Sprawa z Payn'em szybko się rozwiązała. Jego agencja odczepiła się od mojej familii. Powiedzmy, że zawarliśmy pomiędzy sobą sojusz.
Musiałam skłamać trochę przyjaciół, którzy przy mnie zostali. Wmówiłam im, iż miałam terapię na wyjeździe i zmieniłam się. Bez większych pytań przyjęli to do wiadomości. Ale dlaczego tych którzy przy mnie pozostali? Może dlatego, że Mirell uwierzyła Chance'owi i odwróciła się kompletnie od mojego towarzystwa. Wyjechała z nim do Stanów, więcej nie wiem. Podobnie Sav oraz Harold, bez pożegnania udali się za granicę i więcej ich nie zobaczyłam.
Al uspokoiła się nieco z imprezowaniem. A tu was zaskoczę...Pod wpływem Louis'a, który okazał się być przyjemnym facetem, mimo swojego zawodu. Dbał o dziewczynę i najwyraźniej się kochali, więc nie mogłam się sprzeciwiać ich szczęściu, bądź obawiać się bruneta.
Nadal mieszkałam z Alexis. Nad sobą wciąż miałam nadzór Niall'a. Jednak nie był natarczywy. Wręcz przeciwnie, odwiedzał nas, a ja lubiłam go coraz bardziej i bardziej. Codziennie się z nim widziałam. Nie tylko kiedy przybywał do Alex, bądź na kontrolę. Spotykałam się z nim po zajęciach na studiach, po pracy, w wolne dni. Przyznam, że z czasem coś zaczęło się pomiędzy nami dziać, ale do tego jeszcze wrócę później...
Niemal wszystko było po staremu, tyle tylko, że przeżywałam to jako inna i chyba lepsza Avecra. Do mojej codzienności dołączył Ernest i jego świeżo upieczona rodzinka. Natychmiast złapałam wspólny język z kobietą mojego brata, a kiedy na świat przyszedł mały Xabi zakochałam się w nim. Rodzice malucha stwierdzili, iż ich potomek jest bardzo do mnie podobny. Dostrzegałam w tym nutkę prawdy (; . Często opiekowałam się dzieciaczkiem, kiedy młoda para potrzebowała chwili dla siebie. To odbudowywało moją relację z Er'em.
Skończyłam studia z wyróżnieniem, znalazłam lepszą pracę i w końcu znalazłam swoje własne mieszkanie. Było przestronne i urządzone w stylu Vintage, co od zawsze mi się podobało. Szczerze, zadowalało mnie nowe życie.
Dobrze, dobrze opowiem teraz o relacji z Niall'em, bo to zapewne interesuje was najbardziej. Tak jak już wspomniałam chodziliśmy na randki. Powoli się do siebie zbliżaliśmy. Żadne z nas się tego nie spodziewało i żadne z nas nie chciało się spieszyć. To wyszło tak... Nieoczekiwanie. Poznawaliśmy się coraz lepiej i czekaliśmy aż poniesie nas chwila. Ten moment nadszedł po 3 latach nieoficjalnego związku opartego na przyjaźni, tak wiem trochę chore, lecz tak bezpieczniej jest zaczynać partnerstwo. Właściwie nasze startowało nieświadomie. Całe nasze towarzystwo naciskało, laski mnie namawiało, nawet mój braciszek polecał blondasa, co wydawało się niemożliwe ze względu na jego wymagania względem potencjalnych wybranków mego serca. Jeżeli każdy podlegał dokładnej selekcji Ernest'a, a on sam wielbił Nialler'a, to byłam pewna, że to dobra partia. Horan pomagał mi w przeprowadzce. Wnosiliśmy drobiazgi umieszczone w kartonach, kolejno układaliśmy je. Kolejno zabraliśmy się za malowanie ostatniego, pustego jeszcze pokoju. Jeszcze nie zagospodarowałam wtedy tego pomieszczenia, lecz łyse ściany mi nie odpowiadały. Niall był moim najbliższym przyjacielem, więc bezinteresownie mnie we wszystkim wspierał. Po pięciu minutach pracy przy kolorowaniu ścian wpadłam na świetny pomysł. Chlusnęłam w kierunku towarzysza farbą. Przyjął cios na brzuch. Rozpoczęła się najprzyjemniejsza walka jaką miałam okazję przebyć. Doskonale się bawiłam. Kochałam śmiech niebieskookiego. Z każdą sekundą nasze ciała dzieliła coraz mniejsza odległość, aż w końcu doszło do namiętnego pocałunku. Tak własnie się to zaczęło...
A dzisiaj, po sześciu latach znów kolorujemy ściany pokoju. Powoli zaczyna do nas docierać, że zostaniemy rodzicami. Tak...Ja i Niall. Para z przypadku. Nie pomyślałabym, że to wszystko się tak potoczy. Że mogę być silną, pewną siebie kobietą. Z dumą mogę przyznać, że jestem szczęśliwą kobietą, chyba nawet najszczęśliwszą, nawet z tą zagmatwaną przeszłością...Tak. Pewność siebie.
Nie żałuję. Nie jestem sobą. Nigdy znów nią nie będę. Teraz jestem silniejsza, może nawet lepsza. Nie wierzyłam, ale się przekonałam..
Heja! Późno? Bo szkoła :'( Wybaczcie :/ Oto taki epilog na luzie, pisany nowoczesnym językiem, gdyż nie miałam zamiaru wymyślać jakiś poezji, skoro przekaz jest ten sam ;3 Mam nadzieję, że się wam spodoba i, że całe opowiadanie było przyjemne do czytania :) To już oficjalny koniec "Confidence" :')
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Piękne zakończenie wręcz!
OdpowiedzUsuńZ Horankiem? Nigdy bym nie powiedziała, ale cieszę się ich szczęściem!
Świetne! <3
Czekam na inne części następnych opowiadań.
U mnie na niani kolejny rozdział !<3
^.^ oj dziekuje !♥
UsuńA kto by sie spodziewal xD
Niebawem i juz zmykam do cb :* xoxo
Hej kochanie! Twoje zamówienie już jest!!<3
UsuńZgodzę się z Ewą, zakończenie przepiękne. Masz naprawdę wielki talent.!
OdpowiedzUsuń:3 Oj, a się zarumieniłam ^.^
UsuńDziękuję Ci bardzo <3
xoxo