. Chace teraz ma pracowity czas w firmie, więc nie za wiele go będzie. Po za tym szczerze mówiąc potrzeba mi kogoś bliskiego obok, bo wiesz jednak mam do was wszystkich daleko i brak możliwości zwierzenia się komuś. Dobrze, że będziesz blisko.-Puściła mi oczko. Uniosłam kąciki ust i przytaknęłam. Dzięki Bogu, uwierzyła. Brunetka przekręciła kluczyki w stacyjce i ruszyła.
*4 dni później.
Wszystko ucichło. Przez te kilka dób żadne wydarzenie szczególnie nie zaniepokoiło mnie. Mieszkanie z Mirell i jej partnerem okazało się bardzo korzystną decyzją. Naprawdę miałam spokój i ciszę, Chłopaka często nie było, a kiedy już wracał po kilkunastu godzinach harowania we własnej firmie, zachowywał się jak ja, Cichutko przemykał do sypialni zaraz po czułym przywitaniu się z ukochaną. Brał kąpiel i kładł się spać. Może sporadycznie opowiedział parę zdań o swoim dniu, lecz kierował to głównie do latynoski. Nie musiałam uczestniczyć w żadnej konwersacji tej pary. Wszystko stanowiło zupełne przeciwieństwo tego co przeżywałam z Alexis.
Tamtego dnia obudziły mnie krzyki i trzask drzwi wejściowych. Byłam jeszcze zaspana, więc nie do końca wiedziałam czego dotyczyła ostra wymiana zdań dobiegająca z kuchni. Przetarłam oczy i podniosłam się z łóżka. W pomieszczeniu, w samym sercu mieszkania, zastałam roztrzęsionego Chce'a. Aż zamarłam. Nie spodziewałam się akurat jego, bardziej mojej przyjaciółki. W głowie od razu pojawiła mi się myśl o tym, co mam ze sobą począć. I tak już mnie zobaczył, a więc nie mogłam się wycofać, pozostawiając go w takim stanie. Niezbyt uśmiechała mi się rozmowa z jakąkolwiek osobą, która nie jest mi bliska ani zaufana. Na własne życzenie wystawiłam się na próbę. Nie wiedziałam czy sobie poradzę. Siedział na krześle przy kuchennym stole opierając łokcie o balat. Wyglądał na załamanego. Niepewnie zajęłam miejsce na przeciwko. Nie wiedziałam co zrobić. W końcu po długiej chwili milczenia zdecydowałam się odezwać.
-Co się stało?-Wymagało to ode mnie wiele odwagi. W pewnym sensie powinnam być z siebie dumna. Ze zdziwieniem zmierzył mnie wzrokiem.
-Pokłóciłem się z Mirell.-odpowiedział zdołowany. Przełknęłam ślinę, w przygotowaniu na kolejne pytanie, jakie miałam zamiar zadać.
-O co?
-O czułość w naszym związku, wcale mi jej nie okazuje.-Powstał. Wydawał się bardzo przygnębiony, ale też i wściekły. Odruchowo dołączyłam do niego i stanęłam na nogi. Chodził w kółko poirytowany i smutny.-Nie rozumiem. Czy coś jest ze mną nie tak? Haruję jak wół, staram się, żeby było nam jak najlepiej...Nie zasługuję na okazanie trochę uczuć? Tak bardzo mi tego brakuje...-mówił. Wtem zatrzymał się naprzeciw mnie. Skamieniałam. Wpijał we mnie spojrzenie tak intensywnie, że wiedziałam, iż coś się szykuje. Moje serce zaczęło bić jeszcze mocniej. Obawiałam się go. Miał ponad 190 centymetrów wzrostu i niemałą masę ciała. Mogę szczerze przyznać, że fizycznie mnie przerażał. Zaczął się do mnie zbliżać. Na skutek kroków blondyna, cofałam się dopóki nie spotkałam ściany na swojej drodze ucieczki. Nie miałam już gdzie się podziać. Pozostało mi tylko liczyć na cud. Jego dłoń trafiła na mój policzek, twarz chłopaka kierowała się ku mojej.
-Co...Co ty robisz?-zająknęłam się. W odpowiedzi uzyskałam jedynie gardzący mną postacią śmiech. Nagle rozległ się huk zamykanych drzwi wejściowych. To mnie uratowało. Chace natychmiast trafił na swoje wcześniejsze miejsce. Ja natomiast pozostałam w pozycji przypartej do muru. Oddychałam w przyśpieszonym tempie. Nie dało się ukryć, iż nie wyszłam jeszcze z szoku. W wejściu pojawiła się Miri. Najpierw przeskanowała posturę swojego partnera, następnie trafiło na mnie. Widocznie nie rozumiała co się dzieje. Obawiałam się jej reakcji.
-O co chodzi? Co się stało?-Natychmiast zapytała. Spuściłam głowę. Było to już moim przyzwyczajeniem. Ale ten kretyn, gdyż inaczej nie mogę go nazwać, wykorzystał to.
-Ona tu wparowała. Powiedziała, że specjalnie nakłoniła cię do sprowadzenia jej tu i, że czekała na moment kiedy zostaniemy sam na sam. Ponoć specjalnie grała taką cichą, żeby tylko nie było widać jak bardzo się jej podobam. Przed chwilą uradowana stwierdziła, że skoro się pokłóciliśmy może wkroczyć do gry.-Kłamał jak z nut. Przyznaję mu Oskara za tą rolę. Zagrał to świetnie, sama chyba bym uwierzyła, gdybym nie znała prawdy. Podczas swojego monologu zbliżył się do swojej "ukochanej". Złapał ją za dłonie i recytował jej prosto w oczy, które zdążyły zajść łzami pomiędzy zdaniami. Nie wierzyłam, że był zdolny do takiego ruchu. Widać było, że ciemnowłosa już mu wierzyła. Czułam w kościach jak moje szanse na wytłumaczenie się maleją. Natychmiast oprzytomniałam z szoku jaki przeżyłam przez natarczywość Chace'a. Narosła we mnie wściekłość. Coś we mnie pękło. Te kłamstwa wzbudziły we mnie agresję. Zbyt wiele mi to przypomniało. Zacisnęłam pięści. Miri zerknęła na mnie, tak samo jak i ten łgarz.
-Ty zakłamany frajerze! Jak możesz tak okłamywać taką dziewczynę?! Tak ją kochasz?! Tak ci zależy?! Tak bardzo brakuje ci z nią bliskości, że postanowiłeś przystawiać się do mnie, a później odwracać kota ogonem?! Ty debilu! Nie zasługujesz na nią ani na żadną kobietę!...-kontynuowałabym, gdyby nie fakt, iż dotarło do mnie co robię. Zrozumiałam jak głośno krzyczę. Luknęłam na nich. Byli w szoku. Ich źrenice zrobiły się ogromne. W sumie sama byłam zszokowana swoim zachowaniem. Wcześniej krzyczałam tylko raz w życiu, ale nie wyszło mi to na dobre. Wrzaski zawsze stanowiły dla mnie coś szczególnie traumatycznego. A sama to uczyniłam. Zatrzymałam się. Zasłoniłam usta. Moje niebieskie oczy przysłoniła ściana łez. Przeskanowałam jeszcze raz ich postury i wybiegłam z mieszkania. Nie miałam już pojęcia gdzie się podziać. Wiedziałam, że nie mam po co wracać. Udałam się na dach budynku, z uwagi na to, że byłam ubrana jedynie w piżamę. Nie miałam nawet butów. Jedyne co udało mi się zgarnąć to komórka. Nie do końca wiedziałam do kogo zadzwonić.  Już nie chciałam wynosić się do żadnej z moich koleżanek. Zastanawiałam się nad Alexis, lecz stwierdziłam, iż musiałabym jej wszystko wyjaśnić. Moje przemyślenia przerwał właśnie dzwonek mojej komórki. Nie za wiele widziałam przez ścianę łez, więc po prostu odebrałam.
-Tak?-odezwałam się.
-Avecra? Co się dzieje?-W słuchawce rozbrzmiał znajomy głos.
-Błagam cię...Przyjedź po mnie.-wydukałam.
-Będę za 10 minut.-Następnie rozbrzmiał sygnał rozłączenia się połączenia telefonicznego. Starałam się uspokoić. Nareszcie udało mi się. Zeszłam na dół. Czekałam pod blokiem na przybycie mojej koleżanki. Ujrzałam przed sobą czarny sportowy samochód z przyciemnionymi szybami. Byłam niemal pewna, iż to auto Katy. Natychmiast podbiegłam do pojazdu i otworzyłam drzwi, aby szybko znaleźć się w środku. Dopiero po zamknięciu drzwi zerknęłam na kierowcę. To zdecydowanie nie była Katy, a ja nie miałam szans na ucieczkę...





Hello! Oto Confidence 9 <3 Mam nadzieję, że się spodoba ;3 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

5 komentarzy:

  1. No no
    Cóż za emocje i wybuch
    Onytak dalej Av!:)
    A to dupek, jak on mogl coś takiego powiedzieć?!
    Ciekawe kto to tam w tym aucie jest??
    No nic czekam na next<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah :D
      Dzięki XD
      No nie wiem :O
      Niedługo xx

      Usuń
    2. Masz konto w Google +?
      Chciałbym cię znaleźć: )

      Usuń
    3. Ah
      Zapraszam na mojego nowego bloga:)

      http://niania-louistomlinson.blogspot.com


      Tam dowiesz się reszty;)

      Usuń
    4. Owszem mam konto, wystarczy kliknąć w moją nazwę ;)
      Oczywiście już zaglądam :)
      xx

      Usuń